*parę dni po porodzie Rozkwitającej Szanty*
— Widzisz?
— Co? — kocię zdezorientowane uniosło głowę do góry.
Odchrząknęła i powtórzyła się.
— Czy widzisz?
— Nie...? — odpowiedział nieco zbity z tropu. — Ale mogę cię zobaczyć. — Dodał niezbyt przejrzyście.
Pokiwała odruchowo głową, zadowolona z odpowiedzi. Miała rację... Jednak kolejne słowa kociaka ją zainteresowały.
— Możesz? — spytała, zaintrygowana. Przekręciła głowę w drugą stronę. — W jaki sposób?
Młodziak wyciągnął bez wahania łapki w stronę głosu, poruszając nimi jakby ugniatał powietrze, na coś czekając.
— Mogę zobaczyć łapami.
— Hmmm... — zamruczała cicho, wpatrując się w pyszczek kociaka. Rzuciła spojrzenie przez ramię na jego matkę, po czym powoli pochyliła pysk w dół, aż jej policzek nie dotknął jego wyciągniętej łapki. Księżyc z zapałem zabrał się za mizianie jej pyska, wciskając łapy w jej policzki.
— Widzisz, widzę całkiem dobrze — powiedział dumnie, jakby coś udowadniał. — Masz węższy pyszczek od mamy.
Zmrużyła lekko oczy, gdy łapy kociaka się do nich zbliżyły.
— Możliwe — przytaknęła, pamiętając puchaty i krąglejszy pysk karmicielki. — Widzę. Całkiem, całkiem dobrze... Coś jeszcze widzisz?
— Możliwe — przytaknęła, pamiętając puchaty i krąglejszy pysk karmicielki. — Widzę. Całkiem, całkiem dobrze... Coś jeszcze widzisz?
Musiała przyznać, była... Ciekawa. Podobnież ślepe koty miały przed oczyma jedynie niezmąconą ciemność i poruszali się przez świat w niewiedzy, a tu proszę...
— Tekstury widzę, i... Czasem widzę jak idę spać, ale tak dziwnie — miauknął, zabierając swoje łapy. — I kiedyś jeszcze wodę widziałem. I widzę jak wyjdę na zewnątrz i głowę skieruję na słońce. Znaczy nie widzę, ale widzę.
Przekręciła łepek w bok.
— Mhm...
Po chwili namysłu zamknęła oczy i wystawiła łapkę do przodu.
— Też chcę tak zobaczyć.
Przekręciła łepek w bok.
— Mhm...
Po chwili namysłu zamknęła oczy i wystawiła łapkę do przodu.
— Też chcę tak zobaczyć.
<Księżyc?>
[313 słów]
[przyznano 6%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz