Udawanie baby nie szło mu tak dobrze, jak mógłby się spodziewać, niejednokrotnie zacinał się, musząc pomyśleć nad zaimkami; czy jak powinna zachować się kotka. Nie zmieniało to faktu, że nie bardzo miał ochotę pierdolić o jakichś kwiatkach czy innym babskim gównie, jak na złość nie mógł też za bardzo zbliżyć się do Wielkiej Gwiazdy, bo jej szeroka spasiona dupa wiecznie była czymś zajęta, choć Gąsior po prostu wiedział, że leni swoją pizdę, wykorzystując kocury za robienie za jej podnóżki. W jakim świecie przyszło mu żyć?! Do tego Cisowa Kołysanka, jego pożałowana stara korzystała z przywilejów kotek pełnymi garściami.
Jej też wciśnie szalej do żarcia gdy będzie miał okazję.
Z przyjemniejszych rzeczy było to, że mógł nareszcie mieć własne legowisko, dlatego też wybrał sobie takie, które było bardziej na uboczy, jednak tuż obok Przebiśniegowej Łapy, żeby żaden z nich nie czuł się samotny. Może i Gęsia Łapa nie był introwertyczną pipidówą, tak jednak miał sporawy problem ze znalezieniem sobie znajomych, dlatego też zdziwił się, że ktoś do niego podszedł a jeszcze bardziej wbił się w szok, gdy ten ktoś pierwszy otworzył do niego pysk.
— Hej, widziałem że znasz się z moim... mentorem — miauknął.
Uniósł brew, wbijając turkusowe ślepia w ucznia. No znał się z Mrocznym Omenem, nie sądził jednak, że kocur jest nauczycielem akurat tego wypierdka, do tego przybłędy; do tego chyba z klanu klifu, chyba, bo Gąsior kilka razy jedynie słuchał narzekanie Słowiczej Łapy, że rudzielec trajkocze coś o klifiakach.
— Jestem, Chłodna Łapa — przedstawił się. — Ale pewnie to wiesz, niezły szum ostatnio zrobiłem wokół siebie. Czy... chciałbyś... nie wiem... jakoś się zapoznać czy coś?
Osz cholera, czy to był moment, w którym znalazł sobie kolegę? Przez chwilę siedząc i po prostu gapiąc się w starszego, Gęsia Łapa potrząsnął łepetyną, siląc się na uśmiech, który nie gościł zbyt często na jego mordzie.
— Chciałabyś — poprawił go, marszcząc nos. Nie po to zgrywał jakiegoś oszołoma, w dodatku babę, żeby jego przykrywka zaraz spierdoliła.
— Hę?
Rudy przechylił łeb, wbijając w niego niebieskie ślepia, jakby młodszemu uczniowi wyrosły grzyby na czole.
— Chciałabyś. Jestem kotką — sprostował krótko. — Mówiłam o tym podczas swojego mianowania. Urodziłam się po prostu nie w tym ciele, co trzeba. Jak Wielka Gwiazda — dodał zaraz, wskazując brodą na legowisko ich zasranej, fałszywej przywódczyni.
— Gęsia Łapa. Miło poznać — miauknął, owijając ogonem swoje łapy. To... jak się prowadziło rozmowy? Że też jego jebnięta matka nie potrafiła nauczyć swoich bachorów podstawowego funkcjonowania w społeczeństwie. — Serio pochodzisz z klanu klifu? — palnął, nim zdążył przeanalizować swoją wypowiedzieć. Brawo Gąsior, spieprzyć znajomość już na starcie!
W odpowiedzi Chłodna Łapa kiwnął niepewnie głową, uśmiechając się jednak przyjaźnie. Tonkij dziwił się, że mimo bajlanda jakie urządzają sobie kotki, ten nadal szczerzy się jak koza do sera.
Z przyjemniejszych rzeczy było to, że mógł nareszcie mieć własne legowisko, dlatego też wybrał sobie takie, które było bardziej na uboczy, jednak tuż obok Przebiśniegowej Łapy, żeby żaden z nich nie czuł się samotny. Może i Gęsia Łapa nie był introwertyczną pipidówą, tak jednak miał sporawy problem ze znalezieniem sobie znajomych, dlatego też zdziwił się, że ktoś do niego podszedł a jeszcze bardziej wbił się w szok, gdy ten ktoś pierwszy otworzył do niego pysk.
— Hej, widziałem że znasz się z moim... mentorem — miauknął.
Uniósł brew, wbijając turkusowe ślepia w ucznia. No znał się z Mrocznym Omenem, nie sądził jednak, że kocur jest nauczycielem akurat tego wypierdka, do tego przybłędy; do tego chyba z klanu klifu, chyba, bo Gąsior kilka razy jedynie słuchał narzekanie Słowiczej Łapy, że rudzielec trajkocze coś o klifiakach.
— Jestem, Chłodna Łapa — przedstawił się. — Ale pewnie to wiesz, niezły szum ostatnio zrobiłem wokół siebie. Czy... chciałbyś... nie wiem... jakoś się zapoznać czy coś?
Osz cholera, czy to był moment, w którym znalazł sobie kolegę? Przez chwilę siedząc i po prostu gapiąc się w starszego, Gęsia Łapa potrząsnął łepetyną, siląc się na uśmiech, który nie gościł zbyt często na jego mordzie.
— Chciałabyś — poprawił go, marszcząc nos. Nie po to zgrywał jakiegoś oszołoma, w dodatku babę, żeby jego przykrywka zaraz spierdoliła.
— Hę?
Rudy przechylił łeb, wbijając w niego niebieskie ślepia, jakby młodszemu uczniowi wyrosły grzyby na czole.
— Chciałabyś. Jestem kotką — sprostował krótko. — Mówiłam o tym podczas swojego mianowania. Urodziłam się po prostu nie w tym ciele, co trzeba. Jak Wielka Gwiazda — dodał zaraz, wskazując brodą na legowisko ich zasranej, fałszywej przywódczyni.
— Gęsia Łapa. Miło poznać — miauknął, owijając ogonem swoje łapy. To... jak się prowadziło rozmowy? Że też jego jebnięta matka nie potrafiła nauczyć swoich bachorów podstawowego funkcjonowania w społeczeństwie. — Serio pochodzisz z klanu klifu? — palnął, nim zdążył przeanalizować swoją wypowiedzieć. Brawo Gąsior, spieprzyć znajomość już na starcie!
W odpowiedzi Chłodna Łapa kiwnął niepewnie głową, uśmiechając się jednak przyjaźnie. Tonkij dziwił się, że mimo bajlanda jakie urządzają sobie kotki, ten nadal szczerzy się jak koza do sera.
— Serio to tacy mordercy jak mówią? — wytarł wilgotny nos wierzchem łapy, wyczekując odpowiedzi. — Sorki, że tyle pytam. Ciekawa jestem. Niecodziennie poznaję kota, który żył w innym klanie.
— Nie są mordercami. To... normalne koty. Nie widziałem by ktoś się tam nad kimś znęcał czy mordował.
— Nie są mordercami. To... normalne koty. Nie widziałem by ktoś się tam nad kimś znęcał czy mordował.
No, to było dziwne. Serio nie zarzynali się tam nawzajem jak świnie? Proszę, miła niespodzianka. Gąsior musiał przez dobrą chwilę to przetrawić, nim ponownie otworzył mordę, żeby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
— Jak ci trening idzie? — Chłodna Łapa był szybszy, odzywając się jako pierwszy.
— Niedawno zaczęłam, do tego moja nauczycielka przywlekła mi przyrodnie rodzeństwo — wywrócił ślepiami. Uznał, że skoro już był ugadany z Motylim Trzepotem, że ta go adoptuje, to mógł już o niej mówić jak o swojej matce. Chłód chyba jednak nie wiedział o całej sytuacji, bo gapił się na niego jak na debila, co rusz otwierając i zamykając pysk.
— Ale... to twoją matką nie jest ta cała Cisowa Kołysanka...?
— Długa historia — odparł spokojnie, poprawiając mech na swoim legowisku. — Opowiem ci później, ale najpierw ty musisz mi powiedzieć coś o sobie, Chłodna Łapo. Wydajesz się okej, lubię cię — dodał z lekkim uśmiechem. Serio go polubił, choć nadal nie wiedział jak rozmawiać z rudym.
< Chłód? >
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz