“Wybacz kwiatuszku ale… nic z tego nie będzie… Przykro mi, aniołku”
To nie… nie mogła być prawda… Nie… to był sen. Tak! Najprawdziwszy koszmar, materializacja jej lęków, które od księżyców spędzały sen z powiek niebieskiej kocicy. Lina na jej gardle zaczęła się niebezpiecznie zacieśniać. Musiała coś zrobić… Traciła oddech. Czuła jak tonie w morzu swych niezrozumiałych uczuć.
— Ojej… kwiatuszku… ale nie płacz — ciepły język sprawił, że trafiła nad sobą kontrolę. Czuła się nieobecna, jakby duchem trafiła do najcudowniejszego miejsca na świecie, ciało natomiast pozostało by zbierać fizyczne pieszczoty. Jej umysł się wyłączył. Została tylko ona.
Lodowa Łapa.
Kocica chorobliwie pragnąca dotyku swej mentorki. Chciałaby ta chwila trwała wiecznie, wiedziała jednak iż to się nie spełni. Powiedziała jej to teraz, prosto w pysk. Więc… dlaczego teraz tak delikatnie pieściła ją po policzku? Dlaczego zmuszała do wtulenia się w jej ciało?
Chciała by ją zostawiła. Opuściła jak niemalże każdy.
Sprawiało jej to radość, gdy cierpiała? Widziała, jak bardzo łaknie jej dotyku, a jednak bezczelnie zwodziła ją za nos. Bawiła się niczym piszczką. Łzy płynęły kaskadami po jej policzkach, mocząc już i tak wilgotną trawę pod łapami.
— Ja… Nie… MÓWIŁAŚ, ŻE MNIE KOCHASZ!
— To były tylko żarty, kwiatuszku, wiesz, takie przyjacielskie… Myślałam, że rozumiesz...
— Żarty… Żarty?! — z jej pyska uciekł histeryczny śmiech. Wbiła pełne bólu i żalu spojrzenie w mentorkę. — Zostaw mnie. — wycedziła przez zęby, odpychając ciało Owczego Futerka. Robiła to z trudem. Jej umysł był przyćmiony. Jedyne, o czym marzyła, by ta ostatecznie rzekła, iż był to jedynie żart, że kocha ją, a to wszystko, co mówiła było prawdą.
— Wynoś się. Nienawidzę cię! — wyrwawszy się z objęć oddychała ciężko. Zniszczyła wszystko. WSZYSTKO. Odebrała jej stabilny grunt pod łapami. Nie mogła udawać? Wiedziała jednak iż zabolałoby to bardziej, jednakże w tej chwili dałaby wiele, by mentorka jeszcze trochę się nią zabawiła. Pragnęła znów czuć na sobie jej ciepły język. Przyjmować komplementy. Wtulać się z czułością. Słuchać jak ta szepcze swoje “kocham cię kwiatuszku”.
Lód pociągnęła nosem, znikając czym prędzej w trzcinie, zostawiając swoją mentorkę z wyrzutami sumienia. Nie mogła teraz pokazać się w klanie, nie po tym, co chwilę temu zaszło.
Biedna Lód :(
OdpowiedzUsuń