Zapuszczanie się na granice, jak się okazało, pomimo całkiem nieprzyjemnej i niezdatnej do życia pory, miało i swoje dobre skutki, pomimo, że mroźny wiatr wiejący z jednej konkretnej strony tworzył na połowie Szeptu śnieżną ścianę oraz "płaszcz" który brzydko i mało gustownie opadał bardziej z jednej strony. Natomiast widok brązowej kulki, której futro zbierało jeszcze większą ilość śniegu, w dodatku z tymi oklapniętymi uszami wyglądało jak przestraszona, niezwykle gruba wiewiórka? Bezcenny. Niemal zastanowił się, czy nie wyjść z jakimś ,,BU" czy coś. Zamiast tego jednak, dostał po pysku ,,koniecznością".
- Pffft, nieee, ja miałbym uciekać? - skrzywił się, kiedy mocniejszy wiatr przewiał jego lekkie futro - Żaden królik mi nie straszny, jedyne, czego mógłbym się obawiać, to... z resztą, nie ważne. Natomiast ty wyglądasz, jakbyś usilnie chciała zadeptać ziemię. - Zauważył, unosząc brew w górę.
- Po prostu mi zimno - odparła, krzywiąc nos od panującego ziębu. - Cóż, na pocieszenie mogę ci powiedzieć, że tym razem nie pomyliłeś mi się z przerośniętym zającem, a wzięłam cię za jakiegoś wygłodniałego drapieżcę. To już jest postęp - stwierdziła.
- Widocznie bycie kulką mchu nie chroni przed złymi śnieżnymi szponami - mruknął tonem, jakby się zawiódł tą informacją. Co do następnej natomiast, zmarszczył nos i westchnął z wyrzutem - Że niby ciężko chodzę i wyglądam jak Wilczak? Też mi ewolucja... przynajmniej nie jestem już królikiem. - Tu zerknął z góry na Grację, jednym okiem - Jednakże mam przed sobą całkiem dorodną owcę. No, pochwal się - wykopał sobie miejsce pod trawą, gdzie była jeszcze sucha, aczkolwiek niezbyt przyjemna trawa. No, przynajmniej lepsza od śniegu. - Zmieniłaś tą drogę szkolenia?
Mina kotki momentalnie zrzedła, a ona zastygła na krótką chwilę w całkowitym bezruchu. Nerwowo obróciła pysk w bok, a wibrysy zadrżały jej wraz z kolejnym chłodnym powiewem.
- Jakby to ładnie ująć... - zawahała się, kuląc bardziej pod sobą łapy. - Nie wyszło. Dosyć szybko mnie mianowano, a ja wciąż nie wiem, czy dorównała bym innym na ich stanowiskach. Ah, zazdroszczę ci, u was nie ma takiego problemu. Jak nie masz wymysłów do bycia medykiem, to jesteś po prostu wojownikiem i tyle. Bez żadnych ubliżających komukolwiek podziałów.
- Jak na mój gust, to ty nie walczysz o swoje - mruknął po chwili - Przecież już teraz chyba coś tam umiesz, nie? Weź podbij do lidera i powiedz, że chcesz się czegoś nauczyć. W końcu stara nie jesteś, a na pewno znalazłaby się dla ciebie jakaś rola. Bo bez przesady, marnujesz się, a tak to się przemianujesz i masz wykształcenie w dwóch dziedzinach. Wygrane życie. - Nie wspomniał o jakichś planach i nieoficjalnych rolach, jednak nie widział w tym momencie potrzeby. Fajnie było przedstawić klan jako coś lepszego. Uwielbiał koty w nim grasujące, pomimo kilku wyjątków, jednak wciąż uwielbiał w nim przebywać.
- Mam wrażenie, że i tak moi bliscy nie byliby ze mnie zadowoleni. Mój zmarły ojciec był stróżem i gdybym miała porzucić te profesje, czułabym się, jakbym go zraniła - przyznała, przykrywając łapy ogonem. - Oczywiście, wiem, że o rozwój powinnam zadbać dla samej siebie, a nie dla innych, ale to miłe myśleć, że rodzina tobą nie gardzi - przyznała. - Nie żeby teraz to robili! W sensie, nigdy jakoś tego nie odczułam, są dla mnie dobrzy, ale wiesz, tak w razie co nie chciałabym żeby to się zmieniło.
- Nie obraź się czy coś - zaczął, wysłuchując całego monologu - Ale martwym to już raczej zwisa. - Czy miała teraz prawo się obrazić? Jak najbardziej. Niemniej Szept już leciał dalej, niezbyt przejęty - A dla rodziny i dla klanu, czy tam grupy w twoim przypadku, jak zwał tak zwał, przydasz się bardziej chociażby polując, niż brykając za kłębkami mchu. U nas to zadanie dla uczniów, lub zdegradowanych wojowników. A ja mam wrażenie, że stać cię na wiele więcej i na pewno rodzina, jeśli rodzinuje, to powinna cię w tym wesprzeć. Gadałaś z nimi o tym chociaż?
Mlasnęła cicho, przekrzywiając łeb na prawo i uciekając wzrokiem w bok, z dala od jego liliowych plam.
- Nie próbowałam. Stresuję mnie to. Nie wiem swoją drogą, czy ktoś potraktuje mnie poważnie, jeśli z takiego mało znaczącego stróża będę chciała zostać nagle wojownikiem. Pomimo bycia jedną grupą, mam wrażenie, że nie wszyscy są tacy mili jak ja i moja rodzina bywa i że w jakiś sposób byłabym "gorsza" na nowej profesji od pozostałych jej przedstawicieli. Zdaję sobie sprawę, że pewnie szukam problemów tam gdzie ich nie ma, ale całość nie jest dla mnie prosta. Chciałabym czasem zacząć życie od nowa, z tą wiedzą, którą mam teraz - przyznała, krzywiąc się nagle. - O rety, nie powinnam ci się tak zwierzać. Masz niepokojąco skuteczną aurę zachęcająco do dzielenia się z tobą mało interesującymi historiami z życia.
Szept mierzył cały czas Grację wzrokiem, przypatrując się... W sumie wszystkiemu. Każdej reakcji, która jego zdaniem, w ogóle nie powinna mieć miejsca. Jej rodzina była jakaś kiepska czy coś? Może całej prawdy nie mówiła? Chociaż nie zdawała się być jakaś zmaltretowana przez los. Niemniej, nauki i charakter ojca w chwili obecnej nieco się w lilowym rozbudził, w dodatku mając ochotę na wymemłanie tego czekoladowego pyska w łapach, żeby cokolwiek do niego dotarło. Znów jednak jego powaga utrzymała się na moment, do momentu, w którym kotka nie patrzyła w jego stronę. Wtedy to zwykły Szept wrócił na pysk.
- Twój osobisty asystent do usług - zagderał, z lekkim ukłonem z łapą na piersi - I jako dobry asystent, mówię ci: Idź po swoje! Za bardzo jęczysz, nie spróbujesz to się nie dowiesz. A niemiłe koty spotkasz wszędzie. Aaaale możesz sobie znaleźć kogoś miłego i iść z tym kimś jako wsparcie do poparcia twojego stanowiska. Co ty na to. Chociażby ktoś z twojej rodziny, nie wiem, siostra, brat, jakaś ulubiona pchła zwierzak.
- Wiem, że masz rację. Moja rodzina raczej odpada, moje rodzeństwo wciąż nie jest mianowane i jakoś nie chcę ich w to wciągać. Nie wydaję mi się, bym miała kogokolwiek rozsądnego do kogo mogłabym zagadać, ale coś się znajdzie. Dla chcącego w końcu nic trudnego - parsknęła, zerkając na niego z delikatnym uśmiechem. - Dziękuję Szepcząca Pustko. Jesteś dobry w takie gadki motywacyjne.
- No, i w końcu coś z sensem! - Rzekł na tekst o chceniu. Właśnie. Trzeba było chcieć i pójść. A skoro pierwsza skończyła trening, a jej rodzeństwo nadal kiśnie w tym wieku, to tym bardziej świadczy o tym, że jest świetna i nadaje się do jakiegoś wojakowania. Przekrzywił lekko głowę, kiedy ta wspomniała coś o tym, jaki to jest fajny, wspaniały i tak dalej, niemniej miał teraz w głowie inną, dość skutecznie zagłuszającą jej zdanie wizję. Gracja do walki? Wyglądała jak jakieś połączenie posłania w żłobku. Podczas wojny, to takie pierze uzbrojone w kolce. Meszek, do tego niski. Może żaba? Teraz dopiero zdał sobie z tego sprawę. Patrzył w dół nawet jak siedział.
- Agresywne posłanie - mruknął nagle, jakby pod nosem. Żaba z nożem. Kurczak. Niemal się uśmiechnął. - Ah, tak, co tam było? - spróbował sobie przypomnieć, po wróceniu do rzeczywistości - Nie bój żaby, będzie dobrze. I teraz możesz mówić, że masz osobistego motywatora.
Uśmiechnęła się wdzięcznie, choć był to gest mimowolny, szczery wyszczerz sam wkradł się na jej pysk.
- No cóż, żab się nie boję bo nie gryzą - odparła z rozbawieniem. - Nie wiem czy to takie dobre chwalić się na lewo i prawo, że mam motywatora co pochodzi z Klanu Burzy, ale jeśli pominąć ten fakt, to rzeczywiście, fajnie to brzmi - stwierdziła. - Wszyscy u was mają takie motywacyjne gadki? To jakaś część waszego treningu na dobrego wojownika?
- Hola, mamy coś do Klanu Burzy? - obruszył się niby na poważnie - Co prawda nie mamy szkolenia z zakresu motywacji, chociaż niektórym by się przydało, ale wciąż jesteśmy świetni! A na pewno lepsi od Wilczaków.
- O, macie z nimi na pieńku? - zaciekawiła się. - Swoją drogą, oczywiście że nie mam nic do Klanu Burzy. Dobrze u nas się o was mówi, bym nawet się pokusiła o stwierdzenie, że jesteście naszym ulubionym klanem - palnęła.
- To już brzmi lepiej, no, to kto jest po nas? Jestem ciekaw rankingu - odrzekł z uśmiechem - A patrząc na reputację Wilczaków, to pytanie brzmi, kto nie ma? Chociaż gdzieś tam wśród tej zarośniętej dziczy spotkać można całkiem fajne koty, jeśli oczywiście nie zjedzą cię na dzień dobry.
- To w sumie racja, chociaż wydaję mi się że Owocowy Las ma do pozostałych klanów jednakowy stosunek. To znaczy, z Klanem Nocy mieliśmy podobno burzliwą przeszłość, ale tylko raz słyszałam historię o paru wojnach. Na ten moment chyba nie jest źle - mruknęła niepewnie. - Mam nadzieję, że z tym zjedzeniem nie mówisz na poważnie, bo to rzeczywiście byłoby straszne - dodała, w wyraźnie żartobliwym tonie.
- A już myślałem, że mam się nad kim chełpić - westchnął zrezygnowany - Poza tym jestem przekonany, że byłbym pyszny! Obawiam się jednak, że niezbyt mi się widzi gryzienie się w łapę. Już pewna taka jedna chciała z mojego futra zrobić posłanie. To chyba coś znaczy! Chociaż jak tak teraz patrzę, to chyba z twojego byłoby wygodniejsze.
Zmrużyła oczy, zerkając na niego w zamyśle.
- No tak, futra i długiego to ja mam pełno - stwierdziła, odsuwając się na krok. - Ale ta co chciała cię potraktować jak posłanie, to tak żywcem czy nie bardzo? Nie patrz tak, nie jestem pewna jakimi kotami się otaczasz. Nie wiem czy masz na myśli, że się po prostu na tobie położyła, czy próbowała to futro z ciebie ściągnąć w bardziej brutalny sposób - poleciała na głos z tkwiącą w niej myślą.
- Oh nie, jeszcze by mnie zgniotła. Jakieś kleszcze przeniosła - boleriozę - Najpewniej chodziło o samo futro, z resztą się nie dziwię, chociaż jako żywy zdaje mi się, że byłbym bardziej przydatny. Jako samoogrzewalne legowisko. Z resztą zapewnić mogę, że moje towarzystwa są bardzo... interesujące.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
28 stycznia 2024
Od Szepczącej Pustki CD. Gracji
<Gracja?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz