Słońce zachodziło, a wiatr muskał futra kotów, co przypominało dotyk niewidzialnej łapy.
Baśniowa Stokrotka obserwowała, jak Trzcinowa Łapa siedziała sama nad wodą, ciesząc się chwilą spokoju. Czuła na niej zapach Mandarynkowego Pióra, pewnie znów ją przeciągnęła przez prawie wszystkie patrole, jakie tylko mogły wyruszyć z obozu tego dnia. Łapy kotki były ciężkie, a oczy przymykały się ze zmęczenia. Teraz jedyne co ją zatrzymywało przed pójściem spać, była kolacja. Stokrotka obserwowała córkę, próbując szybciej machać łapami. Widać, że Trzcinka nie zamierzała się przepychać przez futra, tylko po to, by dostać jakąś uklejkę. Złapała kamień, który był niedaleko niej. Rzuciła otoczak pod odpowiednim kątem, ten odbił się od wody może z dwa razy i zatonął. Niezadowolona mruknęła i opadła na ziemię, przyjmując pozycję na chlebek. Nagle woda zaczęła się wzmagać. Z wody najpierw wyłonił się czerwono różowy nosek, a potem reszta pyszczka. Baśniowa Stokrotka odwróciła się, żeby zobaczyć, kogo tym razem spotkała. Chciała udawać zakłopotaną, by szylkretka nie myślała, że ta ją obserwowała. Widząc, że córką jej nie zauważyła, podpłynęła do niej i ochlapała ją wodą. Za jej młodocianych czasów, robiła takie żarty Bulwie. Teraz szylkretka mogła poczuć się jak jej ojciec. Stokrotka o mało nie wybuchnęła śmiechem, próbując zostać niezauważona, ponownie zanurzyła się w wodzie. Szylkretowa uczennica odskoczyła wystraszona. Jej cała sierść stanęła dęba, a ona wygięła się w łuk.Była tak skupiona na rzucie kamieniem, że na początku nie zauważyła co, na Klan Gwiazdy, ją ochlapało. Kiedy przeniosła wzrok na wodę, od razu zobaczyła jasną kocią sylwetkę. Po jednym wnikliwym spojrzeniu, można było się domyśleć, że to Baśniowa Stokrotka. Widziała jak kotka, omal nie wybuchnęła śmiechem pod wodą.
– Ha, ha, ha, ale śmieszne – przewróciła oczyma, jednocześnie czując, jak jej wąsy drżą z rozbawienia.
Wskoczyła do wody w miejsce, gdzie przycupnęła jej matka i pokazała jej psotnie język. Kocica nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Na krótką chwilę zanurzyła się pod wodą, pozostawiając Trzcinową Łapę w zakłopotaniu. Obraz kremowej był jasny, jakby widziała przez szkiełka. Łapami odgarniając piasek, znalazła dość płaski kamień. Wyłaniając się z wody, rzuciła go do córki.
– O mało co, a miałabym guza! – Stokrotka zaśmiała się. Szylkretowa uczennica zaśmiała się i potrząsnęła głową.
– Trenuje, by rzucać kamieniami w Burzaków i Klifiaków po drugiej stronie rzeki. Żeby tylko im do głowy nie przeszło, by przekraczać granicę – odpowiedziała, szczerząc kiełki.
– Klan Klifu ma podkulony ogon, zwłaszcza po tym, jak Liściasta Gwiazda odeszła. A Klan Burzy? Kamienie zamiast mózgu. Nie mieliby szans – fuknęła z dumą – Gdybyś widziała, jak Klan Nocy walczy z boju... – zachichotała.
– Pfff, dlatego jeszcze mogę dorzucić swój kamień. Wtedy Klan Burzy miałby ich stosy w łepetynie. – wzięła od matki otoczak i cisnęła nim, tak, że odbił się parę ładnych razy, zanim zatonął gdzieś w odmętach rzeki.
– Co tam robiłaś w rzece? Łowiłaś ryby? – zagadała.
– Łowieniem bym tego nie nazwała. Lubię... Nurkować i zaglądać w każdy kąt. Kto wie, może znajdę rybę, albo jakąś muszelkę przykrytą piaskiem. – mruknęła. Kremowa otrzepała swoje futro, a z niego zaczęły wypadać drobne kamyki i muszelki. Trzcinowa Łapa zaintrygowana popatrzyła na matkę.
– Nurkujesz? Dobrze ci idzie? – usiadła w wodzie. Nie przeszkadzał jej chłód. – Też chciałabym dobrze nurkować. Nauczysz mnie? – zapytała.
Stokrotka, chwytając muszelkę, przytaknęła. Włożyła ją ponownie do kołtuna, żeby ten się trzymał.
– Robię to, odkąd dołączyłam do tego klanu, choć pokaże ci – miauknęła. Rozciągnęła się i znowu wskoczyła do wody.
– Śnieżne Wspomnienie mnie tego nauczył! Wystarczy przyzwyczaić oczy do wody. Co prawda będziesz widzieć trochę gorzej, ale to nadal coś – powiedziała. Ponownie zanurkowała, tym razem popłynęła w stronę córki. Trzcinowa Łapa zamruczała i również się zanurzyła w wodzie. Kremowa rozejrzała się, szukając ciekawej jamy. Może w niej te małe łuskowate stworki chowają błyskotki. Zmrużyła delikatnie oczy i przekręciła łebek. Ciekawe czy znajdzie dzisiaj coś ciekawego. Cóż na początku musiała rozruszać córkę. Podniosła głowę i nabrała powietrze. Bokiem popchnęła szylkretkę, strącając ją w bardziej na płyciznę. Trzcinowa Łapa mimo wszystko przepchała się do głębszej wody, chciała znaleźć coś wyjątkowego i nie zamierzała dać się zepchnąć na mieliznę matce, nie była już kociakiem. Na oślep sunęła po dnie niczym wydra i łapami wykopała jakieś kamienie. Szybko się wynurzyła i dryfując chwilowo na plecach, przyjrzała się ciekawemu otoczakowi. Wojowniczka dostrzegła jakąś małą święcącą rzecz. Czyżby świecący kamień? A może to po prostu promienie słoneczne przebijające wodę. Niebieskie oczy wojowniczki powędrowały w dół. Odgarnęła piasek i wzięła podejrzany przedmiot w pyszczek. Kamyk ten był bardzo mały, jego rogi drażniły pyszczek kremowej. Coś jej to przypominało... Ale sama nie wiedziała co. Pojawiając się przy Trzcince, rzuciła dziwny kamyk na piasek. Jego złota barwa odbijała się od światła, rażąc przy tym oczy kotki. Mimo smaku wody, w pyszczku, czuła... Dwunożnych?
– Ach, wiem, co to! To jest tajemniczy kamyk, ludzie zabezpieczają tym swoją wodę! Nie wiem, czemu trzymają ją w tym szklanym pudełku. Co nieco od nich się nauczyłam! – oznajmiła z dumą.
– Wygląda dziwnie... – zmarszczyła nos i obwąchała dziwny kamień, który wyłowiła matka – Rzeczywiście pachnie trochę dwunożnymi. Trochę śmierdzą, skoro czuć ich woń na tym śmieciu, który trochę poleżał na dnie rzeki.
– Śmierdzą okropnie! Gdybyś była w Betonowym Świecie, musiałabyś żyć tym zapachem – mruknęła. Kremowa raz jeszcze spojrzała na przedmiot, obracając go na drugą stronę, spojrzała na córkę.
– W Betonowym Świecie? Co to za miejsce? – spytała, strzygąc uchem.
Zaintrygowana podeszła bliżej matki, by znów złapać zapach dwunożnych.
– Nigdy bym tam nie poszła. Musi być tam okropnie. – wystawiła z obrzydzeniem język.
– Betonowy Świat jest... Bardzo, bardzo daleko. Wiesz? Przypłynęłam tu rzeką, byłam od ciebie młodsza. Uwięziona w drewnianym opakowaniu zaklinowałam się o szczeble dwunożnych — mruknęła. Trzepnęłam ogonem i potrząsnęłam błyszczącym przedmiotem. I tak znaleźli mnie Ryjówkowy Urok, Spieniony Nurt i Krzycząca Makrela. Tej pierwszej pewnie nie znasz... – wymruczała.
– Znam tylko Krzycząca Makrelę… – rzuciła szylkretka z zakłopotaniem.
– A Spieniony Nurt? Przepraszam! Teraz Spieniona Gwiazda – zaśmiała się cicho.
– Aaaaa... czyli to była Spieniona Gwiazda... Nie wiedziałam… – burknęła Trzicnka.
Baśniowa Stokrotka pogładziła swoje futerko, patrząc na brązowe oczy córki.
<Trzcinka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz