Krecik wylądowała na ziemi, przyciśnięta przez łapy brata. Blask uśmiechnął się triumfalnie. Kotka zaczęła się wiercić, żeby mu się wyrwać, jednak uczeń trzymał ją mocno. Wgryzł lekko ząbki w jej łapkę. Orzełek przyglądał się z zaciekawieniem, jak postąpi jego uczennica. Koteczka kopnęła go lekko w brzuch tylnymi łapami. Blask musiał z niej zejść i na nowo rozpoczęli szarpaninę. O ile kotce lepiej szło polowanie, tak jej bratu zdecydowanie bardziej podpasowała walka.
Kostka poruszyła ogonem, czym zwróciła na siebie uwagę Orzełka. Kątem oka przyglądał się wojowniczce, czujnej na każdy ruch młodzików. Byli coraz starsi i chociaż nie tak szybko zostaną wojownikami, robili dostrzegalne postępy i mentorzy mogli być z nich dumni.
— Wystarczy na dzisiaj. — kremowa podniosła się na równe łapy, gdy uczennica Orzełka kolejny raz wylądowała na ziemi. Posłała krótkie spojrzenie swojemu uczniowi.
Rodzeństwo od razu się rozdzieliło i czekało na dalsze instrukcję. Kocur odetchnął cicho, również się podnosząc. Szkolenie Krecik było dla niego prawdziwą przyjemnością i chętnie zostanie jeszcze raz mentorem, gdy młoda koteczka doczeka miana wojowniczki. W tym wszystkim podobała mu się także obecność Kostki. Wspólne treningi były ciekawe i przez ten czas mogli się do siebie bardziej zbliżyć.
— Wracajmy do obozu. — zdecydował spokojnie Orzełek.
Blask ruszył pędem do obozowiska, natomiast Krecik podreptała za nim nieśmiało. Kostka wypuściła ze świstem powietrze, widocznie mając dzisiaj zły dzień. Gdy wojowniczka zaczęła iść za uczniami, coś tknęło Orzełka.
— Kostka? — kotka odwróciła pyszczek w jego kierunku. Jej spojrzenie było chłodne. Drgnął lekko, ale nie zamierzał się wycofać. — Zjemy obiad poza obozem?
Kremowa zmrużyła brązowe ślepia, jakby się nad czymś zastanawiała, ale Orzełek wiedział, że zawsze tak robi, gdy się czymś zainteresowała.
— Możemy. — mruknęła jedynie, odwracając się i ruszając do obozu.
Kocur odetchnął z ulgą, od razu krocząc za kotką. Miał dzisiaj jeszcze jedną sprawę do załatwienia.
Pomyśleć, że kiedyś bałem się drzew.
Orzełek zwinnie wspiął się na Jabłoń. Zatrzymał się na gałęzi, przed wejściem do dziupli jego matki. Chrząknął, żeby zwrócić na siebie uwagę.
— Mamo, mogę wejść?
Szyszka miauknęła na zgodę, więc dymny od razu wszedł do środka. Liderka podniosła się do siadu, owijając ogon wokół łap. Posłała mu czułe spojrzenie, a gdy się zbliżył, polizała go za uchem z matczyną miłością. Orzełek usiadł naprzeciwko niej, uśmiechając się szeroko w odpowiedzi.
— Coś się stało? — spytała czarnulka.
Orzełek zaszurał łapą po drewnianym podłożu.
— Właściwie to tak. Chciałbym cię o coś poprosić. — wziął głęboki wdech. — Mogłabyś zmienić mi imię?
Kotka zastrzygła uszami. W jej żółtych ślepiach widać było zdziwienie. Wojownik był jednak gotowy udzielić odpowiedzi.
— Dlaczego chcesz zmienić imię? Przecież twoje jest śliczne.
— Mam je od kociaka i chyba zgodzisz się, że wojownik Orzełek nie brzmi specjalnie groźnie? — zauważył lekkie rozbawienie w jej żółtych oczach. — Orzeł brzmi dumniej. I zanim odmówisz....
— Zgadzam się. Mogę cię mianować od razu. — miauknęła kotka, wstając z miejsca.
Orzełek wybałuszył zdziwiony oczy. Sądził, że będzie musiał postawić więcej argumentów. Mama zawsze potrafiła go zaskoczyć. Szyszka liznęła go za uchem, więc szybko wtulił się w jej futro i pozwolił otulić ogonem.
— Dziękuję! Jesteś najlepszą mamą na świecie!
Kotka uśmiechnęła się promienniej, a jej uścisk stał się jeszcze bardziej pełny miłości.
— Tak
Kocur nadal czuł te same emocje. Zamknął oczy i wyobraził sobie, że znowu stoi pośród pobratymców, którzy wlepiają w niego zaciekawione spojrzenia. Znowu widział Szyszkę na Wysokiej Gałęzi, kierującą do niego słowa.
— Zatem pragniemy powitać się imieniem Orła. Służ wiernie naszej społeczności i nie pozwól splamić go nieczystością. Niech pozostanie czyste, dumne i dobre jak teraz, gdy zostaje ci nadane.
Dotarli nad strumień. Promienie słońca nie dawały się dzisiaj mocno we znaki, ale warto było zaznać ochłodzenia. Miejsce było spokojne i ciche, takiego potrzebował. Orzeł pochylił się i napił wody.
— Orzeł! Orzeł! Orzeł!
Będzie musiał się przyzwyczaić. Dziwnie po czterdziestu czterech księżycach nazywać się inaczej, nawet jeśli człon pozostał ten sam. Usiadł, zachęcająco spoglądając na Kostkę, która zrobiła to samo. Koty przyciągnęły do siebie wcześniej upolowane wiewiórki i rozpoczęli konsumpcję. Zwierzyna była smaczna i świeża. Orzeł czuł, jak napełnia jego brzuch.
— Dzięki, że zgodziłaś się przyjść. — posłał jej uśmiech. — Czy coś się stało, że dzisiaj nie masz humoru?
— Wydaje ci się. — prychnęła, odwracając pysk, nagle zaciekawiona pobliskim wiśniowym drzewem.
Orzełek dotknął swoim ogonem tego jej. Zauważył jak drgnęła.
— Przecież cię znam. Jesteśmy przyjaciółmi, możesz mi o wszystkim powiedzieć.
— Niektóre rzeczy powinieneś sam zauważyć. — stwierdziła, wstając prędko z miejsca.
Był naprawdę zdziwiony jej zachowaniem. Dymny wojownik od razu się podniósł i ruszył za nią, nie zamierzając zostawić jej w spokoju. Przecież widział doskonale, że coś ją gryzło.
— Kostka?
— Czego? — zatrzymała się, piorunując go wzrokiem.
— Ja... nie chce, żebyś się źle czuła. — miauknął, kładąc uszy na łebku. — Zawsze ci pomogę, nawet jeśli nie chcesz mojej pomocy i będę cię wspierał niezależnie od tego, co się dzieję.
Kotka milczała, wpatrując się w niego intensywnymi brązowymi ślepiami. Przywiodły mu na myśl ziemię. Słońce i ziemia, żółte i brązowe. Pokręcił szybko łebkiem. Dlaczego o tym pomyślał? Wpatrywał się w kremową, czekając na jej słowa. Nie spodziewał się jednak gestu. Kostka przystąpiła o dwa kroki do przodu i zetknęła ich nosy ze sobą. Orzeł przez chwilę nie wiedział, co zrobić, ale na szczęście jakby ktoś na nim czuwał i pchnął do gestu. Kocur zamruczał i złączył ze sobą ich ogony. Słyszał jej oddech i zdawało mu się, że również serce, chociaż może to jego tak szybko zaczęło bić.
Dłuższe uderzenia serca trwali w pocałunku, w ciszy. Dopiero później się odsunęli. Posłał jej szczery i radosny uśmiech. To by wyjaśniało jej zachowanie przez wiele księżyców. Kochała go i dopiero teraz to dostrzegł. Dawniej ta wiadomość by go obrzydziła, obecnie miał ochotę piszczeć ze szczęścia jak kociak. Przecież Orzeł również czuł do niej coś więcej niż przyjaźń.
— Zostańmy tu jeszcze. — zaproponował.
Skinęła głową. Nawet mógł zauważyć u niej delikatny uśmiech. Ładnie wyglądał na jej puchatym pyszczku. Wrócili na poprzednie miejsce i wtulili w swoje futra.
aww
OdpowiedzUsuń