Mysz krążyła po polance, najwyraźniej poszukując jakiegoś pożywienia, które zbierała na zbliżającą się, zimną porę nagich drzew. Nie wiedziała jednak, że coś, co zagraża jej życiu, czai się na nią. Rzeczna Łapa skradała się najciszej, jak potrafiła, ponieważ to było lepsze niż szarża na zwierzynę. Kiedy była już wystarczająco blisko, wystrzeliła na mysz, przyciskając ją łapami do ziemi. Mała mysz przez chwilę jeszcze wierciła się pod łapami liliowej, aż kotka nie zabiła jej jednym ugryzieniem skierowanym w szyję zwierzaka.
Wtem, z ciała myszki wyleciało całe życie, po czym bezwładnie opadło na ziemię.
Rzeczna Łapa podniosła swą ofiarę, po czym skierowała wzrok w stronę Owczego Futerka.
- Tak trzymaj, kwiatuszku! - pogratulowała jej mentorka, podchodząc do niej - Mamy już porę spadających liści, coraz trudniej będzie znaleźć zwierzynę.
Rzeka machnęła ogonem, odkładając zwierzynę przed swą mentorką.
- Tak, wiem - mruknęła. Nie była głupia, wiele razy słyszała o tym, jaka to Pora Nagich Liści jest beznadziejna i w ogóle.
Starsza rozejrzała się.
- Na dziś wystarczy, podnieś mysz i wracajmy do obozu - powiedziała, idąc już spokojnie w stronę obozu.
Rzeczna Łapa szczerze zawiodła się, że tak szybko. Zapewne jak wróci do obozu, zdrzemnie się po czym nie prześpi większości kolejnej nocy, przez jej własne, samotne „treningi". Kotka podniosła mysz, po czym zaczęła iść za mentorką.
Choć Owcze Futerko szkoliła ją całkiem normalnie... Dla Rzecznej Łapy te treningi wydawały się zbyt krótkie. Może jakby były trochę dłuższe, samotne treningi nie miałyby sensu.
Zajęło trochę czasu, zanim z powrotem dostały się do obozu, szły strasznie powolnym krokiem, co już nudziło szylkretową. Kiedy tylko Rzeczna Łapa znalazła się na celu, pokierowała się od razu w stronę sztosu zwierzyny, gdzie odłożyła swoją złapaną mysz.
Wtem Pluszcząca Łapa doskoczyła do niej
- Hej, Rzeko - przywitała się, a w międzyczasie Rzeczna Łapa dostrzegła, że Łososiowa Łapa przyszedł za Plusk.
- Cześć - odpowiedziała Rzeka - co robicie?
Łosoś machnął ogonem w stronę żłobka - Idziemy odwiedzić Szałwiową Chmurę i zobaczyć naszego kuzyna. Idziesz z nami?
Liliowa spojrzała w stronę żłobka, po czym z powrotem na rodzeństwo.
- Do żłobka? - mruknęła tak, że brzmiała, jak kociak, który właśnie ma wrócić ze swojej pierwszej niezwykłej wyprawy do żłobka, albo kociak, któremu właśnie przerwano zabawę... I również ma wrócić do żłobka.
Łososiowa Łapa szturchnął ją
- No dawaj, trzeba poznać nową rodzinę
Szylkretowa kotka westchnęła, spoglądając z powrotem w stronę żłobka - No dobra, chodźcie... - mruknęła, kierując się w stronę miejsca, do którego nie bardzo chciała iść - ale nie będę siedziała tam do rana.
Jako pierwsza wcisnęła się do żłobka, a zapach mleka ugryzł ją w nos. Czuła się trochę niezręcznie znów tu wracając.
Dostrzegając swoją ciocię, Szałwiową Chmurę, zauważyła, że ta na szczęście bądź nieszczęście, nie śpi. Rzeczna Łapa przywitała ją ruchem ogona, po czym podeszła bliżej. Nie mogła się doczekać końca odwiedzin...
<Króliczku? Przepraszam, że tak długo>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz