*Dawno, dzień zaginięcia Glonika*
– Pszczółko, co z Mgiełką? – zapytał siostry, która akurat wtedy przechodziła obok.
– Wygląda na zadowoloną – stwierdziła Pszczółka i przeniosła wzrok na brata. – Ty za to wręcz przeciwnie. Poranku odpocznij trochę! Mam wrażenie, że zaraz się przewrócisz z tego wyczerpania – zauważyła kotka.
– Nie jestem wyczerpany – upierał się rudy, dalej mieszając ze sobą odpowiednie zioła. – Po prostu wykonuje moją pracę. Nie mogę z tym zwlekać – oznajmił, odsuwając zawiniątko na bok. – Robisz teraz coś ważnego?
– Potrzebujesz pomocy?
Na te słowa Chwast cały się spiął.
– To nie jest pomoc... Po prostu chcę jakoś zagospodarować twój czas – wytłumaczył szybko.
– Niech ci będzie. To, co muszę zrobić? – zapytała Pszczółka, podchodząc do brata, by zajrzeć, co on tak właściwie robi. Ten nieprzejęty ciekawością siostry dalej robił swoje.
– Musisz przynieść mi trochę ziół. Takie jak ostatnio, powinnaś pamiętać... – mruknął cicho i złapał w zęby kolejną roślinę. Przełożył ją na bok, tym samym chcąc zrobić sobie odrobinę więcej miejsca. – Weź ze sobą Glonika jak wróci. Zaraz powinien wrócić z polowania.
– Widzę, że ty i Glonik już się dogadujecie – zagadnęła Pszczółka. – Jesteś do niego dużo lepiej nastawiony niż na samym początku. To dobrze – stwierdziła. – Widać, że dzięki niemu Mgiełka jest bardzo szczęśliwa.
Poranek na chwilę się zatrzymał. Odłożył trzymane zioła i kątem oka spojrzał na siedzącą nieopodal Mgiełkę.
– Chyba masz rację, jest szczęśliwa.
***
Łkanie Mgiełki roznosiło się echem dookoła. Pszczółka siedziała obok niej, cicho coś szepcząc do jej ucha. Poranek za to dalej siedział przy ziołach, tym razem jednak nic nie robiąc. Tępo przyglądał się rozrzuconym roślinom. W uszach słyszał szum, a w głowie zamiast masy myśli była tylko jedna. Glonik już nie wróci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz