Naglę coś z tył niej zaszeleściło i usłyszała krzyki płowego Kocurka:
- Konwalio! Zaczekaj!
Natychmiast się odwróciła. Nie wiadomo dla czego na jej pysku pojawił się uśmiech, niedługo potem i zdziwienie.
Świt podbiegł do niej.
- Coś nie tak? Ściemnia się, a twój mentor do nas idzie. Nie wygląda na zadowolonego – mruknęła Konwalia i cofnęła się.
Uczeń zastrzygł uszami i się odwrócił. Szybko potem znów spojrzał się na asystentkę medyka.
- Przyjdź tu... w nocy. Mam... ci coś ważnego do przekazania. Tak bardzo, bardzo. Nie zawiedź mnie, proszę – miauknął płowy szybko i wrócił biegiem do Ostrokrzewiowego Ciernia.
***
Położyła się na mchu, nawet nie zamykając oczu. Patrzyła się na piękny zachód słońca. Nie mogła się doczekać nocnego spotkania. Łapy jej drżały z ekscytacji i zmartwienia oraz innej, dotąd jej nieznanej, emocji. Chciała pogadać ze Świtem, był bardzo miły, ale po co chce się spotkać? Konwaliowe Serce mało pamiętała z tamtego zebrania, szkoda. Może kotce się stawało, ale czuła ciepło na jego widok. Na pewno warto byłoby się zaprzyjaźnić z płowym Wilczakiem. Na myśl o spotkaniu cicho mruczała.
Kotka wtuliła się w futro Świta. Patrzyła się żółtymi oczami w morską głębie i z pyska Kocurka wydawało się słyszeć jakieś miłe mamroty. Czuła się szczęśliwa. Od czasu do czasu śmiała się do kota z Klanu Wilka, wpatrując się w gwiezdne niebo i pokazując łapą jakieś gwiazdki.
Konwaliowe Serce obudziła się przytulona z kępką mchu. To było pewne, sen, to był tylko sen. Jednak spotkanie, które miało odbyć się za chwilę, będzie prawdziwe. Czarna otrzepała się z małych roślinek wplątanych w jej futro. Spojrzała na niebo. Noc, jest już noc. Wszyscy z Klanu Burzy już spali, można było bezusterkowo przejść. Pora iść. Miała takie szczęście, że była czarna, chociaż trudno było ukryć białe plamy na ciele. Udało jej się bezszelestnie prześlizgnąć się z obozu. Dotarła na miejsce cała i zdrowa.
***
- Świtająca Łapo? Jesteś sam? - zapytała się z niedowierzaniem, schowana za kamieniem.
- Tak, to ja! Bez mentora – miauknął płowy. Po chwili zerwał białą roślinkę z żółtym środkiem. - Oto mały prezent.
Konwalia spojrzała na lśniące futerko Świtającej Łapy. Zastanawiała się po co tu jest i po co ten piękny kwiatek. Nawet nie zauważyła sama jak wydaje z siebie głośne oraz wesołe mruczenie i się czerwieni. Jej serce zaczęło bić coraz szybciej.
Podniosła delikatnie kwiat. Niby normalny, ale był piękny, niby widziała takich tysiąc w swoim życiu, ale ten czuła, że jest niezwykły i… od niezwykłego kota. Dziwne… na zgromadzeniu nie zwracała uwagi na Świtającą Łapę, a teraz wręcz przeciwnie. Chciała z nim spędzać więcej czasu. Zauważała więcej jego pozytywnych cech charakteru i jego śmiech był taki słodki, przynosił więcej szczęścia niż inne rzeczy.
- Dziękuję… - mruknęła do Świta, chciała go przytulić tak jak we śnie. Położyła roślinkę o dwa lisie ogony dalej. Rozejrzała się, niedaleko niej zauważyła drobny oraz śliczny kwiatek, zerwała go. - Proszę, też mam prezent. – miauknęła, wplątując go za ucho ucznia.
- Dziękuje. – Uśmiechnął się szeroko. - Kwiatek bardzo ładny, mam nadzieję, że mój też ci się podoba.
- On, on jest najpiękniejszy na świecie...! - powiedziała głośno, ale później zniżyła głos i chrząknęła. - Znaczy... nie ważne... Przepraszam.
- Konwalio… ja… j-jak ci to powiedzieć… - Uczeń patrzył się na kotkę jak na cudo świata.
Zapadła na chwilę cisza, czyżby płowy lynx się wycofywał.
Kotka spojrzała swoimi żółtymi oczami z na pysk kota… była bardzo ciekawa co zaraz powie albo czy w ogóle odważy się odezwać. Zdawało się, że każda sekunda zmieniała się w księżyce.
- B-Bo ja cię lubię i… - jąkał się.
- Ja też cię lubię… - powiedziała czarna, przerywając Kocurkowi. – Lubię cię tak naprawdę i czy możemy się przyjaźnić? Znaczy… klany… ja nie wiem…, to wszystko jest takie dziwne – przyznała szczerze.
- Ale… ja chcę też powiedzieć, że… - Asystentka medyka usłyszała ciche mruczenie Świta, jego łapy zaczęły drżeć. Wyglądał na zestresowanego, widać było, że był niepewny i może bał się skończyć zdanie. Kotka chyba przewidywała co zaraz powie. Konwalia nie powstrzymała się i przytuliła się do Kocurka.
- Ja się chyba zakochałem w takiej jednej osobie... - powiedział Świt odsuwając od siebie czarną. Stanął, poprawił kwiatka za uchem i kilka razy liznął łapę. Po czym spojrzał kotce prosto w oczy z uśmiechem na pysku.
Kotka spuściła uszy.
Dlaczego ja odsunął? Czy to znaczy, że jednak nie jest tak jak jej się wydaje...? Co on teraz zrobi? Pójdzie sobie…? Planuje coś? – Myślała.
- Hm... Kto to? Czy… to…? - zapytała, patrząc się w morską głębie oczu Kocurka.
Świt dotknął nosem nosa Konwalii. Czarna wytrzeszczyła oczy, a po chwili je zamknęła. Stali tak przez kilka chwil, nad nimi świecił ogromny księżyc. Asystentka medyka uświadomiła sobie co to wszystko miało znaczyć.
- To ty… - szepnął.
Kotka rzuciła się w ramiona Świta.
Czarnej zrobiło się ciepło i miło, w uścisku ucznia czuła się lepko oraz jak wolny ptak. Pierwszy raz doznała takiej emocji, było niezwykłe i chciałaby Kocurek był zawsze koło niej. Zaczęła głośniej mruczeć. Wtuliła się w sierść Świtającej Łapy, czuła zapach Klanu Wilka, czuła zapach innego kota. Kiedyś zdawał się takie obcy i ohydny, a teraz wręcz przeciwnie. Byli tylko oni, sami, nikt nic nie widział.
Na klan Gwiazdy… Może nawdychałam się jakiejś kocimiętki? – pomyślała.
- Czyli ty też to czujesz? - zapytał.
- Ja... chyba tak. Tak. Czuję miłe uczucie w twoim towarzystwie i chcę byś zawsze był niedaleko mnie. Teraz to zauważyłam... Czy to się nazywa miłość? Czyli łamiemy kodeks... - Czarna stanęła.
- Idziesz już? A to... nic nie znaczy dla ciebie...?
- Nie! Skąd? Musimy się po prostu zastanowić nad tym wszystkim..., a jeśli tylko nam się wydaje?
- Boisz się? - zapytał Kocurek. - Wydaje się? Dlaczego miałoby się to wszystko nam wydawać? Nie wierzysz w nas...?
- Wierze, teraz wierze, ale co na to powie Klan Gwiazdy, co na to powiedzą inni?
- Chyba nie chcesz nas wydać?
- Mamy żyć w tajemnicy, tak? Boję się, boję się... Boję się co się stanie jeśli ktoś nas zauważy, jeśli robimy coś źle. – Czarna wzięła głęboki oddech. – Dobrze… Masz rację, panika tu wcale nie pomoże. Pamiętasz bajeczki o małych kotkach i miłości? – powiedziała do siebie. – Miłość przezwycięża wszystko… - Ucieszyła się, a po chwili skuliła się w kłębek w rozpaczy. – Ale tutaj nie pomoże.
- Ej, spokojnie. – Płowy spojrzał na kotkę i musnął ją ogonem. – Nie załamuj się, trzeba to przemyśleć. Naprawdę widzisz przed nami taką falę nieszczęść?
- Chyba nie – powiedziała nie pewnie. – Ufam ci… Może najpierw powinniśmy znaleźć jakieś miejsce gdzie możemy się spotykać… Jeśli tego chcesz... - Powiedziała prawie szeptem.
Kotka dalej nie mogła uwierzyć czy to się dzieje naprawdę czy to tylko sen. Spojrzała jeszcze raz na Świt.
<Świtająca Łapo?>
Słowo od admina - Konwalio, weź pod uwagę, że w Klanie Wilka wybuchła wojna domowa i możecie się przez jakiś czas nie widzieć :c
Aww, jak uroczo :3
OdpowiedzUsuń*Sroczka szykuje pioruny dla łamiących podstawowe zasady młodzików*
OdpowiedzUsuń