Widząc spokojnie śpiącą Wisienkę, Rudzik poczuł małe ukłucie żalu w piersi. Siostra kazała się mu tym nie przejmować, ale teraz było to silniejsze od niego. Ona na pewno zniesie zakaz dużo gorzej niż kocurek, przecież uwielbiała przygody, a jemu samemu nie zrobiłoby to i tak większej różnicy. Westchnął cichutko, po czym położył się koło kotki, szybko zasypiając wtulony w jej śnieżnobiałe futerko.
***
Od nieudanej wędrówki minęło już parę wschodów słońca i wszyscy zaczynali powoli zapominać o całej sprawie. Rudzik przyglądał się właśnie Korze i Krogulcowi, którzy ścigali się dookoła stogu siana, co chwilę wywracając się przy tym nawzajem z głośnym śmiechem. Wisienka i Jagódka jeszcze spały, więc wszyscy próbowali zachować ciszę, niestety z marnym skutkiem. Z każdą chwilą rodzeństwo hałasowało coraz głośniej, więc Rudzik postanowił coś zrobić.
— H-hej! Ciszej trochę, proszę — wymamrotał podnosząc się.
Krogulec spojrzał na niego z dezaprobatą.
— Jakbyś sam czasem się pobawił to byś wiedział, że nie da się po cichu!
— Właśnie! Rudziku, pobiegaj trochę z nami — poprosiła Kora.
Mniejszy kociak nerwowo pomachał ogonem, próbując znaleźć jakąś sensowną wymówkę, ale po zaraz się poddał.
— No dobrze, ale będziemy ciszej.
Kociaki pokiwały głowami i po chwili cała trójka demolowała stodołę. Po jakimś czasie Krogulcowi znudziło się bieganie w kółko, więc wymyślił, że będą gonili za celem. Nie mogli znaleźć odpowiedniego przedmiotu, więc padło na Rudzika. Biało-rudy kocurek nie był zbyt szybki, toteż szybko został zagoniony w róg. Przerażony nastroszył futro i spojrzał w górę, na brata uśmiechającego się z triumfem. Skulił się, i wykorzystując chwilę nieuwagi Krogulca, wyskoczył w górę, próbując go przeskoczyć. Nie udało mu się, bo w ostatniej chwili został złapany za puszysty ogon i rzucony na ziemię. Miauknął cicho, powoli próbując się podnieść, gdy doskoczyła do niego zmartwiona Kora.
— Nic ci nie jest?
— Uh.. Myślę, że n-nie — odpowiedział szybko.
— Całe szczęście — uśmiechnęła się do niego. — Ale muszę przyznać, że ten skok był niezły. Prawie ci się udało.
Kocurek wymamrotał coś niewyraźnie w odpowiedzi, po czym spojrzał na stojącego nieopodal brata.
— Jeszcze raz? — spytał się ten z nadzieją w głosie. Krogulec bardzo lubił bawić się w udawane walki lub polowania, a jeszcze bardziej lubił w nich wygrywać. Rudzik dobrze o tym wiedział, więc niechętnie, ale zgodził się na drugą rundę.
Tym razem poszło mu już trochę lepiej, starał się utrzymywać optymalną odległość i odskakiwać przy każdym ataku, przez co razem z bratem kręcili się w kółko. Szybko jednak znudziło się to większemu kocurowi i błyskawicznie zmienił kierunek, wyburzając tym z rytmu Rudzika, po czym zaatakował. Rudzik, nie spodziewający się uderzenia, przeturlał się pod wpływem silnego ciosu i uderzył w ten sam stóg siana, wokół którego biegali przed chwilą. Wtedy go olśniło. Spojrzał z uwagą na przedmiot, analizując swoje szanse, po czym mocno wybił się z tylnych nóg. Poczuł lekkie pieczenie w lewej tylnej łapie, nieprzyzwyczajonej do takiego wysiłku, jednak zignorował je, skupiając się na celu. Gdy tylko dosięgnął stogu, rozpaczliwie chwycił się pazurami krawędzi czując, że zaczyna spadać, po czym podparł się sprawną tylną łapą o małe wgłębienie, które wcześniej wyszukał. Dźwignął się mocno i już po chwili był na szczycie. Zadowolony zamruczał, czując się teraz bezpiecznie. Krogulec jeszcze chwilę próbował go dosięgnąć, ale udało mu się jedynie trochę przesunąć siano, co jednak nie wpłynęło na siedzącego na nim jego brata. Sfrustrowany kocurek fuknął cicho, po czym poszedł bawić się leżącym pod oknem liściem. Rudzik rozluźnił się już całkowicie, pozwalając sobie na ciche westchnienie ulgi. Nie do końca dotarło do niego, że nie był już całkowicie nieporadnym i nieprzydatnym beztalenciem, przynajmniej w oczach rodziny. Jego samopogląd raczej nie uległ zmienie, przynajmniej na razie, w końcu jak to sobie powiedział, "przecież wejście na stóg siana nie jest wielkim wyczynem". Spróbował się zdrzemnąć, ale przeszkodziła mu w tym Jagódka, która jak to się okazało od dawna nie spała, ale obserwowała walczące maluchy. Otarła się swoim policzkiem o pysk syna, po czym wymruczała, że jest z niego bardzo dumna. Rudzik gdyby mógł zapewnie bardzo by się teraz zarumienił, jednak był kotem, toteż poruszył tylko z zażenowaniem wąsikami. Chwilę potem obudziła się Wisienka, na którą z impetem wpadł nadal dokazujący Krogulec. Zdenerwowana nagłym wybudzeniem się kotka uderzyła go łapą w pysk, z czego potem wywiązała się mała sprzeczka. Rudzik chciał jakoś załagodzić sytuację, więc zeskoczył na ziemię, czego jednak od razu pożałował, bo noga zaczęła go jeszcze bardziej boleć. Wykrzywił pysk w lekkim grymasie, po czym zdecydował się jeszcze chwilę posiedzieć, tym bardziej że Kora wyręczyła go w uspokajaniu rodzeństwa.
<< Wisienko? Jakby co Rudziu sobie tylko naciągnął mięsień, niezdara jeden >.> >>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Straszliwy potwór, który terroryzował społeczność w końcu został pokonany. Owocniaki nareszcie mogą odetchnąć bez groźby w postaci szponów sępa nad swoimi głowami. Nie obeszło się jednak bez strat – oprócz wielu rannych, życie w walce z ptakiem stracili Maślak, Skałka, Listek oraz Ślimak. Od tamtej pory życie toczy się spokojnie, po malutku... No, prawie. Jednego z poranków wszystkich obudziła kłótnia Ambrowiec i Chrząszcza, kończąca się prośbą tej pierwszej w stronę liderki, by Sówka wygnała jej okropnego partnera. Stróżka nie spodziewała się jednak, że końcowo to ona stanie się wygnańcem. Zwyzywała przywódczynię i zabrała ze sobą trójkę swych bliskich, odchodząc w nieznane. Na szczęście luki szybko zapełniły się dzięki kociakom, które odnalazły dwa patrole – żłobek pęka w szwach ku uciesze królowej Kajzerki i lekkim zmartwieniu rządzących. Gęb bowiem przybywa, a zwierzyny ubywa...W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz