BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

20 października 2025

Od Kamiennej Łapy CD. Miodowej Kory

Jakiś czas temu

— Ale wierzę, że będziesz miłym mistrzem pewnego dnia. Te proste słowa Miodowej Kory zapadły w serduszku Kamyczka. Naprawdę cieszył się, że jego ojciec tak sądził i że w niego wierzył. Uwielbiał tatusia i bardzo mocno go podziwiał. Uśmiechnął się szeroko i zamruczał cicho. Wiedział, że ze wsparciem takiego wybitnego wojownika jak jego ojciec, daleko zajdzie. Po chwili jednak wpadło mu coś do głowy i zastanowił się przez chwilkę, mrużąc oczka z oburzeniem.
— A czemu ty nie jesteś mistrzem? — spytał zdezorientowany. — Przecież jesteś najlepszy! Może jesteś kimś ponad mistrzów?
To wydawało się jedynym logicznym rozwiązaniem, przecież jego tata na pewno był kimś super ważnym. Nie mógł być zwykłym wojownikiem, o nie! Patrzył na ojca, czekając na jego odpowiedź, lecz Miodowa Kora milczał, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Dopiero po chwili się odezwał.
— Wiesz może, tylko mnie jeszcze nie docenili. Ale tak też bywa w życiu, może jak będziesz duży, to zauważą cię i zobaczą w tobie potencjał — odparł spokojnie, jakby w ogóle się nie przejmując, że został straszliwie niesprawiedliwie potraktowany.
Kociak zmarszczył brwi, a futerko na jego karku się podniosło.
— Ale przecież to strasznie niesprawiedliwe! –- wykrzyknął oburzony. — Jak to cię nie zauważyli?
Ze względu na wściekłość i poczucie niesprawiedliwości, które się w nim nagromadziło, wstał z miejsca i krążył w kółko, aż w końcu po chwili, gdy wyładował emocje, usiadł z gniewnym sapnięciem. No cóż, jeśli jego tatuś nie miał ochoty walczyć o swoje, to miał przecież małego Kamyczka, który już dopilnuje, aby Miodowa Kora dostał rangę, na którą zasłużył.
— Cóż tak w życiu bywa, jednak trzeba mimo tego nadal żyć.
Bicolor już nie odpowiedział na to, tylko uderzył końcówką ogona w ziemię, rozładowując emocje. Kiedy już się uspokoił i spojrzał na ojca, zobaczył w jego spojrzeniu pewien błysk, a po chwili zrozumiał, że to duma. Tata był z niego dumny, co go bardzo ucieszyło.
— Nie mogę się doczekać, aż zostaniesz uczniem — dodał wojownik.
— Ja też — odparł błyskawicznie kociak i pokiwał głową, rozmyślając o tym, jak wspaniale byłoby już być mianowanym i otrzymać nowe imię.

***

Na szczęście czas minął szybko i niedługo potem Kamyczek stał się uczniem, Kamienną Łapą. Już przyzwyczaił się do wczesnego wstawania, spania w innym legowisku, długich treningów, małej ilości czasu wolnego… Czyli już prawie do wszystkiego. Ostatnia niewygoda, która wiązała się z tą rangą to brak pierwszeństwa do jedzenia, z którą kocurek jeszcze się nie spotkał. Pora Nagich Liści powoli nadchodziła, a zwierzyny było coraz mniej, jednak wciąż starczało dla każdego. Poza tym ostatnio bicolor nabrał na masie, jego barki się rozszerzyły, łapy stały się grubsze, silniejsze, mocniejsze.
Właśnie wracał z treningu, trochę udanego, trochę nie. Uczyli się pozycji łowieckiej, a także poruszania się w niej i teorii podkradania się do ofiary. Kamienna Łapa miał z tym trochę problemów ze względu na swoją niezdarność, jednak w końcu udało mu się opanować tę technikę. Niestety jednak nie złapał myszy, do której się podkradał i uciekłaby mu, gdyby nie interwencja Wilczego Skowytu, który dogonił zwierzynę i szybko ją uśmiercił.
Z lekko opuszczoną głową i tą dziwną pustką kłującą go w serce szedł w kierunku legowiska uczniów. Bardzo się stresował, bo chciałby się wszystkiego nauczyć od razu i być tak super, jak inni. Tymczasem czuł, że odstaje, ciągle jest do tyłu na treningach, wiecznie się myli i nawet nie ma przyjaciół. Chciałby być jak Dębowa Łapa. Jego brat był idealny. Był ładny, przystojny, zabawny, każdy go lubił i dobrze mu ze wszystkim szło. Wydawał się nie mieć z niczym problemów. A Kamienna Łapa…? Porażka za porażką. Po pierwsze, wydawało mu się, że denerwuje swoim zachowaniem Wilczy Skowyt. Odnosił wrażenie, że mentor wolałby mieć kogoś innego za ucznia. Trochę mu współczuł, w końcu trafił mu się najgorszy z możliwych. Po drugie, kocurkowi nic nie wychodziło. Wieki mu zajęło opanowanie tej pozycji łowieckiej, ciągle się mylił z rozpoznawaniem zapachów, nie potrafił opanować najprostszych ruchów bitewnych. Był beznadziejny w tym wszystkim. Do niczego się nie nadawał. Po trzecie, nie miał żadnych przyjaciół. Dosłownie żadnych. Wiadomo, znał innych uczniów po imieniu, wiedział, jacy są, zamienił z nimi parę słów, ale jego brat był już każdego bratnią duszą, a Kamienna Łapa czuł się sam jak palec. Wszyscy woleli Dębową Łapę, w końcu on był idealny. Po czwarte nie miał na nic czasu. Często po treningu dodatkowo jeszcze sam trenował, żeby nie odstawać aż tak bardzo, chociaż czasem wydawało mu się, że cała ta praca na nic. Miał wrażenie, że pewnych rzeczy nigdy się nie nauczy. Po piąte ciągle czuł te wszystkie dziwne emocje, które opanowywały całe jego ciało i w żaden sposób nie mógł się od nich wydostać. Ostatnio sam nie rozumiał swoich uczuć. Gdy był kociakiem, nigdy ich nie doświadczał. Pamiętał te czasy. Był szczęśliwy, a jego życie beztroskie. A kiedy został uczniem, wszystko się zmieniło. Często, leżąc na swoim posłaniu, kiedy sen nie nadchodził, myślał o tym. Zastanawiał się, co tak naprawdę było z nim nie tak. Jednak to uczucie nie było takie łatwe do rozszyfrowania. Mieszanka mocnego, długotrwałego stresu ze smutkiem, żalem, frustracją, zmęczeniem. Razem to wszystko składało się na tę pustkę, która tkwiła gdzieś wewnątrz Kamiennej Łapy, cały czas mu dokuczając, zaciskając swoje pazury na jego ciele i przyprawiając go o ten ból. Wewnętrzny ból.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że nikt inny tego nie widział. Każdy zachowywał się normalnie, nikt go nie pocieszał, nie pomagał mu. Kocurek wiedział, że jest już uczniem, więc powinien sam sobie radzić, ale to wszystko było za trudne. Nawet jego rodzice kompletnie nie zwracali na to uwagi. Sam już nie wiedział, czy są aż tak ślepi, czy może… Może po prostu im nie zależy? Może każdy już zrozumiał, że dla Kamiennej Łapy nie ma już nadziei, że i tak nie uda mu się skończyć treningu na czas? Że już zawsze będzie taki beznadziejny i nic mu nie będzie wychodzić?
Myśląc o tym, bicolor poczuł jeszcze silniejszy ból, jakby ktoś rozrywał jego ciało na strzępy. Przez chwilę wydawało mu się, że słyszy jakby czyjeś głosy, mówiące “nie uda ci się”, “wyrzucą cię z klanu”. Te słowa odbijały się echem w jego umyśle, a Kamienna Łapa miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma. Zaszył się w cieniu, w ustronnym miejscu, gdzie raczej nikt nie powinien go zobaczyć. Zacisnął powieki z całej siły. Miał ochotę krzyknąć na cały obóz, wyżalić się, wyrzucić to wszystko z siebie, ale wiedział, że nie może tego zrobić. Zagryzł wargę, żeby powstrzymać łzy. Skupił się na spokojnym oddechu.
Po chwili poczuł, jak się uspokaja, odzyskuje kontrolę. Jego łapy przestały dygotać, otworzył oczy i uświadomił sobie, że czuje charakterystyczny smak krwi na podniebieniu. Zlizał ją z wargi i odetchnął jeszcze raz głęboko. Musiał się rozluźnić, przestać myśleć o swoich porażkach, ale nie potrafił. Całe jego życie kręciło się wokół treningu, więc jak…?
Jego wzrok padł na Miodową Korę, który siedział przy stosie zdobyczy i mył swoje futro na piersi. Wyglądał, jakby nie miał niczego ważnego do roboty, więc chyba Kamienna Łapa mógł podejść. Dawno nie rozmawiali. Chyba dobrze byłoby z kimś pogadać, odświeżyć relacje, no i kocurek chciał zająć swoje myśli.
— Cześć, tato! Patrz, co umiem! — zawołał, znowu zakładając maskę wesołego, beztroskiego ucznia. Przypadł do pozycji łowieckiej, następnie przeszedł parę kroków w jedną i drugą stronę.
“Szkoda, że to coś, co powinienem umieć już dawno” – pomyślał gorzko. Wcale nie był dumny ze swoich umiejętności, ale chciał, żeby jego ojciec myślał, że wszystko w porządku i że Kamienna Łapa całkowicie sobie radzi. Przez chwilę zdawało mu się, że zobaczył w oczach błysk zadowolenia, ale zaraz uświadomił sobie, że to dosyć nieprawdopodobne. Niby czemu jego tata miałby cieszyć się z tak słabych umiejętności, które jego syn wreszcie opanował?
— Świetnie, Kamienna Łapo, ucząc się już polować, na pewno otworzyłeś nowe możliwości, to bardzo ważna umiejętności więc jestem z ciebie dumny — odparł Miodowa Kora. Przez chwilę malutki płomyczek nadziei zapłonął w sercu ucznia, jednak po chwili zgasł. To tylko słowa. Nie muszą nic oznaczać.
— Właśnie, jak tam z rówieśnikami? Poznałeś już kogoś? Bo wiesz, teraz wiele kociaków się mianowało i są w zbliżonym wieku co ty.
Cios prosto w serce. Kocurek ledwo zdołał utrzymać pogodny wyraz pyszczka, a w środku czuł potworny ból. Czemu nie miał przyjaciół? Czy aż tak bardzo odpychał wszystkich od siebie? Czy zawiódł rodziców?
— Jeszcze nie mam nowych przyjaciół — przyznał, z trudem wypowiadając te słowa. Przez chwilę myślał, czy nie lepiej byłoby skłamać, ale to do niego nie pasowało. Musiał powiedzieć prawdę… — Ale gadałem parę razy z kilkoma uczniami i myślę, że większość z nich jest bardzo fajnymi i przyjaznymi kotami. Czuję, że niedługo się zaprzyjaźnimy! — te słowa wymknęły mu się z pyska i przez chwilę nie wiedział, czy naprawdę tak czuje.
— Posiadanie bliskich kontaktów ze swoimi współklanowiczami na pewno ci się przyda w przyszłości, na pewno wtedy nie będziesz czuł się samotny, bo będziesz się otaczał kotami ze swojego klanu i będziesz miał wielu przyjaciół. Wierzę w to, bo jesteś dobrym kotem.
Uśmiechnął się, a jego wąsy delikatnie zadrgały. Dobrze, że nauczył się w naturalny sposób udawać wesołość.
— To chyba dobrze, prawda? — odparł, a następnie coś mu wpadło do głowy, coś, co wydawało się bardzo dobrym pomysłem i z pewnością by się mu przydało. — A, tatooooooo... Chciałbyś mnie może... czegoś nauczyć? W sensie wiesz czegoś z polowania lub walki? Chcę wszystko dobrze umieć, żeby na treningach nie zostawać z tyłu.
Na pewno ojciec będzie mógł pokazać Kamiennej Łapie nowe umiejętności lub pomoże z tymi, które sprawiały mu największą trudność.
— Jak chcesz, mogę cię nauczyć, jak się wspina po drzewach, wtedy na pewno nie będziesz zostawał w tyle. Możesz atakować, jak i polować na drzewach, mają wiele zastosowań, możemy nawet iść teraz by znaleźć dobre drzewo do nauki.
— Tak, byłoby super! Naprawdę możemy to zrobić? — Kamienna Łapa błyskawicznie poderwał się z miejsca, jego ogonek wystrzelił w górę i delikatnie zadrgał z radości, a oczy błysnęły zadowolone.
— Oczywiście, że tak, a teraz chodźmy szukać idealnego drzewa — powiedział mu Miodowa Kora, wskazując ogonem na wyjście z obozu.
Kocurek podążył za nim z płomyczkiem nadziei w sercu. Liliowy był bardzo doświadczonym wojownikiem, a więc na pewno Kamienna Łapa zdobędzie wiele nowej wiedzy i umiejętności, nawet jeśli był taki beznadziejny w nauce i ogólnie we wszystkim. Szli, rozglądając się na prawo i lewo, a uczeń nareszcie nie musiał wymuszać uśmiechu, który sam pojawił się na jego pyszczku. Co prawda delikatny, ale i tak.
“Może nareszcie się nauczę czegoś przydatnego…” – pomyślał kocurek. “Ale co jeśli coś mi nie wyjdzie? I jeśli tata zobaczy, że nic mi nie wychodzi?”.
No cóż, było już za późno. Nie mógł się teraz wycofać. Czemu się tak pospieszył? To się źle skończy! Poczuł, jak serce mu łomocze, a to dziwne uczucie zaciska się na jego ciele coraz bardziej. Chłodne szpony chwyciły go za gardło, w znacznym stopniu utrudniając oddychanie. Z wytrzeszczonymi oczami patrzył na duże drzewo, które prawdopodobnie idealnie nadawało się do wspinaczki.
— Wow... — wyszeptał Kamienna Łapa, rzucając ojcu zestresowane i zaniepokojone spojrzenie. — I-i co teraz?
Naprawdę chciałby już to mieć za sobą, tymczasem tortury nawet się nie rozpoczęły. Nie bał się o to, czy upadek będzie bolał, ale o to, że wszystko się stanie na oczach jego rodzica, który najprawdopodobniej będzie potem umierał ze wstydu i zawodu. Jakim cudem Iskrząca Nadzieja i Miodowa Kora jeszcze z nim wytrzymywali i jeszcze się przyznawali, że są rodzicami takiego nieudacznika jak on?
— Teraz, Kamienna Łapo, musisz się wspiąć na to drzewo. Możesz oczywiście się wspinać do najwyższej gałęzi, jak coś będę patrzył na ciebie, żeby cię asekurować. Tylko nie zapomnij użyć pazurów do wspinaczki, dają dużą przyczepność.
Kocurek pokiwał głową, powtarzając sobie w myśli: “użyj pazurów, użyj pazurów”. Oddychając płytko i nieregularnie, oparł przednie łapy na drzewie i zacisnął oczy. Był odwrócony do ojca tyłem, a więc ten nie widział paniki na jego pysku.
— No to lecę — sapnął Kamienna Łapa, starając się brzmieć naturalnie i wskoczył na drzewo, wysuwając w powietrzu pazury.
Przylgnął do pnia drzewa, wczepiając się głęboko w korę i delikatnie machając ogonem dla równowagi. Znajdował się długość lisa nad ziemią, jeszcze dwie takie długości i dotrze do pierwszego konaru. Wyglądał on bardzo stabilnie i bezpiecznie, ze względu na swoją wielkość. Bez problemu mógłby tam się na chwilę zatrzymać i ochłonąć. Tylko… jak tam dotrzeć? Czuł, że jeśli puści się choć jedną łapą, to spadnie. Co by jego ojciec pomyślał?
— I… I co teraz? — spytał niepewnie, spoglądając na tatę. Miał nadzieję, że ten mu w jakiś sposób pomoże, może udzieli więcej wskazówek.

<Miodowa Koro? Pomóż!!>

[trening woj. 2045 słowa + wspinaczka na drzewa]

[przyznano 41% + 5%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz