Podczas, gdy ojciec rozmawiał z Wędrującym Niebem, Wróżka z zachwytem spoglądała na ściany w Grocie Pamięci. Na jednej z nich były odciśnięte łapy wojowników, medyków, kronikarzy, przewodników oraz liderów. Była ciekawa jaki jej odcisk przybierze kolor. Nie mogła doczekać się tak bardzo tego momentu, kiedy koty będą się zwracać do niej dorosłym imieniem. Co prawda jeszcze posiadała kocięce, i musiała jeszcze przejść przez etap ucznia, ale zawsze mogła pomarzyć. Była ciekawa czy lider zdecyduje się zmienić jej imię, gdy zostanie uczennicą, czy zostanie Wróżkową Łapą, a później Wróżkowym czymś lub jakąś Wróżką. Może małą, przez fakt, że była malutka?
Swoje spojrzenie przeniosła na drugą ze ścian, na której znajdowały się malowidła. Podniosła się z ziemi i zbliżyła się ku obrazowi. Oparła się przednimi łapkami o ścianę, chcąc jak najbliżej znaleźć się dzieła, by móc go poczuć całą sobą, nie tylko wzrokiem. Przeskakiwała spojrzeniem po malunkach przestawiających przeróżne wydarzenia w klanie, zarówno te szczęśliwe, jak i smutne, gdy jej fioletowe oczko dostrzegło rysunek białego pawia, który swoimi skrzydłami ochraniał trzy małe białe koteczki. Lotosa, Białego i Wróżkę. Zaśmiała się cichutko, gdy zdała sobie sprawę, że czy tego chciała czy nie, została zapisana w historii na ścianie, nie odbijając jeszcze swej łapki na ścianie.
W pewnym momenie rdzawo-czarny ogon lekko uderzył koteczke w łapkę. Wystraszona Wróżka odsunęła się od ściany, przybierając skruszoną postawę i pochylając łebek przed Czuwającą Salamandrą. Kocica początkowo ignorowała Wróżkę, będąc zajęta strzepnięciem paprochów z obrazu. Nieudolnie próbowała się porozumieć z Wróżką, jednak koteczka nie była w stanie odgadnąć, co starsza kronikarka ma na myśli. Chciała ją całkowicie przepędzić z groty, a może chciała ją zabrać do Łapkowa? A może jeszcze coś innego chciała jej przekazać. Ciężko było jej odgadnąć.
– Nie rozumiem cię... – mówiąc to, dotknęła łapką łapy Czuwającej Salamandry. Szylkretka nieco się wzdrygnęła, jednak nie odtrąciła kocięcia. – Ale obiecuję, że znajdę sposób, żebyśmy mogły się porozumiewać bez słów. Na początek możemy rysować patykiem lub pazurem obrazki, albo... Mogę ci coś zaśpiewać! – zaproponowała nagle
Z pyska kocicy wybrzmiał charkot, jednak żadne słowo, ani zdanie nie wybrzmiało. Starsza westchnęła, by już po chwili przybrać na pysk całkiem przyjazny uśmiech dosłownie na uderzenie serca. Ogonem lekko popchnęła koteczkę, odciągając ją od ściany, by już chwilę później skierować się z nią w stronę Łapkowa. Pyskiem wskazała na basen pełen pierza. Wróżce nie trzeba było mówić dwa razy. Z wielką radością wskoczyła pomiędzy stertę różnokolorowego pierza, pozwalając sobie kilka małych piórek wczepić w swoją puchatą sierść. Widząc, że Salamandra przez ten cały czas towarzyszyła jej w kąciku zabaw, w ramach podziękowania zaczęła nucić jej jedną z piosenek, którą zasłyszała od jednego z wojowników.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz