Ruszył pod krzak i przyjrzał się uważnie jego gałązką. Zauważył już, że kiedy są świeże, nie łamią się, przez co można je wyginać. A właśnie teraz na tym mu najbardziej zależało. To był dzień, w którym jego wynalazek zostanie sfinalizowany. Wcisnął się pomiędzy zielone pędy i poprzegryzał ich konstrukcję przy łodydze. W efekcie uzyskał bardzo długi, cienki i giętki patyk. Musiał jednak urwać jeszcze takie dwa. Szybko więc, wziął się do roboty. Kilka uderzeń serca później, ciągnął materiały do obozu. Gałęzie były długie, przez co szurały po ziemi, a raz na kilka razy, uderzały nieświadomych wojowników po pyskach. Ale to ich wina, że wchodzą gałęzią pod łapy. Mogliby bardziej uważać.
Kiedy dociągnął je pod legowisko dziadka, zaczął pracę. Pierwszą z gałęzi, zaczął przeplatać z samą sobą, tworząc okrąg. Robił to bardzo dokładnie, aby konstrukcja nie zepsuła się, przy pierwszym użyciu. Dla pewności wzmocnił ją pajęczyną. Przełożył ją przez głowę i stwierdził, że może być. Nie zleci z niego. Odłożył więc obręcz na ziemi i ruszył po gniazdo. Trochę potrwało nim dociągnął je przed wyjście. Teraz kolejny etap. Wziął w pysk kolejną z gałęzi i poprzeplatał ją w konstrukcję gniazda, również wzmacniając pajęczyną. Drugi koniec drewna wplótł w obręcz. Z ostatnim patykiem zrobił to samo, dzięki czemu stworzył wspaniałe udogodnienie, które pomoże mu w karierze medyka. Musiał tylko znaleźć żywicę i posklejać, dla pewności, bardziej ruchome części. Do pomocy oczywiście wziął Miedzianą Iskrę, która na szczęście, znalazła chwilę, aby mu pomóc. I tak oto, kiedy żywica była już na swoim miejscu, musiał czekać. Czekać aż wyschnie. Wtedy sprawdzi, czy ten trud się opłacił.
***
Kilka dni później, kiedy miał wybrać się wraz z Sosnowym Zagajnikiem, aby pozbierać zioła, mógł sprawdzić swój wynalazek. Umówił się z kotką przy legowisku dziadka, z dumą prezentując swój geniusz.
- Co to jest? - zapytała, oglądając dziwną konstrukcję.
- Zaraz ci zaprezentuję. - Włożył głowę w obręcz i zaczął iść. Gniazdo ruszyło za nim, ciągnięte przez całe jego ciało. - Tak oto nie będę musiał wracać się po zioła. Włoży się je do gniazda, a go nie będzie trzeba nieść w pysku, tylko będzie się poruszać wraz ze mną.
- O rany... Sam na to wpadłeś?
- A jak! - powiedział pusząc się z dumą. - Chodźmy je wypróbować.
Jak na razie było w porządku. Doszli na polanę, a gniazdo, dzięki temu, że miało mnóstwo czasu na obeschnięcie, wcale się nie zepsuło. Wyciągnął głowę z obręczy i zaczął zbierać zioła, które pokazywała mu medyczka. Dzięki jego wynalazkowi, zebrali całkiem spory stosik, który wystarczy klanowi na długo. Kiedy wracali, czuł lekki ciężar ładunku, ale nie był tak ciężki, jakby miał nieść gniazdo w pysku. Plan się udał. Teraz trzeba będzie to powtórzyć i może w zamian za coś ciekawego, odda kopię jakiemuś biednemu medykowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz