— I
tak to ja mogę polować — westchnęła błogo Żądlący Język, idąc tuż obok
Wychodzącej Fali — Nikt nie pilnuje, nikt nie poprawia...
Zżółknięte liście chrzęściły kotkom pod łapami. Lekki podmuch wiatru zerwał
kolejne z gałęzi drzew, zabierając je ze sobą w nieznaną wędrówkę.
Wschodząca Fala uwielbiała porę opadających liści. Tak jak w sumie każdą inną
porę roku, nie da się tego przeoczyć. Wszędzie dookoła robiło się kolorowo,
chociaż nie tak różnorodnie, jak w porę nowych lub zielonych liści. Brązy,
czerwienie, żółcie i pomarańcze dominowały najwięcej. Raz po raz trafiło się
zielone drzewo, lecz z igłami.
Wschodząca Fala chwytała teraz każdy promyk słońca, ponieważ już niedługo może
za nim zatęsknić.
Futro obu kotek odbijało się w jego blasku i przyjemnie grzało w grzbiet.
— Masz całkowitą rację — miauknęła wesoło szylkretka,
uśmiechając się lekko — Chociaż treningi polowania z Wierzbowym Sercem były
najlepsze pod słońcem...
Żądlący Język zmarszczyła lekko nos, jakby poczuła coś niemiłego.
— Wiesz, treningi z Sennym Krokiem były strasznie nużące, a nie pomagał mi jego
zaspany głos — miauknęła z dezaprobatą buraska.
Wschodząca Fala zauważyła jednak towarzyszący temu cień smutku w oczach szylkretki.
Tak jakby próbowała to maskować, by nie wyjść na słabą.
Uśmiechnęła się pocieszająco, co spotkało się ze zdziwieniem u Żądełka.
— I czego się tak patrzysz, co? — prychnęła, przyspieszając.
Wschodząca Fala już miała coś odpowiedzieć, gdy nagle usłyszała szelest
niedaleko. Przypadła automatycznie do ziemi, a końcówka puszystego ogona drżała
z napięcia. Otworzyła pyszczek i wciągnęła powietrze, wyczuwając w pobliżu
wiewiórkę. Rudy gryzoń kopał w ziemi dziurę i chował do nich żołędzie. Była
pulchna, co nie było dziwne. Wokoło rosło przecież od groma dębów.
Przysiadła na łapach najniżej jak się dało, po czym skoczyła chyżo, wybijając w
nią swoje pazury. Pochyliła się i zakończyła jej żywot.
Z zadowoleniem na pyszczku, tym razem to ona zakopała piszczkę,
szukając następnej zdobyczy.
Mało minęło czasu od jej mianowania, a ona nadal nie czuła się ani trochę
wojowniczką. Trudno jest jej się pozbyć starych nawyków wczesnego wstawania i
zanoszenia jedzenia. Czasem nawet przyłapywała się na tym, że czeka na
Wierzbowe Serce, choć już od dawna nie miały treningów.
Westchnęła cicho, węsząc co kilka kroków. Złapała jeszcze dwie myszy i wróbla,
gdy zobaczyła Żądlący Język, która czekała na nią pod ich ulubionym drzewem.
Obok buraski
leżał pokaźny stosik gryzoni, na co Wschodząca Fala jęknęła bezsilnie.
— Wygrałaś — miauknęła cicho, obracając się — Zaraz przyjdę ze swoją zdobyczą i
wracamy...
Żądlący Język uśmiechnęła się złośliwie, kładąc się pod drzewem.
— Ah,
kolejny dzień nie muszę nosić swojej zdobyczy — mruknęła zadowolona, na co
Wschód prychnęła cicho.
Szybko odnalazła swoje piszczki, po czym wróciła do siostry, by wziąć i jej.
Ledwo się zabrała, jednak postanowiła nie pokazać żadnej słabości. Gdyby tak
zrobiła, Żądlący Język miałaby z niej ubaw przez całą drogę.
Gdy wkroczyły do obozu, Wschodząca Fala od razu poszła odłożyć wszystkie
piszczki na stos. Musieli znaleźć jak najwięcej, w końcu Poplamione Piórko już
za moment będzie miała kocięta! Potrzebuje jak najwięcej najlepszego
pożywienia. Wschodząca Fala zatrzęsła się na myśl o porodzie, po czym szybko
potrząsnęła głową. Nie, Poplamione Piórko jest silna i doroślejsza, da sobie
radę. Odłożyła delikatnie piszczki do dziury, nie chcąc ich ubrudzić ani
rozwalić na papkę.
— Rany, jak dużo — strzepnęła uchem, słysząc pełen podziwu głos.
— Dziwisz się braciszku?! — krzyknął cieńszy głosik — Wschodząca Fala to
przecież super wojowniczka!
Szylkretka
odwróciła zaskoczona głowę, szukając właścicieli głosów. Zimny pot wstąpił jej
na grzbiet, gdy tylko ich zobaczyła. Niebieski kocurek oraz śliczna mała szylkretka
calico
siedzieli obok siebie, wpatrując się swoimi wyłupiastymi oczami w stronę
wojowniczki.
W uszach zadźwięczały jej słowa Błękitnej Łapy, gdy nazywała swoje dzieci.
Nadal pamiętała, jak szczęśliwa była kotka, gdy na nie patrzyła.
Wschód zatrzęsła się lekko, zauważając, że jest wpatrzona w ziemię. Nie
wiedziała, kiedy odwróciła wzrok, jednak prawdopodobnie to przerwało
napływające wspomnienia.
Westchnęła cicho, a na jej pysk zawitała dziwna melancholia.
— Dlaczego jesteś smutna? — zapytała ją Gronostaj, która
pojawiła się obok znikąd.
Nawet nie usłyszała, jak kotka się do niej podkradła. Wschodząca Fala krzyknęła
cicho, po czym potknęła się o własne łapy i upadła na grzbiet. Tygrys
zachichotał cicho, podchodząc i przysiadając się do siostry.
— Uwielbiam, jak reaguje, gdy podchodzimy — miauknął wesoło — Ale zazwyczaj
bawimy się w kotka i myszkę…
Gronostaj tylko spojrzała na kocurka znudzona, wzdychając dobitnie.
— Braciszku proszę, przestań…
— No co?! — oburchał
się rudy — Chcę tylko rozładować atmosferę!
Wschodząca Fala leżała tak jeszcze przez moment, po czym szybko podniosła się
do siadu, nerwowo drżąc. Spojrzała na dwójkę kociąt Błękitnej Łapy, po czym
pociągnęła cicho nosem. Bała się ich reakcji, jednak nagle trafiło do niej to,
że przecież nikt im pewnie o tym nie powiedział dokładnie! Po śmierci Błękitnej
Wschodząca Fala ani razu nie zawitała do kociarni, bojąc się wszystkiego, co
się tam znajduje. Uważała je za przeklęte.
— Część m—maluchy — mruknęła niepewnie drżącym głosem, pierwszy raz od dawna
nie wiedząc co powiedzieć.
— Oh, odezwałaś się! — miauknęła uradowana koteczka.
— Hej, nie jesteśmy już tacy mali! — zawołał rudy kocurek, machając poirytowany
kitą — Jeszcze chwila i zostaniemy terminatorami!
Gronostaj pokiwała energicznie głową na słowa brata. Wschodząca Fala przeraziła
się na te słowa. Nie rozmawiała ze swoimi siostrzeńcami przez tak długi czas?
Przecież to praktycznie całe ich kocięce
życie!
— C—co?! To już? — miauknęła zaskoczona, podnosząc się na łapach.
— Mhm! Już nie mogę się doczekać, by mieć mentora — Gronostaj podskoczyła
radośnie w miejscu, robiąc przy okazji piruet w powietrzu — Chciałabym mieć ciebie
Wschodząca Falo!
— Nie, bo ja! — burknął zdecydowanie — Zobacz Wschodząca Falo, ja jestem taki
zdolny, wybierz mnie!
Kociaki zaczęły wzajemnie się przekrzykiwać, na co kotka patrzyła osłupiała. Po
dłuższej chwili parsknęła śmiechem, słysząc ich wymianę zdań. Byli tac
rozkoszni. Gdy oboje usłyszeli perlisty śmiech szylkretki,
przestali się kłócić po dwóch uderzeniach serca, wpatrując się w nią
niezrozumiale.
Wreszcie Wschodząca Fala uspokoiła się na tyle, by uśmiechnąć się do nich
szeroko.
— Kochani, mogłabym zostać mentorem któregoś z was, jednak nie ja o tym
decyduję — powiedziała ciepło — zresztą, są o wiele bardziej doświadczone koty,
niż ja—
— No ale dlaczego, przecież złapałaś tyle zdobyczy, musisz być super — miauknął
nieprzekonany Tygrys.
Wschodząca Fala pokręciła przecząco głową, spoglądając na kociaki. Nie mogła
uwierzyć, że w trakcie tej krótkiej chwili wyzbyła się całej awersji do tej
dwójki. Chociaż całym sercem chciała być przy nich od rana do nocy, jej
podświadomość mówiła głośno i wyraźnie, że lepiej się nie zbliżać. I tak jak
zazwyczaj jej nie słuchała, to raz w życiu postanowiła się jej trzymać, co było
jednym z największych błędów.
— Nie złapałam tego wszystkiego sama — miauknęła pewnie — Zrobiłam to razem z
waszą ciocią.
Chwilę zajęło im zrozumienie słów szylkretki,
po czym otworzyli szeroko pyszczki oniemiali. Wschodząca Fala zachichotała
cicho, mrucząc pod nosem z radości. Przemogła się i powiedziała, przez co miała
nadzieję, że teraz wszystko będzie tak jak dawniej. Zamknęła łapą najpierw
pyszczek Tygrysa, a Gronostaj już nie zdążyła, ponieważ kotka natychmiastowo
przylgnęła do młodej wojowniczki. Po chwili niebieski kocur dołączył do
siostry, przez co Wschód nie miała jak się ruszyć. Nie spodziewała się tego,
już prędzej oczekiwała masy pytań skierowanych w jej stronę. Trwając w uścisku
siostrzeńców, po pysku spłynęły jej małe łezki. Otarła je szybko ogonem i
pociągając nosem, odsunęła kociaki od siebie. Co było nieco trudne, ponieważ
nie byli już malutkimi puszystymi kuleczkami. Jeszcze chwila i wzrostem będą ją
przewyższać!
Serce wojowniczki chwilowo zamarło, gdy dotarły do niej słowa koteczki. Prawda,
Wschodząca Fala kochała te maluchy całym swoim sercem, ale co ona ma im
powiedzieć? Że jak na nich patrzy, to widzi ich zmarłą mamę? Dotknęła nosem
czoła Gronostaj, po czym liznęła w polik Tygrysa.
— Nawet tak nie myślcie, zgoda? — zapytała, powstrzymując się od płaczu —
Bardzo was lubię, tylko strasznie się... bałam.
— Jesteśmy tacy straszni? — niebieska szylkretka
przechyliła zdziwiona
głowę.
Wschodząca Fala zaśmiała się po tych słowach.
— Ani trochę skarbie — mruknęła wesoło, naśladując nieco swoją mamę — A teraz
chodźcie, muszę wam coś opowiedzieć!
Wschodzik
okręciła się szybko w miejscu, po czym skoczyła w kierunku żłobka, podskakując
niczym kociak, który pierwszy raz wyszedł poza kociarnię. Dzieciaki spojrzały
po sobie zaskoczone, po czym wstały i podążyły za oddalającą się wojowniczką.
Wschodząca Fala uznała, że skoro nikt im jeszcze niczego dokładnie nie
wyjaśnił, a ona wreszcie zaczęła z nimi rozmawiać, czas opowiedzieć im o Błękitnej
Łapie. Miała nadzieję, że wtedy wreszcie wyzbędzie się resztek poczucia winy
względem zmarłej uczennicy. No i może lepiej na razie nie wspominać im o
Miętowym Oddechu, bo mogą się gdzieś pochwalić. Może jak dorosną.
W trakcie kolejnych wschodów księżyca szylkretka
przekonywała się co do swoich siostrzeńców coraz bardziej. Obserwowała ich
wspólne zabawy z kociętami Sójczego Skrzydła coraz częściej, uśmiechając się
szeroko, gdy zwrócili na nią swoją uwagę.
— Wschodząca Falooooo
— miauknął przejmująco Tygrys — Kiedy oni nas wreszcie mianują? Jestem już
wystarczająco duży!
Szylkretka
westchnęła cierpiętniczo.
Kocięta Sójczego Skrzydła zostały uczniami zaledwie kilka wschodów słońca temu.
Tygrys z Gronostajem zrobili się po tym okropnie markotni i namolni, często
dopadając swoje przybrane rodzeństwo, gdy wracali z treningów i pytając się,
jak było. Najczęściej jednak męczyli Wschodzącą Falę. W końcu była najbliżej, a
Sójcze Skrzydło od jakiegoś czasu nauczyła się unikać kociaków, gdy tylko
padało takie pytanie z ich ust.
— Nie przejmuj się braciszku, ciociaaaa,
na pewno coś poradzi — odpowiedziała Gronostaj, akcentując wyraźnie słowo "ciocia"
— Prawda?
Czarno-ruda kotka mruknęła cicho, pacając calico
puchatym ogonem w pyszczek. Bardzo nie lubiła tego określenia. Nie jest ciocią,
jest Wschodzącą Falą. Ciocia brzmi tak, jakby miała już na karku dobre 50
księżyców!
— Nie mówicie mi ciociu, czuję się staro — miauknęła, uśmiechając się lekko —
Nie mam zielonego pojęcia, kiedy zostaniecie uczniami, naprawdę… Czarny Potok
też nic jeszcze nie wie. Prawdopodobnie Niedźwiedziej Gwieździe troszkę się
zapomniało…
Rodzeństwo jęknęło wspólnie obok siebie z zawiedzionymi minkami. Wschodzącej
Fali zrobiło się im naprawdę żal. Kocięta Sójczego Skrzydła i tak zostały
mianowane o wiele później, niż powinny. Biedakom poczekało się o księżyc za
dużo. Jednak razem z nimi został mianowany Skoczek, co nieco zdziwiło
wojowniczkę. Przecież uczniak miał tyle samo księżyców co jej siostrzeńcy, a i
tak oni jeszcze siedzą w żłobku.
— Jestem pewna, że w najbliższym czasie zostaniecie uczniami, słowo! —
miauknęła pocieszająco szylkretka,
patrząc na siostrzeńców kątem oka.
Po chwili, w której kociaki nie ukazały ani trochę entuzjazmu, kotka z cichym
burknięciem położyła głowę na ziemi. Przymknęła znużone oczy, które domagały
się chwili odpoczynku. Mogłaby pójść popolować, jednak stos był wielki, a
samemu to żadna przyjemność. Szum właśnie wrócił, Żądełko i Czarny Potok byli
na treningu z uczniami. Zabluszczone Futerko i Borsuczy Cień mieli chwilę dla
siebie, a Klonowa Łapa nie pójdzie bez Pręgowanego Grzbietu.
Lekka porażka, ale co można zrobić?
Dlatego kotka spędziła resztę górowania słońca w cieniu klifowych skał. Gdy
tylko usłyszała dźwięk głosu swojego partnera, który wracał ze Skaczącą Łapą,
podniosła się momentalnie, wybiegając mu na powitanie. Nie zdążyła nawet dobrze
tego zrobić, gdy usłyszała wezwanie Niedźwiedziej Gwiazdy.
Spojrzała zaskoczona w kierunku skały, na którą właśnie z małym trudem
wskakiwał lider. Szybko skierowała wzrok na dwójkę uczniów, który oniemieli,
patrzyli w jej stronę. Koteczka machnęła łapą w kierunku skały,
na co oboje zerwali się natychmiastowo, galopem podbiegając do tłumu.
Czarny Potok podszedł do niej i otarł się o jej bok.
— I jak dzisiaj? Strasznie marudni byli? — zapytał, spoglądając na kotkę kątem
oka.
— Niesamowicie… — jęknęła, kładąc głowę na barku kocura, na co ten zaśmiał się
cicho.
— Jak tylko ceremonia się skończy, idziemy spać, co?
Kotka miała siłę tylko na kiwnięcie głową.
— Przyjemny wieczór prawda? — miauknął wesoło Misiek — Myślę, że czas już
przydzielić mentorów do pozostałych pretendentów na uczniów. Gronostaj, Tygrys,
wystąpcie!
Kociaki podekscytowane, zamiast stanąć tuż przed skałą, siedziały z tyłu,
kompletnie oczarowane. Teraz musieli przeciskać się do przodu, jednak dzięki
sprawnej ocenie sytuacji niebieskiej szylkretki,
szybko przed nią dotarli.
— Oboje ukończyliście już po sześć księżyców, dlatego z dumą przyznaje wam
wasze uczniowskie imiona — kocur miauknął ciepło, spoglądając po zgromadzonych
kotach, po czym zwrócił się do tygrysa — Do czasu aż nie skończysz szkolenia,
będziesz nazywał się Tygrysią Łapą. Pieczę nad tobą sprawował będzie Szumiące
Zbocze.
Rudy kocur otworzył szeroko pysk zaskoczony, jednak zaraz szybko go zamknął,
spinając głową liderowi.
— Szumiące Zbocze, jesteś gotowy na szkolenie własnego ucznia — mruknął bury
kocur — Otrzymałeś od swojego mentora, Ostrego Kła doskonałe szkolenie, dlatego
będziesz dobrym kandydatem na mentora dla Tygrysiej Łapy. Mam nadzieję, że
przekażesz mu całą swoją zdobytą wiedzę.
Po tych słowach oba kocury zetknęły się ze sobą nosami, po czym zeszli szybko
na bok. Wschodząca Fala nie wiedziała, który z nich był bardziej podekscytowany
tym wydarzeniem.
— Gronostaju, ty również osiągnęłaś już wiek uczniowski, dlatego z dumą mogę
przyznać ci imię Gronostajowej Łapy — zawołał kocur wesoło — Twoją mentorką
zostanie Wschodząca Fala.
Szylkretka
zsunęła się z boku kocura, zataczając się lekko na słowa lidera.
Ona? Mentorką? Przecież nie jest aż tak dobra, jest wiele innych doświadczonych
kotów! Wszyscy jednak oczekiwali jej odpowiedzi, dlatego za popchnięciem
Czarnego Potoku wyszła pod skałę przemówień.
— Wschodząca Falo — zaczął spokojnie Niedźwiedzia Gwiazda — Jesteś gotowa na
szkolenie ucznia po tym, jak otrzymałaś wspaniałe nauki od Wierzbowego Serca.
Wykazałaś się swoim dobrym sercem i odwagą ducha, dlatego mam nadzieję, że
przekażesz to wszystko Gronostajowej Łapie.
Szylkretka
trzęsła się lekko z nagromadzonych emocji. Jej własna siostrzenica będzie jej
uczennicą! Przez chwilę miała cień wątpliwości, jednak teraz nie wahała się ani
chwili. Musi się postarać. Będzie najlepszą mentorką, na jaką zasłużyła
Gronostajowa Łapa!
Uśmiechnęła się szeroko do szczęśliwej uczennicy, po czym obie zetknęły się
nosami.
Jest mentorką! Już nie może się doczekać ich wspólnych przygód!
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Znajdki w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz