Przez chwilę tylko patrzyłem na Wełniankę, próbując zrozumieć, jak właściwie odpowiedzieć na jej pytanie. Zmarszczyłem lekko nos, a moje uszy poruszyły się niespokojnie na boki. Wcześniej słuchałem opowieści Złocistego Widlika z zaciekawieniem, ale chyba nigdy nie zastanawiałem się nad nimi aż tak dokładnie. Były dla mnie przede wszystkim historiami. Czymś, co dobrze się słuchało, kiedy siedziało się wygodnie w żłobku, podczas gdy starszy kot opowiadał o dawnych czasach, Klanie Gwiazdy i rzeczach, których sami nie mogliśmy zobaczyć.
Teraz jednak słowa Wełnianki sprawiły, że wszystko zaczęło wydawać mi się odrobinę bardziej skomplikowane. Spojrzałem gdzieś ponad jej głową, jakbym spodziewał się znaleźć odpowiedź przywiązanym do trzcin sufitem albo pośród zabawek wiszących nad naszymi głowami. Skoro każdy kolor miał mieć swojego ptaka, to rzeczywiście… musiało ich być naprawdę dużo. I każdy musiałby wiedzieć, gdzie ma polecieć. No i skąd właściwie ptaki miały wiedzieć, jaki kot powinien zostać przyniesiony?
— Hmm… — mruknąłem przeciągle, siadając wygodniej. Ogon owinąłem sobie wokół łap, a wzrok przeniosłem z powrotem na siostrę. — To chyba oznaczałoby, że każdy z nas ma swojego ptaka.
Zawahałem się, po czym uniosłem jedną łapkę, jakby to miało mi pomóc policzyć wszystko, co właśnie przyszło mi do głowy.
— Tylko… skąd one wiedzą, dokąd lecieć? I dlaczego niektóre koty są takie same, skoro powinny mieć różne ptaki? — Przechyliłem głowę, coraz bardziej marszcząc czoło. — Przecież czasami rodzeństwo ma podobne futro. To wtedy jeden ptak przynosi kilka kociąt? Czy może zabiera je wszystkie naraz?
Na moment wyobraziłem sobie wielkiego ptaka, który próbowałby unieść kilka kociąt jednocześnie. Wąsy zadrżały mi z rozbawienia na samą myśl o tym, chociaż szybko spoważniałem. Coś mi w tej historii zwyczajnie nie pasowało. Nie wiedziałem jeszcze co, ale czułem, że brakowało w niej jakiegoś kawałka.
— A co, jeśli ta historia wcale nie mówi wszystkiego? — zapytałem w końcu ciszej. Spojrzałem na Wełniankę z wyraźnym zaciekawieniem. — Może ptaki to tylko takie wyjaśnienie dla kociąt? Żebyśmy wiedzieli, skąd się bierzemy, zanim będziemy wystarczająco duzi, żeby poznać prawdziwą odpowiedź.
Zamilkłem na chwilę, po czym dodałem, już trochę mniej pewnie:
— Bo gdyby naprawdę przynosiły nas ptaki… to chyba Złocisty Widlik musiałby wiedzieć, który ptak przyniósł mnie.
<Wełnianko?>