— Blanko? — Wypłosz zwrócił się do niej ostrożnie. Kotka jednak zdawała się nie reagować. Odsuwając pysk od łebka szylkrety, ubrudzoną szkarłatem łapą zamknęła oczy martwej. Ciaśniej owinęła powoli sztywniejące ciało, roniąc łzy tak, jakby jej serce połamało się na milion kawałków.
— W-wygląda, jakby spała... — wyrzuciła w końcu, po długiej chwili, uspokajając spazmy przebiegające raz po raz przez jej ciało. Próbując powstrzymać łzy, zacisnęła szczękę i drżącym ruchem ostatni raz poprawiła kotce sierść na łebku. — Nie możemy jej tu tak zostawić. Musimy ją pochować... — Ostatnie słowo ledwo opuściło jej zdarte gardło. Kocur skinął wolno łbem.
— Dobrze... Ale gdzie? — Rozejrzał się po Betonowym Świecie, próbując znaleźć jakiś skrawek ziemi. Tak daleko odeszli od obrzeży, że było ciężko cokolwiek wypatrzeć.
— Nie wiem — mruknęła, chowając nos w sierści Sójki. Zamknęła piekące oczy i podciągnęła nosem. Jej łapy drżały, a pusty, wystraszony wzrok zdawał się nieobecny. — Znajdź jakieś miejsce. Proszę — szepnęła cicho, bezbarwnie. — Ja z nią zostanę. Chociaż jeszcze chwilę... proszę...
Bury podszedł do kotki, opierając łeb o jej bark.
— Nie zostawię cię tu samą. Kto wie czy nie wpadniesz na coś głupiego albo gorzej! Jakiś pies cię zje po drodze.
Czując bliskość kocura, oderwała się od Sójki, szukając wsparcia w bliskim jej kocie. Mimo zaciśniętego pyska nie potrafiła powstrzymać łez, jednak chowając mordkę w sierści na szyi Wypłosza udało jej się chociaż uspokoić oddech.
— Więc co mamy zrobić? Nie zostawię jej tutaj. — Mimo cichego, drżącego głosu, oprócz żalu i smutku można było w nim dosłyszeć stanowczość. Nie miała zostawiać ciała przyjaciółki na rozdziobanie wronom. Kocur westchnął ciężko, próbując wymyślić jakiś plan.
— Złap ją za kark i chodźmy do jakiegoś zaułku, zapakujemy ją do kartonu. — rzucił pierwsze lepsze co wpadło mu do głowy. — Nie damy rady jej razem tachać... Wylewa się z niej... Coś... — zauważył. Blanka momentalnie puściła, zauważając to, co wytknął jej Wypłosz. Łkając, przycisnęła nos do czoła kotki i zamknąwszy ślepia, w myślach wymówiła swoje ostatnie pożegnanie. Tylko tyle mogła zrobić, nie bezczeszcząc jej poharatanego ciała.
— To niesprawiedliwe... okrutne — miauknęła, z trudem odrywając się od kotki po skończeniu krótkiej modlitwy. Odsunęła się, robiąc parę kroków w tył na drżących łapach, które ledwo utrzymywały jej ciężar. — Wypłosz, ja... — Suche, zdarte gardło w końcu wyrzuciło słowa, skierowane prosto do burego. — Ja nie chcę umierać. — Spojrzała na niego pustym, zmęczonym wzrokiem. — Chcę przeżyć. A ta ulica... ta naga dzielnica, gdzie za schronienie robią nam kartony... — Rozejrzała się, by ostatecznie wbić wzrok na krwawy ślad przecinający chodnik. — To śmierć. Nic innego nas tutaj nie czeka. We trójkę radziliśmy sobie. Wiedziałam, że sobie poradzimy, dopóki mieliśmy siebie... ale teraz? To... to koniec.
Spojrzał na nią zaskoczony.
— Nie, Blanko. To nie koniec. Damy sobie radę. Zawsze dawaliśmy. Nie ma z nami Sójki, ale jesteśmy jeszcze my — mruknął. — Przyniosę dzisiaj jedzenie. Poszperamy w koszach. Najemy się. Nikt już więcej nie umrze. To nie koniec. Nie poddawaj się. Gdzie niby chcesz iść? Nie mów, że... — Skrzywił pysk. — Do tych potworów...
— Nie, nie damy. "Zawsze dawaliśmy?" Zobacz, jak to się skończyło — wskazała na truchło Sójki. — Wypłosz, ja... nie będzie "nas" dłużej. Ty albo ja jesteśmy następni. Skończymy tak samo jak ona jeśli tu zostaniemy. Jeśli ja tu zostanę. I... — przerwała na chwilę, przełykając ślinę — ja już podjęłam decyzję. Jeśli mam umrzeć, to tylko na moich warunkach. I nie będzie to rynsztok. — Odwróciła się, kładąc po sobie uszy. — Odchodzę do dwunogów. Ostatni raz powiem, że możesz iść ze mną. Masz czas do wieczoru.
Nigdy nie chciała mu stawiać takiemu ultimatum. Przyjaźnili się, zostawienia Sójki i Wypłosza wydawało się okrutne. Jednak wtedy wiedziała, że mają szanse na przeżycie. We trójkę, mieli szansę na dobre życie, nawet na ulicach. Jednak we dwójkę? Kaleka i była pieszczoszka, która nie potrafi polować? Wypłosz wytrzeszczył oczy, w szoku przełykając ślinę.
— Blanko. Nie... Jak... Ja nie dam rady — wydał z siebie pełen żałości dźwięk. — Nie. Ja nie chcę przeżyć kolejnego piekła. Ty nie wiesz co mówisz! Wyprostowani są niebezpieczni! Zostań ze mną! — Ruszył za nią, pozostawiając ciało Sójki w kartonie. Blanka chciała być głucha na jego wołania. Ślepa na jego proszący wzrok. Nie chciała go zostawiać. Bardzo nie chciała. Jednak strach przed podzieleniem losu Sójki i żal po stracie przyjaciółki przyćmił jakiekolwiek inne odczucia.
— Nie, Wypłosz. Ja też nie chcę przeżyć kolejnego piekła. Nie pamiętam kiedy byliśmy najedzeni. Nie pamiętam, kiedy nie musieliśmy się martwić o schronienie. Nie pamiętam, kiedy nie musieliśmy się niepokoić o kolejny dzień. Ja nie dam rady tak dłużej. Nie, kiedy ona... — przerwała, by wziąć głębszy oddech. — Nie, kiedy nie widzę, jak dalej mamy sobie radzić.
— Dwunożni nas zabiją! Nie ufaj im! Oni tak grają. Że cię kochają, a potem wrzucą cię do kartonu i zakopią żywcem! Tego chcesz?! Takiej śmierci?! Samotnie z tymi potworami? — zacisnął pysk, patrząc na nią z żalem. — Nie zostawiaj mnie, Blanko. Błagam. Nie chcę cię stracić.
— Nie zabiją. Uwierz mi. Jeśli zobaczę cokolwiek niepokojącego, uciekniemy do innych. Nie wszyscy są tacy, jak ci się wydaje — powiedziała stanowczo. — Jeśli nie chcesz mnie stracić, pójdziesz ze mną. Wystraczająco długo żyliśmy na ulicy. Gdybyśmy wcześniej... gdybyśmy wcześniej poszukali domu, to Sójka by... wciąż... — Blanka zacisnęła powieki, na których szybko błysnął obraz rozjechanego ciała. — To ulitimatum, Wypłosz. Możesz iść ze mną - razem byśmy zamieszkali, nareszcie z porządnym dachem nad głową. Albo tu zostać. To twój wybór. Ja... ja swój podjęłam.
Kocur otworzył z szokiem pysk, podczas gdy Blanka wciąż liczyła, że da radę go przekonać. Mogli nadal żyć razem! Nie musieli wcale się rozdzielać, nie musieli iść różnymi ścieżkami. Pragnęła, by poszedł z nią. Nareszcie zaryzykował dla niej, tyle, co ona zaryzykowała dla niego, zostając tyle na ulicach. Kątem oka widziała jednak jego pysk, który powoli rozmywał wszystkie jej nadzieje.
— Czyli to koniec... — rzekł głucho, czując jak krople deszczu zaczynają skapywać z nieba, a gdzieś w tle rozlega się grzmot ogłaszający nadejście burzy.
Zamilkła, słysząc jego odpowiedź. Cisza między nimi, była przerywana coraz to głośniejszym roztrzaskiwaniem się kropel o beton. Niebo zasnute chmurami, wiatr, który cicho wył w oddali.
— Tak. Koniec — szepnęła, gdy deszcz ukrył jej łzy. Odwrócona, gotowa do odejścia, chociaż jeszcze nie wiedziała, gdzie. — Uważaj na siebie. — Powoli zwróciła się w kierunku niewielkiej uliczki, zakończonej czyimś płotem. — Żegnaj, Wypłosz. — Ostatni raz spojrzała w oczy kocura, by po chwili zniknąć za ogrodzeniem, kierując się tam, gdzie poniosą ją łapy i przeczucie.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Po śmierci Różanej Przełęczy, Sójczy Szczyt wybrała się do Księżycowej Sadzawki wraz z Rumiankowym Zaćmieniem. Towarzyszyć im miała również Margaretkowy Zmierzch, która dołączyła do nich po czasie. Jakie więc było zaskoczenie, gdy ta wróciła niezwykle szybko cała zdyszana, próbując skleić jakieś sensowne zdanie. Z całości można było wywnioskować, że kotka widziała, jak Niknące Widmo zabił Sójczy Szczyt oraz Rumiankowe Zaćmienie. W obozie została przygotowana więc zasadzka na dymnego kocura, który nie spodziewał się dziur w swoim planie. Na Widmie miała zostać wykonana egzekucja, jednak kocur korzystając z sytuacji zdołał zabić stojącą nieopodal Iskrzącą Burzę, chwilę potem samemu ginąc z łap Lwiej Paszczy, Szepczącej Pustki oraz Gradowego Sztormu, z czego pierwszą z wymienionych również nieszczęśliwie dosięgły pazury Widma. Klan Burzy uszczuplił się tego dnia o szóstkę kotów.W Klanie Klifu
Plotki w Klanie Klifu mimo upływu czasu wciąż się rozprzestrzeniają. Srokoszowa Gwiazda stracił zaufanie części swoich wojowników, którzy oskarżają go o zbrodnie przeciwko Klanowi Gwiazdy i bycie powodem rzekomego gniewu przodków. Złość i strach podsycane są przez Judaszowcowy Pocałunek, głoszącego słowo Gwiezdnych, i Czereśniową Gałązkę, która jako pierwsza uznała przywódcę za powód wszystkich spotykających Klan Klifu katastrof. Srokoszowa Gwiazda - być może ze strachu przed dojściem Judaszowca do władzy - zakazał wybierania nowych radnych, skupiając całą władzę w swoich łapach. Dodatkowo w okolicy Złotych Kłosów pojawili się budujący coś Dwunożni, którzy swoimi hałasami odstraszają zwierzynę.W Klanie Nocy
Świat żywych w końcu opuszcza obarczony klątwą Błotnistej Plamy Czapli Taniec. Po księżycach spędzonych w agonii, której nawet najsilniejsze zioła nie były mu w stanie oszczędzić, ginie z łap własnego męża - Wodnikowego Wzgórza, który został przez niego zaatakowany podczas jednego z napadów agresji. Wojownik staje się przygnębiony, jednak nadal wypełnia swoje obowiązki jako członek Klanu Nocy, a także ojciec dla ich maleńkiego synka - Siwka. Kocurek został im podarowany przez rodzącą na granicy samotniczkę, która w zamian za udzieloną jej pomoc, oddała swego pierworodnego w łapy obcych. W opiece nad nim pomaga Mżawka, młodziutka karmicielka, która nie tak dawno wstąpiła w szeregi Klanu Nocy, wraz z dwójką potomków - Ikrą oraz Kijanką. Po tym wydarzeniu, na Srebrną Skórkę odchodzi także starsza Mrówczy Kopiec i medyczka, Strzyżykowy Promyk, której miejsce w lecznicy zajmuje Różana Woń. W międzyczasie, na prośbę Wieczornej Gwiazdy, nowej liderki Klanu Wilka, Srocza Gwiazda udziela im pomocy, wyznaczając nieduży skrawek terenu na ich nowy obóz, w którym mieszkać mogą do czasu, aż z ich lasu nie znikną kłusownicy. Wyprowadzka następuje jednak dopiero po kilku księżycach, podczas których wielu wojowników zdążyło pokręcić nosem na swoich niewdzięcznych sąsiadów.W Klanie Wilka
Po terenach zaczynają w dużych ilościach wałęsać się ludzie, którzy wraz ze swoją sforą, coraz pewniej poruszają się po wilczackich lasach. Dochodzi do ataku psów. Ich pierwszą ofiarą padł Wroni Trans, jednak już wkrótce, do grona zgładzonych przez intruzów wojowników, dołącza także sam Błękitna Gwiazda, który został śmiertelnie postrzelony podczas patrolu, w którym towarzyszyła mu Płonąca Dusza i Gronostajowy Taniec. Po przekazaniu wieści klanowi, w obozie panuje chaos. Wojownikom nie pozostaje dużo możliwości. Zgodnie z tradycją, Wieczorna Mara przyjmuje pozycję liderki i zmienia imię na Wieczorną Gwiazdę. Podczas kolejnych prób ustalenia, jak duży problem stanowią panoszący się kłusownicy, giną jeszcze dwa koty - Koszmarny Omen i Zapomniany Pocałunek. Zapada werdykt ostateczny. Po tym, jak grupa wysłanników powróciła z Klanu Nocy, przekazując wieść, iż Srocza Gwiazda zgodziła się udzielić wilczakom pomocy, cały klan przenosi się do małego lasku niedaleko Kolorowej Łąki, który stanowić ma ich nowy obóz. Następne księżyce spędzają na przydzielonym im skrawku terenu, stale wysyłając patrole, mające sprawdzać sytuację na zajętych przez dwunożnych terenach. W międzyczasie umiera najstarsza członkini Klanu Wilka, a jednocześnie była liderka - Stokrotkowa Polana, która zgodnie ze swą prośbą odprowadzona została w okolice grobu jej córki, Szakalej Gwiazdy. W końcu, jeden z patroli wraca z radosną nowiną - wraz z nastaniem Pory Nagich Drzew, dwunożni wynieśli się, pozostawiający po sobie jedynie zniszczone, zwietrzałe obozowisko. Wieczorna Gwiazda zarządza powrót.W Owocowym Lesie
Społeczność z bólem pożegnała Przebiśniega, który odszedł we śnie. Sytuacja nie wydawała się nadzwyczajna, dopóki rodzina zmarłego nie poszła go pochować. W trakcie kopania nagrobka zostali jednak odciągnięci hałasem z zewnątrz, a kiedy wrócili na miejsce… ciała ukochanego starszego już nie było! Po wszechobecnej panice i nieudanych poszukiwaniach kocura, Daglezjowa Igła zdecydowała się zabrać głos. Liderka ogłosiła, że wyznaczyła dwa patrole, jakie mają za zadanie odnaleźć siedlisko potwora, który dopuścił się kradzieży ciała nieboszczyka. Dowódcy patroli zostali odgórnie wyznaczeni, a reszta kotów zachęcana nagrodami do zgłoszenia się na ochotników członkostwa.Patrole poszukiwacze cały czas trwają, a ich uczestnicy znajdują coraz to dziwniejsze ślady na swoim terenie…
W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
04 marca 2023
Od Blanki CD. Wypłosza
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz