Niebo znów płakało. Dlaczego wszystko wokół nich było smutne? Szare kolory malowały się na niebie, a drzewa zamiast błyszczącym złotem, odważną pomarańczą i rzadszą już, jednak wciąż delikatnie pożółkłą zielenią barwiły się brązem zmieszanym z… kolejnym brązem. Wiatr nadal wyśpiewywał swoje lamenty, szukając, nie wiadomo czego, ani kogo. A Czajka nie chciała być smutna! Ale jak inaczej, skoro wszystko próbuje ją do tego przekonać?
Razem z Węgielkiem, Różą, Pasikonikiem, Maczkiem i Rzęskiem siedzieli w legowisku starszyzny przez poranną akcję pod tytułem “Dzisiaj zajmie się wam Narcyzowy Pył”. Nigdy jeszcze nie widziała pana Narcyza, jednak po jego imieniu sądziła, że będzie to jakiś piękny, młody wojownik jak z opowieści Zajęczej Gwiazdy. No i pan Narcyz okazał się pięknym, jednak nie młodzikiem, a staruszkiem. I to staruszkiem, staruszkiem. Takich zmarszczek jeszcze nigdy nie widziała! A siwych włosków miał więcej niż Wilcza Zamieć, a to wielkie osiągnięcie! Gdy tylko jej łapki dotknęły ziemi, zaraz pobiegła przyjrzeć się bliżej staremu kocurowi, a to zainteresowanie najwidoczniej spodobało się dziadkowi.
- Patrzysz na najwspanialszą osobistość w Klanie Burzy - przedstawił się dostojnie, prostując szyję z dumą. Czajka miała wrażenie, że gdyby nie to, że leżał, to niebieski zaraz się rozpadnie. Niesamowite.
- Pan to Pan Nacyz? - zapytała grzecznie, chcąc upewnić się, czy na pewno patrzy na dobrego osobnika. W końcu w legowisku znajdowały się jeszcze dwa koty. Jeden biały, prawie tak samo jak Zajączek, tylko bez blizny na szyi i z niebieskimi oczami. Gdy zobaczył przypatrujące się mu kocię, posłał mu delikatny uśmiech. Wydawał się miły. Drugi wyglądał na zestresowanego obecnością tylu kotów wokoło. Zdziwiło ją tylko, że wydawał się być młody. Nie byli czasem w starszyźnie? Więc czemu tu leżał i wpatrywał się w ścianę? Może… może on się starzał do tyłu? Jakiś magiczny przypadek kota, który im był starszy tym młodziej wygląda? To miałoby sens. Będzie musiała go kiedyś o to zapytać. Jednak w tym momencie Narcyzowy Pył był jej głównym zainteresowaniem. Powróciła wzrokiem do
- We własnej osobie - potwierdził zadowolony starszy, na co brązowe ślepia Czajki błysnęły.
- A! A Zająszek powiedział, że opowie nam Pan bajki! - oparła się przednimi łapkami o łapę Narcyzowego Pyłu, obrzucając go wyczekującym wzrokiem i podekscytowanym uśmiechem.
- Bajki? Bajki?! Nie będę wam opowiadał bajek… - zaczął tajemniczo, obniżając zachrypiały głos i sędziwe czoło. Czajka przekręciła główkę, zawiedziona odpowiedzią niebieskiego. Obejrzała się po reszcie zebranych, na których pyszczkach również malowało się zaskoczenie pomieszane gdzieniegdzie z żalem. Jedynie Maczek wyglądała na mocno wkurzoną, wykrzywiając mordkę w gniewnym grymasie, gdzie jej futro jeżyło się bojowo. Córeczka lidera wyglądała, jakby już była gotowa wyruszyć na poszukiwania ojczulka, żeby poskarżyć się na staruszka. Na pysk Narcyza powoli wpływał delikatny uśmiech, który przywiał ze sobą tylko więcej pytań w główce Czajki. Przecież… Zajączek mówił, że będą bajki!
- Ale-
- Opowiem wam historie! Prawdziwe! Takie, które się wydarzyły w moim pięknym życiu! Bajki są dla kotów, które nie mają się czym chwalić. A ja mam, jakby ktoś jeszcze wątpił - zamruczał dumnie, poprawiając swoją postawą. Orlikowy Szept wywrócił tylko oczami, jednak kąciki jego pyska uniosły się w rozczulonym uśmiechu. Narcyz objął grupkę kociąt ogonem i poczekał, aż wygodniej się ułożą, dając sobie chwilę na odpoczynek. Podeszły wiek nie był wcale aż taki łaskawy - nawet mówienie zaczęło dawać mu się we znaki. Ale najmłodsze pokolenie trzeba edukować. W końcu został ostatnim, który mógł im opowiedzieć o wcześniejszych dziejach.
- Jak byłem jeszcze szkrabem, takim jak wy, tereny Klanu Burzy wyglądały zupełnie inaczej. Wciąż polowaliśmy w większości na króliki, ale nie było tuneli pod naszymi łapami, a jedną z granic była Droga Grzmotu-
- Co to dloga gmotu? - przerwała Pasikonik, na samą nazwę robiąc już wielkie oczy.
- To była taka długa i szeroka ścieżka, jakby z piekącego kamienia, na którym jeździły potwory, które przenosiły w swoich brzuchach Dwunogów. Jak będziecie już uczniami, to może nawet pójdziecie zobaczyć Toma. To jeden z okazów takich potworów, tylko że ten jest nieszkodliwy. Tamte były szybsze i bardziej niebezpieczne - wytłumaczył, z łatwością przywołując sobie tamte wspomnienia mimo upływu czasu. - I ryczały głośno, jak błyskawice, dlatego ich droga miała taką nazwę. Teraz na szczęście już ich nie zobaczycie, wyginęły na tych terenach.
- Cemu nie? Skolo ty je widziałeś to cemu my nie mozemy? - przecież kamienna droga grzmotu nie mogła ot, tak wyparować? Czemu jej teraz już nie było? Poszła gdzieś sobie? Czajka miała tyle pytań, a tak mało odpowiedzi!
- Bo jak byłem młody, mieszkaliśmy gdzieś indziej. Klan Gwiazdy jednak zniszczył tamte tereny klęskami pogodowymi, więc musieliśmy się przeprowadzić. Przenieść z daleka, tutaj - dopowiedział jakby na wypadek, gdyby maluchy nie znały znaczenia jego słów.
- Jak daleka?
- Bardzooo daleka. Podróż trwała wiele dni i była bardzo trudna. Ale ja oczywiście radziłem sobie najlepiej. Pierwszy dotarłem na te tereny, przejąłem najwspanialsze na miejsce dla Klanu Burzy i-
- Nie zapędzasz się, mój miły? - zaśmiał się Orlikowy Szept, na co Narcyzowy Pył machnął znacząco łapą, jakby odpędzić od siebie oskarżenia byłego zastępcy.
- Jestem tylko utalentowanym gawędziarzem, co mogę powiedzieć - zamruczał niebieski, wzruszając ramionami z przewrotnym błyskiem w oku. Znów musiał chwilę odpocząć od nawijania, jednak zaraz podniósł się chór niezadowolonych kocięcych głosików. “Mów dalej! Cio było dalej? A jak tam było?” to tylko parę zwrotek głośnej, piskliwej pieśni maluchów. Narcyz wziął głęboki wdech, czując, jak melodia wwierca mu się w mózg, chociaż z drugiej strony ucieszył się otrzymywaną uwagą. Już dawno nie miał pod swoich skrzydłem tak dużej grupy słuchaczy, co dziwne zresztą - kto by nie chciał go posłuchać? Powinien mieć tłumy pod legowiskiem. Tak… tłumy…
Z rozmarzenia wyrzuciło go delikatne szturchnięcie wykonane niewielką łapką Czajki.
- Niech Pan nie spi… - zamruczała, łypiąc na niego smutnym wzrokiem. Naprawdę była ciekawa dalszej opowieści Narcyza! Nie chciała, żeby staruszek tak nagle zasnął i jej nie skończył. Jej uszka podniosły się znowu, gdy przez złote ślepia przebiegła radosna iskierka.
- No już, już… na czym to ja skończyłem? Ah, tak - gardłowe pomruki pod nosem wskazywały na to, że z krótkotrwałą pamięcią kocura było coraz gorzej. Czajka jednak nie wiedziała, jak działa starość. Dla niej starszy był nieco zakręcony - w końcu jak można było zapomnieć, co się mówiło chwilkę temu? - Jak tam było? Pamiętam Złote Trawy. Wysokie, mieniące się w słońcu… zaczepiające o sierść. Nie były nasze, ale miło było czasem odwiedzić niczyje miejsca. Podczas wiatru przypominały bijące złocistym blaskiem… morze…
- Moze? - Węgielek przekręcił pytająco głowę, dopytując się o coś, czego każdy z reszty kociaków był ciekawy. Narcyz w odpowiedzi skinął głową.
- Tak, morze. Taka wielka, słona kałuża, która wydawała się nie mieć drugiego końca. Często były na niej fale, a jak wschodził Złoty Krąg, to odbijało jego światło i błyszczało. Śpiewało kołysanki przypominające szum wiatru, ale trwające cały czas. Czasem można było z klifów zobaczyć pływające potwory Dwunogów. Morska bryza wtedy obejmowała twoje futro, a słona woń drażniła nosek. Tak, pamiętam to do dzisiaj… Wejście do morza należało do Klifiaków, więc nie widziałem go często, ale cóż, może raz czy dwa przypadkowo się “zgubiłem” na ich terenach, żeby podejrzeć to i owo. No ale kto może mnie winić, ich opowieści, których słuchałem podczas zgromadzeń, bardzo kusiły do takich wypraw.
Słuchając opowieści Narcyza, serduszko Czajki zabiło szybciej. Morze… brzmiało niesamowicie. Wielka, bezkresna, zapierająca dech w piersiach woda. Musiało być tam pięknie! Dlaczego nie mogli się przejść? Przecież może i wycieczka trwałaby długo, ale mogłaby być fajna!
Dopiero zauważyła, że powoli robiło się późno, a przy wejściu stanął Zajęcza Gwiazda, opierając się o jedną ze ścian. Z taką samą iskrą ciekawości i rozmarzenia w oczach słuchał historii o morzu, jaka płynęła z pyska Narcyzowego Pyłu. A skoro mu się podobało, to na pewno też będzie chciał iść!
- Choćmy tam! Jutlo! Jutlo ićmy! - szylkreta podskoczyła na równe łapki, próbując zarazić resztę swoim entuzjazmem. Węgielek pokiwał energicznie główką na zgodę, patrząc to na niebieskiego, to na białego kocura. Już miała jednego sojusznika! Spojrzała na Rzęska, który szeptał coś na ucho siostrze. Maczek zaraz podeszła pod łapy Zająca, żeby wlepić w niego żółte spojrzenie, posyłane spod nieco zmarszczonych brwi.
- Chodźmy - burknęła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Zajęcza Gwiazda zaśmiał się nerwowo, po czym polizał szybko córkę po czole.
- No już, już, koniec na dzisiaj. Musimy dać Narcyzowemu Pyłowi odpocząć - zamruczał, zgrabnie próbując wyminąć temat wyprawy nad morze.
- Ale pójdziemy? - Czajka zastąpiła mu drogę do wyjścia. - Plosimyyyyy.
- No własnie, tak ladnie plosimyyyyy! - zawtórowała Róża, podbiegając do wujka.
- Dobrze, dobrze, przemyślimy tę sprawę, co wy na to? - oznajmił biały, próbując nie nadepnąć na podskakujące pod jego łapami kocięta. Te szybkim porozumiewawczym spojrzeniem zaraz zdecydowały, że zgadzają się na taki układ. W końcu przemyślenie to prawie jak zgoda!
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz