
Autor grafiki: hayabezjaja
Poprzednie imiona: Moroz
Płeć: Kocur
Orientacja: Demiromantyczny
Przynależność: Samotnicy > Klan Wilka
Ranga: Uczeń
- - - -
Właściciel: hayabezjaja [Discord]
APARYCJA
OGÓLNESOPLOWA ŁAPA
Poprzednie imiona: Moroz
Płeć: Kocur
Orientacja: Demiromantyczny
Przynależność: Samotnicy > Klan Wilka
Ranga: Uczeń
- - - -
Właściciel: hayabezjaja [Discord]
CHARAKTERYSTYKA
APARYCJA
Opis ogólny - Sopelek to kocię dość przeciętnych rozmiarów. Nie jest szczególnie wychudzony, a na jego sylwetce nie widać śladów długoterminowego głodu, z którym zmagał się przez pierwsze księżyce życia. Jego ciało miało predyspozycje do rozwinięcia długich, umięśnionych łap i potężnego tułowia, lecz przez brak pokarmu, organizm nie miał wystarczająco składników odżywczych do wykształcenia większego osobnika. Najbardziej ucierpiał na tym jego wzrost — jest odrobinę niższy niż reszta rówieśników, co nieraz jest powodem jego rozmyślań i niezadowolenia.
Każdy skrawek ciała opływa piękne, lśniące, długie futro, którego ubarwienie daje na myśl chłodne, zimowe wieczory. Srebrzyste plamy, poprzecinane ciemniejszymi, zwijającymi się pręgami, częściowo znaczą jego pysk, grzbiet, łapy i ogon. Cała reszta jest śnieżnobiała, podkreślająca wszystkie szczegóły, które odbiegają od tej barwy, przez co też mogą wydawać się niechcianym mankamentem.
Oczy, w kolorze jasnego, gołębiego błękitu, osadzone są w jego czaszce niczym dwa brylanty. Tuż pod jednym z nich znajduje się duża blizna, pamiątka z wczesnej młodości. Cały pysk ma dość ostre rysy, jest w miarę długi i masywny, a sierść otaczająca policzki zdecydowanie charakterystyczna. Jest ona bowiem podzielona warstwowo — z wierzchu są krótsze kosmyki, które są poszarpane i nieraz sklejają się ze sobą, tworząc pewnego rodzaju kolce. Pod spodem zaś wypływa piękne, gęste futro, które jest jednym z niewielu znaków, iż wcale nie jest ono półdługie. Uszy są raczej przeciętnej wielkości, zwieńczone pędzelkami.
Najbardziej charakterystyczną cechą jego wyglądu jest jednak ogon, a raczej specyfika, jaka wyróżnia go na tle innych. Od urodzenia jest on dość mocno zakrzywiony, jego końcówka skierowana jest ku ziemi, wyglądając jak zwisający… Sopel.
Cechy szczególne - Pędzelki, zgięty ogon, blizna pod okiem
Kolor sierści - Niebieski srebrny pręgowany klasycznie arlekin
Długość sierści - Długa
Kolor oczu - Niebieski
Problemy zdrowotne - Brak
CHARAKTER
Sopelek, pomimo swojego młodego wieku, nie jest tak naiwny, jak inne młodziaki. Życie zdążyło już odcisnąć na nim swoje piętno, ucząc go, że bezsilność to cecha głupców, a przystosowywanie się do otoczenia to najlepsze, co można zrobić. Bo tak właśnie rozpoczął się rozwój jego osobowości; czyń, co musisz. Pokaż, że potrafisz. Wykorzystuj wiedzę na swoją korzyść, ale nigdy nie oszukuj.
Jego życie kieruje się zasadą twardego stąpania po ziemi. Wmawia sobie, że jeśli będzie wystarczająco odporny na pogardę innych, to wszystko nagle wyda się szczęśliwsze — według niego to, ile się ma problemów, często zależy od tego, jak bardzo się zadręcza różnymi wydarzeniami. Dlatego też on sam czasem odcina się emocjonalnie, aby oszczędzić sobie bólu.
Jedną z rzeczy, którą szczególne gardzi, jest fałszerstwo. Matka zawsze mówiła: “lepsza szczerość niż pewna śmierć”. W jej słowach nigdy nie chodziło o obumarcie mózgu. Tłumaczyła to tak, jakoby kot popadający w kłamstwo tracił tożsamość, sam nie wiedział, kim tak naprawdę jest, aby koniec końców stać się pustą skorupą. Srebrny stara się bardzo tego trzymać i nawet nie wie, czy cokolwiek nieszczerego zdołałoby mu przejść przez gardło. Na samą myśl odczuwa obrzydzenie i nadal tkwi przy zajętym stanowisku, że wytrwałość w prawdzie zapewni mu stałą pozycję w klanie. Jest bardzo sumienny i zarazem pracowity. Nigdy nie uchyla się od obowiązków i w razie potrzeby wypełnia swoje powinności, a każda jego praca jest wykonana dokładnie, z uwagą i skupieniem.
Mimo swoich ostro zarysowanych zasad nie przepada za tkwieniem na uboczu. Relacje, choć dla niego ciężkie, wydają mu się fascynujące. Lubi raz na jakiś czas otworzyć do kogoś pysk, mimo iż charakteryzuje go małomówność. Odkrywanie cudzych poglądów i dzielenie się także swoimi jest dla niego naprawdę przyjemnym uczuciem. Koniec końców nie utrzymuje jednak zbyt wielu powiązań, w lęku, że w przyszłości staną się one dla niego ciężarem. Stałość w relacjach raczej nie jest dla niego prosta. Kierują nim jego wewnętrzne lęki i przekonania, które więżą jego emocje bez możliwości ucieczki.
MORALNOŚĆ
Na razie nic nie zostało mu wpojone. Ciężko się zresztą dziwić, że istnieją sytuacje, w których żadnego bożka się nie wyszukuje, gdy życie kota zależy od “prawa ulicy”, a przetrwanie następnego dnia jest niepewne. Od dziecięctwa nie myślał prawie o niczym, co odbiegałoby od tematu cierpiącej matki bądź jego żołądka, który bezlitośnie zaciskał się z głodu.
CIEKAWOSTKI
– Strasznie się tego wstydzi, ale nieraz chowa dla siebie resztki posiłków, z lęku, że powróci głód z czasów bycia samotnikiem i nie będzie miał czym się pożywić. Zazwyczaj wnętrzności dość szybko zaczynają roztaczać przykry odór i gnić, więc nigdy z tego nie korzysta, koniec końców zakopując je w ziemi.
– Bardzo interesują go rośliny, szczególnie ich budowa i ubarwienie. Kwiaty bardzo poprawiają mu humor, nieraz suszy je na słońcu, a później wkłada pod legowisko.
UMIEJĘTNOŚCI
Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: ///
Słabe strony:
– Biegi na dłuższe dystanse
– Zwinność
– Dbanie o relacje
Mocne strony:
– Silne łapy
– Dobry refleks
– Zdolność do analizy i wyciągania wniosków
RELACJE
RODZINA
Ojciec - Charon (Nigdy go nie poznał. Nie jest nawet pewien, czy by chciał; bo jak zareagować przy spotkaniu twarzą w twarz z kotem, który porzucił cię, kiedy stałeś się ciężarem?)
Matka - Groteska [*] (Tęskni za nią. Porzucenie jej było okropną decyzją, która dzień w dzień mu ciąży. Chciałby wierzyć, że kotka przeżyła, ale w głębi serca dobrze zdaje sobie sprawę, że była na to zbyt słaba)
Rodzeństwo - Bezimienne kocię (Może i jest to przykrą prawdą, ale w takich warunkach tylko najsilniejsi mogą przeżyć. Czasem zastanawia się, czy to nie lepiej, że jego siostra nie musiała przeżywać cierpienia, jakie czekało na nich w mieście)
Przyrodnie rodzeństwo - Połoz, Liwia, Skąpiec (Nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia. Jedyne, co ich łączy, to wspólny ojciec)
Partner - /// (Miłość wydaje mu się zwyczajnie naiwna. Dobrze mu w pojedynkę, życie niezależnej persony w zupełności mu odpowiada)
Potomstwo - /// (Nie uważa, że mógłby być dobrym ojcem — jest to dla niego pojęcie tak abstrakcyjne, że nie zaprząta nim myśli)
INNE
///
SZKOLENIE
Mentor - Biały Barszcz
Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA
Groteska była piękną, młodą kotką. Jej właściciele zmarli, a ona została bez domu, jako zagubiona pieszczoszka wśród gwaru zatłoczonych uliczek i pędzących potworów. Niełatwo było jej połapać się w mieście, mimo iż była to jedna z mniejszych dzielnic; wszystko wydawało się wielkie i nieznajome, gdy kroczyła zacienionymi alejkami. W czasie głodu plątała się koło kontenerów w poszukiwaniu jedzenia, a podczas deszczu kryła się pod zmoczonym i brudnym kartonem.
Wszystko to miało się zmienić, gdy poznała znacznie starszego od niej, tajemniczego kocura, który zaoferował jej dach nad głową w zamian za przysługę. Naiwna kotka zgodziła się, pragnąc odzyskania poczucia bezpieczeństwa i stałości. Schroniła się wraz z nim w porzuconym domku oddalonym od miasta, który zdawał się miejscem dość przytulnym i komfortowym; nie myślała o konsekwencjach, które miały mieć duży wpływ na jej przyszłe losy. Nie musiała długo czekać, współlokator już następnego dnia postawił jej jasne warunki: musi mu urodzić pierworodnego, albo inaczej pożegna się ona z życiem. Groteska, sparaliżowana strachem, bezmyślnie się zgodziła.
Kocur, który przedstawił się jako Charon, przez następne wschody słońca zostawiał ciężarną całkiem samą, powracając dopiero pod wieczór. Nigdy nie mówił, gdzie znika na tak długi czas, a kotka bała się o to pytać, czy jakkolwiek komentować krew, którą nieraz zbroczone było jego futro.
I tak minął jeden księżyc, potem drugi. Poród się zbliżał, a sumienie dzień w dzień targało Groteskę. Nosiła ona pod swoim sercem kocięta, które zdążyła już pokochać, a naraz nie wiedziała, czy zdoła być dla nich dobrą matką. Problem “rozwiązał się” błyskawicznie — kocur bez wcześniejszej zapowiedzi, z chłodnym wyrachowaniem, poinformował kotkę w zaawansowanej ciąży, że ma opuścić jego terytorium i już nigdy nie pojawiać się w pobliżu. Ogarnęła ją rozpacz. Charon całkiem zapomniał o kocięciu, na którym podobno tak strasznie mu zależało… Musiała znaleźć sobie nowy dom, czyż nie?
Życie na własną łapę było ciężkie, szczególnie iż ledwie cztery wschody słońca po znalezieniu chwilowego schronu, urodziła dwójkę kociąt. Była zbyt słaba… Tak samo, jak i jej mała córeczka, której serce zabiło ledwie kilka razy, nim się zatrzymało.
Lecz pozostał on.
Moroz.
Matka zachorowała. Jedzenia stale brakowało, a żołądki Groteski i jej syna zaciskały się z głodu. Kocurek był jeszcze bardzo młody, liczył zaledwie trochę ponad jeden księżyc, a już nauczył się, że jedzenie to luksus, na który nie mogli sobie pozwolić. Kotka skomlała z bólu brzucha i wycieńczenia, a on bezskutecznie oczekiwał na mleko, którego zawsze miał tylko trochę, w niewielkich ilościach. Nadal był jedynie dzieckiem, które nie potrafiło racjonalnie myśleć, a i tak stale odczuwał stres.
Gdy podrósł i minął kolejny księżyc, stan Groteski wcale się nie polepszał. Nie miała już wiele siły, aby szukać pożywienia, a choroba przedzierała się przez cały jej organizm. Syn musiał na co dzień oglądać jej cierpienie, choć ona i tak nie traciła pogody ducha. Stale starała się poprawiać mu humor, choć ten doskonale widział, że z każdym kolejnym dniem jest z nią coraz gorzej.
Kilka wschodów słońca później, do ich kryjówki przedarły się cztery masywne koty. Brutalnie pojmały Groteskę i Moroza, którzy byli nieświadomi, co tak naprawdę się dzieje. Kocurek dosłyszał jedynie słowa: “Było pilnować swojego partnera”.
Zostali uwięzieni jak najbardziej parszywe stworzenia. Może brzmiało to źle, ale Moroz skrycie cieszył się z tego. Tutaj dostawali przynajmniej cokolwiek do jedzenia — resztki, ale to i tak było więcej, niż uprzednio mogli spożyć. Nie dało to jednak wiele. Jego matka z każdym kolejnym dniem konała coraz bardziej, a jedyne, co dało się dostrzec w jej oczach, było cierpieniem. Koty w tym “ugrupowaniu” w kółko śmiały się do nich, że Charon mógł z nimi nie zadzierać, mogli go ostrzec, nim się im sprzeciwił. Gdy kocurek pytał się Groteski, o co chodzi, ta milczała.
Ta cisza go przerażała.
Przybyli wybawiciele. Rozgromili ciemiężycieli i wkroczyli do ich celi, aby następnie znaleźć żywego trupa i młode dziecię, które kuliło się u jego boku.
Nim Moroz zdążył zarejestrować, co tak naprawdę się dzieje, jego matka załkała. Błagała przybyszów z Klanu Wilka, aby wzięli jej dziecko i dali mu dobry, kochający dom. Niebieskookiego objęło przerażenie. Nie chciał opuszczać jedynego bliskiego mu kota, a zdecydowanie na pewno nie wtedy, gdy umierał. Nie chciał pozostawiać jej na pastwę losu. Zapewniała go mnóstwo razy, że da sobie radę sama. Niech idzie.
Nie chciał się z tym pogodzić… Widział jednak, że jej zależało. A jej szczęście było dla niego najważniejsze. Przełknął ślinę i ostatni raz wtulił pysk w jej futro.
Teraz czekał na niego nowy dom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz