Okres odbudowy obozu, kiedy Widlik był jeszcze kocięciem.
Młody wojownik wpatrywał się w owego Widlika. Zdążył już ułożyć się całkiem wygodnie na skraju kociarni, gdzie ciepły, świeży mech idealnie układał mu się pod brzuchem. Mógłby do tego przywyknąć. Pamiętał, jak podczas powodzi, kiedy dano mu pod opiekę małego Zmierzcha i Trzcinkę, żartował z Lulkowym Zielem, że może zostać piastunką. Szczerze... Taka praca faktycznie nie byłaby najgorsza. Lubił dzieciaki; nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wydawał się typem kocura, który szczególnie przepadałby za lepkimi mordkami, ciągłymi pytaniami czy wiecznymi kłopotami, w które mają w zwyczaju pakować się najmłodsi. Brak zdartych poduszek, brak kleszczy poukrywanych za uszami, brak głupich, wczesnych pobudek nawet w najgorszą pogodę... Tak... mógłby na to pójść. Ale niestety nie poszedł. Został wojownikiem, ale dalej ma w sobie tą iskierkę, do której lgną kociaki, więc aktualnie robił i za niańkę, i za łowcę, i za zwiadowcę. Mógł mieć jedną spokojną rolę, ale najwidoczniej podświadomie wolał mieć trzy. Delikatne dotknięcie malutkich łapek wyrwało go z przemyśleń i od razu przypomniał sobie o pytaniu Widlika. Nieuprzejmie, że nie odpowiedział. Miał nadzieje, że malec nie odebrał tego jako ogromną niechęć. Zwłaszcza że Żmijowcowa Wić nie czuł do niego nawet irytacji; szczerze cieszył się z tych interakcji.
— Hmm... Jako wojownik mam bardzo dużo obowiązków, które muszę wypełniać, żeby twój brzuch, jak i brzuchy twojego rodzeństwa i Pani Kotewki, były pełne — powiedział wyniośle. Jasny kocurek widocznie posmutniał.
— Nawet na momencik? Nie dałby pan rady? Moze nawet wiecorem. Poplose Panią Kotewke. Zgodzi się! — Szybko rozczarowany pyszczek rozpromienił się na nowo, a bury odwzajemnił szarmancko uśmiech.
— No nie wiem, nie wiem... Być może uda mi się wepchnąć jakieś odwiedziny od czasu do czasu. Tutaj rankiem, tu wieczorem... Chyba nie jesteś z tych, co zasypia zaraz ze słońcem, co? — Trącił go delikatnie w bok.
— Nie! Dla pana nie zasnę nawet i calą noc! — zawołał rozemocjonowany, co zwróciło uwagę piastunki, która nagle wyjrzała z głębi.
— Będę cię osobiście wyrzucać Żmijowcowa Wicio, jeśli przeszkodzisz kociętom pod moją opieką w potrzebnym odpoczynku. Wywlokę cię za wąsy bez niczyjej pomocy. — Posłała mu wrogie spojrzenie. Kocur wiedział, że starsza nie żartuje. Mimo kropelki strachu nie miał zamiaru zawieść Widlika. Posłał jasnemu oczko, a następnie odłożył go w głębszą część kociarni; wieczorny chłód zaczął być wyczuwalny. Pożegnał się skinieniem łba i ruszył w kierunku stosu ze zwierzyną; był strasznie głodny.
— Nawet na momencik? Nie dałby pan rady? Moze nawet wiecorem. Poplose Panią Kotewke. Zgodzi się! — Szybko rozczarowany pyszczek rozpromienił się na nowo, a bury odwzajemnił szarmancko uśmiech.
— No nie wiem, nie wiem... Być może uda mi się wepchnąć jakieś odwiedziny od czasu do czasu. Tutaj rankiem, tu wieczorem... Chyba nie jesteś z tych, co zasypia zaraz ze słońcem, co? — Trącił go delikatnie w bok.
— Nie! Dla pana nie zasnę nawet i calą noc! — zawołał rozemocjonowany, co zwróciło uwagę piastunki, która nagle wyjrzała z głębi.
— Będę cię osobiście wyrzucać Żmijowcowa Wicio, jeśli przeszkodzisz kociętom pod moją opieką w potrzebnym odpoczynku. Wywlokę cię za wąsy bez niczyjej pomocy. — Posłała mu wrogie spojrzenie. Kocur wiedział, że starsza nie żartuje. Mimo kropelki strachu nie miał zamiaru zawieść Widlika. Posłał jasnemu oczko, a następnie odłożył go w głębszą część kociarni; wieczorny chłód zaczął być wyczuwalny. Pożegnał się skinieniem łba i ruszył w kierunku stosu ze zwierzyną; był strasznie głodny.
* * *
Aktualnie
Od kiedy nie musiał już trenować z Kropiatką, poczuł, że ma strasznie dużo czasu. Oczywiście, zawsze czuł na swoim karku oddech Mandarynki, zwłaszcza po ich sprzeczce, zwłaszcza po jej mianowaniu na przywódczynie... Ona jednak była zajęta innymi rzeczami. No a w dodatku dalej była na niego obrażona, a kocur nie wiedział, co jeszcze mógł zrobić, co powiedzieć, żeby nawet nie tyle, ile ją naprawić, a przynajmniej jeszcze bardziej jej nie popsuć. Zdecydował, że najlepszym wyjściem będzie zwyczajnie nie działać pochopnie. Wykonywał swoje obowiązki skrupulatnie, na czas, z zadowalającymi wynikami; to było najważniejsze dla srebrnej, a Żmijowiec znał ją na tyle, że o tym wiedział. Nie było sensu pchać jej się pod łapy, jeśli jedyne co mógł zrobić, to jeszcze bardziej się podkopać.
Tego popołudnia był już po porannym patrolu oraz wrócił z krótkiego, niezbyt obfitego polowania. Nie miał zamiaru się karcić; była przecież Pora Nagich Drzew... dobrze, że znalazł cokolwiek. Przemoczone, zmarznięte i zmęczone łapy zaprowadziły go pod kociarnie. Miejsce jak zwykle pachniało mlekiem i świeżym mchem; lubił ten zapach... kojarzył mu się z dzieciństwem. W środku szalała banda jego, pożal się świecie, bratanków. Nie mógł uwierzyć, że ta ruda szkarada doczekała się potomstwa tak wcześnie. Chociaż... jak tak o tym pomyśleć to i Tojad, i Borówka byli jeszcze młodzi i głupi... ich miłość musiała być zwyczajnym błędem, podobnie dzieciarnia, która bawiła się niewzruszona. Prócz rozszalałej czwórki był jeszcze jeden dzieciak, który raczej nie był zainteresowany ani swoimi kolegami, ani nim, ani piastunką, która próbowała coś do niego powiedzieć, a na pewno nie uczniem, który siedział przy małych Tojadzikach i pilnował, aby nie powyrywały sobie zbyt dużo futra. Żmijowiec uśmiechnął się i zawołał.
— No, no... Ktoś sobie załatwił przyjemną posadkę, co? Nie dość, że zwierzynka pod nosek, to jeszcze łapki suche. No, chyba że kociak ci na nią nasiusia. — Podszedł bliżej Złocistej Łapy, klepiąc go zadziornie, ale i przyjacielsko po barku. — Chyba że się mylę, a Kotewkowy Powiew jest tak samo twardą nauczycielką, jak opiekunką.
— No, no... Ktoś sobie załatwił przyjemną posadkę, co? Nie dość, że zwierzynka pod nosek, to jeszcze łapki suche. No, chyba że kociak ci na nią nasiusia. — Podszedł bliżej Złocistej Łapy, klepiąc go zadziornie, ale i przyjacielsko po barku. — Chyba że się mylę, a Kotewkowy Powiew jest tak samo twardą nauczycielką, jak opiekunką.
<Złocista Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz