Time skip do teraz
Wszystko ją irytowało. Dosłownie wszystko.
Widziała jak ta zaszczana Jaśminowiec klei się do Lna, jakby miała do tyłka przylepioną całą masę ostropestu. Pewnie właśnie o to chodzi, to jest jej tajemny sekret, jej prawdziwa, niecna twarz... Przecież bez swoich niecnych, niegodnych zagrywek nigdy nie dałaby rady go tak do siebie przekonać. Przecież w niczym nie była lepsza od Miłostki. Ba! Ta głupia kupa sowich wypluwek nawet nie skończyła jeszcze treningu!
Widziała jak ta zaszczana Jaśminowiec klei się do Lna, jakby miała do tyłka przylepioną całą masę ostropestu. Pewnie właśnie o to chodzi, to jest jej tajemny sekret, jej prawdziwa, niecna twarz... Przecież bez swoich niecnych, niegodnych zagrywek nigdy nie dałaby rady go tak do siebie przekonać. Przecież w niczym nie była lepsza od Miłostki. Ba! Ta głupia kupa sowich wypluwek nawet nie skończyła jeszcze treningu!
"Do tego capiło od niej na cały las. Na osty i ciernie, ten smród był nie do wytrzymania! Współczuję wszystkim uczniom w ich legowiskach, że muszą z nią dzielić jedno drzewo. Wydaję mi się nawet, że widziałam, jak zatykali sobie mchem dziurki w nosie." — Wcale im się nie dziwiła. Czego można było się spodziewać po kimś, kto został wypchnięty na świat przez łysą kotodżdżownice? Nie ma się co dziwić, że jest taka parszywa i dwulicowa. Miłostka wychowała się w otoczeniu pięknych, miłych kotów; sama jest przecież piękna i miła... a nawet jeśli Jaśminowiec nie jest bezwłosa, a sam jej pyszczek wydaję się być czymś niespotykanym w jej rodzinie, tak nie mogła nic zrobić ze swoim paskudnym, brzydkim wnętrzem; ono jest pozbawione dobra, tak jak jej matka pozbawiona jest futra i uśmiechu na pysku. Wiedziała, że stara Cierń była mentorką i przyjaciółką jej ojca; nie miała pojęcia, jakim cudem jej radosny i przygłupi tato może spędzać czas z tym gburowatym robalem... Pewnie to ona i jej zlepione żywicą futro sprawiło, że za Jaśminowiec ciągnie się ten charakterystyczny swąd... Albo przez jej równie brzydkiego brata; ale on przynajmniej skończył swój trening. Nawet jeśli był stróżem; lepsze to niż przylepienie się do uczniowskiego mchu...
"Gdybym to ja musiała dzielić z nią nie tylko klan, ale i jedną gałąź, dawno straciłaby węch i wszystkie nerwy. Nie dziwie się Dereńce, że sobie z nią nie radzi. Ciężko pewnie wstrzymywać oddech na tak długo, aby cokolwiek jej pokazać, czegokolwiek nauczyć."
Miała wrażenie, że wszystkim układa się znacznie lepiej. Kruszynka została medyczką. Nie mogła się już nad nią tak bezkarnie pastwić, bo jeszcze jej dorzuci czegoś do ziół, kiedy przyjdzie do niej z katarem lub innym głupim uszczerbkiem; nie żeby szczególnie wierzyła, że siostra była do tego zdolna, ale nigdy nie wiesz... Jaśminowiec też była jej przyjaciółka, a ostatecznie okazała się bezduszną, robaczywą kłodą z lisim sercem. Len również przecież ją zdradził. Jej najbliższy przyjaciel...
Ba! Nawet ta zezowata przybłęda, którą pewnego dnia przytargał jej ojciec, a parę dni później już nazywał swoją małą Purchaweczką... nawet ona została czymś więcej niż zwykłym stróżem. Stara Świergot była... bardzo stara. Wszyscy wyczekiwali dnia, w którym ktoś wejdzie do jej legowiska i zastanie jest wątłe, obwisłe ciało bez życia. A wtedy... A wtedy któraś z jej sióstr zostanie szamanką... A kim będzie Miłostka?
Ba! Nawet ta zezowata przybłęda, którą pewnego dnia przytargał jej ojciec, a parę dni później już nazywał swoją małą Purchaweczką... nawet ona została czymś więcej niż zwykłym stróżem. Stara Świergot była... bardzo stara. Wszyscy wyczekiwali dnia, w którym ktoś wejdzie do jej legowiska i zastanie jest wątłe, obwisłe ciało bez życia. A wtedy... A wtedy któraś z jej sióstr zostanie szamanką... A kim będzie Miłostka?
Oczywiście, teoretycznie mogłaby starać się, pracować wytrwale, aby kiedyś zająć miejsce bardzo posiwiałej Gruszki, lub może Pieczarki, ale nie chciała czekać, nie chciała wylewać siódmych potów, aby potem jakiś inny kot zabrał jej tę okazję sprzed nosa? Nie miała na to cierpliwości. Nie poradziłaby sobie z ciężarem upokorzenia, którego mogłaby doświadczyć w przypadku porażki.
Przynajmniej zawsze miała swojego żałosnego brata. Sekrecik nie wysilał się niepotrzebnie, nie próbował zbyt mocno, nigdy nie potrzebował niczego nikomu udowadniać. Robił to co musiał, polował, ile mu kazano, pomagał tyle, byle nikt nie miał do niego problemu. No i nie wyglądał, aby miał jakieś większe ambicje. Płowy zwyczajnie... był. Ale nie wyglądał na zadowolonego. Miłostka musiała przyznać, że od kiedy ona przestała zadawać się z Lnem, to brat również wydawał się mniej zabawowy i energiczny. Ich ostatnie księżyce znajomości były bardzo... towarzyskie; miała nawet wrażenie, że Len i Sekrecik odnaleźli wspólny język. Ale nawet to musiała zepsuć Jaśminowiec. Wszystko zepsuła... Wszystko, czego tylko dotknęła. Wszędzie, gdzie tylko się znalazła.
Przynajmniej zawsze miała swojego żałosnego brata. Sekrecik nie wysilał się niepotrzebnie, nie próbował zbyt mocno, nigdy nie potrzebował niczego nikomu udowadniać. Robił to co musiał, polował, ile mu kazano, pomagał tyle, byle nikt nie miał do niego problemu. No i nie wyglądał, aby miał jakieś większe ambicje. Płowy zwyczajnie... był. Ale nie wyglądał na zadowolonego. Miłostka musiała przyznać, że od kiedy ona przestała zadawać się z Lnem, to brat również wydawał się mniej zabawowy i energiczny. Ich ostatnie księżyce znajomości były bardzo... towarzyskie; miała nawet wrażenie, że Len i Sekrecik odnaleźli wspólny język. Ale nawet to musiała zepsuć Jaśminowiec. Wszystko zepsuła... Wszystko, czego tylko dotknęła. Wszędzie, gdzie tylko się znalazła.
Zwiadowczyni siedziała w kącie. Wróciła z treningu z Guziczkiem. Nie prosiła się o ucznia. Nie chciała go. Nigdy nawet nie wspomniała nikomu na patrolu, że wrze w niej potrzeba przekazywania wiedzy. Była zła. Jeszcze bardziej zła niż zwykle. Nie potrzebowała dzieciaka Kajzerki, żeby łaziło za nią i zadawało głupie pytania. Nie czuła się gotowa, nikt jej nie uprzedził. Sam terminator nie był zły. Guziczek nie był najgorszy, nie był leniwy, niezainteresowany czy nieśmiały (a to by był już trzynasty powód dla Miłostki), ale... wolałaby, żeby po prostu go nie było. Miała inne rzeczy na głowie, z którymi ledwo sobie radziła, które ledwo udawało jej się w jakikolwiek sposób ukrywać przed łagodnymi oczyma matki, której nie chciała niczym niepotrzebnym dodatkowo zamartwiać. A teraz ma na ogonie dzieciaka. I nie miała jak się go pozbyć.
— Wyglądasz jak smętne bajoro — odezwał się Sekrecik, który właśnie powrócił z patrolu łowieckiego i pozwolił sobie zabrać ze stosu zwierzyny ładną nornicę. Miłostka zmrużył oczy i powoli odwróciła pysk w jego stronę.
— Czuję się gorzej. Bardziej jak zaszczane mrowisko albo zgniła mogiła — burknęła, trzymając kontakt wzrokowy.
— Nieźle. Dalej myślisz o Lnie? — zapytał, a kiedy nie otrzymał odpowiedzi słownej, jedynie dostrzegł jak szczęka pointki zaciska się mocniej, westchnął — Wiesz... Nie mów, że ja ci nie mówiłem, jaki on jest. Nie zachowuj się, jakby wszyscy inni cię nie ostrzegali.
— Ojciec nie miał nic przeciwko. Mama też.
— To znaczy, że ja jestem zwyczajnie najmądrzejszy z naszej rodziny. — Przełknął głośno. Miłostka parsknęła sucho i wbiła mocniej pazury do ziemi. W końcu łapy zaczęły jej drżeć.
— Może i tak... — Sekrecik kaszlnął, słysząc, że siostra przyznała mu rację w czymś takim. Na szczęście nie zadławił się norniczym futrem. — Ale nie ważne co... ja byłam największą kretynką. Ta parszywa Jaśminowiec, ten zgniły Len... To wszystko... Jestem głupia, taka głupia, Sekreciku! I wszyscy tutaj to wiedzą. Nawet ta niepełnosprawna, czarna przybłęda zaszła dalej ode mnie. Nawet Kruszynka... — Uderzyła się łapą w czoło i dalej zagryzając mocno zęby, zaczepiła pazury o dłuższe futro na czole, coraz mocniej wbijając w nie pazury. Dźwięk, połączenie warkotu i szlochu, wydarło się spomiędzy zaciśniętych kłów.
— Ojciec nie miał nic przeciwko. Mama też.
— To znaczy, że ja jestem zwyczajnie najmądrzejszy z naszej rodziny. — Przełknął głośno. Miłostka parsknęła sucho i wbiła mocniej pazury do ziemi. W końcu łapy zaczęły jej drżeć.
— Może i tak... — Sekrecik kaszlnął, słysząc, że siostra przyznała mu rację w czymś takim. Na szczęście nie zadławił się norniczym futrem. — Ale nie ważne co... ja byłam największą kretynką. Ta parszywa Jaśminowiec, ten zgniły Len... To wszystko... Jestem głupia, taka głupia, Sekreciku! I wszyscy tutaj to wiedzą. Nawet ta niepełnosprawna, czarna przybłęda zaszła dalej ode mnie. Nawet Kruszynka... — Uderzyła się łapą w czoło i dalej zagryzając mocno zęby, zaczepiła pazury o dłuższe futro na czole, coraz mocniej wbijając w nie pazury. Dźwięk, połączenie warkotu i szlochu, wydarło się spomiędzy zaciśniętych kłów.
<bratek?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz