Trzepnęła ogonem z frustracją. Wystarczało, że Rzeczny Nurt wyprowadziła ją dzisiaj z równowagi, nie potrzebowała zbierać negatywnych emocji jeszcze od przyjaciela. Musiała go jakoś przekonać do swoich racji i dać do zrozumienia, że musi wiedzieć, po której stronie staje — Melodyjnej Łapy, dobrej znajomej i przyszłej wielkiej wojowniczki, czy zapchlonego, śmierdzącego Czaplej Gwiazdy i reszty tych miękkich buł.
— Skoro dalej masz zamiar siedzieć cichutko jak pieszczoszek przed swoim Dwunogiem, to najwyraźniej nie… Hej, mam uznać, że Czapla osiągnął swój cel? — Zadała pytanie, chcąc go bardziej podjudzić. — Dobra. Wiesz, jeżeli nie chcesz mi pomóc, to chyba będę musiała zrobić wszystkie fajne rzeczy sama…
— Nie no — odpowiedział po dłuższej chwili. — Oczywiście, że ci pomogę.
Kotka postarała się zamaskować rosnące radość i satysfakcję. Zmusiła się do pozostania w miejscu bez ruchu i jedynie skinęła łbem. Musiała pokazać, że potrafi być opanowana i wie, co robi, nawet jeśli było to kłamstwo bardzo dalekie od prawdy.
— To świetnie. No więc chciałabym zawrzeć swego rodzaju pakt — miauknęła, ściszając ton głosu. — Tak jak mówiłam, będziemy robić same super rzeczy. Nie nie, nic ryzykownego — Przynajmniej nie na początku, przemknęło przez myśl. — Małymi czynami będziemy się odpłacać za zło i przy okazji świetnie bawić. Z czasem dzięki temu urośniemy w siłę i zostaniemy wielkimi wojownikami, których wszyscy będą wspominać! A kto wie, może nie tylko wojownikami? Czy Melodyjna Gwiazda nie brzmi wspaniałe? Słonikowa Gwiazda oczywiście też — zakończyła, oczekując reakcji.
Słonikowa Łapa przekręcił głowę. Wyglądał, jakby intensywnie myślał. Czyżby wątpił w ten cudowny, wymyślony raptem chwilę temu plan? Może nie brzmiało to dla niego zbyt realnie?
— Możemy zacząć już niedługo — kontynuowała. — Wtedy przekonasz się, że nie da to nam nic złego. Nawet już wiem, co możemy zrobić!
— Co takiego? — zapytał z ciągłą nutą niepewności w głosie.
Na pysku uczennicy pojawił się mały, szyderczy uśmieszek.
— Co prawda nie możesz jeszcze wychodzić z obozu… ale, gdy wrócę, ty pomożesz mi podłożyć już trochę nieświeżą zwierzynę jakiemuś kotu. Tym kotem będzie rzecz jasna Czapla Gwiazda — wyjaśniła. — Nic mu się nie stanie, no, oprócz bólu brzucha, biegunki i wymiotów. Nie da rady odkryć, że to my. Chyba nawet nie wie, że go nie znosimy. Teoretycznie mógł nabrać podejrzeń po ostatniej akcji z mchem, ale to też da się zrobić. Przekażemy to pyszne jedzonko jakiemuś naiwnemu pachołkowi i każemy zanieść liderowi. Jeśli ten postanowi na nas naskarżyć, powiemy, że wzięliśmy to ze stosu i nie wiedzieliśmy, że jest zepsute, a sami nie zanieśliśmy Czaplej Gwieździe, bo nagle Świetlisty Potok czy ktoś tam nas wezwał. Widzisz, wszystko przemyślałam. Nam nic nie będzie, a zyskamy dobrą zabawę i satysfakcję.
Prawda była taka, że ten konkretny rodzaj zemsty wymyśliła już jakiś czas temu i dopiero teraz, niewiele myśląc, podpięła go pod świeży pomysł "paktu". Ale, czy to ma jakieś znaczenie?
— Nie brzmi źle — stwierdził powoli Słonik. — Ale Melodyjko, skąd chcesz wziąć nieświeżą zwierzynę?
— Jutro na treningu upoluję coś, ale nie zabiorę ze sobą i zostawię w jakimś dogodnym miejscu. Poczekamy troszkę, żeby już była nieświeża, ale żeby nie zaczęła się rozkładać. Możemy zawsze zamaskować jej zapach. Ewentualnie… można by zdobyć jakąś lekką truciznę i nafaszerować nim królika, ale no nie znam się zbytnio na roślinach, a nie wierzę, żeby Jeżowa Ścieżka chciał nam pomóc. To jak, wchodzisz w to?
<Słoniku? Dynastię czas zacząć>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz