BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 lutego 2023

Od Szakalej Łapy

*Jeszcze przed mianowaniem Gęsi na medyka*

Szakala Łapa szła zmęczona ze zdobyczą w pysku, słuchając jak zwykle bezsensownego trajkotania Gęsiego Wrzasku. Przed snem czasem analizowała anomalię, jaką była chociażby miłość mentora do Chłodnego Omenu, kolejnego niezrozumiałego gościa mordującego wszystkich wzrokiem. W normalnych warunkach powinni byli znienawidzić się od pierwszego bliższego kontaktu, jednakże natura kota zrobiła psikusa i powstało takie coś jak dobra znajomość między wojownikami uważającymi się za najlepszych. Cud cudem, że nie skoczyli sobie jeszcze do gardeł.
— Aksamitka.
Nawet nie próbował tłumaczyć - jedno słowo było wystarczające. Nie musieli gadać do siebie zbyt wiele, by się zrozumieć.
— Roślina o kwiatach barwy wahającej się między żółtym, pomarańczowym, a czerwonym. Należy szukać jej w pobliżu wody i przeżuć płatki oraz liście na papkę, aby zatrzymać krwawienie.
— I?
— Ból stawów, infekcje. — dopowiedziała.
— Dobrze.
Potężny wojownik odsunął się na bok. Poruszył uchem, rozejrzał się i zniknął nagle w buszu krzewów, co zaskoczyło uczennicę. Prawda - nie musiał się jej tłumaczyć z czynów, jakie zaraz wykona, ale mógł chociaż powiedzieć o odłączeniu! Szakal uderzyła czarno-złotym ogonem, ponownie wściekła na zachowanie Gęsiego Wrzasku i ruszyła za jego nikłym zapachem, korzystając z doskonale rozwiniętego zmysłu powonienia.
Nie spieszyła się. Spokojnym truchtem podążała ścieżką wytyczoną przez ślady kocich poduszek, które pozostały na ziemi poprzez nieznośną miękkość gleby nasączonej topniejącym śniegiem. Babrała sobie pazury, zadbane futro i całe łapy w błocie, na co odpowiadała kolejką prychnięć, której nie było końca. Ze wszystkim możliwych dróg Gęsi Wrzask wybrał tą najgorszą, jakby inne lepsze nie istniały albo miał jakieś głębokie uczucie względem przemiany w brudną świnię. Szakala Łapa nie rozumiała go i nie próbowała nawet zgłębiać się w jego dziwne nawyki, lecz nie chciała z tego powodu sama cierpieć. I tak przeczuwała, że zostanie zmuszona do wyczyszczenia futra w lodowatej wodzie.
— O, tu jesteś. — zasyczała, gdy zauważyła nieznośną, liliową kitę wystającą z krzaka. — Czemu nagle się zrywasz, jakby rój pszczół cię gonił?
— Cicho. — uciszył ją stanowczym głosem. — Zamiast gadać, lepiej wsłuchaj się w otoczenie.
Na polecenie nastawiła ucho i nie odezwała się, szanując tym samym "prośbę" mentora. Na początku nic nie słyszała; szum natrętnego powietrza dostawał się do przewodu słuchowego, drażniąc wrażliwe kanały i powodując ból. Stawała się przez to niecierpliwa, lecz niespodziewanie usłyszała stłumiony krzyk, w którym ukryte było cierpienie. Krzyk nieznajomego kota, kwilącego raz za razem gdzieś w oddali.
— Teraz rozumiesz? — zapytał, kierując ku Szakalowi wzrok.
— Tak. — odpowiedziała. — Ktoś obcy jest na naszych terenach, czyż nie? — Gęsi Wrzask pokiwał głową. — Chodźmy to sprawdzić.
Ruszyli pewnie przed siebie, łapa za łapą, głowa za głową. Kierowali się piskiem nieznajomej postaci, która nie próbowała ukryć swojej obecności. Głupia! Czy nie wyczuła chociażby słabego zapachu oznaczającego granicę, za którą krył się niebezpieczny teren? Z drugiej strony, jeżeli ten ktoś był samotnikiem lub pieszczochem, to cóż miała się dziwić? Najczęściej wymieniony wcześniej podgatunek odznaczał się łatwowiernością i głupotą, co skutkowało śmiercią spod łap kultu, który potrzebował świeżych dusz dla przodków.
— Pomocy! — damski głos wybrzmiał między drzewami.
Szakal stanęła jak wryta. Dlaczego prosiła się o śmierć? O zagrożenie związane z otaczającymi ją obcymi? Pobiegła w stronę dźwięku kotki - jeżeli chciała czyjejś obecności, nie będzie jej ignorować.
Zielone, młode i słabe jeszcze liście spadały pod ciężarem liliowego, który powziął misję poruszania się między drzewami, uznając że tą taktyką ujrzy zagubioną kotkę. Uczennica z kolei postanowiła pozostać na dole, by nie ryzykować ponownego upadku. Mimo dzielącej ich wysokości poruszali się niemal obok siebie, sprawnie przeszukując nory i dziuple; wspólnie gotowali się wewnętrznie, gdy kolejna kryjówka okazywała się być niczym więcej niż pudłem, która bezgłośnie wyśmiewała ich wysiłki. Miała tak bardzo wszystkiego dość. Jakim cholernym trafem kocica schowała się na tyle dobrze, iż najlepsi wojownicy nie mogli jej dojrzeć?
— Tutaj!
Głęboki i znajomy głos odezwał się nad głową - a jednak była to dziupla, nieznośna i kojarząca się ze śmiertelnym wyzwaniem. Gęsi Wrzask wszedł pierwszy, pozostawiając złotą na zewnątrz, na pastwę losu. Teraz była jej kolej; dostać się na wysokie drzewo wypełnione lepiącą się żywicą i otoczone przez drobne, kłujące gałązki. Wzięła trzy raz wdech i wydech.
— Raz kotu śmierć.
Tymi słowami wczepiła się pazurami w korę, by podciągnąć drobne ciałko w stronę celu. Już wiedziała, że tego pożałuje.

***

TW: zniszczone ciało, pasożyty :D


— Dłużej się nie dało?
Doszła i żyła, po prostu żyła. Ignorowała morderczy wzrok mentora, który teraz kręcił się koło nieznajomej z dziwnie napęczniałym brzuchem, wyglądającej bardziej jak worek wypełniony resztkami niż zdrowy okaz młodości.
Jej marna figura uderzyła w emocje i wytrzymałość psychiczną Szakal. Miała koszmarnie rozszarpaną sierść sklejoną we krwi od ugryzień niewiadomego zwierzęcia - może kota, może psa i żebra wystające pod skórą. Bez problemu mogła policzyć każdą kość i poznać wewnętrzną anatomię bez wypruwania flaków. Nie posiadała jednego ucha, ogon ledwo trzymał się wystającej chrząstki.
Ale nie to było najgorsze.
W oczach… tych pięknych oczach, w których normalnie kryły się wszelkie uczucia, prawda i okno do duszy, znajdowało się wybrzuszenie. Poruszało się, cudem nie przebijając drobnej powłoki znajdującej się na gałce. Obrzydliwa, biała nić zmieniła położenie, uznając oko za swój dom.
Szakal przyjrzała się temu z bliska.
Zwymiotowała.
— Nicień. — Gęsi Wrzask zachował zimną krew. — Ten widok wywołuje u ciebie tak mocne reakcje? Lepiej zahartuj się, dopóki nie jesteś… między nami.
Leżąca obok nich kocica calico nie reagowała częściowo na to, co działo się dookoła. Przynajmniej tymczasowo. Kilka mrugnięć później jakby ocknęła się z głębokiego snu, wytrzeszczem oczu mierząc dwójkę gości.
— Dz-dziękuję z-za przyjście. — wycharczała pomiędzy głębokimi oddechami. — Z-zewnętrzny świat… jest groźniejszy… niż przewidziałam.
Mentor podszedł do nieznajomej i nacisnął lekko na brzuch. W środku poruszały się kształty - widoczne były łapy przebijające się przez chudą skórę. Obce ciała jakby prosiły o wyjście z więzienia będącym organizmem matki.
— Narządy przystosowują się do porodu. — stwierdził i zajrzał za ogon. — Wody płodowe. Kiepsko to widzę. Twoje młode są już gotowe, by przyjść na świat, jednakże możesz tego nie przetrwać przy twoim stanie. Wyczuwam dwójkę całkiem sporych kociąt, a to tylko utrudnia sprawę.
Pół-trup pokiwał głową, którą ledwo utrzymywał w pionie.
— W-wiem… — po policzkach spłynęły łzy. — J-ja… tylko chciałam… kocięta… moje dzieci…
Szakal podreptała łapami w miejscu, tworząc wgłębienia w panoszącym się kurzu. Czuła się niekomfortowo jak nigdy w życiu. Nawet wycie Bieliczego Pióra rozchodzące się po obozie tego pamiętnego dnia nie wywoływało tyle przykrych i nieznośnych odzewów w ciele, co teraz. Świat był podły, okropny, a na podstawie kotki nawet obrzydliwy. Oprócz pasożytów, w powietrzu latały hałaśliwe muchy, czekając aż ich pożywienie zdechnie. Chciały jeść, żywić się na padlinie, która jeszcze dychała w dusznym i śmierdzącym otoczeniu.
Uczennica rzuciła kątem oka na szyję ciężarnej - zauważyła tam obrożę typową dla pieszczochów. Co robił tu kot dwunożnych?
— Nie powinnaś być przy tych… łysych istotach? — zapytała się.
Calico zawyła. Nie takiej reakcji się spodziewała.
— O-oni!? To te przebrzydłe, przerośnięte szczury są temu winne! — pierwszy raz wykrzyczała klarownie, by zaraz zakrztusić się powietrzem. — … Moje najdroższe potomstwo… utopili przy mnie… w rzece!
Uczennica zamrugała zaskoczona, nie rozumiejąc jaki jest cel w zabijaniu młodych, lecz nie to miało być największą niespodzianką dnia.
Gęsi Wrzask bez ostrzeżenia trzasnął w łeb Szakala. Nie przewidziała tego, nie zdążyła wyminąć lecącej w jej stronę łapy z wysuniętymi pazurami. Cios, którym oberwała, odbił się ostrym bólem i krwią powoli spływającą z czoła. Z wrażenia i siły uderzenia usiadła na dupsku.
— Co ty wyprawiasz?! — zasyczał. — Nie należy za cholerę denerwować przyszłej karmicielki w trakcie porodu! Ileż razy ja ci to wbijałem w łeb podczas wykładów teorii?
Wstała. Skąd miała wiedzieć, że tak prostym pytaniem wyniesie negatywną energię na zewnątrz? No skąd? Rzuciła wyzywające spojrzenie swojemu ukochanemu mentorowi. Oj nie, nie, nie, nie… Nie będzie workiem treningowym, zapchloną omegą na wymiar Ruiny! Zbliżyła odważnie swoją głowę do jego i zasyczała.
— Mogłeś po prostu powiedzieć, zamiast mnie atakować! — wydała z siebie ostrzegawczy odgłos podobny do przeciągniętego gruchania gołębia z niskim piskiem. — Pozwalasz sobie na zbyt wiele, ty psie jebany!
Gęsi Wrzask nastawił uszy w zaskoczeniu, po czym zaczął się śmiać. Teraz ledwo powstrzymywała się przed przejechaniem pazurami po przebrzydłym pysku jak on jej chwilę temu.
— A to zabawne, że akurat takie słowa padają z twoich ust. Lepiej się zamknij, szczenięca wywłoko. Ja tu rządze i robię, co uważam za słuszne. — wywrócił oczami i zbliżył liliowy pysk do wywiniętego, szakalego ucha. — Niby cię chwaliłem kilka słońc temu, a jednak nadal nie zauważasz najdrobniejszych szczegółów. Przyjrzyj się jej. Ona umrze, gdy tylko wyda dzieci na świat, o ile nie wcześniej.
Gryzła się ze sobą w myślach, walczyła. I choć nienawidziła czasem z całego serca przemądrzałego tonkija, nie mogła zaprzeczyć jego słowom. Kotka wyglądała jak cień samego siebie - wróć - jak żywe zwłoki nadal zdolne do mowy. Jej los był już przesądzony; życie w drugim wymiarze wyłącznie zbliżało się cichymi krokami.
— Nawet jeśli wiemy co się z nią stanie, wciąż nie chcę, by umarła przed porodem na zniszczenie nerwów przez taką jedną gadułę. — eskortował wnuczkę Irgowego Nektaru na bok i skierował ku niej wzrok. — Niech chociaż plony w postaci kociąt zasilą szeregi kultu, gdy ona odejdzie w niepamięć. Spełni się jej marzenie - będzie miała potomstwo, pomijając fakt, iż… obserwacja ich dorastania odbędzie się z dalekich, nieznanych nam krain.
Tak, racja. Oboje mogli tylko patrzeć, jak powoli żegna się z dżdżystą ziemią, przyjemnym powiewem i towarzyszami, których zapewne kiedyś miała. Przykra, ale prawdziwa rzeczywistość.
— Czym prędzej zajmijmy się nią, a potem… policzymy się. — wymruczał i wrócił tam, gdzie być już powinien od początku nadejścia.

***

Poród odbierali w najprawdziwszym skupieniu, nie pozwalając sobie na popełnienie najmniejszego błędu. Szakal podała calico patyk, by mogła na nim zacisnąć uszkodzone zęby, a mentor zajmował się głównym problemem jako osoba najbardziej zapoznana z ziołolecznictwem.
— Skup się. — rozkazał pieszczochowi. — Pchaj z całej siły, twój pierwszy kociak jest tuż tuż.
Nie kłamał - w gruncie rzeczy z dróg rodnych wystawała już główka nowego życia, choć otoczona błonami płodowymi i krwią. Kocię jeszcze nie piszczało, podłączone wciąż pępowiną do matki, ale Szakal wiedziała, że zaraz będzie ryczeć, o ile był to zdrowy okaz.
— Boli! — zawyła rodząca.
Otwór z maluchem w środku rozszerzył się, dzięki czemu młodziak niczym glut wylazł na zewnątrz. Złotawa pomimo nienawiści do dzieci uśmiechnęła się. Mroczna Puszcza ponownie wynagrodzi cierpienia Bieliczego Pióra kolejnymi pociechami. Znowu będzie się uśmiechać, a Szakal kochała jej szczęśliwą i słodką mordkę.
— Poczekaj chwilę. — powiedział do swojej asystentki. — Hmm… tak. Teraz przetnij starannie zębami sznur łączący z łożyskiem i pozbądź się wierzchni pokrywającej kociaka. Nie może się udusić od braku powietrza.
Pokiwała głową i zabrała się do pracy - była na swój sposób ciekawa, ale też i obrzydliwa, uwzględniając babranie się z tkankami wypełnionymi dziwnie pachnącą cieczą. Z największą ostrożnością, tak jak poinstruował Gęsi Wrzask, pozbyła się ochronnych warstw i zaraz po tym ujawnił się piękny, spory kocurek o kremowej sierści. Wziął pierwszy haust powietrza, a następnie wydał kocięcy krzyk. Nie podobał mu się złośliwy dwutlenek węgla, który osłabiał, gdy nie powzięło się tlenu ze środowiska.
— Wyliż starannie jego sierść. — dyktował dalej, pomagając również calico w urodzeniu drugiego szkraba.
Wszystko szło zgodnie z planem. Szakala Łapa przez cały czas pielęgnowała mokre futro poprzez czesanie językiem, nie pozwalając zarazem nowonarodzonemu na zziębnięcie. Pogładziła lekko młodziaka po czuprynce i schowała go pod ciepłym futrem. Czy tak kiedyś ona będzie się czuć? Zdezorientowana, ale… dziwnie zadowolona? Czyżby budził się w niej instynkt macierzyński? Nie, nie ma mowy!
— Do jasnej ch-cholery!
Morskie oczy kocura rozszerzyły się, gdy spokojna przed chwilą matka zaczęła trząść się w niekontrolowany sposób. Przerażający widok rozgrywał się przed jego osobowością, napawając go strachem. Stał jak osłupiały, ogłupiony. Niby przewidział koniec kotki, ale z pewnością nie w taki sposób.
— Pomóc ci? — zapytała, jeżąc się na sierści.
Gęś pokręcił głową.
— Nie. — Ocknął się z szoku i doskoczył do kotki. Liliowymi łapami przytrzymywał głowę calico, której ona nie mogła pod żadnym warunkiem kontrolować. — Kociak znajdujący się pod tobą potrzebuje teraz opieki jak nigdy dotąd. O mnie się nie martw, sam sobie poradzę. — Z żalem patrzył na uciekające życie ofiary padaczki. — Biegnij do obozu. Oddaj malca pod skrzydła Bieliczego Pióra… będzie wiedziała, co z nim zrobić. — westchnął. — Niedługo wrócę z drugą sztuką, wyjmę dzieciora jakoś brzuchem.

***

Biegła, ile sił w kończynach. Biegła, jakby mieli ją zaraz poćwiartować, odciąć jej głowę lub poddać torturom. Złota i zwinna kotka o dość przeciętnie wysokich łapach przemierzała znajome tereny Klanu Wilka, nie oglądając się za siebie. Liczyła się wyłącznie jedna misja - oddać bachora do karmicielki.
Wielkim skokiem na miarę umięśnionej pantery śnieżnej wpadła do obozu. Wywołała tym niemałe zainteresowanie - Ważkowe Skrzydło wraz z Wścibskim Nochalem popatrzyły po sobie, a Liściasty Krzew stanął jak wryty. Dodatkowo z nory wyłoniły się oczy zaciekawionej Irgi - Szakal krótko przywitała się z zastępczynią skinieniem głowy i odwróciła łapy w kierunku legowiska karmicielki. Nie była pewna, ale dałaby sobie wąsy uciąć, że zauważyła u babci całkiem szeroki jak na nią uśmiech. Czyżby cieszyła się z kolejnego, potencjalnego kultysty?
Weszła pod rozłożysty krzew, w którym już biegały małe popierdoły. Jad wraz z Kukułką przedrzeźniały się - tylko nowy nabytek nazywany Olszą siedział cicho w kącie, wciąż niedostosowany do życia u Wilczaków. I co najważniejsze - na środku leżała Bielicze Pióro, biało-brązowa kotka z zamkniętymi oczami i blizną biegnącą przez cały pysk.
— H-hej — gadanie z kociakiem w gębie nie było łatwe. — Ten tłutaj potrzebuje płomocy.
Kultystka obudziła się. Z źrenicami wielkimi jak pięć złotych wchłonęła przyniesiony podarek i szybko ruszyła przed siebie, spotykając się twarzą w twarz z przyjaciółką. Szakal lekko uśmiechnęła się - dawno ze sobą nie rozmawiali.
— Zajmę się nim. — wymruczała i odebrała kremowego.
Załatwiła najważniejszą sprawę. Z zadowoleniem wzięła głęboki wdech ulgi.
— Jeszcze będzie drugi. — powiadomiła królową. — Gęsi Wrzask zapewne niedługo się zjawi.
— Rozumiem. — uśmiechnęła się. — Jego również przygarnę.

***

Słońce pospiesznie znikało za horyzontem, a jak mentora wcześniej nie było, tak nadal się nie pojawiał. Od długiego czekania uczennicy ścierpły łapy, zamarzły czubki wibrysów, lecz czuwała, nie pozwalając sobie na sen. Gdzie on się podziewał? Zastanawiała się w myślach, chodząc tam i z powrotem. Chyba powinna była pójść. Jej obecność tutaj stawała się zbędna, a być może wojownik potrzebował pomocy, której niby nie chciał.
— Jestem.
Liliowa, znajoma sierść pojawiła się w krzewach. Gęsi Wrzask oddychał głęboko, jakby co najmniej przebiegł maraton od Owocowego Lasu do Klanu Nocy.
— Gdzie jest drugi maluch? — zapytała.
Nie było go nigdzie - nie wyczuwała zapachu, nie słyszała pisku, nie widziała puszystego futerka typowego dla malca. Zgadywała, że wydarzyło się najgorsze, lecz nic nie mówiła. Czekała na odpowiedź położnego.
— Umarł wraz z matką. — usiadł przy Szakale. — Przez kilka godzin próbowałem wszystkiego, aby złapał oddech, ale to było na nic.
Świerszcze grały w wysokich trawach. Nadawały dziwnej atmosfery tej nieprzyjemnej chwili.
— I pomyśleć, że my też kiedyś odejdziemy zjedzeni przez robactwo… — wyszeptał do siebie. — Chociaż nam dano okazję, by poznać ten parszywy świat.

Postacie NPC: Gęsi Wrzask
[przyznano 25%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz