BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

08 października 2021

Od Krzemienia

 Zaczęło się! Nie mógł nadal w to uwierzyć, ale zaczęło się. Niezapominajka była już na miejscu, pomagając Ziębie przy porodzie. On stał przed wejściem do żłobka, kręcąc się to tu to tam, próbując powstrzymać nerwy. Teraz zaczynało się prawdziwe wyzwanie. Martwił się, czy podoła temu, na co się zgotował. Kocięta były w końcu takie małe i nieporadne! Nadal pamiętał swoje dzieciństwo, pomimo tylu księżyców. Naprawdę nie chciał, aby historia zatoczyła koło. Chciał być dobrym ojcem... ale... ale jak? Nie miał żadnego wzorca. Dla niego ojciec był strasznym kocurem, który sprawiał ból.
Wziął głęboki oddech. Poradzi sobie... na pewno... poradzi... o nie... nie. Jednak nie poradzi. Chciał odbiec w las, aby tylko wyrzucić z łba, to co go czekało. Nie mógł jednak zostawić partnerki... Nie w takiej chwili!
- Rodzina się powiększa? - rozległ się tuż obok głos znanego w całym Owocowym Lesie, niebieskiego osobnika.
Spojrzał na Komara zaskoczony. Nigdy do niego nie podchodził, nie gadał, z czego się cieszył. Słyszał o jego trudnym charakterze i tym, że sprawiał problemy. Co się stało, że nagle teraz go zauważył?
- Tak... - Odwrócił wzrok na wejście do żłobka, ale medyczka jeszcze nie wyszła.
- To chyba potrwa dłużej - stwierdził.
Westchnął i skupił na nim uwagę.
- Czego chcesz?
- Czemu od razu myślisz, że coś chcę? - Pokręcił głową. - No dobra... coś... usłyszałem... i chciałem o tym z Tobą porozmawiać.
Co takiego niby usłyszał, że musiał do niego zagadać? Chyba Bzowi nie udało się rozpowiedzieć wszystkim przez gesty i obrazki, że według niego są rodziną? Spiął się, rozglądając za jakimś ustronnym miejscem. Jeśli to było to, musiał wytłumaczyć kocurowi, że on i syn Brzoskwinki nie byli spokrewnieni.
- Na chwilę... - miauknął, odchodząc w miejsce, w którym na drzewach nie roi się od podglądaczy. Komar podążył za nim i upewniwszy się, że zostali sami czarny otworzył pysk. - To nie tak.
Niebieski zdziwił się, bo jeszcze nawet nie otworzył pyska, a ten mu zaczął się tłumaczyć. Musiało go to zainteresować, bo rzucał mu zachęcające spojrzenie. A jeśli się pomylił i kocurowi nie chodzi o Bza? Nie chciał rozpowiadać o tym... nie ufał wojownikowi, że zachowa to dla siebie. Zapadło więc niezręczne milczenie.
- Co nie tak? - spróbował go zachęcić do zwierzeń.
- A o co chodzi? O czym chciałeś porozmawiać? Nie mam zbyt dużo czasu. Zięba rodzi... powinienem tam być.
- To nie jest twój największy problem w tej chwili - zaczął, wbijając w niego wzrok. - Usłyszałem coś od Pędraka... - Czarny spiął się. Pędrak... kocur, który został niegdyś zaatakowany przez jego ojca. Znał go... zajmował się nim w ramach szkolenia na wojownika i zauważył, że ten niezbyt dobrze znosił jego obecność. Tylko, że w jego przypadku mało co mówił. Czyżby Komarowi udało się od niego czegoś dowiedzieć?
- Co takiego?
- Coś... dziwnego. Zapytał mnie, czemu Czermień chodzi po naszym obozie... dziwne nie?
Na dźwięk imienia ojca serce prawie mu zamarło. Nie... nie, nie, nie... chyba nie domyślił się? Nie mógł. Jego ojca na pewno znał z opowieści, nie mógł wiedzieć jak wyglądał. Spróbował skryć niepokój, ale zawsze wychodziło mu to słabo.
- Bardzo dziwne... to ten... morderca... Szyszka mi opowiadała. Ale... przecież go nie ma w obozie...
- A skąd wiesz? Może jest?
Pokręcił głową.
- Szyszka by o tym wiedziała... znała go... - Z każdą chwilą czuł, że to był błąd, aby z nim porozmawiać. Łapy paliły go do ucieczki, powrotu do Zięby i oczekiwania na potomstwo.
- Szyszka? Przecież jest już stara. Może nawet i ślepa.
- Pędrak też... ma przywidzenia - kontynuował.
- A może o ciebie chodzi? - zasugerował. - No spójrz na siebie... Skąd masz te blizny? Czemu nikomu nie mówiłeś skąd je masz? Zabiłeś, zmieniłeś imię i wróciłeś, pod nosem Szyszki... Może trzeba ją uświadomić... co zrobiła? - zagotowało się w nim ze złości. 
Zacisnął pysk. Nie był swoim ojcem! Nie byli do siebie podobni! Tylko sierść ich łączyła, nic więcej! Komar blefował. Nie mógł po jednej rozmowie z Pędrakiem uznać, że to on. I od razu chciał lecieć z tym do Szyszki? Oszalał? Nie miał dowodów! To niemożliwe, aby dopadła go przeszłość. Miał przecież żyć spokojnie, założył rodzine... Teraz nie mogło to się posypać.
- Co? Zaniemówiłeś Czermień?
Wbił w niego nienawistny wzrok.
- Nie nazywaj mnie tak - syknął pod nosem. - Nie jestem nim. Mylą ci się koty.
- Na pewno? - Zbliżył się. - Nie sądze. Opis się zgadza...
Zamrugał zaskoczony. Opis? Co ten Pędrak mu nagadał?!
- Nie jestem nim - starał się zachować spokój, ale z każdym uderzeniem serca było to trudne.
- Też masz naderwane ucho...
- Nie... - Pokręcił głową zaczynając się cofać.
- Tak. Masz - Komar jak nigdy nic nadal zgrywał twardziela, widząc jak ten zaczyna panikować.
- Nie jestem nim - powtórzył.
- Jesteś!
- Nie!
- Tak!
- On nie żyje! Widziałem jego ciało! - wrzasnął.
O na gwiazdy co on zrobił?! Oddychał ciężko, patrząc na zadowolonego z siebie Komara.
- Znałeś go? No, no... Przysłał cię tu, aby zabić Szyszkę?
- Nie! - Pokręcił szybko głową. - Nie! Nikogo nie zabije.
Czuł się znów jak osaczona zwierzyna. Oddech nadal mu się nie uspokoił, a uśmiech Komara tylko sprawiał, że po grzbiecie przebiegały mu dreszcze.
- Wiesz... Możemy zawrzeć układ. Opowiesz mi skąd się znaliście, a ja nie rozpowiem o tym w klanie. Szyszka pewnie by cię zabiła - stwierdził widząc jego panike w oczach. - Robi w końcu wszystko, aby ochronić Owocowy Las.
W jego słowach była prawda. Gdyby wiedziała... był pewien, że byłoby po nim. Ten niepokój w nim trwał, odkąd usłyszał opowieści o Czermieniu, przekazywane przez koty, pamiętające jego występki. Czuł się niczym mysz zagoniona w kąt. Pokiwał więc głową, siadając.
- No to słucham.
- Ja... i on... To... - zwlekał z odpowiedzią.
- No dalej! Bo nie zdążysz zobaczyć swych dzieci, może pierwszy i ostatni raz.
Przełknął ślinę i pokiwał głową.
- To był mój ojciec. Ja nie wiedziałem, że żył w Owocowym Lesie. Przypadkiem... tutaj trafiłem - powiedzenie tego na głos było jedną z najgorszych rzeczy. Komar teraz miał go w garści. Mógł zrobić wszystko... zniszczyć mu życie albo zachować to dla siebie. I to przez jego głupotę!
- Chce wiedzieć więcej. Mów, uderzenia serca mijają...
Spuścil głowę na swoje łapy. Nikomu nie opowiadał o tym. Nawet Ziębie... a musiał. Musiał, bo wkopał się, sprowokowany przez tego chłystka...
Tak więc opowiedział mu o ojcu, o życiu w mieście, o Kukułce i ostatecznej walce pomiędzy tymi dwoma. Z każdym słowem czuł, że kręci sobie ciernie na szyję.
- Więc... wiesz jak mordować koty, tak? - zadał nagle pytanie niebieski.
On chyba nie chcę, aby... aby kogoś zamordował? Pokręcił głową na nie, lecz te pewnie dostrzegł w jego zachowaniu wahanie.
Komar wstał i uniósł głowę wyżej, aby podkreślić swoją władzę.
- Mów. Już. Bo zacznę nazywać cię Czermieniem przy wszystkich.
Rozszerzył oczy. Co takiego? On oszalał tak? Widział jednak, że kocur nie żartował. Był do tego zdolny...
- Tak... - powiedział przez zaciśnięte zęby. - Wiem jak to się robi. Ale! Nigdy nikogo nie zabiłem - podkreślił to zdanie.
- Szkolił cię, abyś zabił Szyszkę? - dopytywał.
- Nie... Matkę. I tego nie zrobiłem. Nie jestem taki jak on.
- Dobrze, Czermieniu. Już się nie tłumacz. - Poklepał go po ramieniu ogonem. - Lepiej wracaj do Zięby i swoich dzieci.
Nadal stał i patrzył się na wojownika, a jego wyraz pyska musiał wydawać się zabawny. Nie zniesie tego, jeżeli ten będzie mówił do niego imieniem ojca!
- Nie zwracaj się tak do mnie - syknął.
- Bo zabijesz mnie? - Jego spojrzenie i wypowiadane słowa były wystarczające, aby czarny zerwał się z miejsca. Szybkim krokiem wrócił przed żłobek, łapiąc oddech za oddechem. Czemu zaczął panikować? Łapy trzęsły mu się, a w głowie nadal miał odpowiedź, którą chciał wtedy zadać.
Tak...
- Wszystko w porządku? Już po wszystkim. Masz trójkę kociąt, Czermieniu - na te słowa podniósł gwałtownie głowę na medyczkę.
- Coś ty powiedziała?
- Że już po wszystkim, Krzemieniu. Masz trójkę kociąt. Sam sprawdź - Wskazała ogonem na wejście do żłobka, po czym odeszła. Stał tam jeszcze chwilę, próbując zrozumieć co się stało. Przesłyszał się? Prawdopodobnie tak... Uniósł głowe i dostrzegł Komara, który siedział ze swoimi przyjaciółmi i uśmiechał się w jego stronę. Nie czekał dłużej, od razu wszedł poznać swoje dzieci i zniknąć wojownikowi z oczu.

***

Kocięta były małe i nieporadne. Pchały się do mleka Zięby, a stres jaki mu towarzyszył, zaczął opadać. Trójka maluchów była ciekawą mieszanką. Kotka Melodyjka była czarna, Szpak - niebieski, a Świt biała.
- Mam nadzieję, że nie będzie jej ciężko w życiu - westchnęła Zięba, patrząc na córkę.
- Poradzi sobie. Tak jak ty - zapewnił ją.
Stres opuścił jego ciało. Tylko wśród bliskich mógł naprawdę odpocząć, dlatego też przesiedział z ukochaną prawie cały dzień.

***

Wracał z polowania, bez ani jednej zdobyczy. Nie mógł się dzisiaj na niczym skupić. Nadal miał w pamięci wczorajszą rozmowę. Rozmyślał nad tym długo. Starał się znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji, ale na daremno. Był w pułapce.
Nagle usłyszał głos, który sprawił, że jego łapy się zatrzymały.
- Do nogi, Czermień.
Zacisnął pysk i wbił wściekły wzrok w Komara, który jak nigdy nic siedział na drzewie.
- Przestań - syknął do niego.
- Mówiłeś, że nie zabijasz - przypomniał mu, widząc jak ten na niego patrzy.
- Ty mówiłeś, że nie będziesz mnie tak nazywać.
- Przy wszystkich. A jesteśmy sami. No już. Nie będę się powtarzał. No chyba, że jednak chcesz, abym wszystko wyśpiewał Szyszce.
Wydał z siebie bardzo nieprzyjemny warkot, po czym skierował łapy w stronę drzewa.
- Czego chcesz?
- No wiesz... Błysk mnie ostatnio wkurzyła, więc masz wrzucić jej gałęzie akacji do legowiska. - rozkazał.
Jego ogon zaczął obijać się na boki. Klnął pod nosem na Komara oraz na siebie, że wpakował się w to gówno.
- Nie chcę się bawić w twoje kocięce zagrywki. - Odwrócił się do niego tyłem, lecz nie zrobił kroku.
- Stój! Nie pozwoliłem ci odejść. Należysz do mnie. No chyba, że jednak wolisz pożegnać się z życiem. Ostatnio Szyszka coś mówiła, że słyszała jak mówię do ciebie Czermień.
Zamarł.
- Co? Naprawdę?
- Nie. Ale może się to zmienić. Więc jak będzie?
Warknął ponownie, uspokajając swoje nerwy, gdy okazało się to nieprawdą. Ten kocur dosłownie wpakuje go do grobu.
- Zrobię to - miauknął.
- Bardzo dobrze. Czekam na twój powrót.
Nie odpowiedział na to. Udał się do jedynej akacji, którą widział w Owocowym Lesie. Podróż trochę trwała, a zrywanie gałęzi pokaleczyło mu pysk, jednak... jednak złość jaka w nim zaczęła się zbierać, kipiała, przelewając się na biedne drzewo. Miał gdzieś, że po tym będzie bolał go pysk. Tylko łamanie gałęzi i ból sprawiało, że mógł jeszcze kontrolować to uczucie, które odkąd Brzoskwinka mu odmówiła pomóc, pojawiło się i nie znikało, a rosło w siłę.

***

- Wyglądasz jakbyś kogoś zabił - stwierdził Komar, patrząc na jego zakrwawiony pysk.
- Tylko drzewo - odrzekł beznamiętnie. Właśnie wrócił z akcji, w którą wkopał go niebieski. Schował gałązki w mchu, który następnie przytargał aż na drzewo, gdzie spała Błysk. Tam je porozkładał i zszedł nie wzbudzając podejrzeń. Przynajmniej taką miał nadzieję.
- Udało się? - dopytywał.
Pokiwał mu głową, czekając aż ten z łaski swojej da mu już na dzisiaj spokój.
- Świetnie! - ucieszył się. - To teraz idź przynieś mi coś do jedzenia.
No tak... jasne... czego się spodziewał? Odwrócił się i udał się do stosu ze zwierzyną. Chwycił mysz i wrócił z nią do Komara.
- Co to ma być? Obrzydlistwo. - Pacnął to łapą, odsuwając z odrazą. - Sam sobie jadaj takie stare piszczki. Chcę świeżą.
Westchnął i ponownie skierował kroki w stronę stosu. Chwycił jeszcze ciepłego wróbla, którego niedawno ktoś przyniósł i wrócił do kocura.
- No. To już wygląda lepiej. Ale nie śliń tego już! - Czekał, aż posiłek spocznie mu pod łapami, lecz nie doczekał się. Czarny zacisnął mocniej szczęki, przepoławiając piszczkę na pół. Wypluł ją następnie na ziemię i odszedł, pozostawiając Komara z jasną wiadomością.
Że jeszcze się porządzi, a tą piszczką będzie on...
Dziwne, ale nie czuł się z tego powodu źle. Po Komarze nie płakałby. Za to... uwolnił.
Wrócił do swojego legowiska i postanowił uciąć sobie drzemkę, gdy usłyszał jak ktoś woła Szyszkę. Spanikowany rozejrzał się i dostrzegł jak Komar do niej idzie. Od razu zerwał się na równe łapy i w kilka chwil stanął tuż przy niebieskim i liderce.
- Co się dzieję Komarze? Krzemień? - Czarna spojrzała nagle na kocura, który prawie się połamał schodząc z drzewa.
- Krzemień... - zaczął, ale szybko jego pysk został zatkany przez jego ogon.
- Pomagam mu - wyjaśnił liderce powód przyjścia do niej Komara. - Chciał zapytać czy mogę chodzić z nim na patrole. Czuję się niepewnie sam, a nikt nie chce z nim chodzić - palnął pierwszę co przyszło mu do głowy.
- No dobrze. To miłego patrolu - Uśmiechnęła się do nich, wracając do swojego legowiska.
Zostali sami.
- Bbffbff ple - Niebieski odsunął od siebie czarne kłaki, wypluwając je na ziemię. - Uznam to za przeprosiny.
- Przeprosiny? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Wkopałeś się na dodatkowe patrole ze mną - Uśmiech mu pojaśniał. - Będziemy się świetnie bawić.
Wojownik odszedł, zostawiając go samego z tą informacją. Cholera... rozejrzał się za jakimkolwiek rozwiązaniem, lecz dojrzał tylko świadków tego zdarzenia, którzy zdziwieni szeptali między sobą. No tak... nikt z własnej woli nie zadaje się z Komarem, a on właśnie przyznał przed Szyszką, że chcę mu pomóc. Właśnie popełnił kolejny błąd w swoim życiu.

3 komentarze:

  1. oh Komarze xd wykończysz wszystkich mieszkańców Owocowego Lasu

    OdpowiedzUsuń
  2. kc komar <3 mój husbando

    OdpowiedzUsuń
  3. Okay, oficjalnie gnojka nienawidzę :')

    OdpowiedzUsuń