Kiedy oba albinoski były jeszcze uczniami
Biała Łapa, słysząc określenie "zadowolony po treningu" aż podniósł wzrok na siostrę. Czy naprawdę było po nim widać takie rzeczy? Pomimo (według niego) dobrego maskowania się? A może to po prostu Wełna go dobrze znała. W każdym razie wysłuchał jej do końca, nim przełknął kęs, by odpowiedzieć.
— Owszem — mruknął. — Chyba ta rola była mi pisana. A Tobie jak idzie trening?
— Myślę, że dobrze. Gdybym nie zmieniła ścieżki, pewnie za niedługo czekałaby mnie ceremonia wojownika, a tak to zaczynam ponownie od podstaw — uśmiechnęła się. — Wdzięczna Firletka jest bardzo mądrą kotką i chętnie dzieli się ze mną wiedzą na temat ziół; ich wyglądu i zastosowania, jednak... trochę źle mi, z tym że w takich, a nie innych okolicznościach nastąpiła zmiana mojej ścieżki. Gdyby nie śmierć Skowroniego Odłamka... — urwała, mrużąc oczy. — Poza tym Zawilcowa Korona za mną nie przepada. Prawie wcale się do mnie nie odzywa, traktując mnie, jak powietrze — położyła po sobie uszy. — N-nie jestem na niego zła, ale po prostu... smutno mi, że nie mogę uczyć się medycyny również od niego. Jest interesującym kotem i chciałbym się od niego również dowiedzieć czegoś na temat wyroczni, w którą wierzy.
Biały pamiętał doskonale tamten dzień, gdy klan dokonał samosądu. Skowroni Odłamek pozostanie w ich pamięciach po kres dni albinotycznego rodzeństwa. Kocur oblizał swoje wąsy, w milczeniu słuchając swojej siostry. Wełna była piękną, mądrą kotką, jednak tak jak i on została przeklęta odmiennością. Czasami Biały zastanawiał się, czy jeśli Wełna byłaby normalna, oraz została na ścieżce wojownika, to czy znalazłaby sobie partnera i miała gromadkę kociąt. Co nie znaczyło, że w tym stanie nie mogła tego zrobić, po prostu... mogąc wychodzić tylko po ciemku, ciężej było wpaść na jakiegoś przystojnego kocura. Chociaż, chwila, będąc medykiem nie mogła mieć partnera... Biały zganił się w myślach za tą wtopę.
— Mam porozmawiać z Zawilcem? Nie pozwolę mu ignorować mojej wspaniałej siostry — prychnął arogancko. Po chwili złagodniał i posłał Wełnie uśmiech. Położył swój ogon na jej ogonie, by poczuła jego bliskość. Kotka pokręciła głową na pytanie odnośnie do kocura. — Nie zaprzątaj sobie nim swojej ślicznej główki — pocieszył ją. — Z kolei ja... gdyby Kwiecista Knieja nie uciekła niczym tchórz z klanu, już dawno byłbym przewodnikiem. Śniąca Łapa nie robi nic poza spaniem i marudzi, a mój nowy mentor chyba ma depresję. Mam tylko nadzieję zakończyć ten trening i zostać przewodnikiem.
Milczał przez dłuższą chwilę. Już jakiś czas temu zauważył, że z bliskimi nie miał trudności w rozmowie. Owo zamknięcie się na rozmówcę pojawiało się dopiero w momencie, gdy miał mówić z kimś nowym, obcym. Odpowiadał zdawkowo, konkretnie, a z Wełną? Mógłby przegadać całą noc.
— Chciałbym dostać ładne imię od Króliczej Gwiazdy – mruknął.
— Jestem pewna, że dostaniesz. A jeśli nie... pewnie tata wyrazi swoje niezadowolenie, przypominając wszystkim zebranym na ceremonii dorosłości o tym, że nie jesteś zwyczajnym przewodnikiem, który nie powinien nosić prostego czy prześmiewczego miana. Gdyby nasz brat nie nazywał się Lotos, to myślę, że idealnym dla ciebie wojowniczym imieniem byłby Biały Lotos.
Biały zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
— Niemożliwa jesteś — skomentował ciepłym tonem.
Doceniał to w Wełnie, kochał w siostrze jej szczerość i oddanie. Biały powinien się od niej uczyć, w końcu daleko mu do bycia takim dobrym kotem. Mało komu pomagał, raczej większość czasu narzekał lub trenował. Mało mówił – chyba że rozmawiał z Wełną. Taki był... nijaki. Bardziej zamknięty, odsunięty od społeczeństwa. Chociaż Biały miał ciekawość świata, to większość tych wspaniałych rzeczy działo się za dnia, kiedy on... nie mógł wyjść i ich doświadczyć. Czy dlatego był taki zgorzkniały? Stary-młody? Miał dwadzieścia księżyców, a jego umysł czasami pracował na poziomie sześćdziesięciu księżycowego wojownika, po przejściach i z doświadczeniem.
— Biały Lotos... Brzmi pięknie — oznajmił po dłuższym milczeniu. — Może nasz brat zgodzi się zmienić swoje, bym mógł je wziąć.
Zaśmiał się delikatnie na własne słowa.
Wełna uśmiechnęła się, jednak po chwili wyglądała na zamyśloną.
— A jeśli to on będzie chciał się nazywać Biały Lotos? — przechyliła łebek. — Biały Lotos jeden, Biały Lotos dwa…
Biały uniósł brwi do góry, zaraz jednak złagodniał.
— Nie ma miejsca w Klanie Burzy na dwóch Białych Lotosów! — oznajmił dziarsko. — Masz ochotę się przejść czy jesteś zbyt zmęczona?
~ Teraźniejszość, po zgromadzeniu
Biały odsypiał długą noc. Obudził się po południu, ale ponieważ słońce wciąż jak na złość świeciło, pozostał w wojowniczym legowisku. Nie śmiał wyściubiać nosa na zewnątrz, by narażać się na poparzenie. Kilkukrotnie miał taką wpadkę, a z czasem wykształcił mu się światłowstręt. Sama wizja spieczonej skóry i ran przyprawiała go o dreszcze. Plus doliczyć do tego wizytę u medyków… i już kilka dni z życia wyjęte, pełne bólu oraz ziół.
Gdy nastał wieczór, kocur wypełzł z posłania, by pójść do stosu ze zwierzyną. Sięgnął z niego po mysz, z którą w pysku chciał pójść gdzieś na bok, by zjeść w spokoju. Dostrzegł jednak swoją siostrę. Wełnista Mszyca niosła w pyszczku liść, a Biały domyślił się, iż były w środku zioła. Pewnie zdążyła wymknąć się, gdy tylko zaszło słońce, by pozbierać nieco zapasów. Podziwiał jej pracowitość.
Podszedł do kotki ze zwisającą myszą i uśmiechnął się. Był w porównaniu do niej wysoki. Miał długie łapy, dzięki którym górował nad siostrą, ale nie jakoś dużo. Nie był w końcu gigantem, po prostu wysokim kocurem.
— Porozmawiamy? — zapytał ją z błyskiem w oku. Nadal był uradowany po zgromadzeniu, po rozmowie z Drobną… Teraz już Drobnym Ukojeniem. Chciał opowiedzieć o tym Wełnie, o ich rozmowie, o samej kotce. Nie potrafił dłużej trzymać tego w sobie i potrzebował pochwalić się znajomością.
Gdy Wełna była dostępna, kocur był już po posiłku. Usiedli nieopodal wejścia do jednego z tuneli, a księżyc wisiał na niebie w pięknym rogalowym kształcie. Biały Strumień wziął wdech, by zacząć mówić.
— Miałem bardzo udane zgromadzenie — wymruczał. — Co prawda pewnie słyszałaś, jak dookoła wszyscy plotkowali i nawet były jakieś kłótnie… jednak ja spędziłem je w bardzo dobrym towarzystwie. Nie mówiłem Ci wcześniej, a powinienem, o tym, że zapoznałem bardzo miłą kotkę z Klanu Klifu. Jest niska, ma piękne puszyste futro, a jej umysł wydaje się pełen dobrych wartości i mądrych myśli. Na początku drażniło mnie, że dużo mówi i nie znała umiaru, jednak kiedy jej o tym powiedziałem, zastosowała się, więc od tamtej pory zawsze nasze rozmowy mnie cieszą. Tak chciałem dać Ci znać — posłał kotce szczery uśmiech, czekając na odpowiedź.
<Wełna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz