Dziwnie się czuł, pozbawiony Miodunki przylepionej do swojego boku. To było takie przyjemne, zapomniał jak to było być wolnym. Nie żałował podjętej decyzji, nawet jeśli zranił tym kotkę. Potrzebował takiej chwili relaksu. Spało mu się nawet tak jakoś lepiej. Chociaż dzisiejszy sen był naprawdę dziwny. Śniło mu się, że ktoś go ciągnął. Uchylił lekko powieki, zapadając jednak zaraz ponownie w objęcia nieświadomości. Wymamrotał coś pod nosem, co nawet sam ledwo zrozumiał, a nawet ziewnął, lecz tego nie zarejestrował. Ta wędrówka go tak wymęczyła z tą ostatnią sytuacją, że padał z łap. Kolejnym dziwnym snem było to, że coś jadł. Było takie pyszne, że aż zamruczał. Znał to skądś. Kojarzył ten zapach i smak ze spotkania z Lukrecją.
- Kocimiętku, mój... - wymamrotał pod nosem, uśmiechając się. To jednak był przyjemny sen.
Chciał tulić się do kremowego, którego obraz już miał uwieczniony w sennej marze, gdy ktoś rozwiał tą wizję. Jakaś kotka wisiała nad nim, a on spoglądał na nią zaspanym wzrokiem. O nie, to nie jakaś obca istota, tylko jego była partnerka. Nie był jednak na nią zły. Zdziwił się tym, ale czuł się... Bardzo rozluźniony. A co on będzie się zastanawiał nad tym jakoś bardzo?
- Cześć, Mioduńcio - Uśmiechnął się do niej głupkowato. - A ja właśnie myślałem o tobie... - No bo w sumie przed chwilą, to się naprawdę wydarzyło.
Słysząc to aż się zarumieniła. Zaskoczona pisnęła:
- N-naprawdę? T-t-ty...my-myślałeś o m-mnie? - spytała.
Dlaczego miał nie myśleć, skoro tutaj stała? Akurat trudno było mu skupić się na innych rzeczach, bo zajmowała mu całe pole widzenia.
- Taak... - Podniósł się, przysuwając do niej bliżej. - Myślałem i nadal myślę. Tęskniłem bardzo, bardzo mocno - mamrotał.
Jakoś kotka przypominała bardzo swojego brata. To jednak Lukrecja? Przyszedł do niego? Mogli znów się połasić do siebie, jak wtedy? Nic więc dziwnego, że zebrało mu się na czułości. Tęsknił za nim i tą piękną chwilą jaką przeżyli.
- Na serio? - miauknęła, a jej pyszczek rozświetlił wielki uśmiech - Ty... czyli... jednak... jednak mnie lubisz? Tak...wiesz jak? - spytała, przysuwając się do niego jeszcze bliżej, tak, że aż ich nosy prawie się stykały, z iskrami w ślipiach.
- Taak... Bardzo cię lubię. Wręcz kooocham - zamruczał, przytulając się do jej boku i dając jej soczystego całusa w pyszczek.
On był taki przepyszny. Musiał się hamować, by nie skosztować jego mięsa. Ciężko byłoby wytłumaczyć zniknięcie kochanka. No i... Tylko sprawiłby sobie tym problemy. Ale lizać można było, więc skorzystał, kradnąc mu buziaka.
Kotka wtuliła się w jego futerko, roniąc łzy szczęścia.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Jak...jak ze mną zerwałeś...i to... przez Lukrecję... serce mnie bardzo bolało... ale teraz... znów bije szybciej! - miauknęła rozradowana, liżąc go po czubku głowy.
Jak to zerwał? Czemu zerwał? I dlaczego przez Lukrecję? To ona nim nie była? Za bardzo nie rozumiał co się dzieję, ale jego racjonalna część była zbytnio zamroczona, by nad tym się szczegółowo rozwodzić.
- Ja zerwałem? - zachichotał. - Jak mógłbym! Tak bardzo kocham cię, bardzo, bardzo. Lukrecja? A to mój chłopak! Ja i on chodzimy w krzaczki - dodał głupkowato się szczerząc. - A moje bije bum, bum, bum.
Słysząc to zamarła.
- A....a kogo...bardziej kochasz? Mnie czy... czy jego? - spytała.
Jego czyli kogo? O kim już mówili, bo gdzieś zgubił ten wątek. Wtulił nos bardziej w jej sierść, rozkoszując się jej zapachem.
- Oczywiście, że ciebieeeee - miauknął przeciągle, splatając z nią swój ogon. - Moje skarbie kochane - Polizał ją czule w policzek.
- Kocham cię! Jesteś... jesteś taki kochany! Idealny! - miauknęła, zaczynając go jeszcze bardziej energicznie lizać, a następnie rzuciła się wprost w jego objęcia.
Prawda. Był. Hihi! Mógł się poszczycić wspaniałym wyszkoleniem! Trzeba było pokazać na co go stać, ale tak dobrze mu się leżało, że łapy odmówiły współpracy. No dobra. To mogą sobie poleżeć. Pewnie liliowa, która falowała mu przed oczami, oczekiwała na jakiś komplement, skoro tak się na niego rzuciła.
- Też jesteś cudowna - Objął ją mocno łapami. - Chcę na zawsze być przy tobie - szepnął jej do ucha.
- Ja też... - odparła cicho. A potem jeszcze bardziej go przygniotła przez co wpadli w jakieś chaszcze. Trochę się obtarł, ale właśnie myślał o kocimiętce. Wtedy też tak się skończyło. - I...od teraz jesteś mój i tylko mój? - spytała, patrząc mu głęboko w jego żółte oczy.
Kogo? Że jej? Jak się nad tym zastanowić to... To czemu nie? Stało coś na przeszkodzie? Tulili się, a to było fajne, więc o co jej chodziło?
- Tak. Cały twój. - Posłał jej rozmyte spojrzenie. - A czemu mam nie być twój? - zaczął się nad tym zastanawiać.
<Miodunko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz