*opowiadanie zwinięte ze względu na mord niżej*
- Kamień.
- Kamień? - zapytał Świerszczowy Skok, spoglądając pytającym spojrzeniem na lubą. - Jesteś pewna?
- Tak - zamruczała Królik miękko, polizawszy córeczkę po główce. - Chciałabym, żeby była nieustraszona. Nieugięta, silna. Moja Kamyczek. - uśmiechnęła się ciepło, patrząc na śpiącą spokojnie czarną kruszynę przy jej brzuchu. Była taka maleńka. Taka bezradna, bezbronna.
- Na pewno wyrośnie na wspaniałą wojowniczkę. Albo medyczkę - Świerszcz polizał Królik za uchem, na co kotka zamruczała głośniej. - A jej brat? Jak go nazwiemy?
- Może… - zaczęła świeżo upieczona karmicielka, próbując wymyślić coś dla ślicznego, niebieskiego kocurka.
- Glina? Wiesz, żeby kształtował swoją przyszłość jak chce - zaproponował Świerszczyk, przyglądając się maluchowi.
- Pasuje mu - miauknęła Króliczy Sus po chwili namysłu, opierając łepek na partnerze.
- Glina i Kamień. Idealne.
Otuliła młode delikatnie ogonem i położyła głowę na mchowym posłaniu. Jej małe skarby. Była tak ciekawa, jak wyrosną. Jak potoczą się ich życia
Nigdy nie pomyślałaby, że kiedykolwiek dołączy do jakiejś dziwnej grupy i znajdzie miłość swojego życia z którym założy rodzinę. Nigdy nie była bardziej szczęśliwsza.
Bura kotka nerwowo wylizywała swoje kocięta, uspokajające bardziej siebie niż śpiące młode. Nie pamiętała już kiedy udało jej się bez nerwów wziąć głębszy oddech czy kiedy jej serce nie reagowało przyspieszeniem na najmniejszy dźwięk.
"Będzie dobrze, zobaczysz" powtarzała sobie słowa Świerszczowego Skoku w głowie.
Nie było dobrze.
Nic nie było dobrze.
Jej oczy zaszkliły się, a kotka zacisnęła zęby, by nie wydać z siebie żałosnego jęku. Zawiodła. Miała jedno zadania i nawet tego nie potrafiła zrobić. Zawiodła własne kocięta, drugi miot, który nigdy nie powinien się urodzić. Tak samo jak swoje starsze potomstwo. Gliniane Ucho i Kamienną Agonię. Jej kochaną Kamyczek. Spojrzała kątem oka na śpiącą córkę. Poświęciła jej za mało czasu. Nie było jej, gdy czarna jej potrzebowała. A teraz nie miała już czasu ani sumienia tego naprawić. Nie śmiała już nawet polizać córki za uchem. Każdego dnia przepraszała ją za to, co zrobiła tamtego ranka.
Nagle usłyszała trzask gałązki, a jej źrenice zwężyły się. Ktoś ją obserwował. Cały czas czuła na sobie czyiś wzrok. Wtedy też ktoś ją widział. Czeka tylko, by ją wydać. Króliczy Sus zwinęła się ciaśniej, otulając maluchy ogonem.
- Oh, patrzcie. Tak mi się wydawało, że słyszałam wrzaski w kociarni rano - wysyczała Miodowy Obłok, wchodząc do żłobka wraz z córką sunącą się blisko za nią. Króliczy Sus momentalnie osłoniła niedawno narodzony miot ogonem, ukrywając go przed wścibskim, oceniającym wzrokiem kremowej pointki. Na jej pysku zaiskrzył złośliwy uśmiech, gdy wypatrzyła w oczach burej strach zmieszany z niepewnością.
- Nie musisz ich chować. Przecież wiem - prychnęła, wywracając oczami. - Piaskowa Gwiazda też wie. Wszyscy wiedzą. Glina i Pyskatka też nie byli rudzi, więc czemu te miałyby być?
- Wyjdź.
- Szczerze mówiąc, kochana, nie powinnaś mieć drugiego miotu. Tylko spójrz na twoją córkę i jak skończyła. Pszczoła by się nimi lepiej zajęła. Znałyby swoje miejsce. Wiesz, może to nienajgorszy pomysł, co, Szczypiorku? - zaśmiała się niebieskooka. Króliczy Sus zacisnęła zęby, jeżąc się. Nigdy nie lubiła Miodowego Obłoku. Z wzajemnością. Już wcześniej nie potrafiły ze sobą wytrzymać w kociarni. Ich pierwszy miot różnił jeden księżyc. Przez te pięć, kiedy czekały na mianowanie powoli wyrastała w nich szczera nienawiść do siebie. Nienawiść ta zbierała teraz swoje plony.
- Wynocha! - wrzasnęła Królik, odsłaniając kły. Miodowy Obłok przesadziła. Znów. Za każdym razem przekraczała jej granice. Kotka skrzywiła się, po czym wyszła, z wyższością unosząc łeb i ogon. Zostawiła za sobą Króliczy Sus, przez której łapy przechodziły co chwilę dreszcze. Bicolor oddychała ciężko, z zaciśniętymi zębami powstrzymując napływające do oczu łzy. W jej głowie odezwał się cichy, spokojny i delikatny głos należący do jednego z członków Klanu Burzy.
“- Zapłaci.”
Podniosła szybko głowę, spoglądając na wyjście ze żłobka. W świetle księżyca zalśniło białe futro kota, który stanął u progu.
- Króliczy Susie…
- Świerszczyk - szepnęła pręgowana dziko, odetchnąwszy z widoczną ulgą. Partner podszedł do niej, a gdy był wystarczająco blisko kotka prędko wtuliła pyszczek w jego sierść. Na moment przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele. Ciepło, na którym nie potrafiła się skupić. Nie zasługiwała na nie. Nie zasługiwała na miłość partnera czy rodziny. - Nie mogę tak dłużej. Nie dam rady - miauknęła po chwili, a po jej policzkach spłynęły łzy. Świerszczowy Skok polizał ją za uchem, próbując uspokoić.
- Spokojnie, jestem tutaj. Jestem - zamruczał szeptem, przykładając pyszczek do czoła ukochanej. Trwał przy niej, gdy go potrzebowała. Chciał jej szczęścia i spokoju. Jednak nic już nie potrafiło jej uspokoić. Króliczy Sus na ten gest tylko zaniosła się płaczem, wtulając się mocniej w jego ciało.
- Nie musisz ich chować. Przecież wiem - prychnęła, wywracając oczami. - Piaskowa Gwiazda też wie. Wszyscy wiedzą. Glina i Pyskatka też nie byli rudzi, więc czemu te miałyby być?
- Wyjdź.
- Szczerze mówiąc, kochana, nie powinnaś mieć drugiego miotu. Tylko spójrz na twoją córkę i jak skończyła. Pszczoła by się nimi lepiej zajęła. Znałyby swoje miejsce. Wiesz, może to nienajgorszy pomysł, co, Szczypiorku? - zaśmiała się niebieskooka. Króliczy Sus zacisnęła zęby, jeżąc się. Nigdy nie lubiła Miodowego Obłoku. Z wzajemnością. Już wcześniej nie potrafiły ze sobą wytrzymać w kociarni. Ich pierwszy miot różnił jeden księżyc. Przez te pięć, kiedy czekały na mianowanie powoli wyrastała w nich szczera nienawiść do siebie. Nienawiść ta zbierała teraz swoje plony.
- Wynocha! - wrzasnęła Królik, odsłaniając kły. Miodowy Obłok przesadziła. Znów. Za każdym razem przekraczała jej granice. Kotka skrzywiła się, po czym wyszła, z wyższością unosząc łeb i ogon. Zostawiła za sobą Króliczy Sus, przez której łapy przechodziły co chwilę dreszcze. Bicolor oddychała ciężko, z zaciśniętymi zębami powstrzymując napływające do oczu łzy. W jej głowie odezwał się cichy, spokojny i delikatny głos należący do jednego z członków Klanu Burzy.
“- Zapłaci.”
Podniosła szybko głowę, spoglądając na wyjście ze żłobka. W świetle księżyca zalśniło białe futro kota, który stanął u progu.
- Króliczy Susie…
- Świerszczyk - szepnęła pręgowana dziko, odetchnąwszy z widoczną ulgą. Partner podszedł do niej, a gdy był wystarczająco blisko kotka prędko wtuliła pyszczek w jego sierść. Na moment przyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele. Ciepło, na którym nie potrafiła się skupić. Nie zasługiwała na nie. Nie zasługiwała na miłość partnera czy rodziny. - Nie mogę tak dłużej. Nie dam rady - miauknęła po chwili, a po jej policzkach spłynęły łzy. Świerszczowy Skok polizał ją za uchem, próbując uspokoić.
- Spokojnie, jestem tutaj. Jestem - zamruczał szeptem, przykładając pyszczek do czoła ukochanej. Trwał przy niej, gdy go potrzebowała. Chciał jej szczęścia i spokoju. Jednak nic już nie potrafiło jej uspokoić. Króliczy Sus na ten gest tylko zaniosła się płaczem, wtulając się mocniej w jego ciało.
Na wysuszoną ziemię pokrytą pożółkłą trawą spadła pojedyncza łza. Słona kropla zsunnęła się po źdźble, by ostatecznie trafić na grunt i pozostawić po sobie jedynie mokry ślad. Pomiędzy krzewami chłodno błysnęły szeroko otwarte zielone ślepia, pokryte łzawą mgiełką. Słyszała bicie własnego serca. Czuła każdy mięsień.
Zasłużyła. Popchnęła ją do szaleństwa.
Gdy wysuwała pazury, z jej oczu spadło jeszcze kilka pereł smutku.
Należało jej się. Przekonał ją o tym. Dzięki jej śmierci Piaskowa Gwiazda na własne oczy zobaczy do czego doprowadzają jej rządy. A ona zazna upragnionego spokoju od Miodowej Obłok. Uciszy ją na wieki.
Spięła mięśnie i skoczyła. W paru susach znalazła się zaraz za Miód, która jedyne co zdążyła zrobić to odwrócić głowę, odsłaniając delikatną część szyi. Kły wbiły się prosto w jej gardło, a łapy oplotły pierś i barki, zostawiając za sobą głębokie rany na skórze. Metaliczny smak po chwili wypełnił jej cały pysk, a ciepła ciecz kapała z pyska. Kremowa zaczęła się szarpać, próbując uciec z jej uścisku. Nie dała jednak rady. Z jej krtani wydobył się głośny charkot gdy ostatnimi siłami wypluwała krew, zataczając się na ziemi. Uniosła głowę na tyle, by swoim spojrzeniem wyryć w pamięci morderczyni obraz, którego ta już nigdy nie zapomni. Ostatecznie upadła, a Króliczy Sus stanęła nad nią, dysząc ciężko. Wpatrywała się w martwe oblicze pointki pustym wzrokiem. Widok przed jej oczami powoli rozmywał się, a krew tętniąca w jej uszach robiła się jedynie głośniejsza i głośniejsza. Z jej gardła wydarł się jedynie jęk, gdy zrozumiała, co zrobiła. Zdusiła w sobie rozpaczliwy wrzask, pędząc do najbliższego strumienia, by zmyć z siebie ślady krwi Miodowego Obłoku.
Otworzyła gwałtownie oczy, unosząc w panice łeb. Obejrzała się po jeszcze skąpanym w śnie żłobku, próbując łapczywie złapać oddech. Było tak cicho. Zbyt cicho.
Parę dni po zabiciu Miodowej Obłok znaleziono dwa ciała oddzielone odstępem paru wschodów słońca. Sierpówkowa Łapa i Szeleszczący Zagajnik. Dreszcz przechodził jej grzbiet za każdym razem gdy myślała o którymś. Nikt nie wiedział, kto ich zabił. Miodowy Obłok była jej jedyną ofiarą, a myśl, że ktoś oprócz niej w Klanie Burzy był zdolny do czegoś takiego przerażała i nawiedzała ją nawet na jawie. Nie dopuszczała do siebie ani kociąt nikogo oprócz tych, których była pewna niewinności. Jej partner, dzieci i właściciel łagodnego głosu, który popchnął ją do pozbycia się znienawidzonej kocicy.
Króliczy Sus wyrwały z zamyśleń ciężkie kroki. Dwa, może trzy koty. Zbliżały się. Futro karmicielki zjeżyło się, a ogon instynktownie powędrował ku 2 księżycowym maluchom śpiącym u jej boku. Z krzewów osłaniających kociarnię wyłoniła się żylasta sylwetka Piaskowej Gwiazdy, a za nią Wiewiórczego Pazura i Byczej Szarży. Liderka nawet nie spojrzała na burą i skierowała się do córki Trzciny. Pszczoła widząc kremową kotkę szybko podniosła się do siadu.
- Pszczeli Pyłku, od dzisiaj ty zajmiesz się opieką nad Ostrzeniem, Wrzosem i Orlikiem. Oczekuję, że przekażesz im wszystko, co powinny wiedzieć - oznajmiła Piasek głosem zimnym jak lód, odwracając się ku Królik. Serce burej karmicielki zamarło, widząc, jak liderka mierzy ją ostrym spojrzeniem w milczeniu. Kotka otworzyła szerzej oczy, a żal i przerażenie rozrywało jej klatkę piersiową. W wyschniętym na wiór gardle uformowała się gula, przez którą kotka nie mogła pisnąć ani słowa. Usłyszała bicie własnego serca które przyniosło za sobą tylko dla niej słyszalny pisk. Zawiesiła nieobecne spojrzenie w ostrych rysach pyska liderki, biorąc krótsze, płytsze wdechy.
- Nie. Nie! Nie możecie mi ich zabrać! - wrzasnęła, wysuwając pazury. Stanęła nad dopiero wybudzającymi się ze snu młodymi, będąc gotowa ich bronić za wszelką cenę. Nie mogli jej odebrać jej miotu. Nie mogli przekazać Pszczole, by wychowywała je na poddanych rudym, bez własnej woli czy prawa głosu. - Piaskowa Gwiazdo, proszę! - posłała przywódczyni błagalne spojrzenie, na co starsza położyła po sobie uszy, obnażając kły.
- Bycza Szarżo, wiesz, co masz robić - fuknęła, wychodząc. Czarno-biały kocur wkroczył powoli do żłobka i z niewzruszonym wyrazem pyska zbliżył się do burej. Kotka zamachnęła się łapą z wysuniętymi pazurami, jednak Byk uniknął jej ataku. Jej ostatniej nadziei na to, że to tylko koszmar. Poddany Piaskowej Gwiazdy chwycił ją za kark i wytargał siłą z kociarni. Bicolor zapierała się, próbując wyrwać z powrotem do swoich młodych, obserwujących z daleka widowisko. Z jej piersi wydarł się wrzask i szloch bezradności. Wiedziała, że już nic nie może zrobić. Chciała wołać o pomoc, jednak nikt jej nie usłyszy. Nikt nie pomoże.
- Zbierzecie się, Klanie Burzy - doniosły głos Piaskowej Gwiazdy niczym grom rozdarł powietrze, nawołując koty by wyszły ze swoich legowisk. Różnokolorowe sylwetki powoli zaczęły się wyłaniać ze swoich leż. Wśród nich dostrzegła Świerszczowy Skok, który zamarł w szoku i niedowierzaniu, podobnie jak Gliniane Ucho. Kamień, która akurat wyszła z Borówkową Mordką również przystanęła, spoglądając na matkę z wyrazem, którego bicolor nie potrafiła odczytać. Jej wzrok ostatecznie spoczął na kimś, komu zaufała. Powiedział jej, że jej pomoże. Że nic się nie wyda. Nikt nie odkryje tego, co zrobiła. Zaufała mu. Wbiła w niego spojrzenie, w którym mieszał się strach, niedowierzanie i rozpacz. Kocur jednak odwrócił wzrok, z pustym wyrazem pyska spoglądając na cętkowaną liderkę.
- Klanie Burzy, znaleźliśmy mordercę! Króliczy Sus zamordowała Miodowy Obłok, Sierpówkową Łapę i Szeleszczący Zagajnik…
- Nie zrobiłam tego! Nie zabiłam Sierpówki ani Szelesta! - załkała głośno. Nie mogła jednak pozwolić na to, by jej rodzina myślała, że już Klan Burzy jest bezpieczny.
- Nie mogła tego zrobić! - odezwał się nagle głos w tłumie. Świerszczowy Skok wystąpił, próbując bronić partnerki. - Gdy zginął Szeleszczący Zagajnik cały czas była w żłobku, pod moją opieką. Tak samo Sierpówkowa Łapa!
- Więc się przyznaje, że zabiła Miodowy Obłok - uciszyła go Piaskowa Gwiazda, wysuwając pazury. Świerszcz spojrzał na nią wyczekująco. Miała powiedzieć, że nie. Miała się bronić.
Nie potrafiła.
- Za swój czyn Króliczy Sus zapłaci najwyższą cenę. Za morderstwo skazuję ją na śmierć.
W tym momencie Bycza Szarża puścił jej skórę na karku i wycofał parę kroków. Królik zachwiała się, jednak ustała na łapach, wciąż w szoku po usłyszeniu wyroku. Chciała się pogodzić z karą. Myślała, że zostało jej więcej czasu.
Mrugnęła. Tyle wystarczyło, by zobaczyć liderkę zbiegającą z miejsca przemówień, prosto na nią. Jej kremowe ciało przecinało powietrze, coraz bardziej zbliżając się do Króliczego Susu. W skoku cętkowana zamachnęła się, a jej pazury błysnęły zgłowrogo w krwawym świetle wschodzącego słońca. Szpony przywódczyni musnęła policzek bicolor, gdy ta w ostatnim momencie zrobiła unik.
To miała być jej ostatnia walka. Na oczach całego klanu. Ukochanego, dzieci, przyjaciół, wrogów. Nie tak wyobrażała sobie własną śmierć.
Nienawidziła walczyć.
Spięła mięśnie i wystrzeliła do przodu w samoobronie. Słyszała zgłuszone wrzaski Świerszczowego Skoku, próbującego dostać się do partnerki. Powstrzymywał go Wiewiórczy Pazur. Widziała zastygłe w niewidocznych dla niej emocjach pyski Klanu Burzy. Wdech za wdechem, na zmianę unikała i próbowała atakować Piaskową Gwiazdę. Skoro miała zginąć, zabierze ze sobą tego potwora jakim stała się kremowa kocica. W końcu mieli ją przestraszyć. W jej oczach zakręciły się łzy, gdy liderka rozerwała jej skórę na barku. Kolejne rany zaczęły spowalniać ją piekącym, przeszywającym bólem.
Zwolniła.
Popełniała coraz więcej błędów.
Poczuła ciężar na grzbiecie i kły wgryzające się w kark.
Mroczki zatańczyły jej przed oczami. Siły zaczęły opuszczać jej ciało, zaczynając od łap. Ciepła, gęsta ciecz spływała po jej kończynach, oblepiała pysk i grzbiet. Jak długo jeszcze wytrzyma? Zamachnęła się, zahaczając pazurami o skórę liderki. Ta jedynie syknęła cicho, zaciskając bardziej szczęki.
Tak wyglądał koniec?
Do jej uszu dotarł wściekły charkot Piasek i rozpaczliwe krzyki Glinianego Ucha i Świerszczowego Skoku.
To miała usłyszeć przed śmiercią?
Nie chciała umierać. Jeszcze nie. Miała powiedzieć Świerszczowi jak bardzo ją uszczęśliwił. Pokazać świat Ostrzeniowi, Wrzosowi i Orliczkowi. Poznać na nowo wyrośniętą już Kamień i Glinę.
Zabrakło jej czasu. Przez coś, co zrobiła.
Ze smutnych, zielonych oczu ostatni raz spłynęły łzy. Poczuła na szyi mocny zacisk. Zabrakło jej powietrza. Serce zwolniło, rany przestawały boleć. Nawet pisk w uszach ustawał.
Kątem oka dostrzegła błysk brązowych ślepi Świerszczowego Skoku. Chciała mu powiedzieć, że go kocha. Za mało mu to mówiła.
sus
OdpowiedzUsuńKróliczy Sus od zawsze była sus
OdpowiedzUsuńTa końcówka ;-;
OdpowiedzUsuńpłaczę
OdpowiedzUsuńBye
OdpowiedzUsuńSzkoda mi się zrobiło Królik :(
OdpowiedzUsuńSame, ona po prostu kochała swoją rodzinę:(
Usuń