Zacisnął zęby, cicho wypuszczając powietrze. Koniuszek jego ogona poruszył się ze zirytowaniem. Biało- czarna działała mu na nerwy. Pszczółka przekazała mu dość dużą wiedzę, nie potrzebował pomocy medyczki z Klanu Burzy. A tym bardziej nie odczuwał potrzeby, by być dla niej miły.
— Akurat! — prychnął — Ile mam powtarzać, że sam umiem się sobą zająć, mysi móżdżku?
Biało-czarna pokręciła głową z westchnieniem. Dobrze, odpuściła. Szybko poszło. Bocian przyjrzał się ponownie ziołom. Otworzył pyszczek, lepiej wychwytując intensywne wonie. Uspokoiły go. Przypominały tak bardzo o Pszczółce, tulącej do siebie własne kocięta, mruczącej im najróżniejsze opowieści. Wbił pazury w ziemię. Głupie rybojady. Zapłacą za wszystko, co im zrobili.
Ostrożnie przybliżył do siebie bliżej szczaw. Chwycił go, przeżuwając niespiesznie w papkę. Niechętnie nałożył go na zadrapania, zadane przez królika. Zapiekło. Skrzywił się lekko, jednak doskonale wiedział, że wszystko zaraz minie, a przynajmniej nie wda się infekcja.
— Widzisz? Nie potrzebowałem pomocy żadnego lisiego bobka. — mruknął biały kocur, kierując spojrzenie na Konwaliowe Serce.
Ku swojemu zdziwieniu, kotka powoli do niego podeszła. Zjeżył sierść. Była obca. Obcy nieśli ze sobą zagrożenie. Zachował ostrożność, czujnie jej się przyglądając, gdy usiadła obok niego.
— Wcześniej miałeś do czynienia z ziołami?
— Czemu się tym interesujesz, mysi móżdżku? — mruknął. Zmrużył oczy, jednak po kilku uderzeniach serca, zdecydował się na udzielenie odpowiedzi. Jeszcze pójdzie się poskarżyć "wujkowi" Mokrej Gwieździe. Nie chciał sobie nawet wyobrazić, jaki opieprz by dostał od Konopi. — Poznałem medykamenty, gdy byłem jeszcze kociakiem.
— Oh, dobrze.
— A ty też się tym interesujesz, czy z litości cię tu trzymają? — mruknął kocurek.
Może jednak znajdzie z tą kotką wspólny język? Mogliby porozmawiać o ziołach. A może nauczy go czegoś pożytecznego, co mu się później przyda?
<Konwaliowe Serce?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz