Stała tam. Widziała wszystko. Brutalne zęby Byczej Szarży, gdy upuścił jej matkę na oczach całego klanu. Przerażenie i troska bijąca od Świerszczowego Skoku, furia przywódczyni. Jej łapy drżały. Nie mogła na to patrzeć. Nie mogła zrozumieć.
A więc to jej matka? To Króliczy Sus?
Co miała czuć Pyskatka? Radość i dumę, że jej wspaniała mama ośmieliła się przeciwstawić Piaskowej Gwieździe? Zawód, że popełniła karygodny czyn, jakim jest morderstwo?
Miała to gdzieś. Miała gdzieś, czego dopuściła się Króliczy Sus. Była jej matką! Piaskowa Gwiazda nie miała prawa... Nie miała prawa jej dotykać. Złość, jaką czuła, odbiła się w jej zielonych oczach, gdy widziała gorliwą rozpacz matki próbującej zamordować liderkę. Dezorientacja Glinianego Ucha i trójki jej młodszego rodzeństwa. To działo się tak szybko. Tego nie można było zrozumieć.
Dwie kotki siłowały się jak lwice broniące stada. Ciężkie łapy kremowej spoczęły na jej matce, ale ta walczyła jak nigdy, mimo psychicznego zmęczenia. To i tak się stało. Ostre kły wbiły się w kark burej bicolorki, na zawsze odbierając jej ostatni dech.
Ciało z głośnym muśnięciem upadło na ziemię. Czerwona ciecz strumykiem lała się po podłożu. Czarna wstrzymała oddech, gdy strumień krwi dosięgnął jej łap.
Najpierw Zwęglone Futro.
Teraz ona. Króliczy Sus.
Spojrzała się na Gliniane Ucho. Strach w jego oczach, odbijająca się śmierć. Był śmiertelnie przerażony. Jego łapy drżały pod wpływem tego, co musiał widzieć. Ten wiecznie uśmiechnięty, wesoły, wścibski kociaczek, jakiego znała, teraz, bojąc się wziąć oddechu, patrzył na ostatnie chwile życia matki.
Chłodny powiew przebiegł przez jej ciało. Zwęglone Futro na pewno tu był. Patrzył. Czy wybaczy Króliczemu Susowi, że zamordowała jego partnerkę? Czy kochał Miodowy Obłok?
Poczuła napływ furii. Ten sam, znajomy, gdy zginął jej mentor. Pazury jej się wysunęły, a z gardła wydobył cichy warkot. Za zabicie jej matki. Za zaatakowanie jej brata. Za dyskryminację. Za brak zainteresowania śmiercią Zwęglonego Futra. Za wszystko, na zawsze, Piaskowa Gwiazda powinna zapłacić. Oczy Pyskatki znacząco się zamgliły. To wszystko było niesprawiedliwe. Dlaczego?
Widziała to wszystko. Od początku do końca, cały przebieg egzekucji. Borówkowa Mordka u jej boku posłała smutne spojrzenie jej rodzinie.
Króliczego Susa już nie było. Umarła. A Piaskowa Gwiazda? Własnoręcznie ją zamordowała, uśmiechając się z satysfakcją, jak po wygranej bitwie. Nie mogła się cieszyć. W klanie dalej był morderca.
Czy okaże się sojusznikiem? Zabił nierudego kota. Ale może pozbędzie się też rudych. Piaskowa Gwiazda powinna się bać. Pod jej przywództwem Klan Burzy był słaby. Pyskatka warknęła pod nosem. Oby te wszystkie niewinne dusze, które cierpiały przez jej poglądy, nawiedzały ją do końca jej marnego żywotu. Nie zasługiwała na przywództwo. Nie zasługiwała na dziewięć żyć. Nie zasługiwała na to, co udało jej się zyskać.
Frustracja mieszała się ze stresem i gniewem. Córka Świerszczowego Skoku tak bardzo żałowała, że nie mogła wybiec teraz z tłumu kotów, które ją otaczały. Powiedzieć głośne "nie" i na zawsze zakończyć to cierpienie. Ta głupia, okropna, zadufana w sobie liderka powinna zginąć już dawno. Jej przeklęte durne życie nie powinno mieć miejsca. Zbliżyła się za bardzo. Zamordowała Króliczy Sus.
Pyskatka nie mogła dalej patrzeć na te porzucone zwłoki. Niektóre koty zaczęły już odchodzić, jednak ta odwróciła wzrok i spojrzała na Gliniane Ucho.
- Straciliśmy ją - Wyszeptał cicho.
- I dobrze - Warknęła czarna. - Króliczy Sus nie jest głupia. Już na zawsze pozostanie w myślach przeklętej liderki. Nie wierzę, że ta kremowa morderczyni nie zapłaci za to, co zrobiła.
Smutek zawsze ulatywał z niej, gdy zastępował go gniew. Kochała swoją matkę. Może była morderczynią. Może wywołała niemałe obrzydzenie swoimi czynami u Pyskatki. Ale to dalej była mama. To dalej była ta osoba, która walczyła za swoje dzieci za cenę życia. Karmiła piersią, pomagała poznawać świat. Smuciła się i cieszyła razem z nimi. Czasami nawet gniewała.
- Co teraz zrobimy? - Spytał Gliniane Ucho. Zadziorna pewność siebie zniknęła. Był skruszony w rozpaczy.
- A co mamy zrobić? - Odpowiedziała kotka. - Iść dalej. Nie przejmować się. Nie cofniemy czasu, ale możemy sprawić, że Króliczy Sus będzie z nas dumna. Dotarliśmy do tego etapu swojego życia i chcesz teraz się poddać, bo straciliśmy matkę? Nie jesteś durniem ani tchórzem. Króliczy Sus też nie była.
Sama się zdziwiła, gdy usłyszała swój głos. Był pewny siebie. Choć w środku kotka umierała w rozpaczy, na zewnątrz dalej była tą niezachwianą, arogancką kotką, która nie chciała pokazywać po sobie oznak kruchości. Dadzą radę. To wszystko minie. W Klanie Burzy działy się dziwne rzeczy. Zaczął się mord, brutalne kary i podszepty. Jeśli piaskowa idiotka nie opamięta się w swoich czynach, niedługo klan może przeciwstawić się przeciw niej.
Pyskatka spojrzała na swojego przybitego ojca. Niebiański Kwiat powoli lizała go po barku. Króliczy Sus nie zasługiwała na taki koniec, a Świerszczowy Skok nie zasługiwał na taką żałość, jaka go spotkała. Jej młodsze rodzeństwo nie zasługiwało na czasy, którymi zostało obarczone.
Niech tylko Pszczeli Pyłek spróbuje skrzywdzić choć jedno z nich. Kotka wyszczerzyła kły. Będzie wpajać im swoje durne przekonania. Wrzos, Orliczek i Ostrzeń byli zbyt mali, by przeżywać brutalną publiczną egzekucję. Liczyła w duchu na to, że wyrosną na silnych, wielkich wojowników. Zjeżony kark czarnej i odsłonięte z gniewu zęby można było dostrzec na lisią odległość. Króliczy Sus już nigdy nie wypowie ani jednego słowa, ale ona dalej żyła. I mogła przeżyć te okrutne czasy za nią i za Zwęglone Futro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz