Wpatrywał się w powolnie płynący potok. Kawałki lodu spowolniały strumień, plątając się nieznośnie pomiędzy skałami. Aroniowy Podmuch chciał, żeby i jego życie popłynęło dalej. Ostatnio stał w miejscu. Strata Łabędziego Plusku była zbyt bolesna, by pewnie kroczyć przed siebie. Na początku sądził, że da radę. Że sobie poradzi. Lecz po ujrzeniu kocura podczas napaści na Klan Klifu Aronia miał wrażenie, że jego wszystkie rany otworzyły się na nowo. Znów mech w jego posłaniu przemoknięty był od łez, a ogon czarno-białego szorował po ziemi. Opieprz Pstrągowej Gwiazdy także nie mu nie pomógł. Nie sądził, że słowa liderki go tak zabolą. Stwierdzenie, że jej klan to banda tchórzliwych idiotów nie jednemu się nie spodobało. Reakcje Nocniaków były różne, od płaczu do agresji i wyzwisk. Jednym słowem w ich klanie nie było za spokojnie. Aroniowy Podmuch wiedział, że liderka go potrzebuje, lecz to wszystko przytłaczało go za bardzo. Nawet nie usłyszał jak Jesionowy Wicher do niego podchodzi.
— Hej — miauknął do niego. — Przejmujesz się słowami Pstrągowej Gwiazdy? — zapytał, dojrzawszy smutek na jego pysku.
Aronia pokręcił łbem.
— Dziwnie mieć Klifiaka w klanie — mruknął w końcu. — Myślisz, że to szpieg?
Jesionowy Wicher zastanowił się na uderzenie serca.
— Czy ja wiem, na swych krótkich przednich łapkach za daleko sam nie odejdzie — stwierdził, po czym zerknął ukradkiem w stronę wyjścia z obozu. — Chciałbyś się przejść na patrol?
Aroniowy Podmuch westchnął. Nie miał co tu siedzieć smętnie i użalać się nad sobą. Musiał chociaż próbować wziąć w garść. Rozejrzał się dookoła. Obóz żył jakoś własnym życiem i nikt na razie nie potrzebował go.
— Okay
Ruszyli razem w stronę powalonego pnia. Sprawnym skokiem znaleźli się na nim, by później podążyć wzdłuż nowej granicy z Klifiakami. Aroniowy Podmuch cieszył się, że oprócz medyka-szpiega odzyskali dawne tereny. Dobrze było postawić łapę na polanie i móc rozprostować łapy. Po lesie nie dało się swobodnie rozpędzić. Dość szybko znaleźli się przy nowej granicy z Klanem Klifu. Aronia zwolnił kroku, czując dobrze znany zapach sosen. Zmierzali w stronę farmy.
— Spokojnie tu — mruknął zastępca, rozglądając się.
Obawiał się, że chwilowa cisza przed burzą. W końcu to Lisia Gwiazda wybił się na sławie szaleńca. Aronia nie sądził, że ten od tak to zostawi. Na dodatek teraz mieli Słodki Język. Ich starą medyczkę, która znała cały klan jak własne posłanie. Jeśli dziwnopyska faktycznie okaże się zdrajcą, będą musieli wszystko zmienić. Czas patroli, postawić więcej straż nocą, lepiej zabezpieczyć obóz. Lecz nie to leżało na żołądku Aroniowego Podmuchu. Widok dziwnopyskiej u boku tej lisiej mendy był niczym cierń w łapie. Kocur nigdy nie sądził, że dawna przyjaciółka tak łatwo ich porzuci.
— Cieszymy się spokojem póki jest — odpowiedział Jesionowy Wicher.
Aroniowy Podmuch kiwnął smętnie łbem.
— Wojna w taki mróz to ostatnie czego potrzebujemy — mruknął jedynie.
Znów pomiędzy nimi zapadła cisza. Każdy zatopił się w swoich myślach, pozwalając łapą na ślepo prowadzić ich do przodu. Zapach farmy i Dwunogów uderzył do nozdrzy zastępcy. Kocur pewnie nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie ledwo wyczuwalna woń. Zbyt dobrze mu znana, by z ją pomylić. Serce Aronii zabiło szybciej i rozejrzał się nerwowo. Łabędziego Plusku nigdzie nie było.
Czyżby już zaczął wariować?
Pomarańczowe ślipia zerknęły na Jesionowy Wicher, lecz ten zdawał się ani trochę zaniepokojony. Czarno-białemu w przeciwieństwie do towarzysza patrolu z każdym krokiem coraz bardziej stawała sierść. Czekoladowy wojownik nagle się zatrzymał. Aronia zdezorientowany spojrzał na niego po czym rozejrzał się. Płuca odmówiły mu posłuszeństwa na widok srebrnego futra. Wzięcie wdechu okazało się niełatwym wyzwaniem.
— Ła-ła... Ł-łabędzi P-plusku...? — wydusił w końcu z siebie.
Spojrzał z niemałym zaskoczeniem na Jesionowy Wicher, lecz ten zdążył się wycofać na parę lisich ogonów.
— Powodzenia wujku! — zawołał na do widzenia.
Zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza, jedynie ich ciężkie oddechy ją przerywały. Aronia ukradkowo zerknął na Łabędzi Plusk. Ten zdawał się być podobnie zestresowany co on.
— J-ja... ja... ja przep-praszam — wyjąkał Aroniowy Podmuch, spuszczając łeb.
— N-n-n-nie... t-t-to... ja... ja p-przepra... A-a-aronio-niowy P-podmuchu... ja... j-ja... ja t-tak b-bardzo... n-nie... j-ja... n-nie... p-prze... prze-przepra-praszam — zaczął dukać Łabędzi Plusk.
Aronia pomimo że próbował nic z tego nie zrozumiał.
— A-aro-aronio... A-aro-aronio... w-wtedy... j-ja... prze-przecież... t-ty... j-ja... p-prze-przep... t-ty...
Aroniowy Podmuch pokręcił łbem, podchodząc powoli do kocura.
— N-nie to ja p-przepraszam — wymiauczał żałośnie. — N-naprawdę...
<Łabądku? przytulas na zgode>
— Okay
Ruszyli razem w stronę powalonego pnia. Sprawnym skokiem znaleźli się na nim, by później podążyć wzdłuż nowej granicy z Klifiakami. Aroniowy Podmuch cieszył się, że oprócz medyka-szpiega odzyskali dawne tereny. Dobrze było postawić łapę na polanie i móc rozprostować łapy. Po lesie nie dało się swobodnie rozpędzić. Dość szybko znaleźli się przy nowej granicy z Klanem Klifu. Aronia zwolnił kroku, czując dobrze znany zapach sosen. Zmierzali w stronę farmy.
— Spokojnie tu — mruknął zastępca, rozglądając się.
Obawiał się, że chwilowa cisza przed burzą. W końcu to Lisia Gwiazda wybił się na sławie szaleńca. Aronia nie sądził, że ten od tak to zostawi. Na dodatek teraz mieli Słodki Język. Ich starą medyczkę, która znała cały klan jak własne posłanie. Jeśli dziwnopyska faktycznie okaże się zdrajcą, będą musieli wszystko zmienić. Czas patroli, postawić więcej straż nocą, lepiej zabezpieczyć obóz. Lecz nie to leżało na żołądku Aroniowego Podmuchu. Widok dziwnopyskiej u boku tej lisiej mendy był niczym cierń w łapie. Kocur nigdy nie sądził, że dawna przyjaciółka tak łatwo ich porzuci.
— Cieszymy się spokojem póki jest — odpowiedział Jesionowy Wicher.
Aroniowy Podmuch kiwnął smętnie łbem.
— Wojna w taki mróz to ostatnie czego potrzebujemy — mruknął jedynie.
Znów pomiędzy nimi zapadła cisza. Każdy zatopił się w swoich myślach, pozwalając łapą na ślepo prowadzić ich do przodu. Zapach farmy i Dwunogów uderzył do nozdrzy zastępcy. Kocur pewnie nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie ledwo wyczuwalna woń. Zbyt dobrze mu znana, by z ją pomylić. Serce Aronii zabiło szybciej i rozejrzał się nerwowo. Łabędziego Plusku nigdzie nie było.
Czyżby już zaczął wariować?
Pomarańczowe ślipia zerknęły na Jesionowy Wicher, lecz ten zdawał się ani trochę zaniepokojony. Czarno-białemu w przeciwieństwie do towarzysza patrolu z każdym krokiem coraz bardziej stawała sierść. Czekoladowy wojownik nagle się zatrzymał. Aronia zdezorientowany spojrzał na niego po czym rozejrzał się. Płuca odmówiły mu posłuszeństwa na widok srebrnego futra. Wzięcie wdechu okazało się niełatwym wyzwaniem.
— Ła-ła... Ł-łabędzi P-plusku...? — wydusił w końcu z siebie.
Spojrzał z niemałym zaskoczeniem na Jesionowy Wicher, lecz ten zdążył się wycofać na parę lisich ogonów.
— Powodzenia wujku! — zawołał na do widzenia.
Zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza, jedynie ich ciężkie oddechy ją przerywały. Aronia ukradkowo zerknął na Łabędzi Plusk. Ten zdawał się być podobnie zestresowany co on.
— J-ja... ja... ja przep-praszam — wyjąkał Aroniowy Podmuch, spuszczając łeb.
— N-n-n-nie... t-t-to... ja... ja p-przepra... A-a-aronio-niowy P-podmuchu... ja... j-ja... ja t-tak b-bardzo... n-nie... j-ja... n-nie... p-prze... prze-przepra-praszam — zaczął dukać Łabędzi Plusk.
Aronia pomimo że próbował nic z tego nie zrozumiał.
— A-aro-aronio... A-aro-aronio... w-wtedy... j-ja... prze-przecież... t-ty... j-ja... p-prze-przep... t-ty...
Aroniowy Podmuch pokręcił łbem, podchodząc powoli do kocura.
— N-nie to ja p-przepraszam — wymiauczał żałośnie. — N-naprawdę...
<Łabądku? przytulas na zgode>
YAAAASSS W KOŃCU (≧▽≦)
OdpowiedzUsuń