— T-to mo-może t-tak, c-co chciałbyś u-usły-słyszeć? — zapytał kocur.
Szczawik zastrzygł uszami. Cel osiągnięty? Uhh, musiał się zastanowić uważnie nad udzieleniem tak ważnej odpowiedzi. Tym samym mógłby dłużej zatrzymać kota w żłobku. Machnął radośnie ogonkiem. Lubił rozmawiać, a poznawanie nowych towarzyszy, było do tego odpowiednią okazją.
— Może o jakiejś bitwie? Walka jest mega, ja też kiedyś będę spuszczał łomot. — miauknął pewnie Szczawik. Usiadł wygodnie, owijając ogonek wokół łapek. Wlepił spojrzenie w wojownika Klanu Klifu, nie pozwalając mu się wycofać.
— W-walki w-wcale nie są t-takie dobre. P-podobnie jak r-rozlew krwi.
— Nie rozumiem. — przekrzywił łebek. — Co złego jest w laniu się po pyskach?
Westchnął.
— Wujku, to może mi opowiesz o tej bitwie?
Zastrzygł uszami, milknąć i czekając na usłyszenie historii. Z zachwytem słuchał o ostatniej walce z Klanem Nocy.
***
Zamruczał, gdy mama lizała go po futerku, w miejscu gdzie nie mógł dosięgnąć. Posłał wdzięczne spojrzenie Berberysowej Bryzie, gdy już skończyła. W oczach mamy dojrzał dumę i szczęście. Była cudowna. Westchnął smutno. Szkoda, że będzie musiał ją zostawić. Ale on teraz miał być uczniem, a mama wrócić do obowiązków zastępczyni. Machnął ogonkiem. Będą wspierać się nawzajem.
— Nie mogę się doczekać. — miauknęła Rumianek, wyglądając na zewnątrz.
Szczawik również wyjrzał. Tłum jego pobratymców zbierał się już w miejscu zebrań, ciekawi, dlaczego też lider ich zwołuję. Dumnie się wyprostował. Mianowanie. Jeden z najlepszych momentów, dla każdego kociaka.
— Będziemy uczniami. — miauknął.
Obejrzał się w upewnienie, że cała jego sierść jest czysta. W końcu musiał prezentować się idealnie. Najlepiej na świecie. Czekał tylko na znak do wymarszu. Zmrużył oczka. Martwił się, że trafi mu się zły mentor, z którym nie będzie umiał się dogadać. Zanim zdążył zapytać o to mamę, Berberys łagodnie popchnęła swoje kociaki ogonem, pokazując im, że mogą już wyjść. Szczawik ostatni raz spojrzał na znajomy żłobek. Teraz będzie sypiał gdzie indziej. Wyszedł za rodzeństwem, z dumnie uniesionym łebkiem i pewnym krokiem, podchodząc aż pod samo miejsce zebrań.
— Myszku, Rumianku, Szczawiku, Dalio, Fiołku, ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami.
Szczawik niecierpliwie przebierał łapkami, obserwując jak kolejno jego bracia i siostra otrzymują swoich mentorów. Nie mógł się doczekać, kiedy nadejdzie jego kolej. Został jedynie Szczawik i Dalia. Jak na zawołanie, Lisia Gwiazda dał mu znać ogonem, żeby się zbliżył. Z podekscytowaniem w ślepiach, rozglądał się po tłumie, aż jego wzrok stanął na przywódcy.
— Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Szczawiowa Łapa. Twoim mentorem będzie Łabędzi Plusk.
Przywódca Klanu Klifu jeszcze coś mówił, zwracając się tym razem do wojownika. Szczawiowa Łapa przemilczał to jednak. Wujek jego mentorem! Mega! Machnął wesoło ogonkiem, od razu podchodząc do kocura, kiedy ten tylko znalazł się w polu jego widzenia. Dotknęli się nosami.
Reszta ceremonii przebiegła już w mniejszym stresie dla nowego ucznia. Obserwował jeszcze jak Daliowa Łapa otrzymuję mentora, zanim wsłuchał się w wiwatujący klan. Zamknął oczy, ciesząc się tą uwagę, skierowaną w stronę jego i rodzeństwa.
— Fiołkowa Łapa! Mysia Łapa! Rumiankowa Łapa! Szczawiowa Łapa! Daliowa Łapa!
Podbiegł do rodziców. Otarł się o bok Berberysowej Bryzy, pękającej z dumy i pozwolił, by go polizała z radością. Następnie otrzymał jeszcze gratulacje od Żywicznej Mordki. Był pewny, że zapamięta ten dzień do końca życia.
— Ścigamy się do nowego legowiska? — zaproponował Fiołkowa Łapa.
— Kto ostatni ten rybojad! — krzyknęli w tym samym czasie Mysia Łapa i Daliowa Łapa.
— Ja zaraz dołączę.
Szczawiowa Łapa z uśmiechem obserwował, jak całe stadko rzuca się w stronę legowiska uczniów. Najwyżej dostanie gorsze miejsce. Odwrócił się, dreptając od razu w stronę swojego mentora.
— Masz ogromne szczęście. Obiecuję, że będę ciężko pracował, żeby zasłużyć na miano wojownika. — miauknął Szczawiowa Łapa, siadając prosto przed Łabędzim Pluskiem. Od teraz zaczynała się jego nowa ścieżka.
Obejrzał się w upewnienie, że cała jego sierść jest czysta. W końcu musiał prezentować się idealnie. Najlepiej na świecie. Czekał tylko na znak do wymarszu. Zmrużył oczka. Martwił się, że trafi mu się zły mentor, z którym nie będzie umiał się dogadać. Zanim zdążył zapytać o to mamę, Berberys łagodnie popchnęła swoje kociaki ogonem, pokazując im, że mogą już wyjść. Szczawik ostatni raz spojrzał na znajomy żłobek. Teraz będzie sypiał gdzie indziej. Wyszedł za rodzeństwem, z dumnie uniesionym łebkiem i pewnym krokiem, podchodząc aż pod samo miejsce zebrań.
— Myszku, Rumianku, Szczawiku, Dalio, Fiołku, ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali uczniami.
Szczawik niecierpliwie przebierał łapkami, obserwując jak kolejno jego bracia i siostra otrzymują swoich mentorów. Nie mógł się doczekać, kiedy nadejdzie jego kolej. Został jedynie Szczawik i Dalia. Jak na zawołanie, Lisia Gwiazda dał mu znać ogonem, żeby się zbliżył. Z podekscytowaniem w ślepiach, rozglądał się po tłumie, aż jego wzrok stanął na przywódcy.
— Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Szczawiowa Łapa. Twoim mentorem będzie Łabędzi Plusk.
Przywódca Klanu Klifu jeszcze coś mówił, zwracając się tym razem do wojownika. Szczawiowa Łapa przemilczał to jednak. Wujek jego mentorem! Mega! Machnął wesoło ogonkiem, od razu podchodząc do kocura, kiedy ten tylko znalazł się w polu jego widzenia. Dotknęli się nosami.
Reszta ceremonii przebiegła już w mniejszym stresie dla nowego ucznia. Obserwował jeszcze jak Daliowa Łapa otrzymuję mentora, zanim wsłuchał się w wiwatujący klan. Zamknął oczy, ciesząc się tą uwagę, skierowaną w stronę jego i rodzeństwa.
— Fiołkowa Łapa! Mysia Łapa! Rumiankowa Łapa! Szczawiowa Łapa! Daliowa Łapa!
Podbiegł do rodziców. Otarł się o bok Berberysowej Bryzy, pękającej z dumy i pozwolił, by go polizała z radością. Następnie otrzymał jeszcze gratulacje od Żywicznej Mordki. Był pewny, że zapamięta ten dzień do końca życia.
— Ścigamy się do nowego legowiska? — zaproponował Fiołkowa Łapa.
— Kto ostatni ten rybojad! — krzyknęli w tym samym czasie Mysia Łapa i Daliowa Łapa.
— Ja zaraz dołączę.
Szczawiowa Łapa z uśmiechem obserwował, jak całe stadko rzuca się w stronę legowiska uczniów. Najwyżej dostanie gorsze miejsce. Odwrócił się, dreptając od razu w stronę swojego mentora.
— Masz ogromne szczęście. Obiecuję, że będę ciężko pracował, żeby zasłużyć na miano wojownika. — miauknął Szczawiowa Łapa, siadając prosto przed Łabędzim Pluskiem. Od teraz zaczynała się jego nowa ścieżka.
<Łabędzi Plusku, mentorze kochany? Przepraszam, że tak długo>
Szczawik jaki grzeczny *.*
OdpowiedzUsuń