Przed nim dreptała jego ciocia i mentorka, Nadciągający Pomrok. Dzisiaj miał się nauczyć czegoś nowego. Weszli na malutką polankę, na której była nora. Ciągnęła się w głąb ziemi, strasząc swym tajemniczym mrokiem.
– Dziś nauczysz się nawigacji w tunelach. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż łatwo jest się w nich zgubić. Chodź, ja pójdę pierwsza, a ty idziesz za mną, jasne?
– Jasne – odmruknął oschle kocurek. Nie lubił, jak ktoś do niego mówił jak do kociaka. Przecież wiedział, że tunele nie są szerokie i jasne.
Gdy szylkretka weszła, bury poszedł za nią. W środku było dość wilgotno. Ziemia była mocno ubita, a zapach stęchlizny wlatywał do jego nozdrzy.
– Gdy jesteś w tunelach, kieruj się zapachem i dotykiem. Gdy nie wiesz gdzie iść, a są rozwidlenia, zawsze wybieraj tę samą stronę, to ci później pomoże wrócić – rozniósł się głos Nadciągającego Pomroku.
– Dobrze – odparł tylko Koszmar.
Nagle poczuł, że coś uwierało mu w łapę. Schylił się lekko i wyjął paprochy spomiędzy palców. Gdy był gotowy do drogi, po Nadciągającym Pomroku został tylko zapach. Nie zamierzał krzyczeć i wołać mentorki, przecież to by oznaczało, że był słaby! A na to nie mógł sobie pozwolić. Zaczął iść do przodu, próbując złapać zapach szylkretki, który został stłumiony przez woń mokrej ziemi. Miał nadzieję, że niedługo ją znajdzie. Niestety po chwili pokazało mu się rozwidlenie. Musiał wybrać lub wrócić. Wybrał lewą stronę i ruszył do przodu. Korytarz się dłużył w przestrzeni niezmierzonego czasu. Koszmarna Łapa się zastanawiał, czy szedł w dół, czy w górę. W końcu jego oczy dostrzegły blask słońca, wlewającego się przez dziurę. Znalazł wyjście. Podreptał do źródła światła i zmrużył oczy, gdyż było dla niego za jasno. Rozejrzał się dookoła, nie znał tego terytorium. Wokół niego rosła wysoka trawa, a zapach królików uderzył w jego nozdrza. Wtedy do niego dotarło. Znajdował się na terenach Klanu Burzy.
Zauważył jakiegoś szylkretowego kota, który skradał się w trawie, zapewne polując. Nie chciał mieć żadnych problemów z potencjalnym patrolem, więc wrócił do tunelu, wrócił do skrzyżowania i wybrał drugą ścieżkę. Na końcu jej stała Nadciągający Pomrok. Jej końcówka ogona drgała, a jej zmrużone oczy patrzyły się prosto na niego.
– Gdzie się zapodziałeś? Miałeś być ZARAZ za mną! Zgubiłeś się?
– Eee, coś mi się przyczepiło i…
– Ygh, nieważne. Widzę, że oswoiłeś sztukę nawigowania w tunelach. Gratulacje. Tylko więcej mi tak nie rób, dobra?
– Dobrze – mruknął kocurek.
Resztę treningu polowali. Bury upolował dwie myszy i jednego drozda.
Gdy wrócili do obozu, słońce już dotykało horyzontu. Pierwszą rzeczą, na jaką zwrócił uwagę, było to, że jego matka rozmawiała z tym brzydalem, Garbatą Łapą. Czemu taka wspaniała kotka, mistrzyni, rozmawiała z takim fajtłapą? Nienawidził go. Jego siostra wyrosła na kogoś, została nagrodzona nawet przez samą Zalotną Gwiazdę, a on? On nawet nie był wojownikiem. Był słaby. A słabi nie mieli miejsca w Klanie Wilka. Kocurek zauważył, że Nadciągający Pomrok już odłożyła swoje zdobycze i gdzieś się wybierała.
Kocurek postanowił ją złapać i zapytać, czy mógł z nią iść.
– Nadciągający Pomroku, gdzie idziesz? Zapewne załatwić jakieś mistrzowskie sprawy. Czy mógłbym zobaczyć, co mistrz robi? Nigdy nie widziałem tego na własne oczy.
<Mentorko?>
[526 słów + nawigacja w tunelach]