— Notylek? Ale śmiesny! Skąd go mas? — Mucha zastrzygła uchem, przypatrując się zdobyczy przytaszczonej jej przez siostrę.
Wciąż miała za złe Ryjówce, że ta ją obudziła, ale ciekawość zdecydowanie wzięła górę. Musiała się dowiedzieć wszystkiego o tym notylku! Stworzonko to było malutkie i swoją budową ani trochę nie przypominało zwierząt, które państwo starsze koty czasem przynosiły do rodzinnej nory, nazywając to jedzeniem. Następnie konsumowali to, tak jak kociaki żywiły się mlekiem, lecz na prośby, czy mogłaby spróbować, Mucha dostawała jedynie w pysk i słyszała, że jest jeszcze "za małym gówniarzem, żeby jeść zwierzynę". Pokręciła łebkiem i przysunęła się bliżej notylka. Miał niezwykle drobny tułów, śmieszne antenki oraz śliczne, barwne skrzydła, nieszczęśliwie zmiażdżone przez siostrę kotki. Mieniły się brązem, czerwienią i całą paletą barw ozdobnych pawich oczek.
— Latal sobie, o tan, przed nolą. — Łapką wskazała wyjście z ich legowiska.
— Sam? Cy widziałaś ich więcej?! Było więcej takich notylków? — W oczach Muchy rozbłysły znajome iskierki ekscytacji i czystej ciekawości.
— Ja widzialan tylko tego jednego
— Oh… ale może gdzieś indziej jest ich więcej! Chodź, posukajmy innych notylków, może występują w różnych rozmiarach i kolorach?! Chcę poznać je wsystkie! Może będą jakieś carne, jak ja, albo takie śmiesne łaciate jak ty!
Koteczka poderwała się z miejsca, energicznie uderzając ogonem o ziemię. Zmęczenie odeszło, teraz jedynym, czego pragnęła, było odnalezienie większej ilości notylków. Te maleńkie stworzonka okropnie jej zaimponowały, natychmiast zapragnęła zbadać je bliżej. Ryjówka chciała zaprotestować, ale siostra zwinnie zatkała jej pysk końcówką kity, uśmiechając się figlarnie. Kotka miała iść z nią i nawet nie było opcji, żeby odmówiła.
— Idziemy razem i już. — Tupnęła łapką. Melodyjka często tak robiła, gdy zależało jej na podkreśleniu istotności swojej wypowiedzi.
— Nie rozkazuj mi. — Ryjówka, która zdołała już wyswobodzić swój pyszczek od czarnego ogona, nie pozostała siostrze dłużna, również podkreślając ton swoich słów za pomocą głuchego, zdecydowanego tąpnięcia o podłoże.
Mucha burknęła z niezadowoleniem, uderzając kitą o pięty. Nie znosiła słów sprzeciwu. Skoro ona chciała iść z drugą kotką, tak musiało się stać niezależnie od woli drugiej jednostki.
— No dalej! Nie chcesz zobacyć więcej notylków?
Na pyszczek Ryjówki na chwilę wtargnęło się widoczne wahanie. W końcu jednak przytaknęła ruchem głowy, chyba skuszona wizją przygody. Druga kotka uśmiechnęła się zwycięsko, widząc, że osiągnęła swój cel. Notylki, uwaga, Mucha i Ryjówka nadchodzą!
Koteczka, machając ochoczo ogonem, natychmiast pognała na zewnątrz, czując, że siostra depcze jej po piętach. Truchło nieszczęsnego robaczka pozostało na podłożu legowiska, zmasakrowane przez kocięce łapki i ząbki oraz pokryte pyłem.
Przez dłuższą chwilę kotka dała się sobie nacieszyć przyjemnym, delikatnym wiatrem przedzierającym się przez sierść. Słonko widniało wysoko na niebie, oświetlając całą okolicę. Oh, jak ona uwielbiała słonko! Było takie majestatyczne, wspaniałe i do tego tak tajemnicze… chciałaby dowiedzieć się o nim więcej, niż tylko to, że daje wszystkim swoje światło w dzień, a nocą oddaje swoje pole manewru księżycowi. Niestety, państwo starsze koty nie raczyły jej bogatymi opowieściami o świecie, więc praktycznie do wszystkiego musiała dochodzić sama. Tak samo jak teraz, w przypadku notylków.
— Hm, cyli on latał sobie gdzieś tutaj, niedaleko?
— Nio tiak
— To rozejrzyjmy się! Musi ich tutaj żyć więcej!
Mucha zaczęła uważnie rozglądać się na boki, następnie przeszła kilka kroków w jedną stronę, w drugą. Obok niej przeleciała bzycząca pszczoła, lecz nigdzie nie było ani śladu poszukiwanych stworzonek. Zmarszczyła nosek z niezadowoleniem, jeszcze raz oglądając się wokół siebie. Oj nie, nie mogła poddać się tak szybko. Rozpoczęła uważne przeszukiwanie krzewów. Niestety, nie dało to żadnych efektów. Zdesperowana kotka posunęła się więc o krok dalej. Zaczęła się czołgać, obserwując każde źdźbło trawy i kwiatek, bez większego skutku.
<Ryjówko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz