Wujek Kalinowego Powiewu, Trzcinniczkowa Dziupla, został odznaczony tytułem Powiernika Cienia wraz z innymi kotami, jak chociażby Pustułkowy Szpon, Lamentująca Toń czy pośmiertnie Cienista Zjawa. Pręgus marzył o tym, aby w przyszłości również dostąpić zaszczytu zyskania specjalnego tytułu, tym bardziej jako pierwszy w swojej rodzinie, jednak wątpił, aby mógł go otrzymać wcześniej niż jako pełnoprawny wojownik. Życia nie chciał na razie poświęcać, zdrowie częściowo mógł, o ile nie uniemożliwiłoby mu to pełnienia rangi wojownika.
Dlatego też kontynuował swój trening, chcąc, aby nie tylko mentorka, jak i koty, z którymi brał udział w patrolach łowieckich czy granicznych, go zauważyły. W szczególności zależało mu, aby na nim spoczęło spojrzenie jednej z mistrzyń, chociaż najlepiej, gdyby wszystkie trzy spojrzały na niego i poleciły go liderce. Aby zastępcy zobaczyli w nim siebie, gdy sami nabywali umiejętności, jako młode kocury. Aby Zalotna Gwiazda podczas jego ceremonii, tuż po stoczeniu walki z przeciwnikiem, z której wyjdzie zwycięsko, nadała mu człon, który będzie nosił z dumą, jako wojownik Klanu Wilka.
Z powodu skupienia się na treningach, jego myśli rzadziej krążyły wokół szylkretowej kocicy pachnącej ziołami. Jednak, gdy tylko dostrzegał ją w zasięgu swojego spojrzenia, zawsze decydował się do niej podejść i zagaić. A to o postępy na drodze medyka, a to o to, jak jej mijał dzień. Czasem nawet proponował jej zjedzenie wspólnego posiłku. Nawet kilkukrotnie obdarował ją zdobyczą, którą sam upolował.
— Ty mnie leczysz, mnie oraz moich bliskich, więc ja będę cię karmił.
Cóż, i to chyba tyle z jego bycia dyskretnym. Jego deklaracja została skomentowana przez chorych znajdujących się w lecznicy kaszlem lub parsknięciem. Zdając sobie sprawę z ich obecności, poczuł się jak skończony idiota. Tym bardziej, gdy wśród pacjentów dostrzegł błękitną parę oczu mamy Ul, wpatrujące się w niego z czułością. Nawet pomimo towarzyszącego jej złego samopoczucia, w związku ze zranieniem tylnej łapy, z jej pyska ani na moment nie zniknął uśmiech.
— C-Chudy Grzbiet także! Przyda mu się nabrać masy przed kolejną Porą Nagich Drzew — dodał, wskazując łapą na chudego kocura, który na dźwięk swojego imienia rozejrzał się po wnętrzu lecznicy, trzymając w pysku pęczek ziół. — Roztargnionemu Koperkowi również będę przynosił zwierzynę. Wam wszystkim!
~~~
Od poruszania się pod ziemią preferował treningi odbywające się wśród koron drzew. Jednak, aby zostać poleconym Zalotnej Gwieździe przez swoją mentorkę, musiał nauczyć się w szczególności paru umiejętności, które miały uczynić go pełnoprawnym Wilczakiem. Między innymi należała do nich nauka nawigacji w tunelach. Smuklikowa Łapa bez słowa zająknięcia wsunął się w głąb jamy nieopodal Ciernistego Drzewa. Samotne, martwe drzewo, poskręcane przez swój podeszły wiek otoczone było ciernistymi krzewami, które rosnły przy nim gęsto i rozciągały się po terenie niczym sznur. Otaczająca je mgła sprawiła, że sierść kocura się zjeżyła. Widział, że Cierniste Drzewo było ważną lokacją na terenach Klanu Wilka. Było cmentarzyskiem, na którym spoczywali wojownicy Klanu Wilka, którzy kilkaset księżyców temu żyli na tutejszych terenach.
I wtedy przypomniał sobie legendę, która dotyczyła tego miejsca. Przyspieszył kroku, chcąc znaleźć się jak najdalej miejsca, przy którym jeszcze nie tak dawno temu, jako kocię, pragnął złożyć modlitwę do Przodków. Chciał również zapomnieć o dniu, w którym Iglasta Łapa poddał go „próbie wojownika”. Podołał, jednak powrócił do obozu z licznymi zadrapaniami i zaniepokoił tym samym obie swoje matki. Dostrzegając to, szybko zmienił swoje nastawienie, zapewniając, że właśnie przeszedł próbę, dzięki której na pewno uda mu się zostać wspaniałym wojownikiem. W końcu, jakby nie patrzeć, uzyskał właśnie aprobatę potomka Zalotnej Gwiazdy. To było swego rodzaju osiągnięciem.
„No, no, Smuklikowa Łapo! Zyskałeś moje uznanie! Jednak coś potrafisz oprócz ciągłego zadawania pytań. Nie mogę się doczekać ponownego sparingu, jak już oboje będziemy wojownikami!”.
Tunele pod ziemią wcale nie były przyjemniejsze od terenów okalających Cierniste Drzewo. Jego futerko zdążyło przesiąknąć zapachem wilgotnej ziemi. Kilka razy musiał przecisnąć się przez korzeń, który blokował przejście, lub uważać, aby się o niego nie potknąć. Kalinowy Powiew w ciasnym tunelu poruszała się z gracją w przeciwieństwie do swojego podopiecznego. Jej uwagi na temat tuneli, jak i poruszania się poprzez nie, odbijały się echem od kamieni. Podobno niektóre z ich dalszych odnóg sytuowanych przy granicach mogły prowadzić aż pod same tereny Klanu Burzy, jak i Klanu Klifu. Pręgus był ciekaw czy istniał tunel, dzięki któremu byłby w stanie odwiedzić sojuszników klanu, z którymi nie mieli co prawda granicy, ale od zarania dziejów wspierali się nawzajem.
— Kalinowy Powiewie... słyszysz to?! — Smuklikowa Łapa przeraził się, gdy tuż nad swoją głową usłyszał szum wody, a jego umysł nawiedziły mroczne wizje. Gdyby zostali zalani wodą, byliby w pułapce. Nurt pchałby ich w głąb tuneli znajdujących się na najbliższych piętrach, nie mając szansy na ratunek. Zdawał sobie z tego sprawę.
— Nad nami płynie podziemna rzeka. W tym miejscu warstwa rozdzielająca nas i rzekę jest szczególnie płytka i zdarza się, że woda niekiedy przecieka z sufitu. Jednak możesz mieć pewność, że jesteśmy bezpieczni. Masz moje słowo.
Mimo zapewnień mentorki nie potrafił pozbyć się z umysłu wizji, które go nawiedziły. Zajęło mu to dłuższą chwilę, nim udało mu się oczyścić umysł i skupić na opowieści wojowniczki na temat korytarzy, do których w przyszłości się udadzą.
W końcu udało im się dostrzec słabe promienie słoneczne wpadające przez otwór na końcu tunelu. Smuklikowa Łapa opuścił tunel, otrzepując się na dobrą sprawę ze wszystkiego, co znalazło się na jego szarym futrze. Pył, grudki, a nawet mały robak.
— Czy wiesz, gdzie się znajdujemy?
Smuklikowa Łapa zmrużył oczy, skupiając wzrok na znajdujących się za krzewami strzępach materiału. Po raz pierwszy miał okazję znaleźć się tak blisko Opuszczonego Obozowiska. Wiedział, dlaczego lepiej nie było udawać się w jego okolicę. Był śmiertelną pułapką, w szczególności metalowe paszcze, które znajdowały się porozrzucane w jego okolicy.
— Niedaleko Opuszczonego Obozowiska...
— Mhm. Bardzo dobrze. A teraz, Smuklikowa Łapo, pora na powrót do naszego obozu... — Mówiąc to, Kalinowy Powiew ponownie zbliżyła się do wejścia do tunelu. — Skorzystamy z tej samej drogi.
Tym razem to Smuklikowa Łapa miał iść na przodzie i przy użyciu swoich zmysłów, jak i pamięci, zaprowadzić siebie i mentorkę do obozu, korzystając z fragmentu korytarza, dzięki któremu tutaj dotarli. Korzystając z rad mentorki, co jakiś czas nasłuchiwał, wąchał, a nawet starał się odnaleźć charakterystyczne cechy danego korytarza, którymi mógł być wysoki sufit, charakterystycznie wygięty korzeń czy kamienna ściana. Musiał pamiętać, aby przy rozwidleniu, gdzie znajdowała się szczelina, udać się korytarzem prowadzącym na północ, o ile nie chciał zejść na niższe poziomy tuneli.
~~~
Pięć wschodów słońca po treningu nawigacji w tunelach Smuklikowa Łapa wziął udział w pojedynku uczniów. Jego przeciwnikiem był Bzycząca Łapa, co ucieszyło pręgusa. Bzyczek był przyjacielem Smuklika, z którym młodziak lubił trenować i słuchać jego cennych rad. Nawet fakt, że czekoladowy w związku z większą ilością księżyców spędzonych na treningu miał przewagę nad uczniem Kalinowego Powiewu i raz za razem przyszpilał go do ziemi, nie zniechęcała pręgusa do potyczki. Każdy upadek i każde pacnięcie łapą przez Bzyczka było cenną lekcją. Smuklikowa Łapa musiał być szybszy, zwinniejszy, aby uniknąć w przyszłości prawdziwych pazurów wroga, z którym przyjdzie mu stanąć do walki. Musiał zyskać przewagę nad starszym kocurem, jeśli chciał wyjść zwycięsko podczas dzisiejszego sparingu. Wykorzystując siłę swoich łap, początkowo starał się odbijać jak najwyżej od podłoża, aby robić uniki, jednak z upływem czasu zdecydował się przejść do ofensywy, starając się blokować każde uderzenie kocura.
— Ej, Smuklik... — miauknął kocur, tuż przy uchu pręgusa, gdy niebieski trafił go w przedramię, blokując tym samym jego atak. — Ty lubisz Bryzową Łapę, prawda?
Smuklik się zachwiał, a Bzycząca Łapa, wykorzystując ten błąd, jednym szybkim ruchem łapy podciął przeciwnika. Niebieski wylądował na plecach.
— Koniec! Pojedynek uważam za zakończony. Mamy zwycięzcę!
— Dobra robota, Bzycząca Łapo! — zawołał Kamienne Pióro, gdy w tym samym momencie Bzycząca Łapa przyszpilił Smuklika do podłoża, uniemożliwiając mu podniesienie się do góry.
— To było niesprawiedliwe... — burknął Smuklik, próbując odepchnąć starszego kocura. — Odsuń się.
— Było sprawiedliwe. Wykorzystałem twój słaby punkt, Smuklikowa Łapo. Gdybyś nie zareagował w ten sposób, jeszcze z dobre pół dnia moglibyśmy ze sobą walczyć — zaśmiał się, po czym zsunął się z kocura i pomógł mu wstać. — No to jak? Lubisz ją czy nie?
— Lubię... to moja koleżanka... przyjaciółka...
– Tylko? Bo wiesz, coraz częściej zaczynasz przypominać swojego brata, Słoneczną Łapę, gdy znajdujesz się w towarzystwie swojej „koleżanki”.
— Po prostu Bryzowa Łapa mnie onieśmiela... dlatego czasami palnę jakieś głupstwo w jej towarzystwie! To dlatego, że szkoli się na medyka i w przyszłości zostanie asystentką Chudego Grzbietu. Jest mądra, mądrzejsza od nas wszystkich razem wziętych! I nawet nie próbuj się z tym nie zgodzić! A Słoneczna Łapa to całkowicie inny przypadek niż ja!
— Bzzz, bzzz... — Bzyk zaczął bzyczeć, kładąc łapę na piersi Smuklikowej Łapy i raz za razem szturchając go w nią pazurem. — Zostałeś użądlony przez owada przenoszącego straszną chorobę.
— Co ty wygadujesz... — Nieco zażenowany przyglądał się poczynaniom Bzyczącej Łapy, po czym parsknął, z trudem powstrzymując śmiech.
Przepychając się przyjacielsko, ruszyli w kierunku swoich mentorów, którzy zamierzali ich jeszcze dzisiejszego dnia zabrać na wspólne polowanie, tym razem nie na ziemi, a wśród koron drzew.
[1478 słów + nawigacja w tunelach + udział w pojedynkach uczniów]
Wyleczeni: Miodowy Ul
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz