To prześladowało go niczym zły sen. Wciąż i wciąż, widział jak Zgnilizna została rozjechana przez potwora. Zawsze sądził, że te istoty nie stanowiły dla nich zagrożenia. Sunęły swoją drogą, a spały na poboczach. Najwyraźniej się mylił.
Przez kolejne dni siedział na warcie, nie ruszając się ani o mysi skok. Był nadal w tamtym miejscu, wspominając tragedie jaka go spotkała i co najważniejsze... Walkę z samotnikami. Po tej potyczce powstała pamiątka. Kawałek urwanego od boku ucha, w miejscu, gdzie wbiły się kły przeciwnika. Czyżby ojciec również tak stracił swoją część ucha? Oznaczało to, że byli do siebie podobni? Wziął głęboki oddech. Chłodny wiatr musnął jego sierść.
Nie. On nie mógł wkroczyć na jego ścieżkę. Nie chciał być potworem.
Po tym wszystkim wiedział, że go obserwuję. Nie miauknął jednak, że wie o śmierci swojej córki. Nic. Może nie wiedział? W takim razie powinien mu to powiedzieć. Jednak... Jego łapy nadal spoczywały w jednym miejscu. Pewnie nawet by się tym nie przejął. Ze Złą było tak samo.
- Idziemy na polowanie! - rozległ się obok, jakby z oddali, głos Nornicy.
Znów wyszły. Wiedział już dzięki doświadczeniu, w jakich porach to robiły. Zaraz Czermień zacznie wypatrywać kogoś z drzewa. Pod koniec dnia kotki powrócą z piszczkami, które zjedzą. Wtedy on i ojciec pod osłoną nocy, wyjdą na ćwiczenia.
Właśnie.
Teraz treningi były spowite cieniem. Tak jakby miał się zlać z otoczeniem, pochłonąć z ciemności siłę, która by go napędzała. A może to ojciec czerpał z niej siłę? Ostatnio nie patyczkował się z nim. Nałożył szybsze tempo, tak jakby nie zostało mu dużo czasu. Nadal pytanie jednak było. Na co go przygotowywał?
***
Czermień musiał coś załatwić. Został on i dwie kotki. Musiał teraz to dobrze rozegrać. Dzień wcześniej widział z drzewa Kukułkę. Dawała mu sygnały ogonem, że chcę się z nim spotkać. Radość wypełniła wtedy jego ciało, aż po koniuszek ogona. Czyżby chciała go uratować od tej chorej rodziny? Może jednak była nadzieja, aby z nią zamieszkać, tak jak Zgnilizna? Długo czekał na okazję, aby się wymknąć. Teraz ją miał. Nornica była głupia. Z łatwością mógł ją wywieść w pole i spotkać się z matką.
- Chodźmy na polowanie. Później będzie padać. - zaproponował.
Kotki rzuciły mu wywyższające spojrzenie, krzywiąc swoje pyski. Niesamowite jak te dwie były do siebie podobne.
- A skąd niby to wiesz? - zapytała Pajęczyna.
- Lepiej od was znam pogodę. Wiem kiedy będzie padać. Czuję to. - odpowiedział na ich pytanie.
Nornica chyba to łyknęła, ponieważ całe dnie spędzał przed krzakami, wpatrując się w to durne niebo.
- No dobra idziemy, a ty z nami - zadecydowała.
Było mu to nawet na łapę. Podniósł się z ziemi, po czym skierował swoje kroki za płot.
***
Tak jak się spodziewał, Nornica miała gdzieś co robił. Zależało jej tylko na upolowaniu jakiejś zdobyczy. Korzystając z tego faktu, umknął w boczną uliczkę. Jak tylko miał spotkać się z Kukułką? Czy wiedziała, że tu był? Jakiś szmer obok nastawił jego uszy, a ciało zamarło w gotowości na atak. Ktoś tam był. Samotnik. Śmierdział stęchlizną.
- Ona jest tam - miauknął tylko, wskazując kierunek.
Ona? Czyżby to był jeden z jej obserwatorów? Przełknął ślinę, po czym podążył za radą kocura. Tak jak mówił była tam niebieska, pręgowana tygrysio bicolorka, która wlepiała w niego swoje zielone oczy. Takie jak jego.
- Mama? - miauknął czując jak miękną mu łapy.
Tyle księżyców czekał na to spotkanie! I się udało!
- Tak to ja - uśmiechnęła się do niego ciepło.
Wcale nie była potworem, o którym zawsze opowiadała Nornica. Nawet nie była szkaradna i straszna. Usiadł obok niej, choć pragnął wtulić się w jej futerko. Wiedział jednak jakie o niej krążą opinię. Może i mama, ale czy nie zezłości się jeśli przekroczy granice?
- Tak bardzo chciałam cię poznać. Kłak, tak? - miauknęła.
Kiwnął głową.
- Dziwne imię. Takie niemiłe.
Zmarszczył pysk. Jak to niemiłe? Zawsze tak do niego mówiono, więc nie rozumiał, że może z nim być coś nie tak.
- Nie rozumiem...
- Wiesz... Zgnilizna i Kłak to nie są zbyt miłe imiona. Tak nazywa się dzieci tylko po to, aby pokazać jakim są zerem. Wytłumaczyłam to Zgniliźnie. Wtedy chciała ci powiedzieć swoje prawdziwe imię. Przykro mi z powodu jej straty. Była ci bliska prawda? Dużo o tobie mówiła.
- Tak... - Spuścił nieco głowę, wzdychając ciężko. - Bardzo mi jej brakuję. A... A jak się nazywała? - skupił na niej wzrok.
- Jaskółka - miauknęła samotniczka. - To ładniejsze imię od nazwy zgniłego mięsa. Czułeś ten zapach, prawda?
Kiwnął ponownie głową.
- Było przyjemne?
- Nie... Było obrzydliwe. - przypomniał sobie ten zapach i ponownie poczuł mdłości.
- Więc widzisz, że z tym imieniem było coś nie tak.
Rozumiał do czego zmierzała. Chciała mu pokazać, że ojciec ich nie kochał, a ich imiona to żart. Mógł się tego spodziewać. W końcu był psycholem.
- Posłuchaj mnie uważnie. - Kukułka dalej kontynuowała swój wywód. - Czermień pewnie dużo przed tobą zataił, a my nie mamy dużo czasu. Pochodzi z leśnego klanu, tam koty żyją na innych zasadach niż my. - Widząc jak ten chciał coś powiedzieć, zatkała mu pysk ogonem. - Daj mi skończyć. To duża społeczność. Czasami przychodzą do miasta, szukając jakichś roślin. Został wygnany, ponieważ był jaki był. Stanowił dla nich zagrożenie. Rozumiesz pewnie do czego zmierzam?
Z wielkimi oczami słuchał słów kotki. Jego ojciec był z lasu? To dlatego tak usilnie próbował go odganiać od tego miejsca! Czy miał tam rodzinę? Braci i siostry? Jego wujków i ciocie? Może miał babcie? Wbił wzrok w Kukułkę.
- Ja... Dlaczego mi to mówisz?
- Czermień zechce mnie zabić. Zrobiłam coś... złego i go tym wkurzyłam. - miauknęła. - Nie wiem czy przeżyję. Jeżeli tak nie będzie, ucieknij do lasu. Tam nie będzie cię ścigać. Jeżeli umrze on... Nornica zechcę wydać na tobie wyrok. Jest stuknięta, ale w złości jest w stanie zabić.
- To... To zabij oboje. Teraz. Póki nic nie wiedzą - miauknął gorliwie.
Kotka przyjrzała mu się z uwagą.
- Nawet najsilniejszy wojownik nie jest w stanie pokonać zła. Nawet tego, które w nim samym drzemie. - miauknęła.
Co? Co to miało znaczyć? Czy to tyczyło się jego słów? Jego samego? Czy był zły? Samotniczka jednak nic więcej nie powiedziała. Zaczęła się oddalać.
- Zaczekaj! To co teraz?
- Wracaj do domu - Te trzy słowa... Te trzy słowa towarzyszyły mu niczym kubeł zimnej wody, zrzucony na jego głowę, kiedy wracał.
Jego matka... Go nie chciała...
***
Wracając do domu czuł się żałośnie. Cała nadzieja, że Kukułka go zabierze ze sobą wyparowała. Została gorycz i smutek. Wrócił w miejsce, które przez kilka księżyców było jego piekłem. Widział żółte oczy ojca, który czekał na niego z niezadowolonym wyrazem pyska. Wiedział. Wiedział! Zamarł w miejscu, nie mając odwagi podejść bliżej. On wiedział.
- Gdzie byłeś? - zaczął.
Serce przyspieszyło. Zmysły się wyostrzyły. Był ofiarą, a on drapieżnikiem. Czuł to. Pewnie, że czuł.
- Ja... Byłem na polowaniu z Nornicą i Pajęczyną - miauknął.
Machnięcie ogona. Nie wierzył mu.
- To gdzie one są? - dopytywał dalej.
Właśnie! Przełknął ślinę. Tyle było jeśli chodziło o jego grę aktorską. Smród strachu zdradzał, że kłamał. Dodatkowo zapach Kukułki! Zapomniał się go pozbyć!
Cios nadszedł niespodziewanie. Wrzask. Ból. Czuł jakby umierał.
Chciał go zabić?
Zapach krwi. Lepka maź wpadła mu do oka, zasłaniając wszystko na czerwony odcień. Kły. Kły wbite w jego łapę. Ból. Ciężar na swoim ciele.
- Cokolwiek ci powiedziała... Zdradź mnie, a stracisz nie tylko oko, ale i wszystkie łapy! - syknął mu do ucha.
Ciemność powitał z radością. Jak starego przyjaciela. Ból zniknął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz