Pora nagich drzew nadeszła. Bylica od dawna nie doświadczyła tak mroźnej pory nagich drzew. Śnieg był wszędzie. Było również dużo brei, tam, gdzie dwunogi chodziły, bo nanosiły brud i błoto. Ugh. No po prostu pysznie. W mieście nie było za dużo zwierzyny, poza ptakami. Myszy były w domach dwunożnych co najwyżej, ale przecież do nich wejść nie mogła. Do tego wiedziała, iż Gang Ości tam gdzieś jest. Czy szukają zemsty? Nie wiedziała, ona by jednak na ich miejscu szukała. Póki byli dobrze odżywieni i zima jeszcze im nie dała tak w kość, mogli ich zaatakować. Problem był taki, iż Krokus wylądowała w kociarni. A była chyba najsilniejsza ze wszystkich jej dzieci. Nie mogła narażać jej, była w ciąży z jej wnukami, to było niebezpieczne zarówno dla burej, jak i kociąt, które pod sercem nosiła. Błotniste Ziele nie umiała za dobrze walczyć. Skaza i Wypłosz byli młodzi, nie mieli jeszcze odpowiedniego treningu...
Czyli zostało ich czterech.
Postanowiła więc, iż zamiast czekać, jak tylko zobaczą jakiegokolwiek kota, od razu zaatakują. W końcu członkowie Gangu Ości nie chodzili pewnie cały czas razem. Rozprawią się z kotem szybko, a potem ukryją na skraju ich terytorium lub poza nim, czekając na kolejną ofiarę.
No i wyruszyli. Prószył śnieg. Ale nie za mocno. Chodź w następnych dniach pewnie zamieni się w śnieżycę, ale póki było spokojnie, musieli korzystać. Przyczaili się na terytorium wroga, czekając na ofiarę.
Teraz tylko srebrna czekała, aż któryś z gangsterów wyczuje zapach i podejdzie. Po krótkim czasie jednemu z kocurów udało się wyłapać zapach krwi. Podszedł szybkim krokiem w tamtą stronę, a widząc ptaka z uśmiechem chwycił go w pysk. To był ten moment. Staruszka chwyciła kota szybko za gardło, po czym przyciągnęła go do siebie. Zaciskając szczęki na jego krtani i kładąc łapę na jego pysku, starała się go jednocześnie unieruchomić, a to wszystko by zminimalizować wydawane przez ofiarę dźwięki. Po chwili zacisnęła jeszcze mocniej szczęki na jego gardle.
Zaskoczony kot, na złość wyrwał jej się, kopiąc mocno błękitną w brzuch, nabierając oddech, by powiadomić kumpli. W odpowiedzi na to rzuciła się na niego, by znów go przytrzymać i zatkać mu pysk. Obróciła go tak, by jego morda była cały zatopiona w śniegu, po czym zaczęła napierać przednimi łapami na jego kark, próbując go złamać. Buras nie mógł wydać z siebie dźwięku, jednak nie zamierzał się poddawać, bo kopnął tylną łapą w łapę srebrnej, powodując że kotka upadła na jego ciało. Od razu się przeturlał, zwalając ją z siebie i znów biorąc oddech do krzyku. Rzesz! Nie mogła mu na to pozwolić! Szybko wskoczyła na niego ponownie. Przybiła jego gardło łapami do ziemi, tak, iż głowa odchyliła się mocno, ale on mógł co najwyżej charczeć. Napierała na jego ciało, żeby się znowu jej nie wyrwał. Do trzech razy sztuka, może uda jej się go nareszcie dobić. A jeśli nie...to mogą źle skończyć. Już po chwili kot leżał pod nią martwy. Po chwili usłyszała jak kumple czuje się rozglądając, wołają martwego gangstera. Wepchnęła ciało ostrożnie do jakiegoś kartonu. Przemknęła, szukając jakiejś nowej kryjówki, bo krew pewnie zaraz ich zwabi. Schowała się pod jakimiś schodkami kamienicy.
Chciała poczekać, aż przyjdą. Teraz po jej stronie w tej walce było dwa razy więcej kotów, niż ich.
Zwabi ich do ciała zapach, potem naskoczą na nich z dziećmi i ich dobiją. Idioci jednak nie wyczułi zapachu krwi, dalej szukając kumpla. Kiedy milczenie się przedłużało a ona dalej słyszała wołania reszty gangsterów, wróciła do kartonu. Wyciągnęła ciało. Zapach lepiej się rozejdzie albo oni dostrzegą jego łapę wystającą spośród śmieci i przyjdą mu na pomoc. Potem wróciła pod schody. No ale ci dalej nie zauważyli tych łap, bo szukali w innym miejscu. Ughhhh, no czemu jak potrzebowała, żeby mieli coś w mózgach, akurat stali się tępi? Wściekła na to że dalej się nie skapnęli, gdzie jest truchło, chwyciła kamień w pysk po czym rzuciła go prosto na kubeł stojący obok kartonu, powodując cholernie głośny hałas. To to już usłyszeć musieli. Odwróciły się w tamtą stronę na głośny dźwięk. I nareszcie zauważyli łapę. Podeszli, jeżąc sierść, gdy do ich nosa dotarła krew. Czekała, co zrobią dalej. Dała znak dzieciom, by były gotowe do ataku. Zbliżyli się do ciała, a widząc iż jest to ich martwy kumel, zaczęli się rozglądać po otoczeniu i wycofywać. Wtedy to właśnie Dała sygnał ogonem. Jak na zawołanie Fiołek, Deszcz i Skowronek otoczyli gangsterów, a ona wyszła ze swojej kryjówki, przyglądając się dwóm obcym kotom. Ci zbili się w ciasną kupę, rozglądając się i sycząc na koty, widząc że ich otoczyli.
- Znowu wy!
- Tak. My. To kto ginie pierwszy? – spytała srebrna.
- D-dogadajmy się! - miauknął jeden z nich, tuląc się do kumpla.
Kiedy na niego patrzyła, z jakiegoś powodu coś ją brało na litość, że aż zaczęła się zastanawiać, czy ich zabijać, czy nie, a jej spojrzenie nieco złagodniało. Byli przerażeni, tulili się do siebie nawzajem. Ona nie miała do nich personalnej nienawiści, więc zabicie ich teraz jakoś tak jej nie leżało. Cholera, chyba na starość zrobiła się troszkę za łagodna. Ci czekali przerażeni na jej odpowiedź. Cisza jej aż dźwięczała w uszach.
- Kurwa, powinnam was zabić, czemu teraz się do cholery waham? - zapytała samą siebie, trzepiąc ogonem, a na pyskach jej dzieci pojawiło się ostre zdziwienie, bo Bylica nawet w furii używała zwykle określeń takich jak pchlarz czy wronia strawa. Gangsterzy skulili się bardziej.
- Dajcie nam odejść. Prosimy. Nikomu nie powiemy o was.
Skowronek spojrzała na matkę.
- No nie wiem...mamo, to chyba nie jest dobry pomysł żeby ich zostawić przy życiu...
Jak widać nawet jej córka uważała, że to był zły pomysł. Jednak wciąż, widząc ich przerażonych, jakoś tak miękła. Patrzyli na nich ze strachem, jak zwierzyna złapana w potrzask. Znała to uczucie. Bezsilności i strachu, kiedy Nocne Pióro umarła. Kiedy jej dzieci zostały porwane przez Klan Nocy, a ona leżała wycieńczona po walce po drugiej stronie rzeki. W końcu postanowiła, iż raz kozie śmierć. Może się później to jej opłaci, może będą mieli coś ciekawego do powiedzenia?
- Dobra. Bierzemy ich. - dała sygnał, by dzieci chwyciły kocury za kark. Te posłusznie chwyciły gangsterów, po czym zaczęły ciągnąć ich w stronę swojego terytorium. Dwójka więźniów dalej była spięta, bali się. I dobrze, bo Bylica byłaby gotowa ich zabić, tak jak ich kolegę. Kiedy tylko dotarli na swoje terytorium, zboczyli w stronę granicy lasu i miasta. Jednak nie od strony Klanu Nocy. Tam nie mogli już więcej się zbliżać. Nie warto było ryzykować. Gdy dotarli w odpowiednie miejsce, wykopali dół i wrzucili do niego delikwentów.
- Dobra. To teraz wyśpiewajcie mi wszystko, co muszę wiedzieć o pozostałych z waszego Gangu, żeby ich dobić. Ci stęknęli, nadal się tuląc w tej dziurze, bo ciasna, zadzierając łeb w górę.
- Jest ich tylko czterech. Poznaliście ich przecież. I czemu od razu dobić? Zabiliście już troje z nas. Moglibyście się ulitować...
- A co innego mamy zrobić, żeby zdobyć panowanie w mieście? - burknęła.
- Chcecie panować w mieście? - kocur zrobił wielkie oczy.
- Tak. Rozwaliliśmy już dwa gangi. Ale powiem szczerze, wasza grupa okazała się...większa, niż przypuszczaliśmy przed pierwszym atakiem. Niedopatrzenie to było z mojej strony.
- Nie znamy się na tym. My tylko jesteśmy siłą, a nie rozumiem. Nasz szef od takich jest rzeczy...
- Wiecie, bo gdybym to wtedy wiedziała, to zrobiłabym lepszy plan i no...bylibyście pewnie już martwi. - mruknęła. - ale tak to muszę się męczyć by coś wykombinować.
Czemu gadała z nimi tak swobodnie? Blade pojęcie się kłaniało. Nie czuła od nich zagrożenia, w końcu byli uwięzieni. Nie mieli jak się wydostać, chyba, że poprzez zakopanie się żywcem i odejście na tamten świat.
- Nie zabijajcie nas! Prosimy! Ich zostało tylko czterech. Poradzicie sobie.
- Problem mam taki, że jedna nam się wojowniczka wykruszyła... było nas pięć, teraz jest tylko czterech- mruknęła. - a muszę powiedzieć, silni to wy jesteście nie ma co.
- To odciągnijcie ich, rozdzielcie czy coś, ale nas nie zabijajcie!
- Spokojnie, wrzuciłam was tu żeby właśnie was nie musieć zabijać. Dzięki temu wasz gang jest słabszy ale wy żyjecie. – rzekła zgodnie z prawdą.
Dwójka więźniów odetchnęła nieco z ulgą, ale wciąż kocury były napięte. Kiedy już wymyśliła, jaką informację może od nich cenną wyłudzić, co zrekompensuje straty z powodu ich nie zabicia, zwróciła się do nich:
- Hm...czy wasz lider...jest znany w mieście? Szanowany? Albo czy próbuje przejąć stołek po Nornicy? W ogóle, czy ta zacięta walka o tron dalej trwa? - spytała. - nie jestem na bieżąco.
-Chyba przerwali ze względu na mróz i śnieg. Nasz szef próbował, ale nie był zbyt silny. Chociaż knuł coś. Jakiś podstęp.
Czyli przerwali, co oznaczało, iż miała więcej czasu i sposobności, bo ci nie chcieli walczyć.
Słysząc wzmiankę o tym, że szef Gangu Ości czegoś próbował, nadstawiła uszu.
- A wiecie może, jaki podstęp konkretnie? - spytała. - i ilu jest kandydatów do władzy?
-Jest czterech kandydatów, a plan zakładał atak, gdy wszyscy będą osłabieni przez mróz.
Niezły plan, szkoda tylko, że już nie wypali. Szkoda dla nich, bo ona miała zamiar go w sumie zrecyklingować.
- Hm... a wiecie coś może o tych kandydatach? - spytała - i w sumie niezły plan, muszę przyznać.
- Niezbyt... nasz szef ich zna, bo się z nimi bił.
- Hmm...a...jak wygląda...wasz szef? - spytała. Miała już plan. Mianowicie zabić pozostałych, szefa zostawić sobie jako źródło informacji. I tę dwójkę też zostawi, bo zdradzili jej bez zająknięcia infromację.
- Czarny... cały. Ma blizny i obszarpane uszy.
Zakodowała tę informację w głowie.
- Hm... a reszta waszych kolegów...? - spytała, bo nie chciała przypadkiem go pomylić, jeśli był u nich ktoś podobny. Ostatnim razem kiedy widziała ich wszystkich, nie zwracała uwagi za bardzo na ich kolory futra.
- Oni są burasami.
Ucieszyła się na tę wieść, bo łatwo będzie go odróżnić od reszty gangsterów.
- O. To dobrze. W takim razie zaczekajcie tu - mruknęła, odchodząc. Po chwili jednak zawróciła, po drodze chwytając ptaka przynętę, bo zabrali go wcześniej, by się nie zmarnował. - a to dla was - dodała, zrzucając martwą piszczkę do dołu. Dwa kocury zostały tam, zjadając piszczkę nagrodę.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz