Uśmiechnął się lekko.
— Jasne! — odpowiedział kocurkowi.
Bardzo się cieszył, że miał teraz nowych przyjaciół. W końcu im więcej ich w żłobku tym raźniej. Teraz mogli urządzić sobie zabawę w bicie Klifiaków bez pomocy Śnieżniej Chmury.
— Mamo, idę oprowadzić Igłę. — zawołał do rodzicielki.
Wygramolili się ze żłobka. Powitało ich przyjemny wiosenny wicher. Niezapominajek odwrócił się w stronę drzewa.
— Widzisz tą najwyższą dziuple?
Igła kiwnął łebkiem.
— Tam mieszka nasz lider. Aroniowa Gwiazda. Ale mój tata mówi, że lada wschód słońca mój wujek przejmie władzę nad klanem. Fajnie, nie?
Igła kiwnął łebkiem.
— A widzisz tam? Tam mieszkają starsi. Ale nie mamy żadnych. Wszyscy strasznie szybko idą do Klanu Gwiazd. Moi dziadkowie tam już podobno siedzą. Mama mówi, że tam jest bardzo fajnie. Można cały dzień się bawić nawet jak się dorosłym. Czad, nie?
Igła kiwnął łebkiem.
— A tutaj zaraz nas mieszkają wojownicy. I mój tata. A tam uczniowie i taki jeden Jabłkowa Łapa. Nie wiedzieć czemu moje rodzeństwo się w nim buja. Więc lepiej się w nim nie zakochuj, bo jeszcze Orzeszka i Kurka przeklną. O a tam mieszkają medycy. Są dziwni. Mglisty Sen i Smutna Cisza są smutne i ciche, a Drobna Łapa złośliwy. I strasznie niski. Zobaczysz zaraz obydwoje go przerośniemy. — rozejrzał się dookoła. — To chyba już wszystko. Masz jakieś pytania?
— N-nie. — mruknął cicho Igła.
— Jakbyś miał to śmiało miaucz. — miauknął Niezapominajek, podbiegając do stosu ze zwierzyną. — Igło, chodź.
Kocurek podszedł niepewnie.
— Spójrz jakie ma ładne piórka. — wskazał na dzwońca. — Takie śliczne żółte. Prawie jak twoje ślipia.
Spojrzał ponownie na kompana i na ptaka. Po uderzeniu serca namysłu wyrwał jedno piórko.
— To dla ciebie. — podarował piórko kocurkowi.
— D-dziękuję.
— Nie ma za co. — mruknął dumnie Niezapominajek. — Oby przyniosło ci same dobre rzeczy.
* * *
Został uczniem. Zresztą Orzeszka, Kurka, Kruk, Sowa i Igła też. Teraz w szóstkę byli uczniami i mogli razem bawić się po treningach. Co nie zawsze wychodziło, bo mieli je często w różnym czasie. Niezapominajek widząc siedzącego nad wodą Iglastą Łapę, podbiegł do niego. Przysiadł się koło kocurka.
— I jak trening? Karasiowa Łuska chyba jest miła, co nie? Na pewno milsza niż Malinowy Pląs. — westchnął.
Igła otworzył pyszczek, by coś odpowiedzieć, ale przerwał mu pisk Niezapominajka. Cynamonowy kocurek, którego przynieśli wczoraj wojownicy do klanu pluskał się śmiało w wodzie.
— Dżdżowniczku! Wracaj! To niebezpieczne! — krzyknął na malca.
Zerwał się na łapy, by podbiec do malucha i wyciągnąć kociaka. Nawet wolał nie wiedzieć co robi Chmurek skoro najwidoczniej Pierwszy Deszcz się nimi nie opiekowała. Chyba nie miał co liczyć dziś na normlanie wyglądający obiad. Wskoczył do wody i zaczął brodzić w kierunku malca, który wypływał na coraz głębszą wodę. Co dziwo nie najgorzej sobie radził w wodzie. Niezapominajek nie wątpił w to, że ten jeszcze przyniesie chlubę ich klanowi. Nim jednak zdążył dosięgnąć kociaka dziwny kształt przemknął koło jego łap. Ryba. I to wyjątkowa duża. Niezapominajek podążył za nią wzrokiem. Przerażony odkrył, że ta płynie w stronę kociaka. Minęło uderzenie serca, a Dżdżowniczek zniknął pod wodą. Niezapominajek wpatrywał się w to nie wierząc własnym oczom. Przecież to oni jedli ryby. Nie one nich. Nic nie rozumiał. Zdarzenie sprzed chwili zdawało się być tylko dziwnym snem. Dopiero krzyki za nim uwzględniły go w tym, że to co zobaczył stało się naprawdę. Zszokowany spojrzał na siebie. Kasztanowy Dół podbiegł do niego. Niezapominajek spojrzał na wujka.
— Pstrąg. Pstrąg go porwał. Porwał Dżdżowniczka... — powtarzał te słowa w kółko.
Nadal nie mógł to uwierzyć. Skąd. Czemu. Dlaczego to się stało. Ledwo się zorientował kiedy wujek wyprowadził go z wody. Rozejrzał się zdezorientowany. Żółte ślipia przyglądały mu się tak samo zaskoczone.
— I-igło? — miauknął drżącym głosem. — Mogę się do ciebie przytulić?
<Igłak?>
— Pstrąg. Pstrąg go porwał. Porwał Dżdżowniczka... — powtarzał te słowa w kółko.
Nadal nie mógł to uwierzyć. Skąd. Czemu. Dlaczego to się stało. Ledwo się zorientował kiedy wujek wyprowadził go z wody. Rozejrzał się zdezorientowany. Żółte ślipia przyglądały mu się tak samo zaskoczone.
— I-igło? — miauknął drżącym głosem. — Mogę się do ciebie przytulić?
<Igłak?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz