Szepczący Wiatr cała drżała rozglądając się nerwowo wokół. Choć wcześniej za wszelką cenę próbowała rozdrapać karton w którym zamknął ją ten chory dwunożny, teraz poczuła, że wolałby już do niego wrócić. Znajdowała się w dużym pomieszczeniu zastawionym wieloma pniami o przedziwnych kształtach, jak i innych przedmiotach których Szepczący Wiatr nigdy dotąd nie widziała. Słychać było dźwięki, tak różne od leśnych dźwięków, takie, których wojowniczka nigdy nie słyszała, a które wcale nie wydawały się jej przyjemne, a straszne w swej tajemniczości, tak jak straszne jest każde nowe i nieznane. W powietrzu unosiło się wiele zapachów, większość ostrych i drażniących jej nos.
Szepczący Wiatr prócz strachu czuła też wstyd. Jak mogła dać się złapać! Nie miała wtedy jednak jak uciec, dwunożny zbliżał się do niej, a gdy ta wskoczyła na płot pies od razu podbiegł z drugiej strony uniemożliwiając jej bezpieczne zeskoczenie. Tak więc znalazła się między młotem a kowadłem, w końcu jednak dwunożny podszedł do niej i chwycił ją w swoje pokryte dziwną, puchatą powłoką, zwaną rękawiczkami, rękami w których zaczepiały się jej pazury. I choć wyrywała się i drapała dookoła jak tylko mogła, ten pokryty był puchatą tarczą, zwaną kurtką. Zaniósł ją przez dziwną, ruchomą ścianę z której uprzednio wyszedł, do środka, gdzie było niebywale gorąco, po czym włożył do kartonowego pudła. I choć zajęło mu to dość dużo czasu, gdyż kotka za nic w świecie nie chciała tam wejść, w końcu zamknął ją tam, a Szepczący Wiatr mogła tylko drapać ściany i skakać, licząc, że to pęknie, a jej uda się uwolnić. Lecz nie udało.
Było w nim ciemno, a światło wpadało tylko z góry, przez niewielką dziurę. W końcu coś podniosło ją wraz z kartonem i zaczęło kołysać i tylko dzięki odgłosom i zmiano temperatury Szepczący Wiatr była w stanie odróżnić, kiedy wyszli znów na zewnątrz. Dwunożny nad nią mruczał jakieś dziwne dźwięki, nie pozwalając kotce nawet na chwilę zapomnieć o jego obecności, a ona mogła jedynie zgadywać co takiego mówi i domyślała się, że zapewne właśnie opowiadał co strasznego jej zrobi, gdy tylko dotrą na miejsce. Wiadomym przecież było co dwunożni robili pieszczochom - karmili je truciznami, zamykali w kartonach takich jak te, nie pozwalali nawet wychodzić na świeże powietrze, aż w końcu zabierali do jakiegoś dziwnego innego dwunożnego, który to wycinał im żywcem wnętrzności.
Kołysanie jednak w końcu ustało, zastąpione po chwili dziwnym drżeniem i warczeniem, które to trwało dłuższą chwilę. Gdy zamilkło, dwunożny znów podniósł karton po czym niósł go przez jakiś czas, aż wreszcie położył na ziemi. Szepczący Wiatr szamotała się dalej i wtedy pudło otworzyło się, a do środka wpadło światło, jednak zupełnie inne od tego słonecznego. Karton przechylił się, zmuszając ją do zsunięcia się na śliską, gładką ziemię.
Jakiś dwunożny przypatrywał się jej z uwagą, na co Szepczący Wiatr syknęła na niego strosząc futro. Ten najwyraźniej się jej przestraszył i powolnym krokiem wielkich łap odszedł do, o zgrozo, drugiego dwunożnego.
Wtem wojowniczka ujrzała kota. Choć wtedy ogarnęły ją też wątpliwości czy to oby na pewno jest kot. Była to czarno-rudo-biała kotka o niezwykle krótkich łapach, tak, że Szepczący Wiatr aż się dziwiła, że nie szura brzuchem po ziemi. Przywodziła jej na myśl Małą Łapę, jednak łapy kotki zdawały się jej być jeszcze krótsze niż jego i przynosiły zdziwienie, że ta w ogóle jest w sanie na nich chodzić. Kotka również ją zauważyła i ruszyła w jej kierunku.
- Jestem Tunia, a ty? - miauknęła siadając na co bura kotka nastroszyła się jeszcze bardziej stając się tym samym dwa razy większa, choć i tak patrzyła na Tunię z góry. Jeden z dwunożnych znów mruknął jakieś słowa, na co drugi mu odpowiedział. - O, moja pani mówi, że od teraz nazywasz się Arsi. Śliczne imię!
- Spadaj, głupi pieszczochu!
Krótkołapa kotka zamrugała oczami, najwyraźniej zdziwiona i zmieszana.
- Przepraszam, uraziłam cię jakoś?...
- I to jak! - syknęła Szepczący Wiatr.
- A... czym? Może spróbuję to jakoś naprawić...
- To powiedz mi jak stąd wyjść!
Pieszczoszka znów zamrugała oczami, jeszcze bardziej zdziwiona i zmieszana.
- Po co chcesz wychodzić? Przecież na zewnątrz jest niezwykle zimno! - miauknęła. - I zobacz jakie masz brudne futerko! Nie chcę cię urazić, ale... trochę śmierdzisz. Moja pani cię umyje i da ci jeść...
W Szepczącym Wietrze zapłonął gniew.
- Nie! Jeszcze te lisie bobki mnie zabiją! Muszę wracać do domu! - warknęła po czym zaczęła się rozpaczliwie rozglądać. Klan na pewno zauważy jej zniknięcie, a Milcząca Gwiazda będzie się martwić. Jak prędko nie wróci to pewnie uznają, że nie żyje, czego kotka za nic nie chciała. No i co Płonący Grzbiet zrobi bez niej? Poczuła jednak wielki ból w sercu, gdyż nie trudno jej było sobie wyobrazić, że akurat on będzie najmniej za nią tęsknił ze wszystkich klanowiczów.
W końcu zauważyła ponad sobą kwadratową dziurę, a w niej drzewa i niebo. Szybko wskoczyła na krzesło po czym odbiła się od niego skacząc na parapet. Skoczyła ku śniegu, już ciesząc się z wolności, lecz nagle uderzyła o jakąś niewidzialną ścianę. Próbowała przejść przez nią jeszcze raz. Nic. Jakieś pole siłowe nie pozwalało jej ruszyć dalej. Zaczęła je więc agresywnie drapać i miauczeć głośno, wtedy jednak odezwała się Tunia, o dziwo, śmiechem, który to jeszcze bardziej zdenerwował Szepczący Wiatr.
- To okno! - miauknęła z rozbawieniem, na co pręgowana kotka spojrzał na nią z góry, wyprężając pierś, pragnąc sprawiać wrażenie dużej i strasznej. Na osty i ciernie! Musi jak najszybciej uwolnić się z tego więzienia i wrócić do domu!
- Jestem Szepczący Wiatr, wojowniczka Klanu Wilka i córka Milczącej Gwiazdy. - warknęła ostro. - Muszę stąd uciec, a ty powiedz mi jak, albo rozszarpię ci gardło!
<Tunia?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Po śmierci Różanej Przełęczy, Sójczy Szczyt wybrała się do Księżycowej Sadzawki wraz z Rumiankowym Zaćmieniem. Towarzyszyć im miała również Margaretkowy Zmierzch, która dołączyła do nich po czasie. Jakie więc było zaskoczenie, gdy ta wróciła niezwykle szybko cała zdyszana, próbując skleić jakieś sensowne zdanie. Z całości można było wywnioskować, że kotka widziała, jak Niknące Widmo zabił Sójczy Szczyt oraz Rumiankowe Zaćmienie. W obozie została przygotowana więc zasadzka na dymnego kocura, który nie spodziewał się dziur w swoim planie. Na Widmie miała zostać wykonana egzekucja, jednak kocur korzystając z sytuacji zdołał zabić stojącą nieopodal Iskrzącą Burzę, chwilę potem samemu ginąc z łap Lwiej Paszczy, Szepczącej Pustki oraz Gradowego Sztormu, z czego pierwszą z wymienionych również nieszczęśliwie dosięgły pazury Widma. Klan Burzy uszczuplił się tego dnia o szóstkę kotów.W Klanie Klifu
Plotki w Klanie Klifu mimo upływu czasu wciąż się rozprzestrzeniają. Srokoszowa Gwiazda stracił zaufanie części swoich wojowników, którzy oskarżają go o zbrodnie przeciwko Klanowi Gwiazdy i bycie powodem rzekomego gniewu przodków. Złość i strach podsycane są przez Judaszowcowy Pocałunek, głoszącego słowo Gwiezdnych, i Czereśniową Gałązkę, która jako pierwsza uznała przywódcę za powód wszystkich spotykających Klan Klifu katastrof. Srokoszowa Gwiazda - być może ze strachu przed dojściem Judaszowca do władzy - zakazał wybierania nowych radnych, skupiając całą władzę w swoich łapach. Dodatkowo w okolicy Złotych Kłosów pojawili się budujący coś Dwunożni, którzy swoimi hałasami odstraszają zwierzynę.W Klanie Nocy
Świat żywych w końcu opuszcza obarczony klątwą Błotnistej Plamy Czapli Taniec. Po księżycach spędzonych w agonii, której nawet najsilniejsze zioła nie były mu w stanie oszczędzić, ginie z łap własnego męża - Wodnikowego Wzgórza, który został przez niego zaatakowany podczas jednego z napadów agresji. Wojownik staje się przygnębiony, jednak nadal wypełnia swoje obowiązki jako członek Klanu Nocy, a także ojciec dla ich maleńkiego synka - Siwka. Kocurek został im podarowany przez rodzącą na granicy samotniczkę, która w zamian za udzieloną jej pomoc, oddała swego pierworodnego w łapy obcych. W opiece nad nim pomaga Mżawka, młodziutka karmicielka, która nie tak dawno wstąpiła w szeregi Klanu Nocy, wraz z dwójką potomków - Ikrą oraz Kijanką. Po tym wydarzeniu, na Srebrną Skórkę odchodzi także starsza Mrówczy Kopiec i medyczka, Strzyżykowy Promyk, której miejsce w lecznicy zajmuje Różana Woń. W międzyczasie, na prośbę Wieczornej Gwiazdy, nowej liderki Klanu Wilka, Srocza Gwiazda udziela im pomocy, wyznaczając nieduży skrawek terenu na ich nowy obóz, w którym mieszkać mogą do czasu, aż z ich lasu nie znikną kłusownicy. Wyprowadzka następuje jednak dopiero po kilku księżycach, podczas których wielu wojowników zdążyło pokręcić nosem na swoich niewdzięcznych sąsiadów.W Klanie Wilka
Po terenach zaczynają w dużych ilościach wałęsać się ludzie, którzy wraz ze swoją sforą, coraz pewniej poruszają się po wilczackich lasach. Dochodzi do ataku psów. Ich pierwszą ofiarą padł Wroni Trans, jednak już wkrótce, do grona zgładzonych przez intruzów wojowników, dołącza także sam Błękitna Gwiazda, który został śmiertelnie postrzelony podczas patrolu, w którym towarzyszyła mu Płonąca Dusza i Gronostajowy Taniec. Po przekazaniu wieści klanowi, w obozie panuje chaos. Wojownikom nie pozostaje dużo możliwości. Zgodnie z tradycją, Wieczorna Mara przyjmuje pozycję liderki i zmienia imię na Wieczorną Gwiazdę. Podczas kolejnych prób ustalenia, jak duży problem stanowią panoszący się kłusownicy, giną jeszcze dwa koty - Koszmarny Omen i Zapomniany Pocałunek. Zapada werdykt ostateczny. Po tym, jak grupa wysłanników powróciła z Klanu Nocy, przekazując wieść, iż Srocza Gwiazda zgodziła się udzielić wilczakom pomocy, cały klan przenosi się do małego lasku niedaleko Kolorowej Łąki, który stanowić ma ich nowy obóz. Następne księżyce spędzają na przydzielonym im skrawku terenu, stale wysyłając patrole, mające sprawdzać sytuację na zajętych przez dwunożnych terenach. W międzyczasie umiera najstarsza członkini Klanu Wilka, a jednocześnie była liderka - Stokrotkowa Polana, która zgodnie ze swą prośbą odprowadzona została w okolice grobu jej córki, Szakalej Gwiazdy. W końcu, jeden z patroli wraca z radosną nowiną - wraz z nastaniem Pory Nagich Drzew, dwunożni wynieśli się, pozostawiający po sobie jedynie zniszczone, zwietrzałe obozowisko. Wieczorna Gwiazda zarządza powrót.W Owocowym Lesie
Po długim oczekiwaniu nowym zastępcą Owocowego Lasu została ogłoszona Sówka. Niestety jest to jedyne pozytywne wydarzenie jakie spotkało społeczność w ostatnim czasie. Jakiś czas po mianowaniu zwiadowczyni stała się rzecz potworna! Cały Owocowy Las obudził się bez śladu głównej medyczki, jej ucznia oraz dwójki rodzeństwa kocura. Zdruzgotana Świergot zgodziła się przejąć rolę medyka, a wybrani stróże – Orzeszek i Puma – są zobowiązani do pomocy jej na tym stanowisku.Daglezjowa Igła w razie spotkania uciekinkerów wydała rozkaz przegonienia ich z terytorium Owocowego Lasu. Nie wie jednak, że szamanka za jej plecami dyskretnie prosi zaufanych wojowników i zwiadowców, aby każdy ewentualny taki przypadek natychmiastowo zgłaszać do niej. Tylko do niej.
Obóz Owocniaków huczy natomiast od coraz bardziej wstrząsających teorii, co takiego mogło stać się z czwórką zaginionych kotów. Niektórzy już wróżą własnej społeczności upadek.
W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz