Młoda kotka w końcu musiała wylecieć z następnego gniazdka. Wokół zabrakło jeżyn oraz czegokolwiek zdatnego do jedzenia. W tym nawet szczątek. Więc zmówiła cichą modlitwę.
- Klanie Gwiazdy, ześlij mi tu rozwiązanie bym połączyła koniec z końcem, czemu się na mnie wściekacie i ostatnio nawet jagódek nie ma.- i tak zakończyła. Pozbierała manatki, czyli zresztą tylko piórka i nowe kwiatki zebrane pod wieczór, po czym ruszyła.
Jej celem było dojście na mokradła koło terytoriów Klanu Burzy. Tam raczej mogła sądzić, że nie będzie tak dużo kotów chętnych na papranie się w błocie, a tu czuć było innymi samotnikami a ona ryzykować nie chciała. Kotom z klanów ucieknie, za to włóczęgom nie. Oni by chcieli ją wykurzyć, by nie zabierała ich zwierzyny. Prychnęła cicho. A niech spróbują. Szybko wyruszyła w niezbyt długą podróż. Omijała niebezpieczne miejsca, norę lisów również. Wiedziała, że może jeszcze nie dotrze, ale jest okej. Patrzenie w tył zabronione. Żegnała się szybko i ozięble z dawnym miejscem zamieszkania, po prostu nie było na co patrzeć. Czemu nawet zaczęła tęsknić. To był jej nowy obóz, czuła się tam bezpiecznie. Teraz traciła tą ochronę. Była na otwartej przestrzeni, doskonały łup dla jakichkolwiek agresorów. Co jednak powinno ją trzymać, i tak nie musiała żyć, nic nie trzymało jej by zostać tutaj. Kurcze, nawet wzywanie na drugi świat dudniło jej w głowie raz po raz, nieprzyjemnie mącąc spokój. Czemu wszystko musiało iść inaczej niż ona chciała! Mogła żyć w spokoju w planie ale nie, jej kurde upór by nie brać udziału w treningu, musiał akurat ją trafiać w dziwnych momentach. No wiadomo, MOŻE nie była taka aktywna ale helloo. Ona była i tak inna. Sprawy klanowe omijały ją, tak się też czuła tam będąc. Skoro… Nikt jej tam nie chciał, była tylko znajdą… Cóż, było niezbyt, lecz się skończyło. Mogła być wolna od zasad. Nic… Nic ją nie obchodziło. Oprócz tego jak żyć. Zresztą, może nauczy się na błędach? Przecież to nie powinno być tak trudne.
- Chyba muszę przestać wyżalać się nad swoim losem.- zaśmiała się cicho pod nosem. Po chwili ruszyła powoli w lekką mgłę, gdzie znikła po chwili.
***
Nie sądziła, że może być aż tak dobrze. Wbrew pozorom, polowanie na otwartej przestrzeni, gdzie mogła skoczyć na ofiarę, to był dobry pomysł. Dzięki temu, miała czasem świeże jedzenie, typu żaby. Każdy mógłby się dziwić jakim cudem, no ale umiała dosyć dobrze skakać. Nie przeczyła, te płazy nieraz uciekały do kałuż czy większych sadzawek, a ona nie chciała się tak moczyć, lecz no, co jakiś czas znalazł się taki, który nie spodziewał się ataku. Wbrew pozorom, były całkiem dobre do spożycia, choć czasem brało ją na wymioty na sam widok. Przyzwyczaiła się do tego jakoś… Była tu połowę księżyca, a ona szybko potrafiła przyzwyczaić się do otoczenia. Jedyne co jej nie przypadło do gustu, to nowe miejsce do spania. Nie było tutaj innego znośnego, więc… No musiała jakoś przeżyć… Z TYM.
Legowisko, które jakimś cudem sobie urządziła, to była twarda skała. Tak, jedyną kryjówką bez błota był kamień. Dosyć duży, by móc wyłożyć go mchem (było go tu no całkiem sporo) a poza tym, nad głową miała osłonę z przewróconych korzeni drzewa. Ono opierało się na jakimś innym, było przewrócone, a ziemia wyrwana wraz z jego podpórkami, zrobiła istną norkę. Odliczając, że nie raz, nie dwa, z potężnym haustem spadł na nią muł podczas spania, to… Dało się przeżyć. Oczywiście niezbyt tego chciała, wolała się nie męczyć już tutaj, tylko ze spokojem odejść. Najlepiej do Klanu Gwiazdy, przecież tak mocno wierzyła w ich świętą moc. Każdy kot powinien czcić ich dzień i noc, składać ofiary dla ich potęgi. Kodeks wojownika którego nawet aż tak dobrze nie znała, był zasadami co robić, by dostać się na Srebrną Skórę oraz zostać gwiazdką. Może się uda, może nie. Teraz niestety to wszystko jej nie obchodziło, lecz zachowywała się może choć trochę dobrze. Grzeczna koteczka z niej po prostu. Taka milusińska. Kto zaprzeczy, że nie ma choć cienia szansy by tam trafić? Chyba, że… Nie, raczej nie była przeklęta. Była możliwe, że nawet pieszczoszką, więc skąd niby jakieś takie nawet myśli ją nachodziły. Nawróciła się z… Czegoś, sama nie wiedziała czego, niech się cieszą, że jej mały móżdżek pojął ten majestat. Niech klaszczą uszami.
Niestety, akurat dzisiaj nie chciała jeść niczego z najbliższego otoczenia. Wziął ją foch na sytuację, więc poszła trochę dalej. Dokładnie, do granic Klanu Burzy. Nigdy nie widziała ich terenu od tej strony, ale z pewnością był ciekawy. Rzeczywiście taki był. Rozległe wrzosowiska, wiatr w futrze… Ciekawie.
Do jej uszu doszedł cichy dźwięk… KRÓLIK! Szybko obróciła się, a zajęczak nagłym ruchem spłoszył się i pobiegł przed siebie. Cicho zaklnęła pod nosem. Nie mogła biec za nim, po co miałaby próbować. Jednak… Może byłby dobry. Taki pyszny kąsek z pewnością by się przyjął. Dawno nie jadła takiego czegoś, mógłby być całkiem spoko. Wstała z miejsca oraz biegła dalej wzdłuż granicy. Nie przekraczała jej, nie można było ot tak tego robić, a teraz była pora patroli. Musiała się mieć na baczności. Po chwili zrozumiała. Pech. Po prostu pech. Kątem oka zauważyła szare futro po jej prawej stronie, czyli tam gdzie były tereny Klanu Burzy. Niech to gęś kopnie, czemu akurat TUTAJ musiał być ktoś. Myślała, że nic się nie stanie. Nawet wąsem nie przeszła za oznaczenia zapachowe. A ten kot za nią pobiegł. Syknęła uciekając. Nie mogła zawrócić, więc ruszyła na otwarty teren, gdzie oczywiście nie powinna być. Szybko ubijała ziemię łapami, mknąć dalej, dalej, dalej… Tuż przed nosem pojawiła się skała. Przekręciła się, by nie uderzysz czaszką. Jedyny który ucierpiał, to jej bok. Popłynęła lekka strużka krwi, jednak to nie było ważne. Teraz tuż obok jej pyska była… Kotka. Członkini pewnie tego klanu, na którym terytorium były.
- Co ci zrobiłam? Na Klan Gwiazd, czy wszystkie Burzaki są takie agresywne?
<Burzowa Nocy? :hehe_cma:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz