BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 3 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

08 sierpnia 2022

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Chłodnej Łapy

 Spojrzał na Sosnową Igłę, która wróciła, a u jej boku szedł samotnik. Jakoś nie poruszyła go jego złudna nadzieja. Widział wiele takich pysków. Dotąd dobijał ich Jastrzębia Gwiazda. Teraz on będzie mieć taką okazję.  Zanim w ogóle ruszył się z miejsca, pozwolił sobie popatrzeć na pysk obcego.  Słodki, nieświadomy. Nawet nie wiedział, jakie naprawdę mieli plany wobec niego. Potem jego wzrok przeszedł na syna, jakby w niemej informacji "patrz i się ucz".  Ruszył do przodu i jego pazury ledwo zdążyły się wysunąć, nim białe kły zalśniły i zabiły samotnika, a wraz z nim jego szczęście, a Sosna z tyłu pilnowała, by nie uciekł. Radość zamieniła się w zaskoczenie, a potem na pysku pozostała tylko pustka. Przyjemnie było widzieć taką gwałtowną zmianę emocji. Kota, który dowiedział się, że został brutalnie oszukany. To równie dobrze mogłaby być przestroga dla Chłodu. Powinien się cieszyć, że w ogóle mógł widzieć taki cud na własne oczy.
Krew wylewała się z rany na ziemię. Pysk w szoku, wpatrywał się w niebo pustym wzrokiem. Lider widział, jak jego syn zadrżał. Łzy zaczęły spływać mu po policzkach, a ciało zadrżało. Irga przysunęła Chłodną Łapę bliżej niego. Tak by mógł patrzeć na trupa w całej okazałości. Irga puściła kark jego syna. Wbijał wzrok w nieżywego kota, drżąc coraz bardziej. 
— Przyzwyczai się — zwróciła się Irga do  Omenu. — Pierwszy raz zawsze jest ciężki. 
— Nie wątpię. — odparł spokojnie białoczarny, nie poruszony wybuchem swojego syna. Trącił go lekko. —  Spójrz. Umarł szybko i bezboleśnie. Oddajemy im przysługę, mordując ich. I tak by nic nie osiągnęli. Za to Mroczna Puszcza ofiaruje w zamian kolejne życia. — prychnął.  — Jeszcze trochę i sam będziesz dla nas ich łapać.
— Nie... Nie będę. To... to chore. Potworne... złe. On... był szczęśliwy. Zesłałeś na niego śmierć. I... i w imię czego? — syn skulił się bardziej. — Nic nie usprawiedliwia morderstwa. Nie, nie będę taki jak ty. Nie...nienawidzę cię.
— Jak tak kocha trupa, to niech spędzi z nim noc — prychnęła Sosna. — Szynciej przyzwyczai się do gnijących zwłok. 
Irga posłała jej zniesmaczone spojrzenie.
Omen pokręcił głową, wzdychając cicho.
— Lepiej dać mu czas. Sam w końcu zrozumie. To tylko samotnik. Nikogo nie obchodzi życie samotników — miauknął. — Gdyby od początku wychowywał się w Klanie Wilka, nie miałby takich bzdur w głowie. — parsknął. — Poszukajmy innych ofiar. —  miauknął spokojnie, trochę po to, by zmusić syna do oglądania jeszcze więcej ilości zgonów. Spojrzał na ciało martwego samotnika, które powoli zaczęły oblatywać muchy.
— Zostawicie go tu i pójdziecie dalej mordować?! — zachłysnął się powietrzem. — Nie! Nie ma mowy! — sypnął w oczy Irgi piachem, po czym zerwał się do biegu.
— Poszukajcie innych samotników. Pójdę po niego sam — rozkazał. — na długo nigdzie nie ucieknie, nie ma się gdzie podziać. 
Mówiąc to opuścił kotki i zaczął iść szybko w stronę, po której zniknął jego syn. Z nim były same problemy. Ale miał w dupie co o tym sądził. Będzie dla nich mordować. Musi.
Dostrzegł białe, od razu rzucające się w oczy, łaciate futro. Przyspieszył kroku i skoczył na niego z zaskoczenia, przygwożdżając do ziemi.
Był wściekły. Wściekły jednocześnie na syna, jak i na siebie. Co do cholery robił źle, że on wciąż nie chciał żyć jako część kultu?!
Czując ciężar na ciele, rudzielec zaczął syczeć. Ugryzł kocura w łapę, próbując kopnąć go w brzuch. 
— Zostaw mnie!
Omen prychnął. Odsunął przednią łapę, potrzasając nią z bólu, po czym położył ją na łapie syna. Swoją tylną łapą przygwoździł do ziemi tylną łapę kocura, by nie mógł go kopać. Ta pozycja nie była wygodna z pewnością dla ich oboje, jednak nie mógł pozwolić mu uciec.
— Nie zostawię. — warknął. — Co ty sobie myślałeś, uciekając? Mam w dupie, co o tym myślisz. Będziesz wykonywał moje rozkazy i przynosił mi pod łapy samotników do zamordowania. Czy tego chcesz, czy nie. Spójrz prawdzie w oczy, póki masz szansę. I tak nigdzie się nie podziejesz. Do Klanu Klifu nie wrócisz, nie masz po co, a jako samotnik prędzej jakiś lis cię zeżre. — prychnął.
Słysząc jego słowa młodzik zaniósł się płaczem. 
— Ni-ie chcę... miałe-eś być dobry. — wymiauczał, zalewając się łzami. — Tato... proszę. Ja nie chcę.— błagał go.
Lider miał ochotę prychnąć. Coś takiego jak dobro nawet nie istniało. Nie istniały dobre koty. Dobro to tylko wypaczone przez tchórzów słowo, by usprawiedliwić własną głupotę. Słowo dla tchórzy bojących się podnieść łapę, którzy osłaniają się, że robią to w imię ,,dobra".
Każdy był zły w jakiejś części. Chłód tego najwyraźniej nie pojmował.
Dlatego van miał w dupie jego błagania.
— Nie prosiłem cię o zdanie. — warknął. — Nie bądź beksa. Wracasz tam, przepraszasz je wszystkie za zamieszanie i patrzysz grzecznie jak łapią samotników. — syknął. — Czegokolwiek nie zrobisz, nie odpuszczę ci, więc lepiej się na to przestaw.
— Nie chcę tam wracać! Proszę! Chcę do obozu. Nikomu nie powiem o tym, ale nie chcę brać w tym udziału. Proszę. Weź sobie Łasice nie mnie — błagał go dalej.
— Może powtórzę, bo widocznie nie usłyszałeś. "Nie prosiłem cię o zdanie". — miauknął po raz kolejny. — Nie musisz jeszcze teraz sam brudzić sobie łap, ale masz na to patrzeć. Bez sprzeciwu.
— Nie będę patrzeć. Zamknę oczy. Nie będę widział — miauczał jako obronę przed jego decyzją.
Omen szarpnął nim, mocniej przyciskając łapą obie jego kończyny, by rozkroczyły się nienaturalnie, sprawiając mu ból. — Będziesz patrzeć. Długo i uważnie.
Jego syn krzyknął, czując ból ból w ciele i kończynach. 
— P-puść mnie to... zobaczymy — jęknął.
— Żadne "zobaczymy". Mam dostać zapewnienie. Stuprocentowe. I żadnego uciekania i odwracania wzroku.
— Nie dam rady... Obiecuje nie uciekać — miauknął Chłód. — Puść...
— Tylko spróbuj coś kombinować, a powyginam ci te kończyny, żebyś już nigdy nie ustał na cztery łapy — warknął z wyraźną groźbą w głosie. — wstawaj.
Czemu mimo tylu prób wychowania, Chłód wciąż cofał się w rozwoju?! Myślał, że wybił mu z głowy to całe współczucie.
Kiedy ciężar z niego zszedł, rudy wstał i ze zwieszoną głową wrócił do kotek, które właśnie zabawiały się z jakimś samotnikiem. Trzymały go i czekały na białoczarnego.
— Tak jak mówiłem, daleko nie zaszedł. — miauknął do wojowniczek. — Obserwuj.
Podszedł do samotnika, spoglądając mu w oczy. Przeleciał go wzrokiem, jakby oceniał właśnie jakiś nic nie warty przedmiot. Zamachnął się łapą, zatrzymując się tuż przed jego nosem, by pobawić się jeszcze trochę i wzbudzić w nim panikę, po czym szybko otworzył szczękę i wbił kły w jego gardło, brutalnie je rozrywając. Krew splamiła czarny pysk.
— Twój dzieciak nawet nie spojrzał — prychnęła Sosna.
— Mogłem się tego spodziewać. — parsknął i zbliżył się do niego. — Lubisz kombinować, co? Nie starcza ci wrażeń? Tak czy tak nie unikniesz patrzenia na truposzy. Wielokrotnie w życiu będziesz zmuszony patrzeć na śmierć. Nie uciekniesz od tego. Tak już jest.
Na jego głos, syn skulił uszy, nie podnosząc na niego wzroku.
— Nie będę patrzył. Rób co chcesz — burknął. — Zaraz wrócimy do obozu i tak, bo ci się skończą.
— Znajdźcie jeszcze jednego i będziemy mogli wracać — miauknął i spojrzał na syna. — Rozmawialiśmy sobie o czymś.
Słyszał kroki kotek, które zaczęły wypatrywać kolejnej ofiary, nie spuścił jednak oczu z syna.
— Nie uszkodzisz mi łap. Nie zrobiłbyś tego. A ja nie zamierzam patrzeć. Też mnie nie obchodzi twoje zdanie pod tym względem — miauknął syn.
— Morduję koty bez wahania, jednemu wsadziłem kiedyś piszczkę z kolcami do żołądka, skazując na śmierć pełną cierpienia, więc nie mów mi, że nie byłbym w stanie zrobić ci krzywdy. Jestem twoim ojcem i przywódcą, więc masz obowiązek się mnie słuchać.
— Właśnie dlatego byś tego nie zrobił. Gdybyś mnie połamał, skończyłbym u medyka na kilka księżyców. Czyli nie mógłbym nigdzie z tobą chodzić. — stwierdził młodszy. — A ja Cię nie uznaje za przywódcę... Nie mojego.
— A w dupie mam co ty uznajesz a co nie. Jesteś w Klanie Wilka, więc jestem twoim przywódcą, a nie szanując mnie nie szanujesz kodeksu wojownika, który ustaliły umarlaki, które tak czcisz. — powiedział czarnobiały, mrużąc oczy.
— I nawzajem — prychnął. — Mordując niewinnych łamiesz kodeks bardziej niż ja w tej chwili.
— Ale mnie kodeks nie obchodzi. Ciebie ponoć tak — mruknął. Odwrócił się od niego, gdy Sosna razem z Wiśnią wróciły z kolejnym, ostatnim już samotnikiem. Pozbył się go równie łatwo, co poprzednich - i niezwykle go to cieszyło. Kolejny trup padł na ziemię, podczas gdy pozostałe dwa w tym czasie zaczęły już śmierdzieć.
— Możemy już wracać. Dobrze było znowu zatopić kły w samotnikach. — wymruczał, i skinął głową w kierunku Chłodnego. — Nie doceniasz tego, ale jesteś jednym z nas, niezależnie co będziesz próbował zrobić.

Kiedy wracali, szedł na przedzie, z dala od ich radosnych i chorych miauknięc.
— Powinieneś go przetrzepać. Jesteś za miękki — powiedziała Sosna do lidera. — Aż dziwne, że tak mu ulegasz.
— Już rozerwałem mu ucho i go atakowałem, ale najwyraźniej nie pomaga. — odpowiedział burej. — Następnym razem nie będę tak delikatny.
— Nie znasz się na wychowywaniu dzieci — burknęła Irga. — Powinieneś go zmusić do patrzenia. Najlepiej na nich działa szok. Dotknie, poczuje, posmakuje i umysł mu się przestawi. Nie robiąc nic, będzie się opierał. Bierze mimo wszystko z ciebie przykład. Jesteś równie uparty jak on, stosuje na tobie to samo co ty na nim.
— Dobra rada. Przyda się. — odparł. — Przy kolejnym polowaniu będzie brał w tym udział, bez względu na to, czy będzie tego chciał czy nie. I to wszystko na moich oczach.
Kiedy dotarli do obozu, uczeń szybko udał się do legowiska uczniów. Omen także skierował się do swojego legowiska.

* * *
Z samego rana odwiedził kocura w legowisku uczniów. Wyprosił go na zewnątrz i wtedy otworzył pysk i zaczął mówić.
— Postawię sprawę jasno. Nie zostaniesz wojownikiem bez czynnego udziału w polowaniu na samotników. Sam zaciągniesz mi takiego pod łapy i będziesz uważnie patrzył, jak zabijam. Zasmakujesz jego krwi i mięsa. I zanim zaczniesz się sprzeciwiać, od razu mówię, że to nic nie da. Nieważne jak bardzo będziesz próbować się stawiać, nie zmienię zdania. Byłem dla ciebie już dosyć łaskawy. — syknął.
Nie chciał się już droczyć z synem. Dość zabaw. Powinien dorosnąć i zrozumieć, że świat to nie miejsce dla ciepłych i słabych bub. Że jedynym sposobem na przetrwanie, jest sprawienie, by inni się ciebie bali.
— To nie zostane nim nigdy — miauknął uczeń. — Nie zrobię tego, czego oczekujesz. I jesteś chory, myśląc że zjem kocie mięso.
— To będziesz pasożycił klan i wywalę cię na zbity pysk, żebyś zdechł razem z tymi samotnikami. — powiedział. — Już to mówiłem. Nie zmienię zdania. Zmuszę cię do tego i zrobisz to, czy tego chcesz, czy nie.
Rudzielec odwrócił się do niego tyłem, dając mu ogonem po pysku, wracając do legowiska uczniów. Nie odpowiedział na to nic a nic. 
Lider poszedł jednak za nim. Nie zamierzał mu odpuszczać.
— Idziemy na trening. — powiedział. — Już.
— Trening mordowania? Podziękuję — fuknął Chłodna Łapa. — Już sam mówiłeś za rządów Małej, że jestem gotowy na mianowanie. Niczego mnie już nie nauczysz.
— Nie pytam cię o zdanie, wydaję rozkaz. — rzucił. — wyciągnę cię siłą, jeśli sam nie pójdziesz.
— Teraz się będziesz chełpił swoją pozycją? — prychnął, zawracając i wychodząc z legowiska. — Masz, idę, zadowolony?
Nie odpowiedział, a jedynie poszedł razem z nim. Gdy dotarli tam gdzie zazwyczaj, czarny van nieoczekiwanie przycisnął do drzewa niechętnego ucznia. Cisnął z całej siły, by odebrać mu dopływ powietrza.
— Ze mną nie ma żartów. — warknął. — Nie będziesz się mi stawiać.
Już dość mu ulegał. Te zabawy zaczynały go powoli nudzić.
Chłodna Łapa widocznie nie spodziewał się tego ataku.
—  Puść. Mnie — wydusił.
Nie puszczał. Z chorym obrzydliwym uśmiechem przyciskał go coraz bardziej.
— Boli? — spytał cynicznie, pozwalając by z jego pyska wydobył się cichy charkotliwy śmiech.
Tak. Czuł z tego przyjemność.
Syn go zawiódł.
Zasłużył na ból.
Zasłużył na jego gniew.
Pogrywał sobie z nim, bo myślał, że Mroczna Gwiazda nigdy by go nie zabił. Więc niech się teraz przekona, że nie była to prawda.
Uczeń wydał z pyska jęk.
— Boli! — pisnął. — To nie jest śmieszne! — zakaszlał.
— A mnie to bardzo bawi. — mruknął z satysfakcją i przyciskał go jeszcze mocniej. Jak najdłużej, by zrobiło mu się niedobrze. — Nigdy nie zabijałem żadnego swojego ucznia. — zarechotał, chcąc go nastraszyć.
— Aaagh! — warknął, czując mdłości i ból. — Nie zabijesz mnie! Tak jak mówiłeś... że... złamiesz mi łapy. Nie zrobiłeś... tego. To... tego tym bardziej... zwłaszcza... że... khe... kochasz mnie draniu.
O tak... Kochał go, kochał. Pierworodny syn był dla niego skarbem. Nie odrzucił go mimo winy matki. Wychował, choć mógł porzucić, niczym Klifiacy.
Już widział gdzie popełnił błąd.
Chociaż zamierzał go puścić, to jednak po tych słowach przycisnął go jeszcze mocniej, żeby stracił przytomność.
— Tak. A ty to wykorzystałeś. Tym razem nie popełnię tego błędu. Mówiłem. Ze mną nie ma żartów. — powiedział, wpatrując się chłodnymi niebieskimi oczami w rudego.
Białoczarnego niezwykle radował widok syna, który gorliwie próbował złapać oddech, ale nie mógł. Zaczął się dusić. Odpływać.
Z jego gardła wydobył się charkot, a z oczu pociekły łzy. 
— Tat...o... nie...ghr... nie...
Jego słowa gówno go obchodziły. Cisnął go z wściekłością w drzewo, odsuwając się od niego. Jasne. Śmiał się mu stawiać, ale jak przychodziło co do czego to ryczał jak tchórz.
Uczeń wypluł krew, osuwając się po drzewie. Dyszał, łapiąc oddech jak tonąca na powierzchni ryba. 
—  Zawiodłeś mnie. — miauknął, gdy w końcu mógł odpocząć od przyciskania go z całej siły do drzewa. — Nie jesteś moim synem. Sosna miała rację. Powinienem był cię wydziedziczyć.
 Chłodna Łapa zaczął łapać gwałtowne oddechy, jakby wpadł w panikę. Odszedł, zostawiając go samego.


<Chłód?>

[przyznano 5%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz