Słońce połyskiwało złotem na horyzoncie, barwiąc niebo odcieniami różu i pomarańczy, gdy Borówkowa Słodycz przystanęła na brzegu, skąd rozciągał się widok na pobliską wyspę. Delikatna mgiełka unosiła się nad wodą, a tafla jeziora drżała od cichych podmuchów wiatru. W oddali majaczyły zarysy drzew, krzewów i nisko przyciętych pnączy, które okalały wyspę niczym misternie utkany dywan.
Borówkowa Słodycz wciągnęła głęboko powietrze. Owiał ją słodki, niemal miodowy zapach ziół i kwiatów – aromat, który wydawał się żywym tchnieniem samej natury.
— Och, ten zapach jest tak uroczy! — miauknęła z zachwytem, gdy tylko dostrzegła sylwetkę Pierzastej Kołysanki, kotki o srebrzystym futrze, którego połysk przypominał odbicie księżyca w nocnym strumyku.
Ogrodniczka stała nad grządką i z czułością poprawiała ułożenie liści na młodym krzewie dzikiej róży.
— Przyszłam, by pomóc w sadzeniu roślinek przy źródełku — dodała pospiesznie, podchodząc bliżej.
— Oczywiście — odpowiedziała Pierzasta Kołysanka cicho, skinąwszy głową z uznaniem. Jej głos brzmiał łagodnie jak liście szeleszczące w porannym wietrze. Odwróciła się, po czym ruszyła w stronę składowiska sadzonek, gdzie w schludnych rzędach czekały młode rośliny, ułożone starannie na świeżym mchu.
— Chciałabym, abyś wzięła ze sobą Szepczącą Łapę. Jego szkolenie dopiero się zaczęło, lecz myślę, że sobie poradzi.
W tej samej chwili Borówkowa Słodycz poczuła na sobie niepewne spojrzenie. Odwróciła się powoli i ujrzała młodego kocura stojącego nieopodal – jego futerko było jeszcze dziecięco miękkie, a oczy lśniły ciekawością pomieszaną z lekkim lękiem. Poruszył się niespokojnie, jakby nie był pewien, czy powinien podejść, czy może się wycofać.
— Dzień dobry — miauknął w końcu nieśmiało, nieco przytłumionym głosem.
Borówkowa Słodycz zmrużyła oczy, próbując odczytać uczucia ukryte za jego słowami. Czy to była ekscytacja na myśl o pierwszym zadaniu, czy raczej niepokój przed tym, by czegoś nie zepsuć? Jego uszy były lekko przyklapnięte, a końcówka ogona drżała nerwowo – znak, że młody ogrodnik nie czuł się jeszcze pewnie na łapkach.
Szepcząca Łapa prędko zerknął w stronę Pierzastej Kołysanki, jakby spodziewał się nagany lub przynajmniej wyjaśnienia, czemu wysłano go z zadaniem bez wcześniejszego przygotowania. Może liczył na słowa otuchy… a może na to, że zostanie od razu odesłany z powrotem.
Srebrzysta kotka tylko machnęła ogonem z wyrozumiałą swobodą, a w jej oczach błysnęło ciepło.
— Weź sadzonkę czy dwie i leć! — miauknęła przyjaźnie.
Na moment zawiesiła spojrzenie na uczniu, a potem cicho zachichotała, zerkając kątem oka na Borówkową Słodycz.
— Nie martw się, prędzej czy później czeka cię prawdziwa lekcja. Na razie ciesz się, że spadło na ciebie coś prostego.
Szepcząca Łapa otworzył pyszczek, jakby chciał coś odpowiedzieć, ale zaraz go zamknął, najwyraźniej uznając, że nie ma sensu się sprzeczać. Przesunął łapą po mchowym posłaniu, wybrał ostrożnie dwie młode sadzonki o jasnozielonych liściach i podniósł je ostrożnie w zębach. Wciąż niepewny, spojrzał na Borówkową Słodycz – jakby szukał w niej oparcia.
Ta uśmiechnęła się do niego delikatnie, po czym skinęła łbem, zachęcając go, by ruszył za nią w stronę wyjścia.
***
— To tutaj — mruknęła Borówkowa Słodycz, podchodząc bliżej i wskazując miejsce łapą. — Ziemia jest wilgotna, rośliny dobrze się tu przyjmą. Widzisz ten jasny mech? W nim często gromadzi się rosa, a to dobry znak.
Szepcząca Łapa ostrożnie położył sadzonki na miękkim mchu i zaczął grzebać w ziemi przednimi łapkami, starając się wykopać dołek odpowiedniej głębokości. Z początku szło mu to niezdarnie – ziemia osypywała się z powrotem, a korzonki chwastów plątały się między palcami.
— Nie śpiesz się — poradziła spokojnie Borówkowa Słodycz, przykucając obok. — Rozluźnij łapy. Spójrz… nie drap ziemi z góry, tylko wsuń łapkę pod spód i delikatnie unieś. Wtedy się nie osypuje.
Szepcząca Łapa skinął głową i spróbował ponownie, tym razem z większą uwagą. Tym razem dołek wyglądał na dużo bardziej porządny, sam uczeń z pewnością również to zauważył, gdyż na jego pyszczku rysował się delikatny uśmieszek.
— O, lepiej — pochwaliła go cicho, po czym sama chwyciła jedną z roślinek i ostrożnie wsunęła ją do wykopanego dołka. Przysypała ją ziemią, a potem lekko docisnęła łapą.
— Chcesz spróbować?
Szepcząca Łapa nachylił się i podjął swoją sadzonkę. Przez moment jego ogon lekko drgał z napięcia, ale gdy udało mu się osadzić ją w ziemi i zasypać bez szkody dla delikatnych korzeni, spojrzał na nią z cichą dumą.
— Udało się — mruknął.
— Zdecydowanie — odpowiedziała Borówkowa Słodycz z uśmiechem. — Roślinka wygląda, jakby już czuła się tu jak w domu.
Event w KN: Zasadzenie wraz z ogrodnikami roślin wokół źródełka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz