Kiedyś
Pacynka. Nigdy nie słyszał podobnego imienia – czym było to, po czym została nazwana kotka? Może to był jakiś ptak, o którym nigdy nie słyszał? Może robak, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie spotkał? Może jakaś roślina, o której wiedzieli medycy, a on nie, bo nigdy się nie szkolił w tym kierunku? Nie, chyba by mu coś zaświtało, chyba że to było niezwykle rzadkie. Kolejna myśl, jaka mu przypłynęła do głowy to, że pewnie był to przedmiot, który znały koty z miasta, a dla klanowych było niczym obcy język. Pokręcił głową zrezygnowany, nie chcąc dalej zgadywać, czego mogło dotyczyć to słowo. Pacynka zapytała o jego imię. Rzeczywiście – wypadałoby się przedstawić. Nawet jeśli nie wiedział, jakie miała zamiary, to raczej nie zrobi nic z tą wiedzą, a w dodatku nie wyszedłby na niewychowanego. Chociaż… słysząc następne słowa, może bardziej zależało jej na odpowiedzi dotyczącej jej sióstr? Starannie opisała je, a zielonooki wyobraził je sobie, jednak nie szło mu to najlepiej.
— Jestem Zajęcza Łapa — miauknął najpierw, czując się odrobinę przytłoczony całym tym potokiem słów. Pytanie, czy zawsze jest taki poważny, nieco zbiło go z tropu. Czy rzeczywiście był? W dodatku nie dała mu dokończyć. Może zdrowiej by było, gdyby się tak nie przejmował każdym możliwym detalem interakcji między nimi. Analizując teraz opis kotek… jedna z klifiaczek miała czarno-rude futerko. Śmieszne plamki na mordce – tak, zgadzało się wszystko. “Coś takiego jak ja mam, ale tylko jedną połowę”. Przyjrzał jej się dokładnie, jakby potrzebował potwierdzenia od samego siebie, że sobie niczego nie wymyśla.
— Wydaję mi się, że znam jedną z nich, ale nie mam pewności czy to na pewno ona… — zaczął, następnie pokiwał głową. Tak, przecież była u nich taka kotka. Nazywała się Zmierzchnicowa Łapa. — Nazywa się Zmierzchnicowa Łapa, ma taką plamkę na mordce jak ty, ale niepełną. Jej futro jest takie… rudo-czarne i długie — powiedział teraz pewniej. Usłyszawszy dalszą część, zmartwił się odrobinę. — Nie wiem, czy mógłbym… wiesz, w końcu to Klan. Mogłoby mi się oberwać albo mogliby ci zrobić krzywdę, mają naprawdę różne nastawienie do kotów spoza Klanu — wymruczał, szukając w głowie jakiegoś sensownego rozwiązania. — Ale może gdybyś chciała do nas dołączyć, to udałoby się przekonać naszą przywódczynię.
Bura kotka zapytała, czy zaprowadzi ją do Owocowego Lasu. Z bólem serca pokręcił głową. — Nie dam rady, nie jestem pewien, gdzie dokładnie są. Nie znam też tych kotów za bardzo — odparł, wysłuchując jej do końca. Ciekawe kim była ta Murmur… pewnie przyjaciółką Pacynki. Może też była z miasta. — Owocowy Las nie graniczy z moim Klanem. Niestety nie rozmawiałem nigdy z nikim z tamtej grupy… — Próbował nadążyć za całą tą przemową, jednak szybko się pogubił. Zapytała, z jakiego Klanu jest, a potem zmieniła temat, wracając ponownie do Murmur. Strzepnął uchem, mając nadzieję, że wszystko zrozumiał. — Tak, są cztery Klany – dokładniej Klan Klifu, Klan Wilka, Klan Burzy i Klan Nocy. Nie chodzimy wszyscy razem, często dzielimy się na mniejsze grupki. Jedne chodzą na patrole, a inne na polowania, jeszcze inne składają się z pojedynczych kotów, takich jak ja — wytłumaczył, zastanawiając się, czy pręguska nadal go słucha. Chociaż raczej nie powinien sam wędrować, Mysi Postrach na pewno się będzie zastanawiał, gdzie podziewa się jego uczeń. Oby tylko nie wyrwano mu za to uszu. Ani nie kazano biegać więcej niż to konieczne.
<Pacynko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz