*po mianowaniu na uczennicę Uszatki*
Młoda szylkretka otwarła pysk w głębokim ziewnięciu. Spała niezbyt długo przez problemy w nocy. Nie przywykła do przebywania na drzewie, choć większość członków Owocowego Lasu już od dawna rezyduje na rozpostartych szeroko gałęziach. Podczas szkolenia u Wschodu, spała na normalnym legowisku, a te przypominały gniazda. Było miękko, ale stare przyzwyczajenia często pojawiały się w przyszłości. Powoli przesunęła wzrokiem koty blisko niej. Była tu Jedynka, kotka, która przyszła na ich tereny szukając jedzenia, jednak jako, że była znajomą Iskry, została przyjęta. Teraz była uczniem, choć za niedługo pewnie zostanie wojowniczką. Po drugiej stronie widziała Daglezję. Córka Szyszki, czyli tym samym jej kuzynka, także przebudzała się ze snu, wstając delikatnie, po czym gdy usłyszała głos mentorki, dosyć szybko zeszła na dół, by potem pójść na trening. Po nią pewnie za niedługo przyjdzie Uszatka. Nigdy raczej nie nawiązały większej znajomości, ale teraz chyba wypadało. Pomiędzy nauczycielem a uczniem powinna iskrzyć jakaś relacja. Nie zawsze była dobra, lecz w jej przypadku raczej będzie pozytywna. Czarno-biała była jednak pałała do innych przyjaźnią, bardzo radośnie nastawiona do świata. Uśmiech często gościł na jej twarzy, a ona cieszyła się, że dostała tak fajną mentorkę. Już z pierwszego rzutu oka była miła, a co dopiero jak pozna. W końcu rozległ się jej głos z dołu.
-nBrzoskwinko! Czas na trening!
Jak kotka się zerwała, to by pewnie się wywaliła i skręciła kark na tej gałęzi. Nie mogła się spóźnić. Najważniejsze było zrobić dobre wrażenie, potem będzie prościej. U niej to było, numer jeden, stawiać się jak najszybciej na wyjścia w las, numer dwa, pojmować wszystko jak tylko mózgownica pozwoli, numer trzy, zaznajomić się z innymi uczniami, numer cztery, dawać powód do dumy nie tylko mamie. Wszystko MUSIAŁO wyjść, co nie? To wszystko miało ręce i nogi, składało się do całości. Na wszystkie szyszki w lesie, jeżeli nie będzie dobrze, to normalnie pójdzie po zioła na sraczkę by przypieczętować swą głupotę.
Już przestając dumać nad sytuacją, pobiegła tak szybko jak tylko mogła do pnia. Trochę bała się zejść, ale było dobrze. Delikatnie schodząc, starała się zrobić to jak najlepiej. Tylko w jednym momencie osunęła jej się noga, lecz nie doprowadziło to do katastrofy. Nie spadła na dół, po prostu była z siebie dumna.
-Co dzisiaj będziemy robić?- zapytała pełna zapału lekko dysząc. Uszatka już chyba miała zaplanowane lekcje. Na te najbliższe dwa.
- Dzisiaj podszkolimy twoją technikę wspinania się na drzewa…
- Po co mi to?- od razu przerwała. O co mogło kotce chodzić?
- Wiesz, pewnie raczej jako uczennica medyka, ta wiedza nie była aż taka ważna…
- Ale?
- Ale czasem się przydaje. Będzie fajnie! Chodźmy!- zawołała kotka po czym ruszyła w stronę wyjścia z obozu. W tym samym momencie Brzoskwinka sobie zdała sprawę, co się dzieje z jej życiem.
***
-Troszkę do góry łapa… Nie, w drugą stronę… Dokładnie… Teraz powoli idź do góry. Bardzo dobrze!- wojownicza instruowała calico, by udało jej się dobrze wejść na dużą jabłoń. Przypominała tą, w której był żłobek, ale była całkowicie inna. Bardziej rozłożysta. Z początku bała się wysokości. Bo gdyby spadła, to miałaby problem. Za zachętą mentorki (która rzeczywiście była bardzo fajną kotką) w końcu spięła się odrobinę… I zaczęły się poprawki. To źle się łapała, to w złym miejscu, rytmie… Zrozumiała dopiero wtedy, gdy słońce powędrowało na drugą stronę nieba, czyli po południu. Teraz było o wiele lepiej. Niczym wiewiórka wdrapywała się na pień.
Weszła powoli na najbliższą gałąź, po czym powoli zeszła na dół. Tak jak jej mówiono, łapa za łapą, a stanie w końcu na suchej ziemi. Gdy tylko dotknęła pazurem trawę na dole, zeskoczyła szybko, porządnie wylizując sierść na barku.
-Dobrze ci idzie! Jest niemalże idealnie. To jeszcze podrasujemy. Teraz może pójdziemy na polowanie?- zaproponowała Uszatka. Brzoskwinka szybko pokiwała głową i poszła w głąb lasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz