BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 marca 2019

Od Głuszcowej Łapy

Mała kotka przemykała zgrabnie między krzakami sunąc cicho niczym żmija po leśnej ściółce. Mimo prędkości którą rozwinęła spod jej nóg nie wydobywał się żaden dźwięk, jakby leciała w powietrzu. Już po chwili Głuszka wystawiła pysk z zarośli wchodząc na malutką polankę przy wąwozie łączącym ich z klanem Wilka. Usiadła owijając ogon na łapach i czekała aż przybędzie jej przyjaciel. Jej drobne, bijące serduszko wyrywało się z piersi a oczy wodziły po lesie w poszukiwaniu białego futra. I już po chwili zza jeżyn wyjrzały dwa pędzelki a zaraz po nich wyłoniło się cielsko kocura. Głuszcowa Łapa zaśmiała się słodko i podbiegła do swego przyjaciela ocierając się o jego puszystą pierś. Zamieć zamruczał liżąc drobne czółko koteczki.
- Dzień dobry ślicznotko- przywitał się tak jak zawsze marszcząc nos- dziś ty byłaś pierwsza.
- A byłam, ha! Robię się co raz szybsza- pochwaliła się Głuszcowa Łapa dalej wtulając się w kocura.
- W to nie wątpię, dobrze cię wytrenowałem w końcu. Jak tam, mentorka zaskoczona zmianą w skokach?
- Jeszcze jak!- entuzjazm wręcz wylewał się ze słów terminatorki która odskoczyła od samotnika przybierając pozę do ataku- nie spodziewała się tego ani trochę! Ona siada na ziemi, czeka na mój ruch, a ja trach!
Tutaj szylkretka rzuciła okiem na swego przyjaciela skacząc w zabawie na niego. Zamieć specjalnie przewrócił się na ziemię z głośnym westchnieniem po czym wystawił język.
- A ja ją od boku!- dokończyła uczennica a widząc śmieszną minę kocura pacnęła go w nos- ej no, nie udawaj.
- Nie udaję, zabiłaś mnie, to koniec- mruknął Zamieć opuszczając bezwładnie głowę. Kiedy tylko Głuszcowa Łapa przybliżyła swój nos do jego pyska od gwałtownie odwrócił się i koniuszkiem języka dotknął jej brody. Zdezorientowana uczennica odskoczyła z nastroszonym futrem. Zamieć, widząc małą, przerażoną kulkę zaśmiał się donośnie kładąc się na brzuchu. Obserwował jak w niebieskich ślepiach powoli ustępuje przerażenie dając miejsce czystemu rozbawieniu. Głuszka otrzepała swoje futerko i podeszła do przyjaciela kładąc się tuż przy jego boku. Z rozkoszą przyjmowała jego pomoc w wyczyszczeniu zlepionych przez las kłębków futra. Kiedy różowy język kocura przejeżdżał po jej głowie kotka czuła ogarniające ją szczęście i spokój. Już dawna przyznała przed sobą, że zadurzyła się w nim, jednak nie chciała mu nic mówić. Bała się jego reakcji, co więcej, był starszym kocurem, do tego z poza klanu. Dobrze wiedziała, że Potokowa Gwiazda jak i cała jej rodzina nie byłaby dumna z takiego obrotu spraw. Dlatego pozostawała cicho.
Poranek upływał im na rozmowie i żartach przerywanych co jakiś czas czułym otarciem się o siebie czy chwilową przepychanką. Dalej, utrzymywali to wszystko w przyjacielskim tonie ale Zamieć miał kompletnie inne plany co do młodziutkiej uczennicy. Wiedział, że zyskał jej zaufanie, a do tego bardzo mu się spodobała. Dawno przestał zastanawiać się nad jej wiekiem i skupił się na tym jak mu się podoba...niedługo miał uskutecznić swe egoistyczne zamiary.
- Głuszko?- zapytał nagle czując jak słońce przygrzewa jego prawe ucho co było znakiem, że kotka niedługo od niego odejdzie- zanim znów znikniesz, chciałem zadać ci pytanie.
- Tak?- odparła zaciekawiona terminatorka unosząc swe błękitne oczy na kocura. Zamieć wstrzymał oddech lekko ryjąc ziemię pazurami. Mógłby zrobić z nią teraz co chciał, była słaba, nie stawiałaby oporu. Mimo to wolał mieć większe pole do manewru w przyszłości jeśli chodzi o wykręcanie się z faktu jakiejkolwiek znajomości z tą kotką.
- Głusiu, znamy się już prawie księżyc i powiem szczerze, że jeszcze z nikim tak dobrze się nie czułem- rozpoczął swój słodki monolog położywszy masywną łapę na jej kruchych paluszkach- ja wiem, że jesteś jeszcze bardzo młoda...ale za to jaka dojrzała!
Tu zrobił pauzę i spojrzał w bok aby nadać swojej wypowiedzi więcej ,,dramatu", jakby przychodziło mu to z dużą ciężkością.
- Ale nie potrafię myśleć o niczym innym niż o tobie. Ilekroć patrzę na niebo przypominają mi się twoje śliczne oczęta. Głuszcowa Łapo...ja chyba się w tobie zakochałem, wiesz?
Zamieć skończył przybierając łagodny wyraz pyska. Młoda terminatorka była wielce zaskoczona. Napuszyła ogon wlepiając ślepia w kocura. Obserwowała go w ciszy, ale nie znalazła nic czego miałaby się bać. Jej marzenie i koszmar, za razem, właśnie się spełniły. I teraz, kiedy przerabiała ten scenariusz przynajmniej milion razy, zaczęła się machać. Ryjąc ziemię drobnymi pazurkami próbowała odnaleźć odpowiedź na jego wyznanie. Wszystko było proste, wystarczyło przyznać się i do swoich uczuć, ale nie potrafiła. Bała się panicznie tego co pomyśli klan. A jednak, ilekroć zerkała na pełne nadziei złote ślepia wiedziała, że jej serce należy właśnie do niego.
- Ja ciebie też...to znaczy, ja chyba też- odpowiedziała mu jękliwym głosikiem przepełnionym emocjami- ale...ale co z klanem?
- A któż ci każe odchodzić, moja droga! I, cóż za szczęście!- wypalił Zamieć tuląc ją mocniej do siebie. Polizał jej polik mrucząc najgłośniej jak umiał aby ukazać swą radość. Głuszka zaśmiała się lekko chowając pysk w piersi kocura. Powiedziała mu to. Naprawdę to zrobiła.
Para jeszcze chwilę leżała przy sobie dyskutując o całej sytuacji ale w końcu przyszedł czas rozłąki. Głuszczowa Łapa zetknęła się nosem z kocurem który niespodziewanie polizał ją w pysk po czym przejechał jeszcze parę razy językiem po jej szyi mrucząc przyjaźnie.
- Do widzenia, kochanie!- pożegnał się i zniknął w zaroślach. Terminatorka stała jeszcze chwilę w kompletnym osłupieniu po czym jej wszystkie mięśnie spięły się a oddech przyśpieszył. ,,Czyli to znaczy być z kimś" mruknęła w myślach a po dłuższej chwili i ona obrała drogę powrotną.
Gdy tylko wkroczyła do obozu, roztaczając zapach dzikiego bzu, dostrzegła ją Klonowa Sadzawka. Mentorka podbiegła do swojej uczennicy i trąciła ją nosem w ucho aby zdobyć jej uwagę. Spłoszona nieco Głuszka odwróciła swe oczy w stronę brązowej wojowniczki czekając w ciszy na to co chce jej powiedzieć.
- Lecimy zaraz na trening, co? Odpocznij chwilkę po polowaniu, odłóż tego ptaka i biegniemy na plażę, co ty na to?
- Jasne- wymamrotała kotka mijając mentorkę szybko. Odłożyła opierzone zwierze wpatrując się w jego białą główkę. Kolor przypominał jej szorstkawe futro Zamieci. Rozmarzona nie wiedząc kiedy uśmiechnęła się dalej lustrując oczami martwy stos. Kiedy odkryła swe otępienie obróciła się parę razy. Okazało się, że obserwował ją Potokowa Gwiazda który złapawszy wzrok córki Żądlącego Języka uśmiechnął się lekko i pomachał jej ogonem. Głuszcowa Łapa skinęła pośpiesznie głową i uciekła do legowiska uczniów aby nikt już na nią nie patrzył, potrzebowała czasu dla siebie. Zaskoczony jej zachowaniem, dziwniejszym niż zawsze, lider zmrużył ślepia uderzając głucho ogonem o skałę. Obok niego, w jednej chwili, pojawił się Omszała Skóra wyciągając szare nogi przed siebie.
- Coś mi się nie podoba bracie- mruknął czarny kocur ruszając uchem- Głuszcowa Łapa dziwnie się zachowuje.
- Słyszysz o kim mówisz?- zapytał retorycznie zastępca dusząc śmiech- to Głusia, ona taka jest...
- Nie, nie rozumiesz. Znam ten wzrok, znam ten sztywny chód i rozmarzone spoglądanie na pożywienie. Ona się zakochała.
Omszona Skóra zaśmiał się sucho chowając pysk w łapach. Przeciągnął poduszkami po oczach po czym, dalej rozbawiony, spojrzał na swojego brata.
- Rozumiem, że jesteś mistrzem od takich spraw, ale nie zakładaj tak tego z góry. Po za tym, w kim?
- A bo ja wiem? Niech się zakochuje, co nam to szkodzi. Ale wypadałoby chyba powiadomić Muchomorowe Serce i Żądlący Język...powinni porozmawiać z córką poważnie- zauważył lider przybierając poważny wyraz pyska- przynajmniej, ja na ich miejscu bym tak postąpił.
- I pewnie postąpiłeś- podsumował Omszała Skóra wstając z nagrzanego kamienia i przeciągając grzbiet- dobrze, pójdę do jej matki, bo ojca aż szkoda mi w to plątać. Wrócę za jakiś czas.
Zastępca zeskoczył ze skały kierując się w stronę żłobka w którym, jak sądził, była właśnie Żądlący Język która mogła odwiedzać swoich siostrzenice. Minąwszy legowisko uczniów nie zwrócił uwagi na skuloną w kącie Głuszkę która cicho łkała w łapki. Czuła się niezwykle dziwnie, z jednej strony radosna, z drugiej przerażona. ,,Co ja sobie myślałam! Z nim, ja? Przecież to nie ma sensu! Oh Głuszcowa Łapo, ty skończona wariatko, ty mysi móżdżku!" karciła się uderzając czółkiem o mech który amortyzował wszelkie chęci zrobienia sobie krzywdy. Nawet nie zauważyła kiedy do legowiska wkroczyła Lawendowy Strumień. Od razu zauważyła leżącą siostrę na co jej ciało odpowiedziało dreszczem.
- Głuszcowa Łapo, a ty nie masz co robić, że się tak lenisz?- zapytała nieco ostro jednak widząc przeszklone ślepia szylkretki złagodniała- co się stało?
- Nic!- wypaliła uczennica ocierając łzy- nic Lawendziu, wszystko w porządalu, haha! Masz rację, muszę już biec, Klonowa Sadzawka pewnie na mnie czeka.
Terminatorka pośpiesznie wstała na trzęsące się łapy i już miała wybiec kiedy w przejściu zatrzymała ją jej siostra. Wzniosła ona brwi do góry sugerując to, że czeka na wyjaśnienia i nie wierzy w ten ,,radosny szczebiot".
- Naprawdę...nic mi nie jest- tłumaczyła się co raz ciszej Głuszka czując jak Lawendowy Strumień wisi nad nią niczym rychła zguba- po prostu...jest strasznie ciepło i kręciło mi się troszkę w głowie.
- Dlatego płakałaś?- wypytywała dalej nie dając za wygraną- jeśli coś jest nie tak, możesz mi po...
- Wszystko jest ok, cześć!- miauknęła Głuszka przechodząc pod łapami wysokiej wojowniczki. Umknęła jej w ostatniej chwili dobiegając do siedzącej przy przejściu mentorki. Klonowa Sadzawka uśmiechnęła się machając radośnie ogonem.
- No, to moja zuch dziewczyna! Biegniemy?
- Tak, tak, biegnijmy!
----------------------------------------------------------------
Kiedy pewnej nocy mrok okrył Klan Klifu jedna mała duszyczka nie mogła spać spokojnie. Głuszcowa Łapa obracała się na swoim posłaniu rzucając się niczym ryba wyjęta z wody w prawo i lewo. Już dawno, jak dotąd oparta o nią Jaszczurka, zwróciła się w stronę Liliowej Łapy której sen nie był przerywany przez żadną myśl. Szylkretowa kotka otworzyła swoje niebieskie ślepia ciężko oddychając. Chciała zasnąć, ale nie potrafiła. Marzyła jedynie o nim. O Zamieci. Zamienianie mchu w wyobraźni na jego futro już jej nie wystarczyło, chciała mieć go przy sobie, natychmiast. Od ponad połowy księżyca dzień w dzień widywała się z ukochanym na poranne pieszczoty i słodkie słówka. Czuła się przy nim tak wolna i bezpieczna, ktoś w końcu otoczył ją tym czego szukała i pragnęła od urodzenia. Zauroczona tym kocurem nie potrafiła już niemal żyć w klanie w którym każdy ją denerwował i przyprawiał o mdłości. Potrzebowała tylko jego: Zamieci. Rozbudzona wstała na chwiejne nogi i wyszła cicho z legowiska. Usiadła i obserwując obóz otoczony mrokiem poczuła jak strach wkrada się do jej serca. ,,A może...może pobiegnę do niego...może on tam dalej jest" pomyślała nagle a jej serce zabiło mocniej. Prowadzona jakąś nieznaną siłą wybiegła z obozu. Gnała ile sił miała w łapach na spotkanie z kochankiem, chociażby tylko po to by odnaleźć resztki jego zapachu na trawie. Strach przed ciemnością teraz dla niej nie istniał, blask miłości oświecał jej drogę. A może był to pożar szaleństwa? Nocne gałęzie chyliły się ku zgrabnej sylwetce Głuszki opatulając ją ciasno tak aby żaden nocny zwiadowca nie zauważył jej kiedy ta gnała po swe marzenia.
W końcu uczennica znalazła się przy ich wielkim dębie na skraju lasu. Spojrzała na drugą stronę wąwozu i zaćwierkała jak tylko ona potrafiła. Z początku odpowiadała jej głucha cisza, lecz nagle z odległej strony wąwozu wyrwał się huk sowy. Głuszka skuliła się, ale szybko rozpoznała ten dźwięk. Był to on. Zamieć. Jej serce zabiło mocniej kiedy dwa pędzelki ukazały się ponad krzakami a zaraz para złotych oczu błysnęła jaśniej niż sam księżyc po czym zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Kotka zrozumiała, że jej ukochany nie da rady w tym miejscu przejść więc ruszyła pędem w stronę Księżycowej Zatoczki. Wysoka trawa smagała jej brzuch kiedy ona biegła rozpędzona szybciej niż sama błyskawica. W końcu dotarła do zejścia w stronę świętego miejsca i tam właśnie go ujrzała. Zamieć skoczył na górę, wprost na nią. Przeturlali się kawałek a ich śmiech rozdarł ciszę nocy. Kiedy się zatrzymali kocur zawisł nad ukochaną stykając się z nią nosem. Trwali tak w namiętnej chwili póki on nie przemówił:
- Co tutaj robisz? Jest strasznie późno...
- Nie mogłam spać! Nie bez ciebie...- mruknęła lekko speszona Głuszka wychodząc spod niego- mam dość klanu, dość! Wszystko mnie w nim denerwuje, ja chcę żyć z tobą! Ucieknijmy.
Źrenice kocura zwężyły się a jego futro napuszyło. Cofnął się o krok śmiejąc się krótko i nerwowo do swojej partnerki. Tego się nie spodziewał.
- Głusiu...- zaczął wymyślając na szybko jakikolwiek argument przeciw- twoje miejsce jest w klanie, a ja...ja nie mogę stanąć między tobą a nim.
- Już to zrobiłeś- żachnęła się nieśmiało zamykając oczy- skoro nie ucieczka, to chodź do mojego klanu. Wujek Po...znaczy, Potokowa Gwiazda na pewno cię przyjmie, to najkochańszy kocur świata.
- Najkochańszy, hę? A ja to co?- prychnął Zamieć odwracając pysk. Głuszcowa Łapa przeraziła się faktem iż go uraziła. Pisnęła cichutko tuląc się do barku ukochanego.
- No już...już, nie gniewaj się, proszę! Dobrze, nie musisz nigdzie iść, ani ja...ale ciężko mi żyć bez ciebie!
- I mi także- mruknął kocur uderzając łapą o ziemię- ale takie już nasze życie...może powinniśmy zapomnieć o sobie?
- Nie, błagam!- jęknęła żałośnie uczennica kuląc się niczym mały kociak. Zaczęła cicho łkać na co od razu zareagował jej partner. Otulił ją swoim ciałem liżąc powoli szyję i mrucząc chcąc w taki sposób ją uspokoić. Czując kruchość kotki i słysząc jej uroczy, rwący oddech zapragnął wdrożyć swój plan nieco szybciej. W jednej chwili wyprostował się jak struna rzucając złowieszczy cień na kark kotki. Uśmiechnął się krzywo a w jego ślepiach zapłonęło czyste pożądanie. Już czas. Schował swą okrutną stronę i na powrót stał się czułym kochankiem pocieszającym swoją płaczącą niewiastę. Położył swój łeb na jej karku mrucząc dalej.
- Już cii, cichutko maleńka...hej, mam pomysł co możemy zrobić. To na pewno poprawi ci humorek.
- Czyli?- zapytała niczego nieświadoma kotka unosząc swoje błękitne oczy na kocura. Zauważyła w jego oczach coś dziwnego, odbicie osoby której nigdy dotąd nie poznała. Odepchnęła jednak to gdzieś do tyłu, myśląc, że to jedynie przewidzenie. Zamieć polizał ją w nos po czym wstał i kręcąc zawadiacko ogonem wskazał nosem na wysoką kępkę trawy.
- Możemy zrobić tam coś...czego nie zapomnisz.
- A co?- dopytywała dalej Głuszka czując dreszcz podniecenia na swoim ciele. Zamieć zaśmiał się ochryple odwracając głowę w jej stronę. Zasłonił księżyc który puszczał wiązkę światła na koniuszki jego puszystych polików. Ciemność spowiła jego pysk z którego jedynie jarzyły się złote niczym słońce oczy.
- Zobaczysz. Zaufaj mi kochanie. Zaufaj.
I zaufała. Już bez słowa ruszyła za nim na wątłych nóżkach w otchłań swych piekieł ale i największych pragnień.
Zamieć odprowadził Głuszkę niemal do połowy terenów Klanu Klifu wytarzawszy się wcześniej w mocno pachnących kwiatach i umywszy się dokładnie. Pożegnał lekko roztrzęsioną uczennicę czułym gestem i odbiegł w swoją stronę pozostawiając terminatorkę samą pośród narastającej ciemności. Kiedy pojawił się znowu w obozie klanu Wilka zaczęło już świtać. Warta przywitała go lekkim skinieniem głów, na co on odpowiedział. Pierwsza podbiegła do niego Goździkowa Rosa która otarła się o podbródek kocura i zapytała na jednym wdechu:
- I jak? Złapałeś tego kota Dzika Zamiecio?
- Nah, niestety nie moja miła. Goniłem go dzielnie aż do Księżycowej Zatoczki, nawet chwilę posiedziałem aby upewnić się, że nie zbezcześci świętego miejsca...ale nie wrócił. No szkoda, myślałem, że wypatroszę sobie jakiegoś gagatka- zaśmiał się serdecznie kocur ziewając potężnie- a teraz wybacz kochana, ale muszę iść się przespać, długo patrolowałem naszą granicę, chciałem być pewien, że nikt tu się nie wśliźnie.
Po drugiej stronie wąwozu, gdzieś w obozie Klanu Klifu na legowisku ucznia spoczęło kruche ciałko terminatorki która zalewała łzami mech. Nie chodziło o smutek czy żal, przeciwnie. Czuła się szczęśliwa, a płacz powodowała myśl, że do kolejnego spotkania zostało jeszcze tyle czasu. Chciała wszystko powtórzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz