— Nie, nie jadłem, bo bardzo je lubię. Nawet bardziej chyba niż koty. No może oprócz mojej mamy Mureny; ją kocham bardziej — powiedział, a starszy uczeń wpatrywał się w Księcia z zaciekawieniem w oczach. Biały dodał prędko: — Ciebie może też tak polubię, ale nie wiem. Musiałbym cię lepiej poznać. A na razie nie wiem, czy w ogóle chce, bo tak naprawdę to właśnie ona i Szałwiowe Serce mi powiedzieli, że mam do ciebie przyjść. Nie żebym coś do ciebie miał... Bo nie mam, po prostu sam raczej nie czuję potrzeby chodzić do innych kotów — mamrotał bardziej dla siebie, pod nosem, niż do ucznia siedzącego u jego boku. Nastała nieco niezręczna cisza.
— No... Ja też tak czasami mam, ale to nawet miłe, że przyszedłeś. I wydajesz się całkiem fajny i ciekawie opowiadasz o żabach. Widać, że faktycznie bardzo za nimi przepadasz. — Słowa Dryfującej Łapy nieco go uspokoiły. Nie chciał, aby obserwująca go para wojowników uważała, że nie poradził sobie z tak prostym zadaniem jak rozmowa z swoim rówieśnikiem.
— A ty, co lubisz? — zapytał, bo nie wiedział już, w jaki inny sposób przedłużyć rozmowę.
— Lubię jeść... Dlatego zapytałem ciebie, czy jadłeś żabę, ale nie spodziewałem się, że twoja sympatia wynika... nie z brzucha... — wymruczał, nieco pesząc się z powodu tego wyznania.
— No... Ja też tak czasami mam, ale to nawet miłe, że przyszedłeś. I wydajesz się całkiem fajny i ciekawie opowiadasz o żabach. Widać, że faktycznie bardzo za nimi przepadasz. — Słowa Dryfującej Łapy nieco go uspokoiły. Nie chciał, aby obserwująca go para wojowników uważała, że nie poradził sobie z tak prostym zadaniem jak rozmowa z swoim rówieśnikiem.
— A ty, co lubisz? — zapytał, bo nie wiedział już, w jaki inny sposób przedłużyć rozmowę.
— Lubię jeść... Dlatego zapytałem ciebie, czy jadłeś żabę, ale nie spodziewałem się, że twoja sympatia wynika... nie z brzucha... — wymruczał, nieco pesząc się z powodu tego wyznania.
— O... To ciekawe... Ja lubię ryby, ale to chyba nie jest ciekawe — przyznał, ale szybko dodał jeszcze, wskazując na gąsienice, która wciąż leżała zwinięta u ich łap. — A zjadłbyś ją?
— Mm... No nie wiem. Byłoby mi jej chyba zbyt szkoda. Ale za to lubię patrzeć, jak się wiją i mkną do przodu. Jedzą też liście, więc może mógłbym jeść liście jak one.
— Mm... No nie wiem. Byłoby mi jej chyba zbyt szkoda. Ale za to lubię patrzeć, jak się wiją i mkną do przodu. Jedzą też liście, więc może mógłbym jeść liście jak one.
— Mama powiedziała mi, że wtedy w środku dobrze działa brzuszek — powiedział, całkowicie przekonany. — Ale nie wiem, czy wszystkie są dobre. W końcu medycy mają ich tak dużo i pewnie każdy liść działa nieco inaczej.
— Trzeba by było się dowiedzieć. No albo spróbować — mruknął Dryf.
— Nie wiem, czy chce się dowiadywać lub próbować. Ja chyba jednak zostanę przy rybach, wiesz — oznajmił, odsuwająć się nieco. Trochę obrzydziła go wizja pasania się niczym jelonek, skubania listków i wciągania wodorostów niczym denna ryba, ale nie chciał tak otwarcie sprawiać przykrości nowemu znajomemu. Nawet jeśli wydawał się może nawet bardziej dziwny od niego samego. Rozejrzał się. Mignęła mu gdzieś kitka matki. Odwrócił się jeszcze prędko do Dryfującej Łapy, ale ten zdawał się być pochłonięty obserwowaniem gąsieniczki, która już zdążyła się na powrót wyprostować. Wykorzystując jego nieuwagę, czmychnął do rodzicielki, aby opowiedzieć, że tym razem udało mu się z kimś porozmawiać.
— Nie wiem, czy chce się dowiadywać lub próbować. Ja chyba jednak zostanę przy rybach, wiesz — oznajmił, odsuwająć się nieco. Trochę obrzydziła go wizja pasania się niczym jelonek, skubania listków i wciągania wodorostów niczym denna ryba, ale nie chciał tak otwarcie sprawiać przykrości nowemu znajomemu. Nawet jeśli wydawał się może nawet bardziej dziwny od niego samego. Rozejrzał się. Mignęła mu gdzieś kitka matki. Odwrócił się jeszcze prędko do Dryfującej Łapy, ale ten zdawał się być pochłonięty obserwowaniem gąsieniczki, która już zdążyła się na powrót wyprostować. Wykorzystując jego nieuwagę, czmychnął do rodzicielki, aby opowiedzieć, że tym razem udało mu się z kimś porozmawiać.
* * *
Po mianowaniu obu
Wracał właśnie z kociarni, gdzie znów musiał oglądać wielki brzuch Wężynowego Kła. Zastanawiał się, czy kotka faktycznie ma w sobie tyle kociaków, czy po prostu jest taka tęga i gruba. Mamrotał pod nosem jakieś niezbyt ładne komentarze na temat swojego przyszłego kuzynostwa, kiedy przypadkowo uderzył barkiem w idącego z naprzeciwka kota. Zmarszczył nos i wydał z siebie zirytowane bulgotanie.
— Oh... Wybacz, nie widziałem cie — odezwał się Dryfująca Gałęzatka. Nie rozmawiali zbyt często. Kiedy jeszcze Klekoczący Bocian skolił się na wojownika, wtedy zdarzało im się kończyć w tym samym patrolu lub grupie łowieckiej, gdzie mogli trochę porozmawiać, ale od kiedy zmienił ścieżkę szkolenia… raczej nie mieli takich okazji.
— W porządku — burknął. Nie mógł powstrzymać się przed pokazaniem iskry zazdrości. Spoglądał w ten sposób na wszystkich wojowników, nieważne, czy starszych, czy młodszych od siebie. Oni wszyscy mieli coś, czego on nigdy nie będzie w stanie dosięgnąć. Wydukał jednak nieco oschle. — Gratuluję mianowania... Wydaję mi się, że wcześniej nie miałem sposobności.
— W porządku — burknął. Nie mógł powstrzymać się przed pokazaniem iskry zazdrości. Spoglądał w ten sposób na wszystkich wojowników, nieważne, czy starszych, czy młodszych od siebie. Oni wszyscy mieli coś, czego on nigdy nie będzie w stanie dosięgnąć. Wydukał jednak nieco oschle. — Gratuluję mianowania... Wydaję mi się, że wcześniej nie miałem sposobności.
<Gałęzatka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz