Wcale nie zauważyła podchodzącego do niej kota. Podniosła łapkę do pyszczka, oglądając różowiutką poduszeczkę – zamknięta we własnym świecie. Dopiero gburowaty, znajomy głos wyrwał ją z zamyślenia.
— Mam cię zgarnąć na trening.
Podniosła spojrzenie na Cienistą Łapę. Mało z nim rozmawiała. Zdawał się ich łączyć brak prostolinijnej “miłości” do Zalotki, jednak… Nie byli ze sobą blisko. Powolnym ruchem polizała łapkę, oglądając jeszcze swoje pazurki pod marnymi promieniami słońca, aby przeciągnąć chwilę odpowiedź. Lubiła go irytować. Sprawiało jej to szczególną satysfakcję, widząc potęgujący się grymas na jego pyszczku. Podważała jego wysokie ego na każdym kroku; nie mogła przecież pozwolić, aby był tym najlepszym. To miejsce zajmowała już Słota, a później ona, jako wierna kompanka. A tego szarego brzdąca można było przecież wyrzucić na koniec… Po chwili z jej pyska wyrwało się westchnienie.
— Czemu? — Zmarszczyła nosek, kładąc kończynę na ziemi. — Blade Lico doskonale wie, gdzie mnie znaleźć.
Uczeń wywinął oczyma. Uniosła wyżej podbródek, po czym gwałtownie wstała – nadal jednak nie przewyższając brata. Najniższa z całej trójki rodzeństwa, nie miała łatwo w sprzeczkach.
— Bo idziesz razem ze mną. Wspólny trening. Nie słyszałaś o czymś takim?
Słyszała drwienie w słowach brata. Fuknęła sfrustrowana, odwracając mordkę w bok. Ten to sobie dopiero wymyślił. Ostentacyjnie wytykając język ruszyła do przodu, w kierunku wyjścia z obozu, nie oglądając się za bratem.
“Wspólny trening” okazał się być sesją walk pomiędzy uczniami. Czuła z tyłu głowy spojrzenie Bladego Lica, a nad głową Cienia, w oddali, błyszczały błękitne oczy Lamentującej Toni.
Przypadła do ziemi, czekając na pierwszy ruch brata. Końcówka jej ogona poruszała się rytmicznie. Długo czekała na okazję, aby zbić mu tyłek. Tak porządnie. Za kociaka zdarzało im się wdawać w bójki – nie były jednak wtedy przez nikogo brane na serio. Teraz, po jej grzbiecie przebiegał dreszczyk ekscytacji.
Kocur wykonał pierwszy krok do przodu. Mimo cwanego uśmiechu na jego pysku, jego łapy wysunęły się w jej kierunku z pewną niepewnością. Bez precyzji.
Odsunęła się nieco, pomachała zadkiem… I wyskoczyła. Jej łapy omsknęły się o bok Cienia, nie trafiając tam, gdzie planowała, ale powodując, że stracił równowagę. Z jego pyska wyrwał się niezadowolony pisk. Zanim zdążył ją z siebie strząsnąć, oparła się o jego barki, przygniatając go do ziemi. Wyszczerzyła się w uśmiechu. Brat wierzgał się pod nią, kopiąc tylnymi łapami, aż w końcu trafił w jej brzuch.
Z wrzaskiem pokoziołkowała do tyłu. Uderzyła plecami o leśną ściółkę, upadając praktycznie pod łapy Bladego Lica. Zanim zdążyła się podnieść, Cień przycisnął ją do podłoża, obnażając zęby. Podniosła łapę, aby zdzielić go w pysk; w momencie, kiedy uderzyła o jego policzek, jego własna kończyna zamachnęła się w jej stronę. Zobaczyła błysk pazurów tuż przed mordką, a ostry ból przeciął grzbiet jej nosa.
— Ty szczurze! — wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Zebrała resztki siły i zepchnęła go z siebie. Parsknęła, gwałtownie podnosząc się z ziemi. Otrzepała futro. Z jej pyska ściekała cienka strużka krwi, którą była w stanie wyczuć. Fuknęła, mierząc brata spojrzeniem przymrużonych oczu.
Odwróciła się na pięcie i z wysoko uniesionym ogonem czmychnęła do Bladego Lica.
***
Wilgoć osiadała na jej sierści na grzbiecie. Siedziała przed legowiskiem uczniów, chwilę po powrocie do obozu; bez Cienia w zasięgu wzroku.
Była zła. Może nieco zazdrosna. Być może korzystanie z pazurów podczas treningów było zabronione, i brat złamał zasadę, ale… Przynajmniej się czymś wykazał!
Niespokojnym krokiem podążała u boku mentora. Kocur zerknął na nią kątem oka.
— Czasem zostaniesz ranna, musisz się z tym pogodzić.
Skrzywiła się.
— Wiem — prychnęła. — Nie lubię go.
Cisza. Blade Lico uniósł brew, nie komentując jednak. Sama nie wiedziała, czy jej słowa były szczere.
— Pomijając to — zaczął po chwili — dobrze walczyłaś. Byle tak dalej.
Tyle dobrego, że przynajmniej mentor był zadowolony. Chyba. W przeciwieństwie do Cienia mogła się pochwalić nie tylko siłą, ale i też techniką.
Polizała łapkę i przetarła nią nos. Zalotna Krasopani, stojącą obok, drgnęła. Nie miała pojęcia, jak, ale matka znalazła ją parę uderzeń serca po tym, jak wróciła. Dziwne. Może… Może to jakiś instynkt.
— Jak to się stało?
Zerknęła na wojowniczkę, krzywiąc się.
— To wina Cienia — mruknęła. — Zapomina, że pazury się chowa.
Zalotka usiadła, pochylając się nad córką. Uczennica zamrugała.
— Pokaż mi to — westchnęła szylkretka.
Pomrok posłusznie dała się obejrzeć. Dotyk matki był stanowczy, ale delikatny. Zmrużyła oko, gdy biała łapa zbliżyła się do jej oka, a później cofnęła.
— Nie chcę iść do medyków — miauknęła jeszcze, głośno, ale z nutą niepewności.
Kocica uniosła brew. Pomrok przełknęła ślinę i zniżyła ton głosu do szeptu.
— Nie chcę widzieć Jarzębinowego Żaru.
— Nie chcę iść do medyków — miauknęła jeszcze, głośno, ale z nutą niepewności.
Kocica uniosła brew. Pomrok przełknęła ślinę i zniżyła ton głosu do szeptu.
— Nie chcę widzieć Jarzębinowego Żaru.
[653 + walki uczniów]
[przyznano 13% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz