Uwielbiał jak go miziano. Przytulał się do swoich Domowników, nawet nie powstrzymując mruczenia, które bardzo intensywnie wydobywało się od niego. Zaprzeczyć nie potrafił. Było mu dobrze śpiąc na łożu jednego, czy drugiego Dwunożnego. Były takie 3 plus kanapa. No to 4. Jak tu nie korzystać? Na wszystkich spał, jednak ewidentnie upodobał sobie spanie u Średniej. Tak ją nazywał, bo była taka jakby po środku. Nie za duża, nie za mała. Taka niby w sam raz, jednak mocno irytowała. Zachowywała się czasem mega dziwnie, więc omijał tak jak Młodszą. Oj to ona była prawdziwym tak zwanym “żywym ogniem”. Krzyczała, powodowała dyskusje, czasem zły nastrój, a czasem była taka milutka! Uwielbiał ją w takich momentach. Wchodził często do jej Jaskini, oblepionej różowym kolorem, tylko po to by ją dotknąć. Robił to samo z Średnią, jednak u niej czasem uważał, bo wiedział, że lubi mieć komfort osobisty oraz prywatność, więc nie drapał jej po twarzy i nie chodził po niej. Najstarsi byli spoko. Byli parą, więc często okazywali sobie czułości. Czułością była również chyba kłótnia, ale to wolał odliczyć. Ogółem, lizali się po ustach, choć wyglądało to nie aż tak fajnie jak robiła to rasa kocia. On chciałby kiedyś tak mieć… Móc z partnerką wspólnie spędzać radośnie czas, opiekować się sobą, a potem? A potem kociaki! Piękne, wspaniałe oraz cudowne.
Przechadzał się dość smętnie alejkami, pełnymi koszów z jedzeniem czyli również niemiłych kotów, dlatego uważał na każdy swój ruch. Bał się, że wyskoczą i zadrapią mu pysk. Raz się pobił, skończyło się źle. Bardzo źle. Miał dwa rozcięcia, nad którymi ubolewały jego właścicielki. Był smutny, że się musiały o niego martwić. Inne koty pewnie nie wracały w takich stanach, więc lubił zrekompensować się za taki czyn! Przynosił smakowite kąski, przepyszne myszy, ptaki, a raz jaszczurkę! Żywą! Mogli sami dokończyć, lecz wypuścili ją na wolność. Była przecież wspaniała. Bez ogona. Szukał jej jeszcze w domu, ale nie znalazł. Szkoda. Wielka szkoda.
Spojrzał na kosa przed nim. Ptaki były wścibskie. Uciekały w najmniej oczekiwanym momencie, były szybkie, lecz jakie smakowite! Potrafiło się je złapać w locie, to też plus. Piórka jedynie wpadały do nosa i było to bardzo niekomfortowe. Prychał, fukał, tylko dlatego, by pozbyć się tego czegoś z jego pyska i futra. Ten siedział sobie spokojnie. Dziobał. Szukał pewnie robali, a one były całkiem dobre. Jadł kilka razy, raz nawet żółto czarne coś, będące wcieleniem strachu Młodszej. Darła się, jak tylko to zobaczyła. Dowiedział się, że to była osa. On nie rozróżniał powoli tych stworzeń, ale kos raczej polował na dżdżownice. Wydłubywał je z ziemi, dawał do dzioba i jadł. Przyczaił się do skoku.
Raz…
Dwa…
Trzy!
- Hej, co tu robisz?- usłyszał głos, który przestraszył czarnego ptaka. Poderwał się do lotu i Varian nie zdążył go złapać.
- Spłoszyłeś go…- jęknął niecierpliwie.
Przechadzał się dość smętnie alejkami, pełnymi koszów z jedzeniem czyli również niemiłych kotów, dlatego uważał na każdy swój ruch. Bał się, że wyskoczą i zadrapią mu pysk. Raz się pobił, skończyło się źle. Bardzo źle. Miał dwa rozcięcia, nad którymi ubolewały jego właścicielki. Był smutny, że się musiały o niego martwić. Inne koty pewnie nie wracały w takich stanach, więc lubił zrekompensować się za taki czyn! Przynosił smakowite kąski, przepyszne myszy, ptaki, a raz jaszczurkę! Żywą! Mogli sami dokończyć, lecz wypuścili ją na wolność. Była przecież wspaniała. Bez ogona. Szukał jej jeszcze w domu, ale nie znalazł. Szkoda. Wielka szkoda.
Spojrzał na kosa przed nim. Ptaki były wścibskie. Uciekały w najmniej oczekiwanym momencie, były szybkie, lecz jakie smakowite! Potrafiło się je złapać w locie, to też plus. Piórka jedynie wpadały do nosa i było to bardzo niekomfortowe. Prychał, fukał, tylko dlatego, by pozbyć się tego czegoś z jego pyska i futra. Ten siedział sobie spokojnie. Dziobał. Szukał pewnie robali, a one były całkiem dobre. Jadł kilka razy, raz nawet żółto czarne coś, będące wcieleniem strachu Młodszej. Darła się, jak tylko to zobaczyła. Dowiedział się, że to była osa. On nie rozróżniał powoli tych stworzeń, ale kos raczej polował na dżdżownice. Wydłubywał je z ziemi, dawał do dzioba i jadł. Przyczaił się do skoku.
Raz…
Dwa…
Trzy!
- Hej, co tu robisz?- usłyszał głos, który przestraszył czarnego ptaka. Poderwał się do lotu i Varian nie zdążył go złapać.
- Spłoszyłeś go…- jęknął niecierpliwie.
<Sigma?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz