Klan Gwiazdy był wśród nich.
Bał się oddychać, by przypadkiem nie wzburzyć podmuchem chmury pyłu, która pokryłaby święty kamień. Mimo że minęło dopiero kilka godzin od przyniesienia przez niego daru gwiezdnych do obozu, nie potrafił przypomnieć sobie, jak mógł żyć – ba, jak cały Klan Nocy mógł istnieć – bez tego mistycznego przedmiotu blisko siebie. Siedział bez ruchu, wpatrując się w głaz, który wydawał się promieniować niesamowitą mocą. Nie czuł upływu czasu, nie wiedział, czy minęło kilka sekund, czy raczej kilka księżyców, od kiedy ostatni raz podniósł wzrok na krzątającego się po kątach mentora.
– Muchomorku – ciche miauknięcie Kaczego Pióra wyrwało go z zamyślenia. Uczeń omiótł go nierozumnym, rozmytym spojrzeniem, wydając z siebie pomruk niezadowolenia. – Czy… Chciałbyś porozmawiać o Króliczym Sercu?
Królicze Serce.
Uczeń medyka skrzywił się niewyraźnie, z irytacją strzygąc uszami. Czemu miałby chcieć rozmawiać o Króliczym Sercu? Przecież… przecież Królicze Serce był bezpieczny. Kroczył teraz wraz z wieloma innymi, wspaniałymi wojownikami gwiezdnego klanu. Nie potrzebował Muchomorzej Łapy, a Muchomorza Łapa nie powinien czuć smutku z powodu jego odejścia – przecież nigdy nie chciał niczego więcej niż szczęścia taty.
– Nie trzeba – wydukał przez zaciśnięte z niewiadomego powodu gardło. Kacze Pióro zawiesił na nim niepewne spojrzenie, a uczeń poczuł, jak przez jego ciało przebiega dreszcz zdenerwowania. Czemu mentor się martwił?! Czy nie mógł po prostu zostawić go w spokoju?! Zawsze sobie radził, nigdy nie potrzebował pomocy.
– Kończy nam się szczaw – zakomunikował medyk, a zaskoczony zmianą tematu Muchomorek zamrugał. – Zostań w obozie, pójdę uzupełnić zapasy – rozkazał. Uczeń kiwnął powoli głową. Rudzielec skierował się w stronę wyjścia z legowiska, jednak w ostatniej chwili przystanął. – I… gdybyś potrzebował porozmawiać, wiesz, gdzie mnie szukać – mruknął, odwracając się i odchodząc.
„Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał” westchnął w myślach Muchomorza Łapa, jednak nie odezwał się. Teraz wszystko zależało od niego i nie mógł pozwolić Kaczemu Pióru poszykować mu szyków w ostatnim momencie.
Nadszedł czas.
Łapy bolały go od rozgrzebywania zmrożonej ziemi. Ostre kamyki wbijały mu się w skórę. W kącikach jego oczu pojawiły się łzy. Nie mógł przestać, nie mógł się wycofać. Nie teraz. Nie po tym wszystkim, co przeszedł. Wydał z siebie cichy syk, który zamienił się w chichot. Smutna Cisza wreszcie zapłaci za swoje czyny. Całe jego poświęcenie, te wszystkie nieprzespane noce, gdy wpatrywał się w wyjście z legowiska starszych, całe jedzenie, które zwymiotował, bo czuł stres, nad którym nie potrafił zapanować, miało wreszcie przynieść korzyści. Wreszcie będzie mógł spać spokojnie. Wreszcie będzie bezpieczny.
Oddychając ciężko, wbił wzrok w leżące przed nim zawiniątko. To było jego przeznaczenie. Jego przyszłość.
Więc czemu tak bardzo się bał?
Wystarczyło wrzucić truciznę do pokarmu zdrajczyni. Nie musiał brudzić sobie łap jej krwią, nie musiał nawet jej dotykać. Mogła wreszcie zapłacić za swoje czyny, za całe zło, które wyrządziła Klanom, za wszystkich bliskich Muchomorka, których stracił przez jej intrygi. MUSIAŁ to zrobić – dla dobra nie tylko swojego, co wszystkich klanowych kotów.
Wyobrażenie sobie jej nieruchomego ciała nie powinno przyprawiać go o mdłości.
Próbował przywołać obraz uśmiechniętej Zwinkowego Ogona. Pamiętał, jak bawiła się z nim i Szałwią, gdy byli jeszcze kociętami. Pamiętał miłość w jej oczach, gdy spoglądała na Królicze Serce. Od czasu śmierci taty jakby zgasła – Muchomorek czuł bijący od niej smutek, widział tę pustkę w jej oczach. Wiedział, że miał szansę to naprawić, miał szansę przynieść jej szczęście.
I nie powinno obchodzić go, że mama prawdopodobnie nie zrozumie jego pobudek. Nie powinien czuć bólu, gdy wyobrażał sobie zawód w jej oczach. Przecież robił to nie tylko dla niej, a całego kociego społeczeństwa.
Wydał z siebie pomruk irytacji. Czemu w ogóle się wahał? Przecież dobrze wiedział, co musiał zrobić.
Z drugiej strony… Czy Kacze Pióro go zrozumie? Czy wysłucha jego tłumaczeń i zrozumie idee większego dobra? Muchomorek chciał wierzyć, że mentor nie będzie oceniać go pochopnie. Przecież… Był dla niego kimś w rodzaju drugiego ojca – kimś ważnym, kogo podziwiał.
Nienawiść Kaczego Pióra zabiłaby go.
Ze zdenerwowaniem potrząsnął głową, chcąc odgonić wątpliwości. Nie powinien przejmować się takimi przyziemnymi sprawami. Jego zbrodnia miała stać się świętą, bo czas umarłych trwał dłużej niż czas żywych. Wspierał go cały Klan Gwiazdy, całe legiony umarłych wojowników. Zależał od niego nie tylko los najbliższych, a wszystkich Klanów. Nie mógł zawieść. Oczekiwano od niego wielkich czynów, a on miał zamiar sprostać oczekiwaniom.
Więc czemu czuł narastający strach?
Przełknął głośno ślinę, rzucając spojrzenie na kamień gwiezdnych, którego obecność nagle przestała być taka przyjemna. Miał wrażenie, jakby powietrze zgęstniało – jego pierś ścisnęła się, nie pozwalając mu normalnie oddychać. W panice przywarł do ziemi. Słyszał szepty gwiezdnych, słyszał ich wściekłe głosy… Powinien iść, powinien to wszystko zakończyć. Jednak coś go zatrzymywało, nie potrafił się ruszyć. Czuł wbite w siebie spojrzenie żółtych oczu Smutnej Ciszy. Ponownie ogarnęła go nagła wściekłość.
– Zginiesz – wycharczał, a łzy cisnęły mu się do oczu. – Mam truciznę i sprawię, że będziesz cierpieć. – drżał na całym ciele. – Nie zawaham się. Nie zawiodę. Nie jestem słaby – warknął, podnosząc głowę i zamachując się łapą na zdrajczynię.
Jego pazury przecięły tylko powietrze – w legowisku medyków nie było ani mistycznych wojowników Klanu Gwiazdy, ani Smutnej Ciszy.
Przez chwilę siedział bez ruchu, rozglądając się. Wrażenie bycia obserwowanym nagle zniknęło, a głosy ucichły. Nie słyszał nic, prócz odległych głosów kotów Klanu Nocy. Zachichotał cicho. To wszystko wydawało się takie absurdalne – on, przyszły zbawca wszystkich kotów, wahał się, czy nie zdradzić Klanu Gwiazdy przez swój głupi strach.
– Kacze Pióro? Muchomorza Łapo? – cichy pomruk rozległ się za jego plecami. Muchomorza Łapa podskoczył, wydając z siebie głośny syk i jeżąc futro. Serce podskoczyło mu do gardła. Żółte oczy… Czarno–biała sierść… – Smutna Cisza źle się czuje. – wyprany z emocji głos sprowadził ucznia medyka na ziemię. Próbując uspokoić oddech, niebieski skupił spojrzenie na przybyszce.
– J–jasne Mglisty Śnie – wydukał, wygładzając futro na karku. Mglisty Sen nie stanowiła zagrożenia. Nie mogła nikogo skrzywdzić. Więc… czemu jej spojrzenie przez zbyt długą chwilę zawisło na niewielkim zawiniątku z trucizną niedaleko łap Muchomorka? Uczeń medyka wydał z siebie cichy pomruk. Przecież nic się nie działo, to była tylko jego nadinterpretacja.
– Idziesz? – warknęła była medyczka, a uczeń wzdrygnął się, czując złość w jej głosie. Przez chwilę miał ochotę zaprzeczyć i odmówić leczenia zdrajczyni. Przecież… przecież ona zasługiwała tylko na cierpienie.
Nagle coś uderzyło go jak grom z jasnego nieba – możliwość leczenia Smutnej Ciszy łączyła się z możliwością pozbycia się jej.
– Zaraz przyjdę – odpowiedział cicho. Tak, to było to. Decydujący moment. Gdy tylko Mglisty Sen wyszła z legowiska, wbił wzrok w truciznę. Wystarczyło wziąć ją i wrzucić do ziół – nic trudnego. Musiał to zrobić, to było jego przeznaczenie. Wyciągnął łapę i…
Uderzył go obraz uśmiechającego się Króliczego Serca.
Jęknął cicho, cofając się kilka kroków. Nie mógł tego zrobić. Poczuł, jak łzy ponownie zaczynają cieknąć po jego policzkach. Nie chciał być mordercą. Ze wściekłością rzucił się stronę zawiniątka, wpychając je do wykopanej wcześniej dziury. Nigdy nie chciał, by brzemię pozbycia się zdrajczyni ciążyło akurat jemu. Z dzikim zapałem zaczął zasypywać wgłębienie ziemią. Był zdrajcą, nie lepszym niż Smutna Cisza.
Co właściwie mógł na to poradzić?
Był zbyt słaby.
Czując moc bijącą od kamienia gwiezdnych, zaczął wycofywać się z legowiska. Nie chciał myśleć o gniewie przodków, nie chciał myśleć o tym, że zawiódł wszystkich swoich bliskich. Musiał wrócić do normalnego życia, udawać, że nigdy nic się nie wydarzyło.
Swój powrót do codzienności zamierzał zacząć od pomocy swojemu największemu wrogowi.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
08 października 2021
Od Muchomorzej Łapy
Wyleczona: Smutna Cisza
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz