Rudzik obudził się wyjątkowo późno, noce były coraz chłodniejsze, a ciepłe futro Małego sprawiało, że nie chciało mu się wcale wstawać. O dziwo zauważył, że Bluszcz także spała, co było nowością, bo zazwyczaj to ona wstawała pierwsza i budziła swoich uczniów. Kocurek zamierzał jednak wykorzystać chwilę bez narzekania mentorki i zaczął wylizywać swój bark, a gdy już skończył zabrał się za czyszczenie długiego futra Małego, jednak ostrożnie, aby go nie obudzić. Mieli wczoraj ciężki trening i miał prawo być zmęczony. Ziewnął cicho, powoli wstając i podszedł do drzemiącej Bluszcz. Ta, słysząc kroki otworzyła zaspana jedno oko i skierowała wzrok na biało-rudego ucznia.
— Bluszcz... wszystko w porządku? — zapytał cicho Rudzik, jego mentorka starzała się, więc martwił się czy wczorajszy trening nie zaszkodził jej zbytnio.
— Nawet jeżeli nie, to nie potrzebuję twojej troski — powiedziała ostro kotka. — ...Powiedz, Rudziku, nauczyłeś się czegoś przez te dwanaście księżyców? — dodała po chwili zastanowienia zmęczonym tonem.
— J-ja.. Co tak nagle? — wyjąkał zdezorientowany kocurek. Nie wiedział o co mogło chodzić medyczce.
— Cóż.. Nie ukrywam, że byłeś wyjątkowo trudnym przypadkiem do trenowania, ze swoją bojaźliwością i niezdarnością..
Rudzik zwiesił głowę, potulnie kuląc uszy. Wiedział, że był beznadziejny.
— ... ale ciężko pracowałeś i bardzo starałeś się nieść pomoc innym. Uważam, że jesteś gotowy zostać nowym medykiem Klanu Lisa.
Kocurek podniósł szybko pysk w niedowierzaniu. On? Medykiem? Tyle na to pracował, ale nie dotarło do niego, że kiedyś ta chwila może faktycznie nadejść i że wreszcie stanie się wartościowym członkiem dla swojego klanu. Poczuł, jak do jego oczu napływają łzy i zaczął cicho płakać.
— Nie rozklejaj mi się tutaj — warknęła szybko Bluszcz. — Nawet nie wiesz, ile obowiązków cię będzie czekać.
— Wiem.. ale.. dziękuję — zaczął energicznie przecierać oczy łapą. Nie był już uczniem, nie mógł pozwalać sobie na chwile słabości.
— Lepiej — wymamrotała kotka, powoli zamykając oczy. Była w tej chwili zmęczona, naprawdę zmęczona. Była już starym workiem kości i w głębi czuła, że niedługo przyjdzie na nią pora. Może nawet dzisiaj, w końcu nie miała nawet siły wstać.
— Ale.. Jesteś pewna, że wszystko w porządku..? Nn-nie chcę nic sugerować, ale nie wyglądasz dzisiaj za dobrze... — pochylił głowę.
— Starzeję się, to tyle.
Przez chwilę trwała między nimi krępująca cisza, zanim medyczka nie zaczęła ciężko kaszleć.
— B-bluszczu! — krzyknął przestraszony Rudzik. — Może jednak przyniosę ci zioła?
— Zioła tutaj nie pomogą.. Zawołaj Sarnę, jeżeli możesz.
Rudzik szybko pokiwał głową i popędził na górne piętro stodoły, gdzie zastał myjącą swoją łapę przywódczynię. Wymamrotał niewyraźnie, że Bluszcz bardzo pilnie musi się z nią widzieć i nerwowo, potykając się co chwila, zszedł z lekko zdziwioną Sarną na dół. Kotka podeszła do wciąż leżącej medyczki i przez chwilę rozmawiały, Bluszcz kasłając co chwilę, a Sarenka machając nerwowo ogonem. Rudzik wycofał się, nie chcąc podsłuchiwać, gdy zobaczył jak podchodzi do niego zaspany Mały, którego widocznie obudziła rozmowa.
— Co się stało? — zapytał, powstrzymując się od ziewnięcia.
— Bluszcz się dzisiaj źle czuje. Chyba nie będziemy mieli trenin- ..znaczy, ty Mały nie będziesz miał, ja zostałem m-medykiem! — wymruczał podekscytowany, zapominając na chwilę o złym stanie Bluszczu.
— Naprawdę? — ożywił się nagle uczeń. — Ale ci zazdroszczę, mam nadzieję że mnie też niedługo mianuje.
Rudzik już chciał odpowiedzieć, ale przerwała mu przywódczyni, która właśnie wyszła z przygnębionym wyrazem pyska.
— Mały, Rudziku, wasza mentorka chciałaby się jeszcze z wami zobaczyć. Rudziku, gratuluję zostania medykiem Klanu Lisa.
Medyk pochylił z szacunkiem głowę, a następnie razem z przyjacielem wślizgnęli się do legowiska Bluszczu, która oddychała jeszcze ciężej niż wcześniej, i wpatrywała się w nich zamglonymi oczyma. Można było łatwo ocenić, że jedną łapą była już gdzieś indziej. Rudzik stał przez chwilę w bezruchu, a następnie zaczął szybko wydawać polecenia Małemu, jednocześnie samemu szukając odpowiednich roślin, dopóki cichym i zachrypiałym, ale zdecydowanym głosem nie przerwała im medyczka.
— Nie marnujcie na mnie ziół.
— A-ale Bluszczu! — wykrzyknął przerażony Rudzik.
— Powiedziałam dosyć — wycharczała ciężko. — Rudziku, Mały, jak widzicie na mnie już pora. Na starość nie wynaleziono lekarstwa i wszyscy musimy się z tym pogodzić.
Rudo-biały kocurek poczuł, jak do oczu napływają mu łzy, podszedł szybko do starszej kocicy i położył się przy niej, a po chwili dołączył do niego przyjaciel.
— Mały... od teraz twoim treningiem zajmie się Rudzik, obydwaj jesteście zdolni i mam pewność, że sobie... poradzicie — wyszeptała, powoli zamykając oczy.
— N..nie! Bluszczu, p-poczekaj! — zapłakał rozpaczliwie medyk, liżąc szybko kocicę za uchem, jednak ta się już nie poruszyła. Mały także zaczął płakać, wtulając się lekko w futro swojej mentorki.
***
Rudzik uparł się, żeby zakopać Bluszcz pod starym drzewem, gdzie leżała bezimienna kotka i gdzie symbolicznie pochowana była jego matka. Mały nie protestował. Po południu, przy pomocy Krogulca i Wisienki przenieśli tam ciało i przysypali je świeżą ziemią. Wojownicy posiedzieli jeszcze chwilę przy swoim bracie, pocieszając go, jednak gdy się ściemniło, musieli wrócić do obozu.
Rudzik jednak został, i razem ze swoim uczniem leżeli pogrążeni we własnych myślach. Srebrna Skóra była dzisiaj wyjątkowo dobrze widoczna i można było policzyć znajdujące się na niej gwiazdy.
— Ciekawe, gdzie trafiają koty po śmierci — rzucił od niechcenia Mały, wpatrując się intensywnie w niebo.
Rudzik podniósł wzrok, miliony świateł odbijały się w jego dużych, zielonych oczach. Milczał przez chwilę, zanim zdecydował się odpowiedzieć.
— Wierzę, że trafiają do jakiegoś odległego miejsca, gdzie nie muszą się już o nic martwić. To byłoby wspaniałe.
— Wspaniałe?
— Tak. Mam nadzieję, że Bluszcz, mama, Miętus i kotka, której imienia nie dane mi było poznać, że wszystkie są teraz szczęśliwe. I ty pewnie też — wymamrotał, wtulając się w długie futro większego kocura.
<<Mały? Jak nie chcesz nie musisz kończyć>>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
10 czerwca 2018
Od Rudzika
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz