Zmierzyła pointa mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Krystalicznie niebieskie ślepia zaczęły swoją obserwację od jego łap, aż po jego uszy. Był idealny, dobrze zbudowany, ale tutaj nie chodziło o wygląd. Oboje byli po praktycznie tych samych przeżyciach, mieli złamane serca i mimo wszystko ciepłe serca. Uśmiechnęła się ciepło na przekór sobie, ale natychmiast schyliła niewielki łebek, aby nie tego nie zobaczył.
- Chciałam jeszcze raz porozmawiać - powiedziała lodowatym tonem głosu, przeszywając go na wylot swoim mocnym spojrzeniem.
Borsuczy Goniec lekko się zjeżył, przełknął ślinę, ale grzecznie usiadł i polizał sierść na karku. Czuła od niego niepokój wymieszany ze strachem. Popatrzył jej prostu w ślepia, nie uginał się pod jej wzrokiem.
- Mam nadzieję, iż już więcej nie spotkasz się z tą samotniczką, inaczej czeka Cię zwolnienia aż do statusu terminatora. - popatrzyła mu prosto w jego oczy, widząc w nich strach - Nie zrozumiałam Twojej wypowiedzi o tym, że nie znalazłeś tutaj bliskości. To nie znaczy, że masz zadowalać się małymi samotniczkami z lasu, Borsuczy Gońco.
Borsuczy Goniec rzucił jej smętne spojrzenie, wybełkotał jakieś niewyraźnie wyjaśnienia. Lecz Milcząca Gwiazda już go nie słuchała, puściła jego słowa mimo uszu.
- Jeśli chodzi o jakąkolwiek bliskość - ponownie zaczęła ten nieprzyjemny dla nich obojga temat - chciałabym Cię nią obdarzyć. Miłość to bardzo skomplikowany temat, szczególnie dla Ciebie. Niewiele jeszcze przeżyłeś.
Wojownik splunął z boku, jakby zdenerwowany. Wyobrażała sobie jaką zbitą masę musi mieć w środku, a emocje i pragnienia pewnie wyładował na tej kotce. Wtedy coś zrozumiała. Nie chciała go stracić, chciała go mieć tylko dla siebie. Pragnęła spędzić z nim resztę życia w tym Klanie, na tej ziemi, a kiedy umrą, zabrać go na Czarną Skórkę. Chciała czuć jego zapach lasu i owoców leśnych, słyszeć jego cichutki i spokojny oddech. Widzieć jego cudowne ślepia odbijające się wśród gwiazd.
- Nie wiem co mam o tym myśleć... - zaczerpnął porządny dech, po czym przemówił dalej, lekko drżącym tonem głosu - ... to bardzo trudne i niezrozumiałe, Milcząca Gwiazdo. Pozwól mi to przemyśleć.
Niebieskawy łebek kotki pochylił się do przodu i do tyłu, co znaczyło oczywiście ''tak''. Point wyszedł, cichutko się pożegnał i zniknął. Milcząca Gwiazda opadła na legowisko z mchu, starając się spokojnie oddychać. Gdy wieczorem go zawoła, ma nadzieję, iż to zrobi. Wyzna mu te jej wszystkie uczucia, miłości, które dusiła sobie od kilku pór roku. Kątem oka zauważyła, że wchodzi do żłobka i otacza go trójka kociąt - Rdzawa, Płomyk i Szepcik. Maluchy skaczą wokół wojownika, Szepcik podgryza mu długie łapy, jej rudawy syn zadaje mu pytania, a Rdzawa ciąga go za ogon. Cóż za urocza gromadka. Chciałaby, aby na prawdę był ich ojcem.
Chciałaby, aby jej dzieci tak myślały.
Zaczęło zmierzchać, gdy przez bluszcze oplatające jej leże wszedł nie kto inny jak Borsuczy Goniec. Wtedy niebieskawa kocica zaczerpnęła powietrza, jak gdyby wchodziła pod wodę. Teraz albo nigdy. Wojownik nie spodziewał się niczego, wszedł, usiadłszy naprzeciwko niej i patrzył się w nią intensywnie. Mierzył ją uważnym spojrzeniem, jakby coś podejrzewał, ale po chwili zaczął lizać łapę. Przyglądała mu się chwilę, a ciemność stała się niczym mgła. Była gęsta, nieprzenikniona, widziała tylko go, jak ciągle się porusza, próbując wyczyścić bark.
- Długo na to czekałam, Borsuczy Gońco. - zaczęła drżącym tonem głosu, cała trzęsąc się z emocji - By Ci to powiedzieć. Jestem tego pewna, moich uczuć co do Ciebie...
Uszy kocura stanęły. Wlepił w kotkę przenikliwie spojrzenie, ze zdenerwowaniem waląc ogonem o ziemię i wzniecając pył. Widziała, jak językiem oblizuje pyszczek, które zapewne mu zasechł. Czuć było od niego niepewność i wahanie, lecz wiedziała także, iż jest ciekawy jej odpowiedzi. Podniosła na niego krystalicznie niebieskie oczy, a jej źrenice się zmniejszyły. Posłała mu olśniewający uśmiech, którego nikomu wcześniej nie dała. Zasługiwał na to. Był wyjątkowy. Jeszcze kilkadziesiąt uderzeń serca mierzyła go wzrokiem. Nie wiedziała, czy ma to mówić, czy jednak zamknąć to uczucie w swoim sercu. Nie chciała ponownie siebie skrzywdzić, nie chciała tego przeżywać. Ta akcja z samotniczką okropnie ją przejęła i zrozumiała, iż jej ukochany wojownik jest nielojalny oraz nie godny zaufania. A mimo to go kochała. Wzięła do płuc masę powietrza, a następnie wypuściła ja szarawym nosem. Była gotowa od ponad kilku księżycy. To ten czas.
- Kocham Cię - wypowiedziała te słowa z taką pasją i mocą, że aż rozbrzmiały w całym leżu.
Borsuczy Goniec wydawał się mocno zmieszany. Zapewne nie wiedział co zrobić, rozejrzał się przez uderzenie serca wokół własnej osi. Jego źrenice na przemian rozszerzały się i zmniejszały, jego klatka piersiowa działała w przyśpieszeniu. Pot wstąpił w okolicach czoła, szyi i barków. Widziała, jak łapczywie połyka powietrze.
- Chciałabym znać twe odczucia co do tego - mruknęła, zwieszając wzrok na swe długie, niebieskawe łapy.
Wojownik popatrzył na nią, wyglądał jakby targały nim różne emocje.
<< Borsuczy Gońco? >>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz