Siedziała przerażona niezdolna do ruchu. Pyskatka. Kotka uwięziona w kociarni za karę. Czarne łapy. Tylko to miała Wilcza przed oczami. Tylko one na nią nie krzyczały. Skulona nie rozumiała co się dzieje. Z jakiego powodu ta nadal na niej się wyżywała. Zgięta w kącie do granic możliwości jedynie modliła się do Klanu Gwiazd o koniec tego.
— Słuchaj, nie jestem osobą, która by cię tu zabiła, więc czego ty się boisz, na wszystkich gwiezdnych?
Wilcza Łapa próbowała uspokoić oddech. Myśleć o czymś innym. Zająć się czymkolwiek. Rozpaczliwie zapomnieć o istnieniu. Jeszcze... jeszcze parę uderzeń serca i czuła, że umrze ze stresu. Czuła jak jej serce gnało jak szalone.
— Czego innego mogłam się spodziewać. — prychnęła czarna rozczarowana jej postawą.
Wilcza Łapa wypuściła gwałtownie powietrze, widząc jak czarny ogon powoli się od niej oddala. Nie ośmieliła się spojrzeć gdzie poszła Pyskatka. Liczyło się tylko, że nie mówiła już nic więcej do niej. Skrzywiła się z bólu. Płuca paliły ją. Niemiłosiernie piekły, domagając się powietrza. Wilcza Łapa próbowała wziąć głębszy wdech, lecz zestresowana nie potrafiła. Z jej pyska wydobyło się sapanie.
— Żałosne. — usłyszała gdzieś w głębi kociarni.
— Niech wszyscy wyjdą. Potrzebujemy więcej miejsca. — ogłosił czekoladowy medyk.
Wilcza Łapa spojrzała na swoje łapy. Całym trzęsącym ciałem czuła, że nie da rady posłuchać poleceń medyka. Wrzeszcząca Króliczy Sus była po drodze. Makabryczny widok porodu. Łyse i zakrwawione kocięta. Myśl o tym sprawiała, że telepała się mocniej. Czarna wolała zdechnąć niż zobaczyć to na własne ślipia. Kolejny krzyk rozległ się po żłobku. Wilcza wbiła pazury w ziemie. Tak bardzo chciała stąd zniknąć.
— Żałosne. — usłyszała gdzieś w głębi kociarni.
* * *
*kij dawno temu cn*
Ryk. Krzyk. Skomlenie. Wrzaski. Wilcza Łapa siedziała skulona w kącie kociarni. Króliczy Sus rodziła. Kotka nie wyobrażała sobie czegoś straszniejszego od tego. Metaliczny zapach. Krew. Cierpienie. Nieregularny oddech rodzącej karmicielki. Jeżowa Ścieżka wraz Sierpówkową Łapą kręcili się niespokojnie po kociarni. — Niech wszyscy wyjdą. Potrzebujemy więcej miejsca. — ogłosił czekoladowy medyk.
Wilcza Łapa spojrzała na swoje łapy. Całym trzęsącym ciałem czuła, że nie da rady posłuchać poleceń medyka. Wrzeszcząca Króliczy Sus była po drodze. Makabryczny widok porodu. Łyse i zakrwawione kocięta. Myśl o tym sprawiała, że telepała się mocniej. Czarna wolała zdechnąć niż zobaczyć to na własne ślipia. Kolejny krzyk rozległ się po żłobku. Wilcza wbiła pazury w ziemie. Tak bardzo chciała stąd zniknąć.
— Ogłuchłaś, kupo futra?
Podniosła niepewnie wzrok.
Czarne łapy.
Pyskatka.
— Jeżowa Ścieżka kazał wszystkim wyjść. Nie jesteś wyjątkiem. — powtórzyła, mierząc starszą spojrzeniem.
Podniosła niepewnie wzrok.
Czarne łapy.
Pyskatka.
— Jeżowa Ścieżka kazał wszystkim wyjść. Nie jesteś wyjątkiem. — powtórzyła, mierząc starszą spojrzeniem.
Wilcza skuliła się. Jej koszmar stał się jeszcze gorszy. Schowała pysk pod łapami, czując jak łzy zaczynają wypływać z jej ślip. Tak bardzo chciałaby teraz nie istnieć.
— Jeżowa Ścieżko, co z nią zrobić? Znów bawi się w pępek świata... — burknęła zażenowana zachowaniem niedoszłej karmicielki.
Czekoladowy spojrzał w ich stronę. Wetchnął cicho.
— Wynieś. — miauknął zwięźle, zajmując się ponownie Króliczym Susem.
Wilcza Łapa zadrżała na samą myśl o tym. Pyskatce też się to nie podobało. Poczuła zęby kotki na karku. Nie była delikatna. Wywlekła ją z legowiska i zaczęła ciągnąć w stronę wyjścia z kociarni. Wilcza zacisnęła mocno ślipia. Zbliżały się. Krzyki karmicielki były coraz głośniejsze. Coraz bardziej przerażające. Nie brzmiało to jak cud narodzin. Wrzaski Królika brzmiały jakby coś pożerało ją żywcem. Czarna zasłoniła uszy łapami. Nie mogła tego słuchać.
Świeży podmuch wiatru uderzyło ją w pysk. Krzyki stały się cichsze. Powietrze lżejsze. Wilczą upuszczono na ziemię. Uderzyła o nią głucho. Z zamkniętymi ślipiami leżała na trawie skulona. Nie chciała otwierać oczu. Czuła wszystkie spojrzenia na niej. Pyskatka usiadła niedaleko niej. Nie zdawała się być nią przyjęta.
— Wilcza Łapo! Co się stało? — usłyszała znajomy głos.
Zajęczy Nos. Brat. Nieśmiało uchyliła jedno ślipię. Jego białe łapy stały tuż koło niej. Niepewnie i powoli przysunęła się do niego. Krok za krokiem aż skryła się za sylwetką brata. Poczuła się odrobinę bezpieczniej. Biały jednak nie zamierzał pozostać w jednym miejscu. Wstał i podszedł do Pyskatki. Wilcza obserwowała to z daleka z przerażeniem. Czuła, że to nie skończy się najlepiej.
— Pyskatko, co się stało? Dlaczego ona jest w takim stanie? — głos brata mimo uśmiechu na pysku kocura zdawał się poważniejszy.
— Jeżowa Ścieżko, co z nią zrobić? Znów bawi się w pępek świata... — burknęła zażenowana zachowaniem niedoszłej karmicielki.
Czekoladowy spojrzał w ich stronę. Wetchnął cicho.
— Wynieś. — miauknął zwięźle, zajmując się ponownie Króliczym Susem.
Wilcza Łapa zadrżała na samą myśl o tym. Pyskatce też się to nie podobało. Poczuła zęby kotki na karku. Nie była delikatna. Wywlekła ją z legowiska i zaczęła ciągnąć w stronę wyjścia z kociarni. Wilcza zacisnęła mocno ślipia. Zbliżały się. Krzyki karmicielki były coraz głośniejsze. Coraz bardziej przerażające. Nie brzmiało to jak cud narodzin. Wrzaski Królika brzmiały jakby coś pożerało ją żywcem. Czarna zasłoniła uszy łapami. Nie mogła tego słuchać.
Świeży podmuch wiatru uderzyło ją w pysk. Krzyki stały się cichsze. Powietrze lżejsze. Wilczą upuszczono na ziemię. Uderzyła o nią głucho. Z zamkniętymi ślipiami leżała na trawie skulona. Nie chciała otwierać oczu. Czuła wszystkie spojrzenia na niej. Pyskatka usiadła niedaleko niej. Nie zdawała się być nią przyjęta.
— Wilcza Łapo! Co się stało? — usłyszała znajomy głos.
Zajęczy Nos. Brat. Nieśmiało uchyliła jedno ślipię. Jego białe łapy stały tuż koło niej. Niepewnie i powoli przysunęła się do niego. Krok za krokiem aż skryła się za sylwetką brata. Poczuła się odrobinę bezpieczniej. Biały jednak nie zamierzał pozostać w jednym miejscu. Wstał i podszedł do Pyskatki. Wilcza obserwowała to z daleka z przerażeniem. Czuła, że to nie skończy się najlepiej.
— Pyskatko, co się stało? Dlaczego ona jest w takim stanie? — głos brata mimo uśmiechu na pysku kocura zdawał się poważniejszy.
<Pyskatka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz